Sevilla wyprzedza Atletico i dołącza do czołówki. Pandemia przeszkodą w procesie globalizacji

Sevilla

fot. ABC de Sevilla

Poznaliśmy limity wynagrodzeń w LaLiga. Sevilla spycha z podium Atletico Madryt, wnosząc limit na poziomie około 200 mln euro. Andaluzyjski klub zwiększył obroty netto o 17%. To wyraźny wzrost względem minionej zimy. Niemniej ekipa z Sanchez Pizjuan wciąż walczy o ekonomiczną stabilność, bo straty sięgają 41 mln euro.

Sevilla rośnie, ale i polega na zyskach osiągniętych przed pandemią. Owszem, Nervionenses wraz z zakończeniem sezonu 2020/21 wyszli 5,5 mln euro na plus, ale biorąc pod uwagę spadek o 42 mln euro względem poprzednich lat, to trudno o szczególną radość.  W rzeczywistości dług podwoił się do 88 mln euro, mimo że zobowiązania finansowe spadły o około 30 mln euro. Rezultat? Finalnie zadłużenie Sevilli wynosi 202,5 mln euro.

Dług rośnie. Sytuacja rynkowa uderzyła w wiele hiszpańskich klubów i Sevilla nie jest wyjątkiem. Profesura Monchiego pomaga, ale 53-latek nie jest cudotwórcą. Zysk ze sprzedaży zawodników to jeden z charakterystycznych punktów andaluzyjskiej ekipy. I chociaż Sevilla to świetny eksporter, to do wyrobu potrzebuje materiału. Mimo że koszty operacyjne finalnie spadły, to paski płacowe personelu (kadra zawodnicza i pracownicy klubowi) wzrosły do 122 mln euro, czyli o blisko 10 mln euro. Całkowity koszt w tej materii, wliczając amortyzację przy zakupie nowych piłkarzy, wynosi 177,5 mln euro. Niewielki ruch na rynku transferowym odbija się czkawką.

Dobra nowina?

Tego lata także poruszenia nie było, chociaż do ostatniej chwili ważyły się losy Julesa Kounde. Najgłośniejszym transferem wychodzącym okazała się sprzedaż Bryna Gila i dziś pozostaje nam spekulować, o ile więcej kosztowałby Tottenham, gdyby nie pandemia. Mimo wszystko pozbycie się 20-latka ma swoje plusy i pomaga w poszukiwaniu rentowności w perspektywie długoterminowej. Sevilla chce podążać za hiszpańskim topem. Chce podążać za Realem Madryt i Barceloną, stając się międzynarodową marką. Do tego dąży obszar komercyjny i to jest priorytetem.

Mistrz Hiszpanii w poszukiwaniu swojej wartości. Simeone musi ułożyć Atletico na nowo

Sevilla rośnie w oczach i na boisku, więc obszar sportowy nie powinien szczególnie tracić na wartości. Wszystko z umiarem, bo przecież Sanchez Pizjuan wciąż może być interesującym kierunkiem dla wielu klasowych piłkarzy. Nie należy bagatelizować także stabilizacji źródła dochodu, jakim są prawa telewizyjne. Te wyniosły ponad 82 mln euro. Straty są prawie niezauważalne, tak, jak w przypadku dochodu komercyjnego. To z pewnością cieszy, biorąc pod uwagę, że wzrost w tym obszarze powinien dalej postępować.

Europa na ratunek

Wróćmy jednak do trybun i do kibiców. Przychody Nervionenses z karnetów spadły z około 13 do 8 mln euro jeszcze przed pandemią. Dziś szacuje się, że wynoszą zaledwie 155 tysięcy euro, choć to ma się zmienić. Hiszpania ma wrócić do pełnej pojemności stadionów, co zauważymy również w liczbach przy rozliczeniu w 2022 roku.

Gdy gospodarka cierpiała, pomocną dłoń wyciągnęła Liga Mistrzów. Niechciany w Madrycie Julen Lopetegui wprowadził Sevillę na salony. Pomimo strat z przychodów na biletach i karnetach, klub znacząco zwiększył swój obrót (~170 mln €), co nie byłoby możliwe bez uczestnictwa w najbardziej prestiżowych rozgrywkach Europy.  To wymowne, bo zespół z Sanchez Pizjuan rok wcześniej wygrał Ligę Europy, inkasując prawie 10 mln euro mniej niż za 1/8 Ligi Mistrzów. Chociaż jest nad czym pracować, to wydaje się, że w przypadku Sevilli czas leczy rany. Hiszpania już dawno stała się za mała. Globalizacja marki ma się dobrze, a to dopiero początek drogi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *