TOP 10 najlepszych młodzieżowców Ekstraklasy #1

Mimo że polskie zespoły już od kilkunastu dni rywalizują z różnym skutkiem w eliminacjach do europejskich pucharów, to jednak nasza rodzima liga wróciła dopiero w ostatni piątek.

Jak co rok czekały nas zmiany. Po wielu latach na najwyższy poziom powrócił Raków Częstochowa, który już na wiosnę był na ustach całej piłkarskiej Polski. Dla fanów naszej ligi dobrą informacją było także to, że tak zasłużony i utytułowany klub jak ŁKS ponownie będzie widziany przed największą publicznością. W tym roku to jednak nie beniaminkowie są największą nową atrakcją PKO Bank Polski Ekstraklasy.

Obowiązywać zaczął przepis o młodzieżowcu, który wymusza, że przez cały mecz na boisku musi przebywać przynajmniej jeden zawodnik z rocznika 1998 lub wyższego. Tym samym logiczne wydaje się, że w tym roku swoje szansę będą otrzymywać piłkarze, którzy w poprzednim roku byli jedynie zmiennikami lub w ogóle nie pojawiali się na boisku. Oczywiście są także tacy zawodnicy, którzy mimo młodego wieku stanowią absolutny trzon swojej drużyny i są jej ważną częścią, lecz nie są to częste przypadki.

Wymienić wśród nich można Radosława Majeckiego, Roberta Gumnego, Patryka Dziczka, Kamila Jóźwiaka czy Bartosza Slisza. To jednak nie tylko oni mogą prezentować wysoki poziom. Wiele można się spodziewać po piłkarzach do tej pory występujących na zapleczu Ekstraklasy. Jan Sobociński, Przemysław Płacheta, Tymoteusz Puchacz, Bartosz Bida czy Jakub Moder chcą pewnie poradzić sobie na tym etapie i nikt z nich nie wyobraża sobie potencjalnego powrotu do Fortuna 1 Ligi.

Postanowiliśmy po każdej kolejce prezentować dla was ranking 10 najlepszych młodzieżowców z danej kolejki. Zawodnicy będą zbierać punkty i finalnie dzięki temu na koniec sezonu uda się wybrać najlepszego młodego zawodnika ekstraklasy. 

Przed przedstawieniem listy najlepszych w tym tygodniu skupmy się na zawodnikach, którzy ewidentnie nie poradzili sobie w pierwszej kolejce tak dobrze jak można by tego od nich oczekiwać. Piłkarzami takimi w sobotni wieczór zdecydowanie byli Robert Gumny i Patryk Dziczek. Dwa czołowe nazwiska ekstraklasy, które jednak nie dały najlepszych meczów. Obydwoje byli bardzo solidni i być może jeszcze w tym okienku transferowym opuszczą Polskę, ale zdecydowanie należy od nich oczekiwać więcej. Robert Gumny mógł już przyzwyczaić kibiców Lecha lepszą grą. Najlepszą akcją w jego wykonaniu był rzut rożny, kiedy to bardzo szybko wrócił po piłkę w okolice środka boiska i tym samym uniemożliwił wyprowadzenie groźnej kontry. Tylko że ponownie cała obrona Kolejorza wyglądała ponownie słabo co też nie pomaga ogólnej ocenie. Patryk Dziczek wyglądał za to dużo słabiej od swojego partnera ze środka pola czyli Patryka Sokołowskiego. Reprezentant do lat U21 oczywiście nie był na boisku jednym ze słabszych, ale miał już wiele dużo lepszych momentów w Ekstraklasie. Popełnił także duży błąd w momencie, gdy zagrał piłkę w szerz boiska, a ta została łatwo przejęta i miał szczęście, że nic z tego nie wynikło. Tak więc w mojej ocenie dwójka ta znalazła się poza Top 10.

Ich los podzielił kolega z reprezentacji Czesława Michniewicza czyli Karol Fila. 21 letni Gdańszczanin był bardzo solidną opcją na prawej stronie, lecz przez cały pryzmat meczu nie miał zbyt wiele okazji do wykazania się. Po tym jak Zarko Udovicic otrzymał czerwoną kartkę to cała Lechia Gdańsk mocno się cofnęła. Tym samym cały zespół Lechii wyglądał solidnie, lecz pochwalić można właściwie najbardziej tylko Dusana Kuciaka.

W pierwszym sobotnim meczu Korona Kielce podejmowała Raków Częstochowa. Udało im się w tym meczu zachować czyste konto, lecz mimo to Paweł Sokół nie znalazł się w najlepszej dziesiątce młodzieżowców. Głównym powodem była bardzo elektryczna pierwsza połowa w jego wykonaniu. Wszyscy widzieli już chyba jedna z akcji, gdy to Sokół nie atakowany przez nikogo piąstkuje piłkę w górę i ta zostaje wybita na rzut rożny. Nie oznacza to jednak, że w przyszłości były piłkarz Manchesteru City nie będzie dobrym bramkarzem, wszystko jeszcze przed nim. Bardzo przeciętny mecz jak cały Raków zagrał Miłosz Szczepański, który miał jeden bardzo mocny strzał z dystansu, który minimalnie minął prawy słupek bramki. Trener Papszun musi mieć nadzieję, że jego młody zawodnik w następnym meczu pokaże się z lepszej strony.

Kibice Wisły Kraków mogą niepewnie patrzeć w przyszłość zarówno jeżeli chodzi o postawę całej drużyny, jak i młodzieżowców. Pod koniec poprzedniego sezonu wielu z nich dostało swoją szansę, lecz w pierwszym meczu sezonu wybiegł bardzo doświadczony już Kamil Wojtkowski. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że ten mecz w jego wykonaniu dokładnie taki sam jak cały ostatni rok czyli słaby. Właściwie zapamiętać można moment, gdy spróbował oddać strzał w drugiej połowie, a piłka trafiła jednak do Drzazgi, który był blisko by strzelić bramkę, lecz świetnie spisał się Putnocky. Poza tym szału absolutnie nie było. Cały mecz zawodnik z Sokoła Podlaskiego bardzo się miotał i nie pomógł zbytnio swojej drużynie. Z drugiej jednak strony to cała drużyna grała bardzo słabe spotkanie i być może jeśli to się poprawi to także i ten ofensywny pomocnik pokaże się z dużo lepszej strony. Jeżeli nie to Maciej Stolarczyk być może będzie musiał wyciągnąć z ławki innego młodego piłkarza, a jednym z kandydatów do gry może być Marcin Grabowski lub kontuzjowany w tym momencie młodziutki Daniel Hoyo-Kowalski.

Podobnie niespokojnie jest u ich sąsiadów zza miedzy. Można powiedzieć oczywiście, że Kamil Pestka zagrał solidne spotkanie w meczu przeciwko Zagłebiu Lubin. Nie był to jednak występ idealny. Zagłębie Lubin chętniej raczej biegało właśnie swoją prawą stroną, a i ciężko było szukać tego lewego obrońcy w udanych akcjach ofensywnych. Chyba średnio zadowolony z jego postawy był także Michał Probierz, bo po tym jak na boisku pojawił się Sylwester Lusiusz to Kamil Pestka dość szybko został zmieniony przez Diego. Za Kamilem Pestką przemawia jednak fakt, że w Cracovii sytuacja z młodzieżowcami nie wygląda zbyt dobrze. Mimo że Lusiusz pojawił się na boisku to ciężko liczyć, że Probierz będzie na niego stawiał regularnie co kolejkę. Środek pomocy w krakowskim zespole jest mocno obsadzony i mało realne, że szkoleniowiec zrezygnuje z Gola czy Dąbrowskiego. Za to w niedzielnym rywalu Cracovii nie ma żadnych kłopotów z młodzieżowym środkiem pola. Bartosz Slisz nie wystąpił w pierwszej kolejce ligi, lecz to prawdopodobnie tylko kwestia czasu. Od pierwszej minut wyszedł za to Łukasz Poręba, który zdecydowanie nie zmarnował tej szansy. Oczywiście nie zagrał on jakiegoś super meczu, bo i nawet nie znalazł się w Top 10, lecz nie zabrakło mu do tego wiele. Nie pomogło na pewno to, że został mocno poturbowany przez rywala i musiał wkrótce zejść z boiska. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, ze najbliższe miesiące przed tym chłopakiem kreują się bardzo dobrze.

W poniedziałkowym meczu średnio spisał się pewniak do gry w Górniku Zabrze, a więc Przemysław Wiśniewski. W poprzednim sezonie miał bardzo średnią jesień, ale nie był wystawiany na swojej pozycji. Gdy to się zmieniło wiosną i przeszedł na środek obrony to wyglądał już dobrze. Odejście Daniego Ramireza władz z Zabrza pewnie tak nie bolało, bo doskonale wiedziano, że jeszcze doświadczony już Pawel Bochniewicz oraz własnie Wiśniewski. W meczu z Wisłą Płock grał bardzo solidnie, lecz popełnił jeden duży błąd, który doprowadził do rzutu karnego. Wydaje się jednak, że finalnie w tym sezonie będzie to bardzo mocna opcja dla trenera Brosza, a może także dla selekcjonera Michniewicza.

Na koniec pozostawiłem sobie dwóch bardzo młodych graczy, którzy mimo słabych wyników swoich zespołów pokazali się z dobrej strony. Chodzi o Mateusza Młyńskiego Mateusza Praszelika. Pierwszy z nich wszedł na boisku w drugiej połowie i oprócz Michała Nalepy i Kamila Antonika był najlepszym piłkarzem Arki na boisku. Trzeba przyznać, że pokazał Jackowi Zielińskiemu jak wielki ma potencjał i w ogóle nie zdziwię się jeśli w najbliższym meczu Arka Gdynia wyjdzie na dwóch zawodników młodzieżowych. Mateusz Praszelik za to sensacyjnie wyszedł w inauguracyjnym meczu Legii od pierwszej minuty i trzeba jasno powiedzieć, że pokazał się bardzo solidnie. Zapamiętać można dwie sytuacje, które sobie wykreował. Pierwsza z nich to nieprzyjemny strzał z dystansu po dobrej akcji drużynowej, kiedy to bramkarz Pogoni miał delikatne kłopoty. Druga była za to jeszcze lepsza, bo Praszelik imponująco ułożył sobie piłkę i oddał strzał z kilku metrów. Z cała pewnością trzeba obserwować tą dwójką w najbliższych tygodniach, bo mają oni duże papiery na granie.  

 

10. miejsce – Bartłomiej Żynel

W poprzednim sezonie zdecydowaną większość czasu między słupkami bramki Wisły Płock spędził Thomas Dahne, który jednak kilka razy pokazał się z bardzo słabej strony. Do tego w ostatnich tygodniach doznał urazu, przez co do bramki wskoczył Bartłomiej Żynel, który nie zachwycił swoją formą. Kilka tygodni temu zarząd klubu z Płocka poinformował o zakupie rezerwowego Śląska Wrocław, Jakuba Wrąbla. Pojawiały się pogłoski o zatrudnieniu Arkadiusza Malarza, który po ponad trzech latach odszedł z Legii Warszawa. Finalnie do tego transferu nie doszło, lecz walka o pierwszy skład między bramkarzami zapowiadała się imponująco. Trener Leszek Ojrzyński musząc pamiętać o przepisie o młodzieżowcu postawił na Bartłomieja Żynela i ten zagrał bardzo solidnie. Oczywiście już na początku spotkania spowodował rzut karny przy zamieszaniu z wybijaniem piłki, lecz świetnie naprawił swój błąd znakomicie broniąc tą “jedenastkę”. Wydaje się, że nie tylko tym samym zmazał plamę, ale i dodał sobie pewności siebie. Przy straconej bramce można powiedzieć, że dostał piłkę po krótkim roku, lecz była to sytuacja jeden na jeden i ciężko było oczekiwać od niego czegoś lepszego. Tak więc patrząc ogólnie na całe spotkanie trzeba dobrze ocenić wychowanka Jagielloni Białystok. Nie pomagała mu średnia postawa linii defensywnej Wisły Płock, bo przy straconej bramce wielki błąd popełnił Szwoch, a i lepiej mógł się zachować Jakub Rzeźniczak. Trzeba mieć nadzieję, że w następnych tygodniach Bartłomiej Żynel będzie potwierdzał swoją dyspozycję, bowiem rozwiązałoby to problem młodzieżowca dla Leszka Ojrzyńskiego. Bardzo ciężko w tej drużynie znaleźć innych utalentowanych młodych graczy. Z innych zawodników są jeszcze Damian Michalski, Maciej Spychała, Mikołaj Kwietniewski oraz Olaf Nowak. Tak więc nic dziwnego, że to Żynel jest pierwszym wyborem, lecz jeżeli straci formę to nikt nie będzie na niego stawiał na siłę. 

 

9. miejsce – Kamil Antonik

Przed rozpoczęciem tego sezonu wydawało się, że największy kłopot z młodzieżowcami będzie miała Arka Gdynia, która w poprzednim sezonie mogła się chwalić tylko Mateuszem Młyńskim. Oczywiste więc było dla całego sztabu, że przed tym sezonem trzeba dokonać wzmocnień i sprowadzono z 2 ligi właśnie Kamila Antonika. Nie był to może transfer bardzo głośny, bo jednak ciężko było usłyszeć coś wcześniej o piłkarzu Resovii Rzeszów. Trener Jacek Zieliński przed pierwszym gwizdkiem sezonu postanowił postawić na Antonika i mimo bardzo słabego meczu całej drużyny raczej tego nie żałuje. Piłkarz z Lubaczowa był najlepszym graczem swojej drużyny i w drugiej połowie był o włos od strzelenia gola, lecz znakomity strzał z okolicy dwudziestu metrów zatrzymał się na poprzeczce. W drugiej połowie gdyńska drużyna grała już na dwóch ofensywnych młodych graczy, bo do Antonika dołączył Mateusz Młyński i wyglądało to bardzo dobrze. Wydaje mi się prawdopodobne, że w poniedziałkowym meczu z Pogonią Szczecin możemy zobaczyć tą dwójkę od pierwszej minuty. Reszta zawodników z Gdyni wygląda bardzo średnio i oczywiste wydaje się, że Arka raczej będzie w tym sezonie walczyć o utrzymanie. Z młodzieżowców nadających się już do gry możemy wskazać m.in. jeszcze Jana Łosia, który jest o dwa lata młodszy od Antonika więc może być spokojnie wprowadzany do zespołu. Nie jest więc to bardzo duża ilość i w przypadku kontuzji jednego lub dwóch graczy może pojawić się duży kłopot, bo i nie ma informacji by zarząd zespołu działał jeszcze na rynku transferowym. Tak więc Arka Gdynia może być jedną z tych drużyn, którym przepis o zawodniku do lat 21 nie będzie zbytnio pomagał. 

 

8. miejsce – Radosław Majecki

Młody zawodnik Legii Warszawa mimo bardzo małego doświadczenia na boiskach ekstraklasy stał się już kluczową postacią w tej drużynie. W poprzednim sezonie rozegrał kilkanaście meczów w pierwszej drużynie, wygryzł Radosława Cierzniaka i Arkadiusza Malarza zostając numerem jeden. W momencie wejścia przepisu o młodzieżowcu wiadomo było, że to właśnie młodzieżowy Reprezentant Polski będzie pierwszym wyborem Aleksandara Vukovicia. Zwłaszcza po sprzedaniu Sebastiana Szymańskiego oczywiste stało się, że serbski trener nie ma wielkiego polu manewru. Co ciekawe jednak Legia w pierwszym meczu sezonu wyszła z dwoma młodzieżowcami, bo obok Majeckiego znalazł się jeszcze Mateusz Praszelik. O tym drugim wspominałem już jednak wcześniej. Radosław Majecki pokazał się w niedzielnym spotkaniu z bardzo solidnej strony. Oczywiście trzeba pamiętać, że stracił dwie bramki, lecz zarówno strzał Buksy jak i Kozulja był raczej ciężki do obrony. Wyróżnić należy dwie udane interwencje Majeckiego, pierwsza miała miejsce po tym jak piłka trafiła w poprzeczkę, a następnie zawodnicy Pogoni próbowali ją skierować do bramki, lecz bardzo dobrze popisał się właśnie Radosław Majecki. Drugi raz Majecki musiał się wysilić, kiedy to Zvonimir Kozulj strzelił przy prawym słupku z okolić dwudziestego metra, a bramkarz odbił piłkę na rzut rożny. Nie był to oczywiście wielki występ, dlatego zawodnik ten ląduje dopiero na ósmym miejscu, lecz wszyscy zdają sobie sprawę, że finalnie w ogólnej klasyfikacji wyląduje dużo wyżej. Radosław Majecki jako młodzieżowiec jest idealną opcją dla zespołu ze stolicy, bo jeżeli nie będzie kontuzjowany to może rozegrać jako młodzieżowiec cały sezon. Gdyby się jednak tak nie stało to w obwodzie pozostają tacy gracze jak wspomniany już Praszelik, a do tego Wojciech Muzyk, Michał Karbownik, Kacper Kostorz oraz Maciej Rosołek. Wydaje się więc, że Dariusz Mioduski dobrze zabezpieczył swój zespół.

 

7. miejsce – Sebastian Kowalczyk

Sebastian Kowalczyk w poprzednim sezonie absolutnie musiał być uznawanym za podstawowego zawodnika Pogoni Szczecin. Wychowanek Salosu zaliczył dwie bramki i cztery asysty, więc miał liczby lepsze niż chociażby Konrad Michalak, który zadebiutował już w rosyjskiej lidze. W tym roku jednak zarówno Kosta Runjaic jak i kibice Pogoni mogą oczekiwać od Sebastiana tego, że stanie się kluczowym zawodnikiem pierwszego składu. W letnim okienku transferowym do Australii przeniósł się Radosław Majewski, więc w linii ofensywnej zrobi się więcej miejsca dla Kowalczyka. Wcześniej za to potwierdzono, że do włoskiej Serie A przenosi się Sebastian Walukiewicz, tak więc to młody skrzydłowy z automatu został najważniejszym młodzieżowcem. Nie ma wątpliwości, że w grupie graczy do lat 21 niemiecki szkoleniowiec będzie stawiał w pierwszej kolejności na tego skrzydłowego. Z Legią zagrał on bardzo solidny mecz, mimo że jego występ został przyćmiony przez znakomity duet Adam Buksa-Zvonimir Kozulj. Kowalczyk jednak wnosił dynamikę na skrzydła, a pomagało to, bowiem Legia Warszawa miała przewagę przez większą część meczu. Dwie bramki dla Pogoni padły po dośrodkowaniach ze skrzydła, a druga była już typową kontrą. Na najbliższe mecze jest to duża szansa dla Kowalczyka, bo może pokazać, że jest naturalnym liderem drużyny. Nie przez przypadek został wskazany jako jeden z kapitanów. Gdyby jednak piłkarz ten wypadł ze składu to Runjaic spokojnie ma czym go zastąpić. Adrian Benedyczak, Jakub Bursztyn dali się już poznać kibicom Ekstraklasy, a bardzo utalentowanymi juniorami są podobno chociażby Kacper Kozłowski i Maciej Żurawski. Tak więc przed Pogonią raczej są dobre czasy. 

 

6. Miejsce – Tymoteusz Puchacz

Lech Poznań w tym roku ma bardzo chętnie stawiać na wychowanków oraz zwyczajnie młodych piłkarzy, więc już w pierwszym meczu od początku wybiegło trzech młodzieżowców. Wcześniej wspominałem już o Robercie Gumnym, a na szóstym miejscu w tym zestawieniu postanowiłem umieścić Tymoteusza Puchacza. Przed sezonem wydawało się, że zawodnik ten może być ustawiany na lewej obronie jako zmiennik, lub nawet konkurent dla Volodymyra Kostevycha. Trener Dariusz Żuraw postanowił inaczej i na inaugurację nowych rozgrywek wystawił Puchacza na skrzydle. W poprzednim sezonie, podczas wypożyczenia do GKS’u Katowice wystawiany był na obydwóch pozycjach, lecz częściej właśnie wybiegał jako defensywny gracz. Trzeba jednak po pierwszej kolejce jasno stwierdzić, że Żuraw dobrze trafił z pozycją. Puchacz zagrał zwyczajnie dobry mecz, był dużo lepszy niż chociażby Karlo Muhar, Darko Jevtić czy wystawiony na szpicy Jao Amaral. Bardzo mogła się podobać akcja z drugiej połowy kiedy to Puchacz był bliski tego by skierować piłkę do siatki, lecz finalnie zabrakło bardzo mało po imponującym strzale. Być może błędem było dość szybkie ściąganie go z boiska, gdy w jego miejsce na skrzydło wszedł dużo bardziej doświadczony Maciej Makuszewski. Były zawodnik Jagielloni wyróżnił się właściwie tylko strzałem z dystansu, z którym poradził sobie jednak bramkarz Piasta Gliwice. Możliwe że, gdyby trener Żuraw pozostawił Puchacza na boisku to udałoby się w końcówce nie tylko doprowadzić do remisu, ale także wywieźć z Gliwic trzy punkty. Finalnie i tak trzeba uznać ten mecz za dobry dla Tymoteusza Puchacza 

 

5. Miejsce – Przemysław Płacheta

Śląsk Wrocław mimo, że ma za sobą bardzo średni sezon to już na początku okna transferowego popisał się małym sukcesem. W bezpośredniej walce pokonał m.in. Legię Warszawa oraz Wisłę Kraków i to oni podpisali umowę z Przemysławem Płachetą. Zawodnik ten rok temu grał w Fortuna 1 Lidze, gdzie pokazał się na tyle dobrze, że Czesław Michniewicz postanowił powołać go na Mistrzostwa Europy do lat 21 we Włoszech oraz San Marino. Płacheta nawet wyszedł na boisko w końcówce przegranego meczu z Hiszpanią. Tylko to mogło sprawić, że kluby bardzo chętnie widziałyby go u siebie, a zwłaszcza po uchwaleniu przepisu o młodzieżowcu. Płacheta wybrał Śląsk, gdzie właściwie ma od początku zagwarantowany pierwszy skład. W debiutanckim meczu z Wisła Kraków pokazał się z bardzo dobrej strony na skrzydle, gdzie mocno mieszał w obronie gospodarzy. Nie miał udziału przy bramce, która padła po pięknym strzale lewego obrońcy, ale mimo to pokazał się z bardzo dobrej strony. Na ogólny odbiór zawodnika z Łowicza jest oczywiście jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Nie zmienia to faktu, że początki są bardzo obiecujące i raczej Płacheta nadal może liczyć na powołania od selekcjonera młodzieżowej kadry. Przechodząc jeszcze na chwilę do tematu całego Śląska Wrocław można podsumować ich ogólny stan młodzieżowców, który nie jest fatalny. Dość rozpoznawalnym piłkarzem jest Mateusz Hołownia, lecz na lewej obronie będzie miał piekielnie ciężko wygrać rywalizację z Dino Stiglecem. Z wypożyczenia do GKS’u Katowice powrócił także Adrian Łyszczarz, którego największym plusem jest to, że ma już na koncie kilkanaście występów w lidze. Wiele więc wskazuje na to, że Śląsk dobrze przygotował się na nowe czasy. 

 

4. Miejsce – Kamil Józwiak

Na pierwszym miejscu za podium znalazł się kolejny bardzo doświadczony już piłkarz na szczeblu Ekstraklasy. Kamil Józwiak już rok temu wydawał się być kandydatem do powołanie przez Jerzego Brzęczka, lecz selekcjoner pierwszej reprezentacji nie zdecydował się na to. Jego decyzja mogłaby być inna, gdyby cały Lech grał lepiej, ale doskonale wiadomo jaki był ostatni sezon dla Kolejorza. Średnio udane były także ostatnie Mistrzostwa Europy do lat 21, gdzie przegrał rywalizację z Konradem Michalakiem oraz Sebastianem Szymańskim i finalnie zagrał tylko kilka minut. Początek meczu też nie był dla niego idealny, bo przegrał pojedynek na swojej stronie z Gerardem Badią, który posłał piłkę w pole karne, a bramkę strzelił Jorge Felix. Potem było już jednak zdecydowanie lepiej. Kamil Jóźwiak wykorzystywał swoje atuty takie jak m.in. szybkość, a przykładem mogła być sytuacja z drugiej połowy, gdy wychodził już sam na sam z Plachem. Na ziemię powalił go jednak wtedy Huk, który tym samym zaliczył czerwoną kartkę. Za akcję tą trzeba podnieść ocenę dla Jóźwiaka, bowiem gdyby wszystko odbyło się zgodnie z przepisami to bardzo możliwe, że to właśnie on trafiłby do bramki Piasta Gliwice. Mimo że tak się nie stało to jednak wychowanek Lecha potwierdził swoją jakość i umiejętność i absolutnie razem z Robertem Gumnym może stać się filarem drugiego największego polskiego klubu. Wszystko będzie oczywiście zależało od tego, czy Lech Poznać w tym sezonie będzie zwyczajnie lepszy niż rok temu.

 

3. Miejsce – Paweł Tomczyk

Dariusz Żuraw od pierwszej minuty w meczu z Piastem Gliwice wystawił trójkę Robert Gumny, Tymoteusz Puchacz oraz Kamil Józwiak. Na ławce pozostał za to Paweł Tomczyk, który nie dość, że w hierarchii klubu jest na 3 miejscu wśród napastników, to jeszcze na szpicy wyszedł pomocnik Jao Amaral. Wydawało się, że Mistrz Polski może mieć ponownie bardzo duży problem z grą, mimo że podobno w szatni znaczy dość sporo. Gdy Lech przez zdecydowaną część sobotniego meczu przegrywał to szkoleniowiec najpierw wprowadził Timura Zhamaletdinova, a dopiero w 79 minucie na boisko wszedł Paweł Tomczyk. Już trzy minuty później pokazał swój spryt oraz umiejętności, gdy wykorzystał znakomite podanie od Darko Jevticia, lecz nawet Szwajcar nie mógł przypuszczać, że młodzieżowy Reprezentant Polski zdobędzie gola. Oczywiście że spory błąd popełnił Frantisek Plach, ale i tak zawsze bramka z ostrego kąta to coś widowiskowego. Być może dzięki temu Tomczyk zyska w oczach Dariusza Żurawa i pod nieobecność Christiana Gytkjeara przeskoczy w drabince klubu zarówno Jao Amarala jak i młodego Rosjanina. To właśnie dzięki tej bramce znalazł się w tej klasyfikacji tak wysoko mimo 15 minut na boisku, bo jednak napastnika trzeba rozliczać z trafień. Lech Poznań może imponować ilością młodzieżowców w pierwszym meczu, lecz to nie jest jeszcze koniec ich możliwości, bo na ławce siedzieli m.in. Tymoteusz Klupś, Jakub Moder, oraz Mateusz Skrzypczak. A pamiętajmy o takich zawodnikach jak Miłosz Mleczko, Filip Marchwiński czy nawet Wiktor Pleśnierowicz. Trzeba więc jasno powiedzieć, że to drużyna z Wielkopolski najlepiej przygotowała się na nowy przepis. 

 

2. Miejsce – Jan Sobociński

Na drugim miejscu postanowiłem umieścić kolejnego absolutnego debiutanta w Ekstraklasie. Wychowanek ŁKS’u ma za sobą znakomity sezon w Fortuna 1 Lidze, gdzie przez większość obserwatorów był wymieniany jako jeden z najlepszych obrońców. Dzięki temu Jacek Magiera na Mundialu do lat 20 postanowił nawet wystawiać go w pierwszym składzie obok Sebastiana Walukiewicza. Podobno już w tym okienku mocno zainteresowane nim były także zagraniczne kluby, lecz sam zawodnik postanowił rozpocząć karierę w Ekstraklasie. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że debiut wypadł bardzo dobrze. Do Łodzi przyjechała Lechia Gdańsk, która tydzień wcześniej strzeliła trzy gole Piastowi Gliwice, a tutaj mecz zakończył się wynikiem 0-0. Oczywiście ŁKS przez większość meczu grał w przewadze jednego zawodnika, lecz historia naszej ligi wielokrotnie pokazywała, że często to nie jest aż taka przewaga. Jan Sobociński może być największym odkryciem tego sezonu, takim jak dwa lata temu był chociażby Szymon Żurkowski, a w poprzednim roku Sebastian Walukiewicz. W ŁKS’ie nie byłby mu potrzebny przepis o młodzieżowcu by grać, bo zdecydowanie jest filarem tej drużyny. Trener Kazimierz Moskal nie ma wielkiego pola manewru na wypadek kontuzji Sobocińskiego, bo z młodzieżowców grać mogą m.in. Piotr Pyrdoł, Artur Sojka czy Dawid Arndt. Tak więc dopóki Sobociński jest zdrowy to raczej łódzkiemu klubowi nic nie grozi, a problemy mogą się zacząć dopiero później. Jak na razie warto jednak obserwować postępy być może przyszłego Reprezentanta Polski.

 

1. Miejsce – Bartosz Bida

Po tym jak Zbigniew Boniek i PZPN ogłosili, że w sezonie 2019/2020 do życia wejdzie przepis o obowiązku gry młodzieżowca wydawało się, że Ireneusz Mamrot nie może być z tego powodu zadowolony. W składzie na ten sezon jest dwóch bardzo doświadczonych już zawodników z rocznika 1998, czyli Patryk Klimala oraz Przemysław Mystkowski, lecz ich gra do tej pory nie była idealna. Klimala strzelił na razie jedną bramkę w Ekstraklasie, a Mystkowski dwa ostatnie sezony spędził na wypożyczeniu w 1 lidze, gdzie nie zrobił wielkiego szału swoją postawą. Trzecim potencjalnym zawodnikiem do gry, który był wymieniany – Bartosz Bida, w poprzednim sezonie strzelił na zapleczu Ekstraklasy 5 goli. Jest on jednak o trzy lata młodszy od poprzedników, ale mimo to podobno przed sezonem na sparingach to on grał najlepiej i tym samym wywalczył sobie pierwszy skład. Na boisko wyszedł obok Imaza, Pikryla oraz Mudrinskiego, ale nie spalił się ze stresu. Już w pierwszych minutach sprytnie doszedł do podania Jesusa Imaza i strzelił debiutanckiego gola. Potem miał jeszcze jedną bardzo dobrą sytuację, lecz nie zamienił jej na gola. Grał bardzo dobrze, jak cała Jagiellonia i widać było, że dobrze czuje się na skrzydle. Na ławce zostali znani już w Ekstraklasie Camara i Kostal więc tym bardziej trzeba przyznać, że Bartosz Bida ma duży potencjał. Jeżeli Ireneusz Mamrot nadal będzie na niego regularnie stawiał to jest szansa, że Klimala oraz Mystkowski nie dostaną zbyt wielu szans na pokazanie swoich umiejętności. Trzeba jasno przyznać, że Jagiellonia Białystok ma bardzo mocny skład i może okazać się, że będą jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa. Bartosz Bida jeżeli dobrze wykorzysta swoją szansę to możliwe, że będzie miał  w tym bardzo duży udział.

 

 

Klasyfikacja po 1 Kolejce PKO BP Ekstraklasy: 

  1. Bartosz Bida (12pkt)
  2. Jan Sobociński (10pkt)
  3. Paweł Tomczyk (8pkt)
  4. Kamil Jóźwiak (7pkt)
  5. PrzemysławPłacheta(6pkt) 
  6. Tymoteusz Puchacz (5pkt)
  7. Sebastian Kowalczyk (4pkt)
  8. RadosławMajecki(3pkt) 
  9. Kamil Antonik (2pkt)
  10. BartłomiejŻynel(1pkt) 

 

 

 

 

 

 

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *