“Największa cisza w historii”, czyli narodziny canarinhos

groundswell.org

Brazylia jest jedynym krajem, który uczestniczył w każdym z rozgrywanych finałów mistrzostw świata. Turniej rozgrywany w 1950 roku miał dla nich jednak szczególne znaczenie i zapisał się w ich historii jako jedno z największych rozczarowań.

Brazylijskie aspiracje

Brazylia od samego początku chciała zorganizować mistrzostwa świata, ale FIFA nie była zbyt przychylnie nastawiona do tego pomysłu. Nie dość, że kraj ten znajdował się bardzo daleko od głównej siedziby związku, to dodatkowo do końcówki lat 30 brazylijska reprezentacja stonowała w swoich szeregach podział ze względu na kolor skóry.

Dopiero lat 40 przyniosły Brazylii upragnioną możliwość zorganizowania światowego turnieju. Europejskie kraje wyniszczone wojną myślały raczej nad tym, jak się odbudować, niż jak zorganizować turniej z takim rozmachem. Z braku innych chętnych FIFA chcąc nie chcąc musiała zgodzić się na propozycję kraju z Ameryki Południowej.

Maracana

Jednym z warunków otrzymania prawa do organizacji turnieju było wybudowanie stadionu z prawdziwego zdarzenia. W 1948 roku, na 2 lata przed turniejem, Brazylijczycy rozpoczęli budowę słynnej Maracany. Stadion imienia Maria Rodriguesa Filiho do dzisiaj znany jest właśnie z krótszej wersji nazwy, która wzięła się od przepływającej niedaleko rzeki. Maracana mogła oficjalnie pomieścić 155 tysięcy kibiców, chociaż według niektórych na meczach bywało tam nawet ponad 200 tysięcy ludzi. Do dzisiaj nie wybudowano większego obiektu.

Oczekiwania gospodarzy

Turniej w Brazylii był wyjątkowy z kilku powodów. Zwycięzcy grup awansowali do kolejnego etapu, który rozgrywany był systemem… ligowym. Każda drużyna musiała rozegrać mecz z inną. Był to jedyny turniej w historii, podczas którego zastosowano taki model.

Po dotarciu do finału Brazylię ogarnął totalny szał. Gazety na pierwszych stronach drukowały zdjęcia reprezentacji z popisem „oto mistrzostwie świata”. Sklepy z fajerwerkami przeżywały istne oblężenie w ramach przygotowań do świętowania. Cała stolica zapełniła się narodowymi flagami. Urugwajczycy, rywale Brazylijczyków, mieli tylko czekać i modlić się o najniższy wymiar kary.

Taktyka meczowa

Urugwajski trener, juan Lopez, przygotował taktykę na mecz finałowy. Urugwajczycy mieli przeczekać początkowy szturm Brazylii i zaatakować na końcu meczu. Drużyna tak świetnie przygotowana fizycznie mogła sobie na to pozwolić. Takiemu pomysłowi sprzeciwił się jednak kapitan Urugwajczyków- Obdulio. Zdawał sobie dobrze sprawę z tego, że taką taktykę zastosowali wcześniej Szwedzi i Hiszpanie, ponosząc wielką klęskę. Pod nieobecność trenera w szatni udało mu się zmobilizować cały zespół do ataku od samego początku spotkania.

Największa cisza w historii

Zaraz po przerwie Brazylijczycy zdobyli pierwszą bramkę. Dla ich kibiców wszystko było oczywiste- przeciwnik nie miał prawa podnieść się po tym ciosie. Urugwajczycy stwierdzili jednak, że teraz nie mają nic do stracenia i ruszyli odważnie do przodu. Gdy udało się wyrównać wynik spotkania Brazylia przestała grać swoją piłkę. Remis powodował, że to właśnie oni zostaliby mistrzami świata, więc postanowili wbrew sobie bronić wyniku. Taka postawa poskutkowała stratą drugiej, decydującej bramki.

“Największa cisza w  historii Brazylii”- ta nazwa idealnie oddaje to, co stało się po końcowym gwizdku. Cały kraj zamilkł, nie wiedząc komu przypisać winę za brak sukcesu. Niektórzy kibice rzucali się podobno z trybun w akcie rozpaczy. Uhonorowanie zwycięzców odbyło się po cichu, bez żadnej uczty. Prezes FIFY zszedł na boisko, odnalazł Obdulio, wręczył mu puchar i po prostu odszedł.

Przesądy

Kozłem ofiarnym, jak w większości przypadków, został bramkarz. Sytuacja była tak kuriozalna, że Barbosa został nawet wezwany na policję i przesłuchiwany pod zarzutami… celowego wpuszczenia bramek. Do dnia dzisiejszego w Ameryce Południowej popularny jest natomiast termin „maracanazo”. Odnosi się on do sytuacji, w której mecz wygrywa drużyna skazywana od samego początku na porażkę.

Ciekawostką dotyczącą tego finału jest również kolor koszulek Brazylijczyków. Do 1950 roku kadra narodowa grała zawsze w białych koszulkach. Po niechlubnym meczu z Urugwajem koszulki te uznano za pechowe i postanowiono zmienić ich kolor. To właśnie od tego momentu żółte stroje stały się znakiem rozpoznawczym Brazylii. Najbardziej bolesna porażka w historii stała się jednocześnie początkiem ery dominacji canarinhos, którzy wkrótce mieli zacząć odnosić największe sukcesy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *