El. Euro 2020: Festiwal bramek w Hamburgu – udany rewanż Holendrów

Donyell Malen

Zdjęcie: https://www.psv.nl/

Reprezentacja Holandii niespodziewanie pokonała Niemców 4:2 po wyjątkowo intensywnym pojedynku. Na prowadzeniu w tabeli grupy C wciąż utrzymuje się Irlandia Północna.

Obie ekipy mecz rozpoczęły w sposób asekuracyjny, bez większego angażu względem ofensywy. Dopiero w ósmej minucie przed doskonałą okazją stanął Memphis Depay, który mocnym uderzeniem chciał zaskoczyć Manuela Neuera. Doświadczony goalkeeper sparował jednak strzał 25-latka.

Niewykorzystana sytuacja przyjezdnych umożliwiła gospodarzom wyprowadzenie akcji, która po chwili otworzyła worek z bramkami. Po fenomenalnym i przytomnym podaniu ze środka pola w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Lukas Klostermann. Defensor RB Lipsk nie zdołał pokonać Cillessena, lecz odbita futbolówka padła łupem Serge’a Gnabry’ego, który nie popełnił podobnego błędu i wyprowadził “Die Mannschaft” na prowadzenie pewnym uderzeniem po długim słupku.

W kolejnych kwadransach Holandia, która notabene zdecydowanie dłużej utrzymywała się przy piłce, nieskutecznie próbowała doprowadzić do remisu. W 29′ minucie strzał głową Matthijsa de Ligta okazał się zbyt słaby, z kolei kilka chwil później próba uderzenia z dystansu została zablokowana.

W 35′ minucie na murawie zrobiło się gorąco. Joshua Kimmich w agresywny sposób zaatakował swojego przeciwnika, co ewidentnie nie spodobało się Memphisowi Depay’owi. Obie ekipy z napastnikiem Lyonu na czele skoczyły sobie do gardeł, w efekcie czego wspomniana dwójka została ukarana żółtymi kartonikami.

Chwilę przed zakończeniem regulaminowego czasu gry pierwszej połowy bliski podwyższenia prowadzenia był Marco Reus. Zawodnik Borusii Dortmund nie zachował jednak zimnej krwi i w dogodnej sytuacji posłał piłkę prosto w bramkarza, który prostym ruchem ręki zablokował uderzenie, ratując tym samym swój zespół przed utratą kolejnej bramki.

W drugiej połowie po raz kolejny do głosu doszli Holendrzy. W 55′ minucie podanie do niekrytego Depay’a przerwał Kimmich. Po chwili z dystansu uderzył Wijnaldum, ale świetną interwencją raz jeszcze popisał się Manuel Neuer. Podopieczni Ronalda Koemana dopięli swego po upływie kwadransa. Ryan Babel posłał piłkę w szesnastkę, gdzie sprytem wykazał się Frenkie de Jong. Zawodnik Barcelony wyprzedził interweniującego Schulza i po chwili doprowadził do remisu. Dla 22-latka jest to pierwszy gol w karierze reprezentacyjnej.

Pomimo trafienia wyrównującego stan pojedynku Holendrzy nie zamierzali składać broni, a już w 66′ minucie wyszli na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwyżej w powietrzu zawisnął Virgil van Dijk. Dobrze dysponowany tego wieczoru Neuer ponownie powstrzymał strzał rywali, lecz chwilę później był już bezsilny. Sparowana futbolówka trafiła pod nogi Memphisa Depaya, który bez zastanowienia dograł na drugi metr. Tam niefortunną interwencją popisał się Jonathan Tah, który w nieumyślny sposób skierował piłkę do własnej bramki.

Przyciśnięci gospodarze musieli zmienić styl gry i desperacko rzucić się do odrabiania strat. Próby wyrównania przyniosły owoce już w 73′ minucie. Wbiegający wówczas w pole karne Nico Schulz zamierzał posłać piłkę w pole karne, lecz jego zamiary przewidział Matthijs de Ligt. Po interwencji defensora Juventusu piłka wzniosła się wysoko nad ziemię, po czym spadła wprost na rękę 20-latka. Arbiter spotkania podyktował jedenastkę, którą na gola zamienił Toni Kroos.

Tempo meczu wzniosło się na niesamowicie intensywny poziom, co potwierdziła jedynie sytuacja z 79′ minuty. Holandia popisała się piękną dla oka, składną akcją, której zwieńczeniem był finalny kontakt z futbolówką Donyella Malena. 20-latek kierował piłkę do niemalże pustej bramki po świetnym zagraniu Wijnalduma. Brawa należą się również Babelowi, który zainicjował całą akcję.

Gospodarze za wszelką cenę musieli doprowadzić do wyrównania i w końcowym etapie meczu wszystkie siły skierowali do ofensywy. Niosące się za ową taktyką ryzyko dało o sobie znać kilkadziesiąt sekund po upływie regulaminowego czasu gry. Holendrzy zdołali odzyskać piłkę i zaatakować bramkę Manuela Neuera, co poskutkowało szóstym golem tego wieczoru, który ustalił rezultatu dzisiejszej rywalizacji. Jako ostatni na listę strzelców wpisał się Georginio Wijnaldum.

Tym samym Holendrzy skutecznie odpowiedzieli na marcową porażkę przed własną publicznością i znacząco skomplikowali sytuację w tabeli grupy C. Na prowadzeniu wciąż utrzymuje się Irlandia Północna, która po czterech spotkaniach ma na swoim koncie komplet punktów. Zawodników z Wysp czekają jeszcze jednak dwukrotne starcia z Holandią i Niemcami.

05.09.2019, eliminacje do Mistrzostw Europy 2020 – grupa C, Volksparkstadion (Hamburg)

Niemcy – Holandia 2:4 (1:0)

Serge Gnabry 9′, Toni Kroos 73′ (k.) – Frenkie de Jong 59′, Jonathan Tah 66′ (sam.), Donnyell Malen 79′, Wijnaldum 90+1′

Niemcy: Neuer – Klostermann, Süle, Tah, Ginter (Brandt 84′) – Kimmich, Kroos, Schulz – Gnabry, Werner (Havertz 61′), Reus (Gündoğan 61′)

Holandia: Cillessen – Dumfries (Propper 58′), de Ligt, van Dijk, Blind – de Roon (Malen 58′), Wijnaldum, de Jong – Promes, Depay, Babel (Ake 81′)

Żółte kartki: Kimmich 35′ – Depay 35′, de Roon 49′, de Jong 72′

Sędzia: Artur Soares Dias (Portugalia)


Kilka godzin wcześniej swój pojedynek rozegrały również zespoły Estonii i Białorusi, które przed rozpoczęciem gry okupowały dwie ostatnie lokaty w tabeli grupy C. Zarówno gospodarze, jak i przyjezdni przegrali wszystkie swoje dotychczasowe potyczki, w tym dwa mecze z Irlandią Północną, co stawia ich na przegranej pozycji.

Starcie to było zatem skierowane głównie do koneserów futbolu bądź osób doszukujących się ukrytych talentów, choć nie obyło się również bez bliskich nam elementów. W wyjściowej jedenastce gospodarzy znaleźli się bowiem znani z boisk Ekstraklasy Henrik Ojamaa (Miedź Legnica, wcześniej Legia Warszawa) oraz Konstantin Vassiljev (w przeszłości Piast Gliwice i Jagiellonia Białystok).

Estończycy dłużej utrzymywali się przy piłce i w pierwszych fragmentach spotkania to oni wykreowali sobie więcej sytuacji podbramkowych, lecz wraz z upływem czasu inicjatywę przejęli przyjezdni, którzy jako pierwsi pokonali bramkarza rywali. W 48′ minucie gry prowadzenie podopiecznym Mikhaila Markhela zapewnił Nikita Naumov, lecz gospodarze wyrównali po upływie niespełna 6 minut. Na listę strzelców wpisał się wówczas Erik Sorga.

Kiedy wydawało się, że pojedynek zakończy się podziałem punktów, sprawy w swoje ręce wziął Maksim Skavysh. Zawodnik BATE Borysow zagwarantował trzy oczka Białorusi w drugiej minucie doliczonego czasu gry, tym samym zapewniając jej czwartą lokatę w tabeli grupy C eliminacji do Euro 2020. Przed szansą rewanżu Estończycy staną już 10 października, lecz w pierwszej kolejności muszą skupić się na poniedziałkowym starciu z Holandią.

05.09.2019, eliminacje do Mistrzostw Europy 2020 – grupa C, A. Le Coq Arena (Tallinn)

Estonia – Białoruś 1:2 (0:0)

Erik Sorga 54′ – Nikita Naumov 48′, Maksim Skavysh 90+2′

Estonia: Lepmets – Teniste, Mets, Klavan, Pikk – Tamm, Vassiljev (Dmitrijev 77′), Ojamaa (Sinyavskiy 86′)f, Kait – Zenjov, Sorga (Sappinen 83′)

Białoruś: Gutor – Matvejchik, Politevich, Naumov, Polyakov – Kovalev (Skavysh 77′), Yablonski, Maevskiy, Stasevich – Dragun, Signevich (Bakhar 64′)

Żółte kartki: Naumov 65′, Bakhar 66′

Sędzia: Alain Durieux (Luksemburg)


OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W FORTUNA TV

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *