Maor Melikson – ostatni niekonwencjonalny Wiślak

„Zabawne, co? Zdobyłem osobiste i drużynowe trofeum w Europie, osiągnąłem piękne rzeczy i tutaj żałuję, że w moich najpiękniejszych latach kariery nie byłem tam, gdzie najbardziej mnie kochają”.

GrzegorzSroka.com

Próżno szukać w niedalekiej historii Wisły Kraków i znaleźć piłkarza, który wyróżniałby się taką techniką użytkową, jak miało to miejsce w przypadku Maora Meliksona. Nie miał zbytniego wyboru, musiał przejąć przywództwo w ukochanym Hapoelu Beer Szewa. Izraelczyk posiadał umiejętności, które mogły pociągnąć go wyżej, dlaczego tak się nie stało?


Ktoś powie Semir Štilić, jeszcze inni Carlitos, a tak na serio, to Maor Melikson był wprost nieosiągalny dla ekstraklasowych rywali Wisły Kraków poprzez swoją szybkość, przegląd pola i technikę połączoną z dynamiką. Różnie z Izraelczykiem bywało gdy przyszło do rywalizacji w Europie. Kibice Białej Gwiazdy pamiętają doskonale jak niemalże w pojedynkę przesądził o losach dwumeczu z Liteksem Łowecz. Stawka był duża, bowiem Mistrzowie Polski walczyli o upragnioną Ligę Mistrzów. W decydującej rundzie APOEL Nikozja odrobił dobrze lekcję i po prostu wyłączył z gry Meliksona. Dodatkowo fanatyczni kibice Cypryjczyków zrobili swoje, determinacja była duża, czego efektem był awans ich drużyny do fazy grupowej Champions League. APOEL okazał się klasę lepszy od krakowskiej Wisły – a rzecz ujmując – bardziej gotowy, aby wstąpić do tych elitarnych rozgrywek. Późniejszy sukces, czyli ćwierćfinał LM po przegranej z Realem Madryt najlepiej oddaję skalę niespodzianki zespołu prowadzonego wówczas przez Ivana Jovanovicia. Głównego rozgrywającego należy również rozliczyć ze statystyk. Maor Melikson zachwycił pod tym względem przeciwko Bułgarom z Łowecza zdobywając w dwumeczu trzy bramki, ale im dalej w las – liczb brakowało, a sam ofensywny pomocnik był powoli myślami poza stolicą małopolski. Trzeba zaznaczyć, że sporą liczbę występów zabrała mu kontuzja, której gwiazdor Wisły nabawił się podczas meczu ligowego z Ruchem Chorzów. Badania przeprowadzone przez sztab medyczny klubu wskazywały, że potrzebna będzie nawet operacja, ale Maor postanowił udać się na konsultację do lekarza, na którego opinii mu zależało i ten potwierdził, że takowy zabieg nie jest konieczny. Sam piłkarz mógł więc rozpocząć rehabilitację, która wykluczyła go z trzech meczów Ligi Europy. Najważniejsze dla trenera Roberta Maaskanta było to, że jego najlepsze ogniwo w drużynie wróciło na kluczowy pojedynek z Twente Enschede i przyczyniło się do awansu z grupy. Pucharowa wiosna dała zastrzyk nowych sił Meliksonowi, który całkiem nieźle wyglądał na tle Standardu Liège. Zaliczył asystę przy golu Tsvetana Genkova dającą remis 13-krotnemu Mistrzowi Polski przy Reymonta 22. Maor zdecydowanie nie miał łatwego życia, bowiem zawodnicy wicemistrza Belgii upodobali sobie zatrzymanie za wszelką cenę Izraelczyka wycinając go aż 9-krotnie spośród 17 fauli jakich wedle oficjalnych statystyk dopuścili się rywale. Tym razem to trener Standardu – José Riga – wiedział gdzie tkwi największe zagrożenie ze strony polskiego zespołu i dlatego już w przerwie – Belg urodzony w Liège musiał szybko zareagować i zostawić w szatni Réginalda Goreux, który choć na moment nie dawał oddechu gwiazdorowi Wisły Kraków, a głównym powodem zejścia Haitańczyka była oczywiście żółta kartka. Ten dwumecz przeciwko Les Rouges pokazał tak naprawdę, ile dla całego zespołu znaczył Melikson. Gdyby większa przychylność sędziów, to Mistrzowie Polski znaleźliby się co najmniej w najlepszej 16-stce ekip pucharu Ligi Europy sezonu 2011/2012.

Lider na boisku, a poza nim – stroniący od tłumów

Niepodrabialny styl poruszania, myślenie z wyprzedzeniem i ta krótko trzymana piłka przy nodze pozwalała Izraelczykowi działać niemalże cuda na polskich stadionach. Arka, GKS Bełchatów, Widzew to tylko część spotkań gdzie pokazał swój kunszt piłkarski. Pasjonaci naszej wspaniałej ligi na pewno pamiętają jego rajd w meczu przeciwko łodzianom. Patrząc na tamtą indywidualną akcję nie można uciec od stwierdzenia, że brakuje takich pomysłodawców jak Maor Melikson. Wówczas co drugi kibic na trybunach R22 łapał się za głowę krzycząc: „O Jezus Maria, gdzie on leci …”. Poleciał, został poturbowany przez Macieja Mielcarza, ale najważniejsze, że wywalczył rzut karny. Tak na marginesie, sędziowie musieli chronić zdrowie 26-latka wiedząc jakim speed’em dysponuje. Z jednej strony nie boi się brać ciężaru na swoje barki podczas meczu, a znowuż z drugiej – mając wolne od pracy – nie jest raczej typem człowieka z duszą towarzystwa. Jeszcze będąc w Polsce niechętnie udzielał wywiadów stroniąc od dziennikarzy. Wywiad ? Przepraszam, ale spieszę się do dentysty – rzucił na odchodne i szybko wskoczył do samochodu.

Izrael czy Polska, Polska czy Izrael, przeciąganie liny

Temat naturalizowania obcokrajowców i wcielenie ich do reprezentacji Polski jest nam dobrze znany. Franciszek Smuda powiedział swego czasu we Wodzisławiu, że wystarczy mu poznać potencjał piłkarza, jak widzi go wchodzącego, czy schodzącego ze schodów. Kultowa wypowiedź, czysto humorystyczna, ale potwierdzająca poniekąd, że sztab szkoleniowy przed Euro 2012 potrzebował na gwałt zawodników z biało-czerwonym rodowodem. W naszym kraju każdy chce być selekcjonerem reprezentacji Polski. Na ten przykład Eugen Polanski wiedząc, że nie otrzyma szansy w dorosłej kadrze Niemiec, po długich namysłach oznajmił, że w sumie Polska może być. Niezrozumiała wówczas wypowiedź Franca Smudy na łamach Przeglądu Sportowego mówiąca o tym, że Maor Melikson może dołączyć do drużyny na tydzień przed turniejem. Niesmaczne słowa mające duży wpływ na klimat w zespole, bowiem chłopaki, którzy ostro już trenowali, aby znaleźć się na docelowej imprezie i spełnić marzenie – mogli poczuć się jakby dostali w policzek.

– Mama pochodzi z Polski. Mieszkała gdzieś w okolicach Krakowa i nosiła nazwisko Stojanicka – tłumaczył Melikson. – Powiedziała, że jeśli przeniosę się do Wisły z chęcią odwiedzi mnie w Polsce – dodał 27-letni pomocnik.

Swego czasu ciekawy i ważny materiał wideo przedstawił Polsat Sport w programie Cafe Futbol pod tytułem „Cierpienia młodego Maora” z powieści Johanna Wolfganga von Goethego. Z dnia na dzień przeciąganie liny izraelsko-polskiej. Sam piłkarz był tak znerwicowany, trzęsły mu się ręce, że nawet nie dał rady wyjść do dziennikarzy i oznajmić ostateczną wersję, dla której reprezentacji zagra. Jego adwokatem okazał się o dziwo szkoleniowiec Wisły Kraków. Robert Maaskant nie powinien tak naprawdę wtrącać się w te sprawy. Można się domyślić, że interesem Białej Gwiazdy było wypromowanie Meliksona poprzez mistrzostwa Europy. Pojawiły się także pogłoski o rzekomym grożeniu mu śmiercią, otrzymał setki wiadomości gdzie nazwano go zdrajcą i radzono mu nie wracać tam skąd się urodził bo może zginąć. Menadżer piłkarza – Dudu Dahan zaprzeczał tym doniesieniom. Reprezentacja Izraela zaprzepaściła szansę na udział w czempionacie. Grecja oraz Chorwacja okazały się za mocne dla niebiesko-białych w eliminacjach, tak więc włodarze Wisły zachęcali ofensywnego pomocnika do występów w biało-czerwonym trykocie. Nie wiedzieć czemu wszystkie te dyskusje, albowiem Maor Melikson zdążył już zaliczyć minuty w kadrze Izraela. Towarzyski mecz z Urugwajem, a następnie z Wybrzeżem Kości Słoniowej – gdzie bohater opowieści wpisuje się dwukrotnie na listę strzelców – rozjaśnia sytuację co do ostatecznego wyboru.

Mógł mierzyć wyżej

Kulminacyjnym momentem pobytu Meliksona w Polsce była końcówka sezonu 2011/2012. Jeszcze raz wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności zostając bohaterem 185. Derbów Krakowa. Wiślak wbił przysłowiowy gwóźdź do trumny Cracovii, która musiała pogodzić się ze spadkiem do drugiej ligi.

Ostatnie pół roku w Grodzie Kraka upłynęło izraelskiemu rozgrywającemu pod znakiem transferu na zachód. Nie przypominał już tego błyskotliwego Maora, który dopiął swego i najbliższej zimy zamienił Wisłę na Valenciennes. Znalazł się w urokliwym miejscu na północy Francji mając zaledwie dwie godziny jazdy samochodem, aby znaleźć się nad kanałem La Manche. Bynajmniej Izraelczyk nie pojechał tam odpoczywać, a poprzez ciężką pracę jeszcze raz zachwycić kibica swoim zmysłem do gry w piłkę nożną. Umówmy się szczerze, popularni Les Athéniens nie są klubem z najwyższego TOP. Ba, ich miejscem jest raczej tułaczka na zapleczu Ligue 1, chociaż za przyjścia Meliksona – drużyna czerwono-białych kontynuowała swój siódmy z rzędu sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej we Francji oraz zajmowała szóste miejsce w ligowej tabeli. Wcześniej toczyły się spekulacje o zainteresowaniu ze strony Celticu Glasgow. Szkoci gotowi byli wyłożyć milion euro, ale dopiero po półrocznym sprawdzeniu pomocnika Wisły. Na to krakowscy działacze nie chcieli przystać, a ponadto do gabinetów nie wpłynęła konkretna oferta, dlatego pogłoski zostały tylko pogłoskami. Valenciennes FC okazało się konkretniejsze i przeszło 900 tysięcy wzbogaciło klubowy skarbiec wiślaków. Spory zastrzyk gotówki zważywszy na niezbyt udany ostatni rok piłkarza z numerem ‘5’. W całej tej układance ważną rolę pełnił Dudu Dahan, którego interesem było oczywiście jak najlepsze wypromowanie swojego podopiecznego. Futbolowy agent reprezentujący także Dudu Bitona miał być może za duży wpływ na jego karierę, co nie do końca pozwoliło mu podejmować samemu decyzje. Kto zna osobiście Maora wie, że nie lubi znajdować się w świetle jupiterów.

Zbliżała się trzydziestka i wybór stał się raczej oczywisty. Trzeba wracać do ojczyzny. O Meliksona mocno zabiegał mistrz i wicemistrz Izraela. Hapoel Beer Shewa dał mu tą szansę wyjechania na zachód Europy, a przede wszystkim bardzo dobrze znany na Bliskim Wschodzie trener Nir Klinger, więc ponownie związał się z ukochanym klubem. Zespół mający ambitne cele sięgające detronizacji Maccabi Tel Awiw. Marzenia przełożyły się w rzeczywistość, a Maor Melikson trzykrotnie z rzędu wznosił mistrzowską paterę za wygranie ligi izraelskiej. Kampania 2017/2018 okazała się przełomowa dla ofensywnego pomocnika, ponieważ dzięki swojej ciężkiej pracy na boisku zapracował na uznanie wśród kibiców Hapoelu Beer Szewa i mógł z dumą nosić opaskę kapitańską. Mówi się o trzech przywódcach tamtejszej drużyny. Jedynie imiennik Buzaglo, a na pewno Elyaniv Barda, który z powodu zaburzeń arytmii serca musiał przedwcześnie zakończyć piłkarską karierę – jest bardziej wielbionym piłkarzem przez sympatyków klubu ze stolicy Negewu.

Trener Barak Bakhar z pełną świadomością twierdzi, iż Melikson był najważniejszym graczem w ostatnich latach. Ciężko polemizować ze słowami głównego architekta sukcesów Hapoelu widząc choćby urywki meczów eliminacji do Ligi Mistrzów sprzed dwóch lat. Mistrz Izraela po odprawieniu Ludogortsa Razgrad był o krok od bram raju, ale nie sprostał na ostatniej prostej Mariborowi. Zapytany przez izraelskie media na temat dwumeczu ze słoweńską drużyną – Melikson nie owijał w bawełnę, że nie było mu łatwo pozbierać się po porażce.

Weszliśmy bardzo dobrze w tą kampanię europejskich pucharów i wyeliminowaliśmy świetny zespół, jakim jest Ludogorets. Przypominając sobie jak blisko byłem Ligi Mistrzów z Wisłą Kraków, bardzo ważne było, aby nie powtórzyć tych samych błędów z Beer Szewą, a jednak znowu przegrałem. Grając przeciwko Mariborowi bardzo się starałem. Byłem na skraju łez. Nie było to łatwe, ale szczególny charakter naszej drużyny podniósł nas i sprawił, że szybko zapomnieliśmy o tym niepowodzeniu.

Przyszedł taki moment wówczas gdy Maor Melikson przebywał we Francji i współpraca z grupą tamtejszych ludzi w klubie Valenciennes nie układała się do tego stopnia, że sam piłkarz był zdeterminowany do zmiany otoczenia. Pojawiły się duże oferty z Maccabi Tel Awiw i co ciekawe bardzo poważne zapytanie z Legii Warszawa, a na końcu Hapoel Beer Szewa, który nie proponował tak wielkich pieniędzy. Ci ostatni bardzo pragnęli w swojej społeczności piłkarskiej Meliksona. Maor natychmiast powiedział do wujka Dahana: „Tak bardzo mnie chcą, nie mogę ich zawieść – jestem pewny, że chcę wrócić do Beer Szewy”.

Melikson prowadzący doping (Fot. Oz Moalem)

Nie wszystko zawsze układa się po naszej myśli, los płata figle. Przez Meliksona przemawia skromność, nie lubi być w centrum uwagi i może dlatego jego kariera potoczyła się tak, nie inaczej. Dzisiejszy solenizant ( Maor Melikson urodził się 30 października ) z perspektywy tego co osiągnął jako zawodowy sportowiec żałuje jednej rzeczy, a tą sprawą jest opuszczenie latem 2008 roku Beer Szewy. „Zabawne, co? Zdobyłem osobiste i drużynowe trofeum w Europie, osiągnąłem piękne rzeczy i tutaj żałuję, że w moich najpiękniejszych latach kariery nie byłem tam, gdzie najbardziej mnie kochają”.

Co tam słychać u ciebie Maorze?

35-latek jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych, a przede wszystkim na Instagramie, gdzie chętnie publikuje zdjęcia swojej rodzinki. Piękna żona o imieniu Tal wraz z córką i synem, to jego największe pociechy. Widać, że Maor ma również „zajawkę” na tatuaże, bo odkąd opuścił Kraków przybyło mu kilka nowych wzorów, a wyróżniającym jest lew na lewym rękawie w czapce z daszkiem do tyłu. Melikson na ten moment powoli wraca do zdrowia po przejściu operacji dolnej części brzucha. Przez ponad dwa tygodnie był pod ścisłym nadzorem medycznym w szpitalu, a teraz odpoczywa w domowym zaciszu.

Co może cieszyć trenuje już indywidualnie pod okiem trenera od przygotowania fizycznego Hapoelu Beer Szewa, Michaela Brosha. Nie wiadomo jednak do końca czy pomocnik nie będzie zmuszony do przejścia na piłkarską emeryturę, gdy ponownie odezwą się silne bóle. Fani czwartego zespołu ostatniej kampanii Ligat ha’Al muszą uzbroić się w cierpliwość i zaczekać aż ich kapitan wróci do pełnej sprawności. Wstępnie mówi się o powrocie Izraelczyka mogącego walczyć o ligowe punkty jeszcze w grudniu tego roku. Dobra okazja by życzyć Maorowi dużo zdrowia, gdyż urozmaicił naszą rodzimą ligę i dał Wiśle Kraków to coś na boisku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi