NA GORĄCO

Pieniądze to nie wszystko

3 marca 2019, 13:27 | Foto: | Autor: Leszek Urban
Pieniądze to nie wszystko
Blogi
0

Zielony Excel, słupki z dochodami wystrzelone w górę i perspektywa rządzenia na polu finansowo-organizacyjnym przez kilka najbliższych lat. To wiemy po opublikowaniu przez zarząd Lecha Poznań drugiego już audytu finansowego o stanie klubowych pieniędzy. Tylko czy z poziomu kibica ma to jakieś znaczenie? Czy kibic Kolejorza chce widzieć tylko dobrze zarabiający klub? Czy pełna kasa jest w stanie wynagrodzić lata bez jakiegokolwiek trofeum?

Po przeczytaniu i przeanalizowaniu audytu finansowego Lecha dochodzę do wniosku, że kibice niepotrzebnie się irytują i raz za razem uderzają w prezesów klubu. Przecież liczby, tabelki i wyliczenia pokazują, że Lech Poznań jest klubem o mocnych fundamentach i nie grozi mu żadna katastrofa organizacyjna. Jednak wraz kolejnym już sezonem Lechowi nie “grozi” także wygranie jakiegokolwiek trofeum i żadne wyliczenia tego faktu nie zmienią.

Mam przed oczami słynny cytat z filmu Juliusza Machulskiego – “Pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to ***j”.

W filmie biznesmen miał pieniądze i doskonale wiedział co z nimi zrobić i jak je wydać, żeby udało się na tym zarobić. Miał plan i krok po kroku wdrażał go w życie. Czy w Lechu, który jak widzimy po opublikowaniu audytu ma się dobrze, też mają plan jak wydać pieniądze? Czy jest ktoś, kto w sposób logiczny będzie umiał wydać ciężko zarobioną kasę? Tak, aby kibic Kolejorza po raz kolejny nie musiał się wstydzić za zespół, który kolejny raz nic nie wygra.

Wydaję się, że sama publikacja wyliczeń finansowych mimo tego, że była przez prezesów Lecha obiecana, może jeszcze bardziej zwiększyć wymagania kibica wobec rządzących. Nie będą oni mieli już wytłumaczenia, że musimy oszczędzać, bo mogą nadejść gorsze dni. Nie będzie można uciekać do tłumaczeń, że nie zaryzykowaliśmy, bo nie byłoby z czego płacić. Dziś każdy kibic rzucając oskarżenia w kierunku zarządu klubu zyskał kolejny argument w przypadku braku rozwoju sportowego zespołu. Prosta matematyka, skoro są pieniądze to zacznijmy je wydawać. 

Wisła ostrzeżeniem

Staram się jednak spokojnie podchodzić do kwestii wydawania pieniędzy “na hura”. Czytając ten audyt można dojść do wniosku, że dziś Lech może być takim samym zespołem jak kiedyś Wisła Kraków. Może stać się hegemonem na piłkarskiej mapie Polski i może spróbować ściągać do Poznania wyróżniających się zawodników z innych ekstraklasowych klubów. Ale czy na pewno? Czy kibice Lecha chcieliby, aby kilka tłustych lat z trofeami skończyło się tak jak w przypadku krakowskiej Wisły? Czy chcieliby drżeć o sytuację swojego ukochanego klubu i zastanawiać się czy po latach ten klub przetrwa?

Ja osobiście bardzo sceptycznie podchodzę do takiego pomysłu. Będąc kibicem nie chciałbym myśleć o tym, czy za 8-10 lat mój klub będzie istniał, bo teraz wydaję bez opamiętania i nie myśli o tym co może być kiedyś. Oczywiście samo porównanie ery Bogusława Cupiała w Wiśle, a dzisiejszej sytuacji Lecha jest czysto hipotetyczne. Tam właściciel sam pompował pieniądze i wiadomym było, że kiedyś to musi się skończyć. Lech jak od samego początku podkreślają prezesi – ma być klubem zarabiającym sam na siebie. I zarabia. Ale nikt nie wie czy za kilkanaście lat ta tendencja nadal będzie zwyżkowa i tabelki wciąż będą się świeciły na zielono. Rozsądnym byłoby takie wydawanie pieniędzy, które udało się zarobić, tak aby ich wydanie wygenerowało kolejne dochody. Zdaję sobie sprawę z tego, że to łatwo się mówi i nie ma żadnej reguły zwłaszcza w świecie piłki. 

Myślę, że symptomem tego w jak dobrej kondycji finansowej znalazł się Lech Poznań jest zatrudnienie Adama Nawałki. Od początku było wiadomo, że były selekcjoner będzie chciał postawić w Poznaniu na swoich współpracowników i cały sztab szkoleniowy będzie wymagał sporego nakładu finansowego. Prezesi Lecha szumnie podkreślili, że jest najdroższy sztab ludzi w historii klubu. I trudno się z tym nie zgodzić. Lech podpisując umowę z Adamem Nawałką zgodził się na najwyższe w historii zarobki dla trenera, ale sam zagwarantował sobie pozycję lidera w kwestii medialności. Nie jest to związane z żadnym trofeum, które można by włożyć do gabloty, ale sam Nawałka jest w stanie “odrobić” zainwestowane w niego i jego sztab pieniądze. Ma on za zadanie wyprowadzić klub na prostą w kwestii wygrywania trofeów i awansów do Europejskich Pucharów.  Każde wygranie Pucharu Polski, zdobycie Mistrzostwa czy kolejne eliminowanie przeciwników w rozgrywkach Ligi Europy przyniesie Lechowi zysk. A jak mówi przysłowie – “Grosz do grosza, a będzie kokosza”. 

Na Akademii można tylko zarobić

Od kilku lat władze Kolejorza chwalą się najlepszą w Polsce Akademią Piłkarską, która wychowuje młodych graczy do pierwszego zespołu. Nie da się ukryć, że wychowanie zawodnika to proces złożony, ale i bardzo mozolny. Potrzeba czasu, cierpliwości i nakładu finansowego, który być może w przyszłości się zwróci. Choć jak dobrze wiemy tutaj też nie ma żadnej reguły. 

W Poznaniu od początku było wiadomo, że Akademia będzie oczkiem w głowie włodarzy klubu. Stanowczo postawili na jej rozwój i jak wiemy już czerpią z tego tytułu spore korzyści. Tacy zawodnicy jak Karol Linetty, Tomasz Kędziora, Dawid Kownacki czy Jan Bednarek to przykłady na to, że czasem warto coś dać by potem jeszcze więcej dostać.  W kolejce do wyjazdu za grube pieniądze są już kolejni wychowani w klubowej Akademii piłkarze. Robert Gumny, Kamil Jóźwiak czy w późniejszej perspektywie Tymoteusz Klupś, a nawet Filip Marchwiński to młodzi zawodnicy, na których Lech z pewnością zarobi. Nie wiadomo czy na każdym z tych zawodników takie same pieniądze jak np. za Jana Bednarka, ale z pewnością będzie kolejna okazja do tego, aby pochwalić się zyskiem. Sam transfer Bednarka do angielskiego Southampton już wtedy wydawał się być majstersztykiem, a jak dodamy do tego procent od następnego transferu zapisany w umowie (15% dla Lecha) to pozostaję wstać i bić brawo. 

Jasnym jest to, że nie każdego młodego zawodnika uda się sprzedać za tak duże, jak na polską ekstraklasę, pieniądze, ale w Lechu mają na tych młodych plan i konsekwentnie się tego trzymają. Mimo wielu niezadowolonych kibiców (co w pełni rozumiem) trzeba jasno stwierdzić, że przed Lechem być może złote czasy. Żeby jednak te czasy nastały prezesi poznańskiego zespołu muszą wspiąć się na wyżyny nie tylko w kwestii organizacji i funkcjonowania zespołu, ale również w kwestii transferów.

W Lechu kasa się zgadza, teraz tylko umiejętnie ją wydać i cieszyć oko trofeami, bo gablota stoi pusta i tylko straszy. Najbliższa weryfikacja tego, czy Lech poradził sobie z wydaniem pieniędzy nastąpi latem. Wtedy klub zapowiada rewolucję kadrową, wymuszoną końcami kontraktów i chęcią sprzedania zawodników w klubie niepotrzebnych. Zaczekam ja, zaczekają kibice i na starcie przyszłego sezonu każdy z nas osobiście oceni to, czy panowie Rutkowski i Klimczak dali sobie radę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przejdź do paska narzędzi