Ferran Torres w idei Xaviego to majstersztyk, ale i otwarta walka z władzami LaLiga

Torres

fot. EFE

Xavi prosi, a Mateu Alemany finalizuje. Podręcznikowo, choć wydaje się, że wszyscy po drodze wyciągnęli pomocną dłoń. Ferran Torres wraca do Hiszpanii. Przenosi się do Barcelony, gdy ta walczy o swoją tożsamość.

Wszystko zagrało. Najpierw Luis Enrique, który właściwie błyskawicznie z Ferrana zrobił ważną postać hiszpańskiej kadry. Obdarzył sporym zaufaniem. Zaraził wizją nowej generacji La Furia Roja, choć opinia publiczna potrzebowała czasu. Lucho mierzył się z narastającą presją otoczenia przed mistrzostwami Europy, ale dziś już niewielu powątpiewa w warsztat hiszpańskiego selekcjonera. Torres pokochał projekt Enrique, o co nie było trudno, biorąc pod uwagę współpracę w klubie z Pepem Guardiolą. To właśnie 50-latek za niewielkie pieniądze ściągnął go do Anglii. Guardiola nie zamierzał jednak uszczęśliwiać Torresa na siłę. Momentalnie zgodził się na transfer, gdy zgłosiła się Barcelona. Manchester City nie stanął okoniem. Wbrew dotychczasowej kadencji Joana Laporty wszystko poszło sprawnie i bezboleśnie.

Kwota transferu została ustalona na 55 mln euro, które Barcelona zapłaci w czterech ratach. To wynik więcej niż satysfakcjonujący, otwierając negocjacje z poziomu 70 mln. Umowa zawiera również kilka zmiennych, takich jak: zdobycie przez piłkarza Złotego Buta lub Złotej Piłki, triumf Barcy w Lidze Mistrzów przy 70% spotkań z udziałem Torresa, czy następny transfer na kwotę powyżej 100 mln euro. Finalnie budżet Manchesteru City może zasilić kolejne 10 mln euro. Jednym z beneficjentów transferu Torresa jest także Valencia, która zachowała 10% od następnej transakcji z udziałem Hiszpana.

Powrót do Hiszpanii

Czy opuszczenie mistrza Anglii na rzecz kryzysowej Barcelony do trafny wybór? Postawienie na niesprawdzonego Xaviego, gdy masz za szkoleniowca Pepa Guardiolę? Te nieścisłości tylko z pozoru wydają się zagadką. Prawdę mówiąc, w tym wszystkim należałoby zwrócić uwagę szczególnie na samego piłkarza. Czasami bagatelizujemy wpływ pochodzenia zawodnika na wybór klubu. Ferran Torres dobrze czuł się w Walencji i również widział możliwość pozostania w kraju. Niemniej Petera Lima skusiła wizja wpłaconej klauzuli przez Manchester City, a Torresa praca z Guardiolą. Zresztą 21-latek jest dziś przyszłością kadry narodowej, tak jak Eric Garcia, który nie tak dawno również zamienił The Citizens na Barcelonę. Sytuacja nieco inna, choć układanka zaczyna nabierać kształtów.

Transfer Ferrana to wzmocnienie przekazu. Podążanie za ideą. Xavi chce u siebie młodość, wszechstronność i potencjał, który może sam ukierunkować. Chociaż zasadne byłoby stwierdzenie, że z pomocą wspomnianego Guardioli i Luisa Enrique. Torres natomiast chciałby odgrywać większą rolę w klubie, a aktualna Barcelona to dobre miejsce, by na wejściu stać się piłkarzem kluczowym. Niegdyś mówilibyśmy o zupełnej abstrakcji. Przy Messim, Suarezie, później prosperującym Dembele. Po wielomilionowym transferze Coutinho i Griezmanna. Rzeczywistość doprowadziła nas do tego punktu, iż dziś Barcelona nie jest zespołem europejskiej czołówki. Jest natomiast klubem o wciąż ogromnej marce. Miejscem o wiele prostszym do poszukania stabilizacji niż jeszcze kilka lat temu. W momencie kryzysu i mnożących się problemów właściwie w każdej sferze, aczkolwiek również w momencie, gdy młodzież odgrywa istotną rolę w odbudowie poziomu sportowego. Pod przywództwem Xaviego darzonego przez socios ogromną sympatią.

Wpaść w system

Barcelona od dłuższego czasu ma problem z ułożeniem najwyżej położonej trójki w ofensywie. Na Camp Nou nie widziano porządnej dziewiątki od czasu Luisa Suareza. Co prawda całość stosownie zagłuszały trafienia Lionela Messiego, czy Antoine’a Griezmanna, ale ich już nie ma. Tak jak wątpliwości, że siermiężny Luuk de Jong nie będzie przyszłością klubu, a nieobecny Martin Braithwaite to co najwyżej solidny zmiennik. Xavi powinien szukać optymalnego rozwiązania, ale braki kadrowe skutecznie odciągają od wykreowania odpowiedniej postaci. Być może w roli centralnego napastnika na stałe moglibyśmy oglądać Memphisa Depaya, ale Ansu Fati wciąż boryka się z problemami zdrowotnymi.

Ofensywny problem Marcelino dociska z każdą kolejką

Tu pojawia się Ferran Torres. Chociaż od września nie pojawił się na boisku z uwagi na kontuzję stopy, to wcześniej nie mógł narzekać na formę. Nominalny skrzydłowy, który w tym sezonie w Manchesterze City funkcjonował jako dziewiątka. Zresztą i u Luisa Enrique na tej pozycji niejednokrotnie bawił kibiców w meczach kadry narodowej. To nie przypadek, albowiem Hiszpan szybko odnalazł się w nowej roli. Zyskuje na zupełnie innych płaszczyznach. Ferran nieustannie otwiera uliczki do prostopadłych zagrań, atakując wolną przestrzeń. Nie musi być pod grą, lecz chce być ciągle dostępny, gdy druga linia konstruuje atak. Sam również generuje przestrzenie swoim partnerom, odciągając rywali, w czym pomaga mu imponujące przyśpieszenie. W dość prosty sposób łamie strukturę defensywną przeciwnika, z czym problem ma Barcelona.

Pozycja Torresa nie jest jednak stała i być może to w tym wszystkim jest największym atutem Hiszpana. Nieustanna rotacja zmusza do elastyczności, a z tym 21-latek nie ma problemu. Może zagrać również na prawej flance, bo przecież i tu pojawia się mnóstwo znaków zapytania. Dembele więcej czasu spędza w gabinecie lekarskim niż na boisku. Yusuf Demir poza kilkoma przebłyskami wygląda blado. Nie jest w stanie wywalczyć miejsca w podstawowej jedenastce. Alex Collado poza kadrą, a Francisco Trincao wróci dopiero latem. Xavi przy ewentualnej absencji francuskiego skrzydłowego musi kombinować. Tym samym po prawej stronie oglądaliśmy już Coutinho, Desta, czy Nico Gonzaleza. Znalazło się miejsce i dla młodych –  Iliasa Akhomacha i Abde Ezzalzouli. To właśnie wspomniana dwójka zauroczyła hiszpańskiego szkoleniowca, ale wyjście z Ferranem nikogo by nie zdziwiło. Ta wszechstronność to kolejna zaleta, którą oferuje nowy nabytek Blaugrany.

Co na to LaLiga?

Pięcioletni kontrakt i klauzula na poziomie miliarda euro. Z punktu widzenia sportowego, czy ideologicznego, przybycie Ferrana Torresa to strzał w dziesiątkę. Ze sobą niesie jednak wiele niedogodności związanych z sytuacją gospodarczą klubu. Z Długiem, ale i limitem wydatków nałożonym przez LaLiga. Barcelona musi zarejestrować piłkarza, a to nie takie proste. To problem, który wraca. To niemożność przedłużenia kontraktu z Lionelem Messim. Kolejne obniżki na najistotniejszych kontraktach, na które latem zgodzili się Gerard Pique, Sergi Roberto, Sergio Busquets, czy Jordi Alba. To również odejście Griezmanna w poszukiwaniu wolnej przestrzeni.

W przypadku klubów znacznie zadłużonych margines negocjacji jest niewielki. Limit w tym sezonie został ustalony na 97 mln euro, choć Barca mogła przeznaczyć tylko 25% z tej sumy na kontraktowanie nowych piłkarzy. W transferze 21-latka pomógł fakt rozłożenia płatności przez Manchester City, ale i niespodziewane zakończenie sportowej kariery przez Sergio Aguero. To jednak za mało, więc klub musi szukać cięcia płac i uwolnienia pensji poprzez sprzedaż zawodników. W teorii wystarczy pozbyć się zbędnego balastu jak Coutinho, Umtiti, Luuk de Jong, Neto… Tylko czy to takie proste? Przeszłość pokazała, że niekoniecznie. W dodatku LaLiga nie musi iść na rękę z prawnego punktu widzenia. Relacje między Javierem Tebasem, a Joanem Laportą pozostawiają wiele do życzenia przez projekt SuperLigi, co całą sytuację czyni o wiele bardziej skomplikowaną, niż w zasadzie być powinna.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.