Komentarz do najważniejszych wydarzeń tygodnia (22-28.08.2016)

Kamil Chmielewski

Awans Legii do LM, uzupełnienia Nawałki, transfer Klicha oraz sytuacja w polskiej ekstraklasie. Zapraszam na komentarz do najważniejszych wydarzeń z ubiegłego tygodnia.

Awans Legii do Ligi Mistrzów.
Co do samego awansu, to już piątego sierpnia byłem przekonany, że w końcu w tym roku doczekamy się polskiej drużyny w LM. Natomiast jeżeli chodzi o fazę grupową, to obawiam się, że Legia może być rekordzistą pod względem straconych goli. Mecze z Realem, Borussią czy Sportingiem jeśli nie skończą się blamażem, to tylko dlatego, że szkoleniowcy w.w drużyn dadzą odpocząć swoim najlepszym piłkarzom i na mecz z Legią wystawią rezerwę. Tyle, że w przypadku mistrzów Hiszpanii, Legia może mieć problemy nawet z Realem B.


Adam Nawałka uzupełnił kadrę.
Selekcjoner reprezentacji Polski dowołał zawodników z polskiej ligi na eliminacyjne spotkanie mistrzostw świata z Kazachstanem. Choć tak naprawdę można również napisać, że dowołał z Legii Warszawa, ponieważ nikogo innego niż z mistrza Polski Nawałka nie powołał. Spośród nominowanych, co mnie cieszy zabrakło Krzysztofa Mączyńskiego. Szkoda, że trener po raz kolejny nie da szansy Szymonowi Pawłowskiemu i Maciejowi Dąbrowskiemu. Piłkarz Lecha przydałby się, ponieważ reprezentacyjna linia pomocy może martwić nie jednego kibica. Kamil Grosicki i Grzegorz Krychowiak są rezerwowymi, a Bartosz Kapustka nie mieści się nawet na ławce rezerwowych. Co do defensora Legii, to nie wydaje mi się, by 29-latek był gorszy od Thiago Cionka, który w ostatnim meczu zagrał zaledwie sześć minut.
Lepsze powody do radości dają bramkarze oraz napastnicy. Fabiański i Boruc w miniony weekend obronili rzuty karne. Z kolei Lewandowski popisał się Hat-trickiem, Milik strzelił dwie bramki, Teodorczyk jedną, a Wilczek zaliczył asystę. Nic dziwnego, że z taką dyspozycją już dzisiaj nie mogę się doczekać kolejnego meczu biało-czerwonych Orłów.


Mateusz Klich piłkarzem Twente Enschede.
Cieszy mnie, że 10-krotny reprezentant Polski zmienia otoczenie. Mateusz w tym sezonie nie zagrał żadnego meczu w II Bundeslidze, a nie ukrywam, że wierzę w tego piłkarza. Uważam, że zrobił dobry kierunek. Grał już półtora roku w Holandii, gdzie w barwach PEC Zwolle był podstawowym zawodnikiem. 26-letni pomocnik ma przecież na koncie puchar Holandii. Samo to, że siódma drużyna
Eredivisie podpisała z nim aż trzyletni kontrakt, niech świadczy o tym, że wiążą w nim nadzieje, bo inaczej wypożyczyliby go na rok z opcją pierwokupu.


Sytuacja w polskiej ekstraklasie.
Po siedmiu kolejkach mamy niecodzienną sytuację. Aż pięć drużyn z trzynastoma punktami jest na górze tabeli. I wśród nich nie ma Legii, Lecha, Cracovii, Piasta, czy Wisły Kraków. No cóż, liga na pewno będzie ciekawsza, ale czy tym samym silniejsza? To się jeszcze okaże.
W siódmej serii spotkań warto odnotować porażkę dotychczasowego lidera, Lechii. Gdańszczanie przegrali na własnym stadionie z Termalicą Nieciecza. Widać, że Lechia lubi grę w kratkę, a Słonie nie jednemu jeszcze udowodnią, że zasługują na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Drugim zaskoczeniem (jak dla mnie) jest zwycięstwo Legii w Chorzowie. Wczoraj Legioniści pokazali całkiem inny futbol niż taki, jaki oglądaliśmy przez dwa ostatnie miesiące. Czyżby awans do Ligi Mistrzów dał im kopa? Czyżby zrzucili z siebie ciężar? O tym, czy była to przypadkowa wygrana dowiemy się po przerwie reprezentacyjnej.
Warto odnotować wysokie wyjazdowe zwycięstwo Śląska nad Wisłą. Wrocławianie w sześciu poprzednich spotkaniach zdobyli zaledwie dwie bramki, a w piątkowy wieczór strzelili ich aż pięć. Stanowczo za wcześnie jest mówić o tym, czy wyszli z kryzysu, ponieważ zagrali nie tylko z najgorszą drużyną ligi, ale piłkarze Białej Gwiazdy nie wiedzą na czym stoją finansowo.
Z miejsca spadkowego wydostał się poznański Lech, który na własnym stadionie pokonał wicemistrza Polski, Piasta Gliwice 2:0. Co ciekawe, pewnie ten wynik pokrzyżował plany prezesów Kolejorza, którzy zapewne w przerwie reprezentacyjnej chcieli wymienić szkoleniowca. Tymczasem Lechici są niepokonani od czterech spotkań (wliczając w to mecz Pucharu Polski) i Jan Urban przez najbliższe tygodnie powinien spać spokojnie.
Hitem kolejki było spotkanie w Gdyni, gdzie Arka zremisowała z Zagłębiem. Zarówno beniaminek jak i trzecia drużyna z ubiegłego sezonu potwierdzają swoją znakomitą dyspozycję. Warto dodać, że Miedziowi są jedynymi w lidze, którzy jeszcze nie doznali smaku porażki.
Na fotel lidera po zwycięstwie w Lublinie z Górnikiem Łęczna powróciła Jagiellonia. Podopieczni Michała Probierza byli typowani do spadku, a tymczasem są na pierwszym miejscu w tabeli. Przypadek? Nie sądzę. To wina ciekawej ligi.

Kamil Radomski


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *