twitter.com/rksrakow

Piłkarze pierwszoligowego Rakowa Częstochowa w takiej sytuacji znaleźli się pierwszy raz. Czy podopieczni Marka Papszuna wrócą na swoją drogę i przełamią złą serię – dwóch porażek z rzędu? A może to początek złego?

Porażka w półfinale Pucharu Polski z Lechią Gdańsk i w lidze ze Stalą Mielec to konsekwencja tego, co widzimy w wiosennych spotkaniach w wykonaniu Rakowa. Nie będę ściemniał, że jestem fanem lub ekspertem od pierwszoligowej piłki, bądź, że śledzę wszystkie spotkania drużyny z Częstochowy, ale swoje widziałem i swoje wiem. Dokładnie przeanalizowałem sobie wiosenne mecze Rakowa i proszę sobie wyobrazić, że na osiem meczy tylko raz wygrali różnicą dwóch lub więcej bramek. Pozostałe mecze albo skromnie wygrywali, albo remisowali lub przegrywali. Ktoś powie, że wyeliminowali wielką Legię? To odpowiem owszem, wyeliminowali Legię, ale czy “wielką”? Legia Sa Pinto nie jest dzisiejszą Legią. I tak samo wiosenny Raków nie jest jesiennym Rakowem. W 2019 roku Raków ma bilans 5-1-2, 10:6, a w ostatnich ubiegłorocznych ośmiu meczach miał 8-0-0, 20:2. Widać różnicę? Chyba nie muszę pisać, że widać, bo to sobie sami głośno odpowiecie, czytając ten tekst. Na zakończenie napiszę tylko tyle. Coś mi się wydaję, że szkoleniowiec Papszun powinien wziąć przykład z Piotra Stokowca, który notorycznie odmawia różnym stacją telewizyjnym do udziału w programach publicystycznych. Na gwiazdorzenie przyjdzie czas po sukcesie, a nie przed.
O tym, czy Raków przełamie złą serię lub, czy jeszcze bardziej ją pogłębi, przekonamy się już w niedzielę, kiedy lider Fortuna I ligi podejmować będzie Wartę Poznań.

Kamil Radomski

Przejdź do paska narzędzi