Lech nie pokonał Jagiellonii, ale panikowanie nikomu nie pomoże

Lech Poznań - Jagiellonia Białystok, 19.07.2020 / fot. Mikołaj Barbanell

Lech Poznań nie zdołał odczarować stadionu w Białymstoku. Porażka 1-2 na terenie rywala może przydarzyć się zawsze. Jednak w przypadku Kolejorza dużo gorsze jest to, że ta przegrana została podsumowana brakiem kadrowym na pozycji środkowego obrońcy. Niestety, ale Tomasz Dejewski, który zastąpił tuż przed meczem Thomasa Rogne nie jest gwarantem niczego.

Lech, bez środka obrony

Gdy przed meczem zobaczyłem zestawienie, jakie na mecz z Jagiellonią wybrał Dariusz Żuraw, pomyślałem sobie, że jest ok. Tak, ja wiem, że akurat w środku defensywy opiekun Kolejorza nie ma wielkiego pola manewru, żeby nie napisać, że nie ma żadnego. Jednak duet stoperów Satka – Rogne mógł dawać kibicom Lecha nadzieję, że pewien solidny poziom będzie zachowany. Oczywiście znamy doskonale przygody norweskiego obrońcy z kontuzjami. Nie mi jednemu w głowie zaświtała myśl – “Thomas, tylko wytrzymaj do końca meczu bez urazu”. Nie chciałbym, aby zabrzmiało to w jakiś wybredny sposób, ale Rogne postanowił zrobić wszystkich w balona i… doznał urazu chwilę przed pierwszym gwizdkiem sędziego.

Z jednej strony można piłkarzowi współczuć, bo domyślam się, jak on sam czuję się w takiej sytuacji. Z drugiej jednak znając doskonale te wszystkie przypadki wcześniejszych kontuzji Thomasa Rogne, to ktoś w Lechu powinien dojść do wniosku, że nie jest on gwarantem niczego. Oczywiście, jeśli już gra i wytrzymuje całe 90. minut to z reguły prezentuje on poziom taki, jaki jest wymagany od piłkarza Lecha Poznań. Gorzej, gdy wypada w czasie trwania spotkania, albo co gorsza jak we wczorajszym przypadku – tuż przed samym meczem. Taka sytuacja z reguły wywraca plan na mecz do góry nogami. I stanowczo uważam, iż tłumaczenie, że rezerwowy znał plany i wiedział co ma robić są tylko mydleniem sytuacji. Każda roszada na tak newralgicznej pozycji jest problemem, a staje się jeszcze większym gdy okazuje się, że kołderka jest bardzo skromna.

Przed Lechem w czwartkowy wieczór mecz z Benficą Lizbona w grupie Ligi Europy. Według tego, co udało się wydedukować, to piłkarzem zarażonym koronawirusem jest Djordje Crnomarković. Piłkarz, który w parze z Lubomirem Satką wyglądał przyzwoicie. Dodając do tego fakt pauzy Satki właśnie, to zaczyna się robić nieciekawie. Lech ma do dyspozycji tylko i wyłącznie Tomasza Dejewskiego. Chyba, że uraz Rogne okaże się niegroźny. Jednak nawet gotowość do gry kapitana Lecha nie będzie dla nikogo powiewem optymizmu.

PKO BP Ekstraklasa: Jagiellonia przerwała złą serię

Zaginiony środek pola

W meczu z Jagiellonią, kibice Kolejorza liczyli na kolejny popis gry poznańskiego tridente. Pedro Tiba, Jakub Moder oraz Dani Ramirez w zasadzie w każdym meczu tego sezonu, dawali popis swoich umiejętności. Zachwyt i wysokie oceny nikogo nie dziwiły. Niestety w Białymstoku na chwilę coś się zacięło. Piłkarze odpowiedzialni za regulowanie gry Lecha wyglądali gorzej niż dotychczas. Strata gola już na samym początku meczu nie jest katastrofą, pozostaje przecież jeszcze sporo czasu. Jednak przez większość meczu Lechowi nie udawało się konkretnie zagrozić bramce Steinborsa.

Oczywiście były dobrze znane wszystkim próby szybkiego rozegrania piłki między wymienioną trójką. Jednak zdecydowanie zbyt dużo było niedokładności i pewnego rodzaju nonszalancji. Rzucało się to w oczy zwłaszcza w przypadku Jakuba Modera. Owszem, jest to młody zawodnik, który jest wręcz skazany na wahania formy. Jeszcze bardziej może być to widoczne teraz, gdy Lech ma przed sobą maraton meczów. Oczywiście nie nikt nie obwinia Modera za przegraną Lecha w Białymstoku. Na porażkę złożyło się wiele czynników, które dały średni obraz poznańskiego zespołu. Słaba postawa środkowych pomocników sprawiła, że kompletnie niewidoczny był Mikael Ishak, który błąkał się gdzieś między obrońcami Jagiellonii. Bardzo dużo pretensji za sobotni mecz jest również do Vasyla Kravetsa, który przypominał na lewej stronie defensywy innego Ukraińca, który odszedł już z Lecha. Plusy można postawić tylko i wyłącznie przy nazwiskach obu skrzydłowych. Puchacz  oraz Kamiński robili najwięcej szumu, ale nic to ostatecznie nie dało.

Tylko bez paniki

Po porażce jak to jest w zwyczaju, humory kibiców Lecha nie są najlepsze. Nie ma co się dziwić, bo o brakach kadrowych pisali chyba wszyscy. Zwracana była uwaga na to, że tak zbudowana drużyna potrzebuje jednego defensora, który wzmocni konkurencję i środkowego pomocnika, bo Karlo Muhar jest słabym piłkarzem. Po niewątpliwym sukcesie jakim jest awans do rozgrywek grupowych Ligi Europy, wokół Lecha zrobiło się głośno. Wypowiadali się chyba wszyscy, nawet ci, którzy zazwyczaj się Lechem nie zajmują. Prezesi Kolejorza również postanowili pokazać się publicznie, co poniekąd było zrozumiałe, bo sukces drużyny to też ich osobista satysfakcja.

Nikt przesadnie nie gloryfikował rządzących Kolejorzem. Pochwaleni zostali za kilka ruchów transferowych, które wyglądają na przemyślane, ale nadal mają pewne kwestie do poprawy. Nigdy nie jest tak, żeby udało zadowolić się każdego i spokojnie czekać na to, co się wydarzy. Wiemy doskonale jaką opinię mają ludzie odpowiedzialni za Lecha i wiemy, ze prędko się ona nie zmieni. Zaplusowali oni dobrym dealem z Brighton przy transferze Modera. Sprowadzenie Kravetsa, Kacharavy czy ponowne wypożyczenie Bogdana Butko, to też plusy. Jednak w przyrodzie jest tak, że gdzieś się to wyrównuje. I właśnie braki, o których wspomniałem wyżej będą rzucały się w oczy przy każdym niepowodzeniu w meczu.

Czy przed meczem z Benficą trzeba panikować? Myślę, że nie. Owszem klasa zespołu z Portugalii jest każdemu znana. Faworytem tego meczu Lech nie będzie. Jednak rozgrywki europejskie mają to do siebie, że pozwalają wyzwolić dodatkowe pokłady sił i umiejętności. Rozumiem obawę o zestawienie środka defensywy czy zamartwianie się o to jak kluczowi piłkarze wytrzymają natłok meczów. Jeśli jednak jedynym problemem po stronie Kolejorza będą słabsze walory piłkarskie, to wszystko się może zdarzyć. Te można nadrobić ambicją oraz zaangażowaniem.


Najlepsze oferty bukmacherskie na Euro 2020
20 zł bez depozytu, 600 zł bez ryzyka i bonus 2100 zł na eFortuna.pl
20 zł bez depozytu, 333 zł bez ryzyka i bonusy 2000 zł na LVBET.pl
21 zł bez depozytu, 230 zł bez ryzyka i bonusy 549 zł na Totolotek.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *