Czy Bryan Gil musiał odejść z Sevilli?

Bryan Gil

fot. Sevilla FC

Czy tak naprawdę Andaluzyjczycy musieli sprzedać Bryana Gila? Decyzja sportowa, czy finansowa? O obiecującym Hiszpanie, perspektywie Monchiego i Sevilli, która nie chce być już wyłącznie klubem sportowym, a marką globalną. 

O słuszności całej transakcji dyskutujemy, bo płaszczyzn jest kilka. Wyciągamy tę finansową, jako argument za pozbyciem się młodego, niesprawdzonego chłopaka. Ta sportowa śmieje nam się w twarz, bo być może mówimy o jednym z największych hiszpańskich talentów. Jedno się nie zmienia – Tottenham upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu.

Anglicy ściągnęli do siebie młodego, perspektywicznego zawodnika… Nie, londyńczycy biorą do siebie jedno z odkryć ostatniego sezonu. Człowieka, który mimo trudnego zaplecza, jakim był Eibar, zrobił furorę w La Liga. Świeżego debiutanta i przyszłość kadry narodowej Luisa Enrique. A przede wszystkim zawodnika mocnej Sevilli, która jeszcze kilka tygodni temu miała wprowadzić Gila do pierwszego składu na nowy sezon. Bez wątpienia cena 25 mln euro za 20-latka to promocja.

Do transakcji włączony został także Eric Lamela. Argentyńczyk z Tottenhamem związany był do 2022 roku, a za sezon inkasował 5 mln euro. W Londynie wielkiej kariery nie zrobił, więc nikt po nim płakać nie będzie. Niepotrzebny kontrakt i bliska data końcowa, zwiastująca wolny transfer. Dlaczego więc nie zarobić, gdy nadarza się okazja? Teraz zastąpi go o dziewięć lat młodszy Bryan Gil. Nie ma ryzyka, bo to szansa, która nie trafia się dwa razy.

Królowa Premier League

– Czasami myślimy, że tacy utalentowani hiszpańscy gracze o profilu Bryana Gila nie są zbyt cenieni w Anglii. On jest jednak zdolny do wszystkiego. Jest odważny, gotowy i nie poddaje się w obliczu twardej gry bezpośredniej, wślizgów. Jeśli trafi do Anglii, to stanie się lepszym piłkarzem – mówił Jose Luis Mendilibar, były szkoleniowiec Eibaru, w którym Gil grał w zeszłym sezonie.

W kadrze Spurs od niedawna znajduje się Sergio Reguilon. Były piłkarz Realu Madryt transfer wywalczył po świetnym okresie na wypożyczeniu w… Sevilli. Dla zespołu z angielskiej stolicy może to wyjść na dobre. Aklimatyzacja, czy choćby już sama współpraca na boisku może wyglądać znacznie lepiej. Hiszpańska lewa flanka nie ma jednak racji bytu w aktualnej wersji Tottenhamu. Przed Nuno Espirito Santo jeszcze sporo roboty. Wygodniej jednak pracować z zawodnikiem, który w przyszłości może stanowić o sile zespołu, niż z piłkarzem, który nie łapie się do pierwszej jedenastki.

Jules Kounde rozpoczął rozmowy z gigantem Premier League

Bryan Gil, dlaczego?

Odpowiedź wydaje się prosta. Sevilla potrzebowała tej sprzedaży z kilku powodów. Zapewnienie bezpieczeństwa ksiąg rachunkowych, równocześnie dając sobie szansę, by pustkę zapełnić jeszcze tego lata. Chęć ruszenia na rynek transferowy była zbyt duża, ale to oczywiste, mając na pokładzie Monchiego. Ten nie zamierza odpuszczać. Nie, teraz gdy Sevilla wrzuciła drugi bieg.

Tego lata z klubem pożegnał się Escudero, Vazquez, Vaclik, czy Aleix Vidal. Na włosku wisi przyszłość Luuka de Jonga, Gomeza i Munira, a klub jest otwarty na negocjacje w sprawie Gudelj i Kounde. Mogłoby się wydawać, że na Sanchez Pizjuan nie ma ludzi nietykalnych. Zupełnie jak rok temu, gdy odszedł Rico, Kjaer, czy weteran Banega. Monchi jednak nie próżnował. Za przyzwoite pieniądze ściągnął do siebie marketingową bombę – Rakiticia. Wziął Acunę, który błyskawicznie wpasował się w układankę Lopetegui’ego. Zakontraktował Suso, Rekika, czy Bono. Marokańczyk przecież w Andaluzji odżył na nowo.

Formuła kształtowana jest w oparciu o byłego selekcjonera Hiszpanii. Drużyna ma rosnąć, ale nie razem z długiem. Sevilla ma dojrzeć nie tylko jako klub, ale przede wszystkim jako marka. Stąd zielone światło dla fenomenalnego Kounde. To również szansa, aby spieniężyć Gila, gdy moment okazał się odpowiedni. To inwestycja, która może, lecz nie musi się zwrócić. Bryan Gil tak naprawdę nie odegrał w Sevilli żadnej roli w zeszłym sezonie, albowiem przebywał na wypożyczeniu. Andaluzyjczycy nie zdołali się przyzwyczaić, uzależnić, czy poczuć różnicy na własnej skórze. Zbudowany kolektyw mógł być uwypuklony, ale zdecydowano się obrać inny kierunek.

Czy 25 milionów euro i bonusy to odpowiednia cena? Niewystarczająca, gdyby nie Eric Lamela. Argentyńczyk ma pokryć lukę kadrową. Doświadczony zawodnik z hiszpańskim obywatelstwem, pasujący do charakteru drużyny Julena Lopetegui’ego. Chociaż forma przyćmiewa zasadność tego wyboru, to trudno trafić lepiej, szukając opcji numer dwa, nie jeden. Sezon pokaże, choć Lopetegui nie zrezygnuje z Lucasa Ocamposa. On wciąż ma grać pierwsze skrzypce. Lepiej sytuacja wygląda po prawej stronie. Uniwersalność pozwoli na większy spokój.

Sevilla jako marka

W cieniu znajduje się jednak poważniejszy problem. Aktualnie trzema głównymi sponsorami klubu są Nike (partner techniczny), Valvoline (sprzęt) i do niedawna AliExpress. Oprócz wspomnianych klub wspiera kilku innych partnerów w tym choćby CaixaBank, czy LG. Łącznie w ostatnich latach obszar komercyjny przyniósł Sevilli blisko 18 milionów euro, co plasuje ją w pierwszej piątce La Liga, w tym zakresie. Konieczne stało się ustabilizowanie pozycji, więc Andaluzyjczycy nie zamierzają i nie mogą czekać. Ciągle trwają negocjacje z AliExpress w celu przedłużenia współpracy, która ma być kluczowa. – Podpisanie tej umowy stawia nas w uprzywilejowanej pozycji, jeśli chodzi o współpracę z globalną marką i kontynuowanie naszego rozwoju na arenie międzynarodowej – mówi prezes Jose Castro. To wcale takie proste nie jest, ale konieczne, bo, żeby wznieść się na wyżyny, trzeba myśleć globalnie.

To właśnie promocja marki poza Hiszpanią jest głównym tematem za murami Sanchez Pzjuan. Wykorzystując swoją już stałą obecność w europejskich rozgrywkach, w tym w Lidze Mistrzów, klub zainwestował wiele pieniędzy i czasu, aby przestać być tylko klubem piłkarskim i stać się marką światową. Tak jak najwięksi konkurenci zza miedzy. Drużyny wręcz nieosiągalne dla reszty ligi.

Azjatycki kolos to nie jedyna wątpliwość Nervionenses. Klub stracił współpracę z głównym sponsorem przez ustawę rządową. Bukmacher Marathonbet musiał rozwiązać umowę z Sevillą w czasie kryzysu, gdy ta nie była w stanie podpisać nowego czołowego sponsora. To spory cios w klubowy portfel, albowiem szacuje się, że straty mogą wynieść nawet 90 milionów euro. Na ten moment Andaluzyjczycy sponsora na koszulkach mają zastąpić hasłem “Sevilla FC”, aby nie rezygnować z planów pierwotnych. Celem wciąż jest rozwój, nawet jeśli środkiem będzie szukanie kapitału w innych obszarach.

Bryan Gil - Sevilla oficial


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *