Krakowska klątwa Lechii

Lechia Gdańsk - kibice / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Lechia Gdańsk bardzo źle reaguje na krakowskie powietrze. Po raz trzeci w tym sezonie gracze Piotra Stokowca przegrali w Krakowie i tym samym mocno skomplikowali sobie sprawę mistrzostwa. W niedzielne popołudnie gdańszczanie ulegli Cracovii 0:2 i nie pokazali zupełnie żadnych argumentów, które pomogłyby wygrać mecz. 

Krakowianie mieli jeszcze o co walczyć w tym sezonie. Wobec zwycięstwa Lechii w finale Pucharu Polski czwarte miejsce w lidze da szczęśliwej drużynie europejskie puchary. Cracovia przed meczem z wiceliderem miała trzy punkty straty do zajmującego tę pozycję Zagłębia i ewentualne zwycięstwo znacznie przybliżyłoby Pasy do gry w Europie. Jednak ich niedzielny rywal gra o jeszcze wyższe cele. Zwycięstwo w finale krajowego pucharu i sobotnia porażka Legii miały dodać Lechii skrzydeł. Trener Stokowiec podkreślał, że dla jego zespołu liczy się tylko mistrzostwo i kibice gdańszczan liczyli, że ich podopieczni pokażą to w niedzielnym meczu. 

Wyrachowanie czy strach?

Dyscyplina – to słowo najlepiej oddaje to, co działo się w pierwszej połowie. Oba zespoły dobrze broniły dostępu do bramki, co przekładało się na mało sytuacji i ładnej dla oka gry. Lechia najwyraźniej wyciągnęła wnioski po ostatnim meczu w Krakowie, kiedy to Kuciak czterokrotnie wyciągał piłkę z siatki. Stokowiec wyraźnie nakazał swoim graczom, aby przejęli od początku inicjatywę, dzięki czemu wicelider Ekstraklasy znacznie częściej był przy piłce. Nie przekładało się to jednak na sytuacje z gry. Dużo było stałych fragmentów, ale zarówno Cracovia, jak i goście z Gdańska radzili sobie z nimi w obronie bardzo dobrze. Jedyną dobrą sytuacje stworzyli sobie gospodarze. Po precyzyjnym podaniu Dąbrowskiego piłkę przejął Dimun i strzelił w kierunku bramki, ale świetnie nogą interweniował Alomerović.

W drugiej połowie za dużo w obrazie gry się nie zmieniło. Cracovia operowała więcej piłką, a Lechia cofnęła się na własną połowę. Nie było widać tej obiecanej przez Stokowca walce o mistrzostwo. Po godzinie gry goście wciąż nie mieli na koncie celnego strzału. Sytuacja wicelidera skomplikowała się jeszcze bardziej kwadrans przed końcem meczu. Elektrycznie grający Nunes kopnął w polu karnym Piszczka i sędzia po konsultacji z VAR odgwizdał rzut karny. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Hanca i pewnym strzałem pokonał Alomerovicia. Wszyscy czekali wtedy na odpowiedź Lechii, ale to Cracovia uderzyła po raz drugi. Tym razem był to nokautujący cios. Po powolnej kontrze graczy gospodarzy piłkę w pole karne dograł Wdowiak, a świetnie ustawiony Dimun z pierwszej piłki pokonał bramkarza gości. 

Po nokautującym uderzeniu Lechia nie miała nawet najmniejszej szansy na bramkę i mecz zakończyła bez nawet jednego celnego strzału. Jeśli tak wygląda pomysł na grę gdańszczan to mistrzostwo można odłożyć między bajki, bo z taką postawą ciężko będzie wygrywać kolejne mecze w grupie mistrzowskiej. 

5.05.2019r., 34. kolejka Lotto Ekstraklasy, grupa mistrzowska, Stadion im. Józefa Piłsudskiego 

Cracovia – Lechia 2:0 (0:0)

Hanca 74′ (k), Dimun 82′

Cracovia: Pesković – Siplak, Datković, Helik, Rapa – Cecarić (Wdowiak 64′), Dimun, Gol Dąbrowski, Hanca (Strózik 84′) – Piszczek (Diego 89′)

Lechia: Alomerović – Mladenović (Żukowski 77′), Vitoria (Fila 77′), Nalepa, Nunes – Lipski, Kubicki, Makowski – Haraslin (Łukasik 59′), Sobiech, Paixao

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi