NA GORĄCO

SKA Khabarovsk: Walcząc o ligowe punkty w zupełnie innym świecie

15 lipca 2017, 14:40 | Foto: | Autor: Konrad Frąc
SKA Khabarovsk: Walcząc o ligowe punkty w zupełnie innym świecie
Liga rosyjska
1

A może by tak rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady? Ilu z nas nie chciało chociaż raz odciąć się od wielkiego szumu związanego z życiem w centrum wydarzeń? Z niekończącym się nigdy dniem i rozmyślaniami nad tym co dzieje się wokół? W wyobrażeniach większości Polaków miejscem, które pozwala zupełnie się wyciszyć są właśnie Bieszczady, gdybyśmy jednak przenieśli się do Rosji to patrząc z perspektywy ludności mieszkającej w okolicach Moskwy czy Sankt Petersburga podobne obszary są co najmniej dwa: Syberia oraz daleka, wschodnia część kraju już za Irkuckiem. Ze względów krajobrazowych lepiej pasują pierwsze tereny, jednakże jeśli chodzi o społeczne zainteresowanie regionem, na prowadzenie wysuwają się „kraie” w okolicy Władywostoku czy Chabarowska [Khabarovska]. Ostatnie, niespełna 600 tysięczne miasto ma teraz jednak argument, za pomocą którego ma zamiar przypomnieć o swoim istnieniu europejskiej części Rosji – wchodzący do lokalnej Ekstraklasy klub piłkarski: SKA Khabarovsk. Pytanie czy fakt niesłychanie dalekich wyjazdów na mecze nie przykryje starań nie tylko samego zespołu, ale i całego regionu.

Kiedy 28 maja na stadionie w Orenburgu Rusłan Koryan nie pomylił się wykonując rzut karny decydujący o awansie SKA do Priemjer Ligi, w świat poszedł jeden komunikat: do ligi rosyjskiej awansował zespół, mający szansę pobić rekord odnośnie najdłuższego wyjazdu na mecz ligowy w najwyższej klasie rozgrywkowej. Uzbrojeni w linijki, miarki czy nawet i suwmiarki zachodni dziennikarze starali się jak najdokładniej podać jaki dystans dokładnie dzieli najbardziej wysunięty w kierunku Europy Sankt Petersburg właśnie z Khabarovskiem. Rezultat? Niespełna 8800 kilometrów w jedną stronę, jeśli trener Aleksey Poddubskiy kazałby kilku niesfornym piłkarzom biec za autobusem, wiozącym resztę zawodników. W niższych ligach zdarzało się, iż aby nie zmuszać SKA lub Łucz Energii Władywostok do przebywania niesamowicie dalekich oraz kosztownych podróży co tydzień, specjalnie ustawiano terminarz tak, by oba kluby jeździły na 2 kolejne mecze wyjazdowe po 2 spotkaniach u siebie. W Ekstraklasie nie ma o czymś takim mowy, więc po niedzielnym [16.07] meczu u siebie z Zenitem [8800 km do przebycia dla gości – red.], w kolejny poniedziałek zespół z Khabarovska wybierze się do Tuły [8500 km], by następnie gościć na wschodzie CSKA Moskwa [8300], a tydzień później ruszyć do stolicy na mecz z Lokomotivem. Teoretycznie sprawa podróżowania nie wygląda bardzo źle, ponieważ w drugim co do wielkości mieście dalekowschodniej Rosji funkcjonuje lotnisko oferujące szeroką gamę lotów, jednak trzeba wziąć pod uwagę, że nie wszędzie, gdzie w ramach Priemjer Ligi trzeba będzie wyruszyć, można bezpiecznie wylądować. Stąd do trwającego około 9 godzin lotu mogą dojść jeszcze prawie 3  związane z przejazdem autobusem do konkretnej miejscowości, np. Tuły. Problemem, ale jednocześnie niekiedy także argumentem za mogą, być również strefy czasowe, których piłkarze mają każdorazowo do pokonania aż 7.

Same wyjazdy nie są jednak tym, z czym SKA Khabarovsk będzie starał się walczyć. Otóż tak jak uważa się, iż Polska jest podzielona na dwie części: „Polskę A” i „Polskę B”, tak Rosja składa się z co najmniej kilku puzzli więcej, tworzących układankę pt. „Federacja Rosyjska”. Towarzysze mieszkający w okolicy Moskwy, Sankt Petersburga czy nawet Kazania lub Krasnodaru widzą swoją ojczyznę przez pryzmat Europy oraz samej stolicy, tymczasem dla ludzi pochodzących z Irkucka, państwo kończy się na… Syberii, a idąc dalej w kierunku Pacyfiku wszystko zaczyna obracać się w sferach typowo azjatyckich. Tak jest i w Khabarovsku oddalonym o 500 kilometrów od Władywostoku. Mieszkańcy tego miasta, które jednocześnie jest stolicą krai’u – lokalnego odpowiednika naszego województwa – interesuje tylko to co dzieje się w ich regionie lub w będących tuż za miedzą Chinach czy Japonii. Generalnie, mimo iż teoretycznie Władimir Putin trzyma całe państwo w swoim żelaznym uścisku, to rzadko kiedy zdarza się, aby musiał lub chciał interweniować na dalekim wschodzie. Stąd też prawdopodobnie małe zainteresowanie Khabarovskiem ze strony najznamienitszych, rosyjskich oligarchów [Odwzorowujących w głównej mierze prywatne zainteresowania przywódcy – red.], których wielkich interesów próżno szukać w okolicy oceanu łączącego Azję z Ameryką. Szkoda, ponieważ działająca lokalnie władza w postaci Dumy Khabarovska z kimś w rodzaju tamtejszego premiera na czele, pracuje dość pilnie, aby udostępnić ludziom chcącym prowadzić swój biznes w okolicznym regionie, jak najatrakcyjniejsze warunki.

fot. Z Khabarovskiem bardziej kojarzy się Pekin niż Moskwa.

Dzięki wspólnym działaniom Khabarovsk został uznany w 2006, 2008 oraz 2009 roku za najszybciej rozwijające się miasto w Rosji, a od 8 lat nie wychodzi z najlepszej dziesiątki tego zestawienia. Ten aspekt wykorzystano jednak w Moskwie, wciąż inwestując w rozwój Komsomolsk-on-Amur Aircraft [KnAAPO] i nadając jej gigantyczne kontrakty na budowę nowych samolotów dla państwa. Chociaż cały biznes jest odgórnie kontrolowany przez rząd to rozpęd, jaki został nadany pobliskiej gospodarce ze względu na podatki wpłacane do kasy krai’u jest niezwykle potężny. Komfortowa sytuacja gospodarcza zachęciła lokalnych oraz zagranicznych biznesmenów do zainwestowania na tamtych terenach, w związku z czym w 2010 roku magazyn Forbes mógł przyznać i przyznał Khabarovskowi tytuł drugiego, najbardziej przyjaznego prywatnym interesom miasta w Rosji. Przed ostoją produkcji samolotów znalazł się tylko… Krasnodar. Windując miasto wysoko w rankingach gospodarczych, a jednocześnie nie mając specjalnie jak pokazać się całemu światu ze względu na znikome zainteresowanie turystyczne lub jakiekolwiek inne, lokalna władza zdecydowała, iż jego wizytówkę powinna stanowić zupełnie inna instytucja. Instytucja, na pierwszy rzut oka, zapewniająca zupełnie neutralne podejście do metropolii oraz jej położenia. Tą miał stać się właśnie SKA Khabarovsk.

Zespół z Khabarovska powstał w 1946 roku zaraz po wojnie, jako miejsce, w którym swoją tężyznę fizyczną mieli utrzymywać, wracający z frontu II Wojny Światowej, rosyjscy żołnierze. Bliski związek z Armią Czerwoną jest widoczny już w nazwie drużyny, której skrót SKA można rozwinąć do Sportiwnyj Kłub Armii, czyli Wojskowego Klubu Sportowego. W podobieństwie do np. CSKA Moskwa brakuje tylko litery ‚C’, zarezerwowanej dla oddziałów stołecznych. Mimo to od 1999 do 2016 roku ekipa z miasta fabryki samolotów występowała pod nazwą SKA-Energyia, a to dlatego, iż w tych latach jej głównym sponsorem została firma RusHydro, czyli kontrolowana przez Putina spółka zamieniająca siłę ruchu wody w energię elektryczną. Rok temu podjęto jednak szereg decyzji mających na celu umieszczenie raz na zawsze SKA przynajmniej na rosyjskiej mapie futbolowej – pierwszą decyzją po ogłoszeniu, nomen omen, rewolucji było odnowienie związku z wojskiem i powrót do starej nazwy, a także stworzenie nowej marki klubu jednoznacznie kojarzącej się z Armią Czerwoną. Zaraz po tym nawiązano również współpracę z CSKA Moskwa, chcąc przyspieszyć rozwój lokalnej akademii piłkarskiej przy pełnym wsparciu piłkarskiej centrali i chociaż nie ujawniono szczegółów tejże umowy to mówi się, iż ścisły związek pomiędzy oboma zespołami ma doprowadzić do utworzenia prężnie działającej szkółki piłkarskiej ze swoimi oddziałami zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie kraju.

fot. Współpraca SKA i CSKA powinna być utrudniona po awansie SKA do Ekstraklasy, ale czy w Rosji będzie to w ogóle problem?

Przy pierwszym kontakcie można by więc odnieść wrażenie, iż działania SKA idą w bardzo dobrym kierunku, jednakże bliższe spojrzenie na to co regularnie dzieje się w klubie mogą drastycznie zmienić ten pogląd. Żeby zrozumieć dlaczego w zespole dokonywane są pewne ruchy, trzeba wiedzieć, że jeśli chodzi o sport to w Rosji naciska się na to, aby sukcesy odnosić zaraz po podjęciu kroków, mających doprowadzić do tegoż celu – szczególnie, jeśli ich pomysłodawcą jest władza. Głównym udziałowcem w klubie z Khabarovska jest lokalna Duma, ale bez głosu nie pozostają również, wspomniane wcześniej,  rządowe KnAAPO oraz RusHydro, więc moment, w którym do zespołu sprowadzany jest konkretny piłkarz, z polecenia kogoś z tego triumwiratu, oznacza nie mniej, nie więcej, iż ten zawodnik ma poprowadzić ekipę do sukcesów. Niestety w ostatnich latach, zespół z miasta samolotów tych sukcesów nie odnosił stąd regularne, gigantyczne przemeblowania personalne w kadrze drużyny. Ba! Nawet w tym roku po awansie na najwyższy szczebel rozgrywkowy z Khabarovskiem pożegnało się aż 11 piłkarzy, a na ich miejsce sprowadzono 7 zastępców. Takie zero-jedynkowe postępowanie może przynosić na myśl historyczne [oraz aktualne] powiązania z Armią Czerwoną, a co za tym idzie również z czasami Stalinizmu oraz wcześniejszym panowaniem Lenina. Duch tego drugiego wciąż widoczny jest w mieście za sprawą nazwy głównego placu, pomnika, z którego Lenin patrzy na miejscową ludność, a także dzięki… stadionowi SKA, wciąż noszącego imię nieżyjącego, rosyjskiego przywódcy. De facto tamtejsza arena piłkarska stanowi pewnego rodzaju muzeum, nieskazitelnie zachowanej myśli komunistycznej: stalinowska fasada [Podobna do tej ze stadionu Polonii Warszawa – red.], a także masywne jupitery to jednakże tylko początek, wskazujący następnie brak jakichkolwiek nowoczesnych inwestycji na tym obiekcie. W 2013 roku murawa stadionu została całkowicie zalana za sprawą powodzi, która nawiedziła Khabarovsk, jednakże nawet znaczna ilość pieniędzy przekazana lokalnym władzom na jej naprawę przez samego Władimira Putina nie sprawiła, by zamontowano pod nią chociażby mocniejszy drenaż. Znacznym problemem może okazać się więc gra w zimowych miesiącach –  obiekt może tego po prostu nie przetrwać. Aby zaradzić jakoś potencjalnemu zagrożeniu kierownictwo ligi poszło na ustępstwo, pozwalając SKA na rozegranie ostatnich dwóch meczów ligowych przed przerwą zimową [10 grudnia] na wyjeździe: tj. w Machaczkale i Kazaniu. Mimo to piętnastotysięczny stadion wzniesiony w 1951, a ostatnio remontowany w 2008, może nie podołać na pełnym dystansie ligowej walki.

fot. Stadion SKA, choć stary, jest wielofunkcyjny, a w zimie staje się nawet… lodowiskiem.

Jeśli o tę chodzi w aspekcie czysto piłkarskim to Niebiesko-czerwono-biali są z góry skazywani na spadek. Nawet najwięksi znawcy rosyjskiej piłki, tacy jak ekipa portalu Futbolgrad, nie potrafią niekiedy wspomnieć choćby jednego piłkarza, który mógłby sprawić różnicę w morderczej walce o utrzymanie w elicie. Według Transfermarktu najwartościowszym graczem zespołu jest jego nowy nabytek – Vitali Fedorov, który po wygaśnięciu kontraktu w łotweskim FC Ryga dołączył do drużyny beniaminka Priemjer Ligi, ale czy ktoś kto od kwietnia rozegrał raptem 2 mecze może szybko zacząć stanowić o sile zespołu? Generalnie po drużynie trenera Poddbuskiy’iego nie można spodziewać się fajerwerków technicznych, gdyż znaczna część jego kadry to typowi piłkarscy wyrobnicy, najlepiej nadający się do gry typowo defensywnej – np. w ustawieniu 5-2-2-1. Znacznym problemem może być także brak jakiegokolwiek doświadczenia z Ekstraklasy u większości piłkarzy, stąd władze podjęły desperacką próbę ściągnięcia do klubu zawodników z przeszłością w pierwszej lidze. Efekt? Do kadry dołączyło kilku facetów w okolicy trzydziestki z reguły z kilkudziesięcioma występami na najwyższym poziomie ligowym. Czy dorzucając do tego minuty z gry w Lidze Mistrzów [W FC Astana – red.] Denysa Dedechki SKA ma szansę na utrzymanie? Eksperci i bukmacherzy odpowiadają jednoznacznie: NIE.

Chociaż wartość całej drużyny z Khabarovska nie stanowi nawet 1/3 tego, co Zenit Sankt Petersburg wydał na jedną swoją gwiazdę – Paredesa – w czasie ostatniego okienka transferowego, to w piłce już nie raz okazało się, iż na boisku pieniądze nie grają. Zwłaszcza, jeśli mecz jest rozgrywany w nietypowych warunkach. Do takich właśnie spotkań z pewnością zaliczy się jutrzejszy [16.07] mecz pierwszej kolejki ligowej rosyjskiej ekstraklasy, w której SKA podejmie u siebie rzeczoną ekipę z Sankt Petersburga. Czy słono opłacani piłkarze dadzą sobie radę na dalekim wschodzie? Czy długa podróż i zmiana stref czasowych sprawią, iż to gospodarze okażą się sensacyjnymi zwycięzcami? Odpowiedź na te oraz wiele innych pytań da, rozpoczynający się jutro o godzinie 10:00 polskiego czasu, mecz na stadionie im. Lenina. Bez względu na rezultat tego pojedynku warto będzie śledzić dalszy rozwój  SKA, pchający ku podróżom do innego świata.

 // Konrad Frąc

1 komentarz

  1. Marcin

    Bardzo dobrze że awansowali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przejdź do paska narzędzi