Czarny koń i wczorajszy Carvajal. Analiza Deportivo Alavés – Real Madryt

Dwunaste wyjazdowe zwycięstwo z rzędu i 33 bramki w kolejnych spotkaniach rozgrywanych na stadionach rywali. Wydawać by się mogło, że przytoczone statystyki obrazują wymarzony wręcz początek Królewskich w lidze.

Statystyki jednak nie grają, a nastroje przed dzisiejszym meczem wcale nie były takie kolorowe. Idealnie zbilansowany Real, jak zwykło się pisać w mediach przed rozpoczęciem sezonu, wcale taki nieskalany się nie okazał. Walec, który miał pędzić niczym TGV i rozjeżdżać każdą przeszkodę na swojej drodze, nie tylko zostawia je niemal nienaruszone, ale też zwolnił i daje z łatwością wyprzedzać się rywalom.

ZAGWOSTKA DLA ZIDANE’A

Los Blancos, a w szczególności Zidane, musiał zmierzyć się z niemałymi brakami kadrowymi. Kontuzjowanych bowiem jest aż siedmioro graczy. Real na przynajmniej dwa tygodnie został bez nominalnego lewego obrońcy. Powrót Theo prognozowany jest na wspomniany termin. Marcelo, który przedwcześnie opuścił boisko w spotkaniu z Betisem, przeszedł badania, które wykazały kontuzje mięśniową i miesięczny rozbrat z piłką. Nie lepiej sytuacja wygląda w środku pola. Kovacić pauzował będzie co najmniej dwa miesiące. Toni Kroos, który przed meczem z Betisem miał problemy z żebrami, we wspomnianym meczu zagrał i finalnie jego absencja może się przedłużyć. Opluwany przez wielu po meczu niewykorzystanych szans z Valencią, Karim Benzema, ucieszył wielu powierzchownych fanów swą kontuzją. Jednak w meczu na Mendizorrotoza, to właśnie Francuza brakowało Królewskim najbardziej. Ostatnim nieobecnym jest Jesus Vallejo. Młody Hiszpan problemów mięśniowych nabawił się 14 września i nie wiadomo kiedy będzie w pełni sprawny do gry.

ROTACJE

W takich sytuacjach, szeroka kadra zbilansowanych piłkarsko zawodników jest dla mistrza Hiszpanii zbawieniem. Ci, którzy przy pustych szpitalach w Madrycie oglądają mecz z perspektywy ławki rezerwowych, a nierzadko nawet trybun, w sytuacjach kryzysowych są w stanie wejść i zachować tożsamość zwycięzców. Tak było dzisiaj. Lukę na lewej stronie wypełnił Nacho. Nacho, który obecnie jest prawdopodobnie najlepszym „luksusowym rezerwowym” na świecie. To czysty skarb dla Realu. Wychowanek jest w stanie zagrać na każdej pozycji na obronie i dać nieocenioną jakość. 27 – latka w obecnej sytuacji kadrowej, będziemy mogli oglądać teraz znacznie częściej. On zawsze był wielkim Madridistą i godził się z rolą rezerwowego, aby tylko grać dla białych barw. Tak było zawsze i tak jest i teraz. Wchodzi Nacho i problemy defensywne Realu się zmniejszają. Niemałym zaskoczeniem był brak Bale’a w wyjściowej jedenastce. Walijczyk, któremu Zidane daje horendalne cztery miesiące na dojście do formy, zagrał w dwóch ostatnich meczach. Na Anoeta z Sociedad strzelił co prawda bramkę po 50 – cio metrowym rajdzie i kapitalnym podaniu Isco, ale przeszedł się obok reszty meczu. W starciu z Betisem istniał na boisku, jednak tylko w kontratakach. Książe Walii nie pojmuje ideologii gry pozycyjnej Zidane’a. Każda akcja pozycyjna zagrana stroną Garetha kończy się w znakomitej większości fiaskiem. On po prostu szybko biega. Jest idealnie wręcz skrojony pod Premier League. Do Hiszpanii nie pasuje. Ale dość o Bale’u. Otóż jego w spotkaniu z Alaves zastąpił kolejny wychowanek, Lucas Vazquez. Biega, walczy, odbiera i często popisze się niezłym dograniem bądź strzałem.

CZARNY KOŃ I WCZORAJSZY CARVAJAL

Po pierwsze, cieszę się z Daniego, bo dostał dzisiaj szansę i poradził sobie świetnie. Poza dwoma golami rozegrał świetny mecz. Dostał szansę i pokazał, że może tu spokojnie być. – powiedział Zinedine Zidane na pomeczowej konferencji. Dani Ceballos po niezwykle udanym EURO U21 w Polsce, którego został najlepszym piłkarzem, mógł tygodniami przebierać w ofertach. Na czele jednak pozostały dwa giganty Iberyjskiej piłki, Barcelona i Real. Ci pierwsi graczem zainteresowali się dopiero po samym turnieju. Drudzy natomiast, jego poczynaniom przyglądali się od przeszło dwóch lat. Hiszpan na Twitterze zwykł pisać eufemistycznie mówiąc, mocno nieprzychylne Blaugranie wpisy. Taki polski Zieliński. Stąd też faworytem do jego pozyskania byli Królewscy. Po długich negocjacjach Andaluzyjczyk trafił na stadion przy Concha Espina 1. Początki były bardzo trudne. Dostawał mało szans do gry. Grał właściwie albo wcale, albo ogryzki. Nie mógł pokazać co tak naprawdę potrafi. Niezrozumiały był jego brak w spotkaniu z Betisem Sevilla, z którego przecież przechodził do Madrytu. Za niego zagrał na kontuzji Kroos, którego uraz się pogłębił. Wreszcie przyszedł jego czas. Zagrał od pierwszych minut i w 43 minuty strzelił 2 bramki. Na strzelenie 7 w Betisie, potrzebował 105 spotkań. Wejście smoka. Pokazał polot i finezję, nieprzeciętną technikę, a duet Isco – Ceballos w środku pola sprawia, że wskaźnik kreatywności szaleje. Przy pierwszej bramce przytomnie wygrał przebitkę w polu karnym. Przy drugiej, po błędzie komunikacyjnym, znalazł się w odpowiednim miejscu i celnie skierował futbolówkę do bramki. Występ kompletny. Na prawej stronie obrony spodziewano się debiutu perełki szkółki Realu, Achrafa Hakimiego. Młody Marokańczyk przymierzany był do wypożyczenia właśnie do Alaves, jednak zdecydowano się ostatecznie na pozostawienie obrońcy. Nie zagrał jeszcze ani minuty. Od deski do deski gra natomiast Carvajal. Zatrzymajmy się na chwilę przy nim. Genialny defensor, przez długi czas nawet najlepszy w swoim fachu. Ten sezon to dla niego póki co jedna wielka tragedia. Zaczęło się od pretemporady, kiedy to z prawej strony boiska Hiszpanem zakręcił Anthony Martial. Od tego czasu gra jakby przed każdym meczem był na konkretnej imprezie. Popełnia proste błędy techniczne, nie jest już tym, który z ofensywy wraca w momencie do obrony i powstrzymuje groźną kontrę rywali. Problem jest, i to całkiem spory. Zadaniem Zidane’a jest znalezienie jego źródła, bo z tak źle funkcjonującą prawą flanką, Real porwie się z motyką na słońce.

WAŻNE JAK SIĘ KOŃCZY

Co do okazji, to podkreślam, że dla nas ważne jest tworzenie sytuacji bramkowych. To prawda, że jeśli spojrzysz na okazje w meczu, a wyjeżdżasz z tylko dwoma golami, to tak, to jest mało. Jednak dzisiaj najważniejsze były dla nas 3 punkty. Do tego zagraliśmy z ekipą, która jest na końcu tabeli, ale tutaj u siebie zagrała dobrze i trzeba to docenić. – tak trener Królewskich skwitował skuteczność swoich podopiecznych. Real chce, Real atakuje, Real tworzy sytuacje bramkowe. Ba! Los Blancos oddali w sobotę 16 strzałów z czego 7 zmierzało w stronę bramki. Bynajmniej nie były to strzały w stylu „uderzę, to nie będzie kontry”. Z zawodnikami pokroju Ronaldo czy Asensio grzechem by było tych sytuacji nie tworzyć. Całe zamieszanie skupia się jednak wokół ich zamieniania na gole. Jeśli cofniemy się do ostatniego sezonu Ancelottiego w Madrycie, to dowiemy się, że właśnie wspomnianą nieskutecznością Real przegrał sezon, po którym swe rzeczy spakować musiał sympatyczny Włoch. Zidane, wchodząc w buty bałaganu jaki w krótkim czasie zrobił Benitez,  doprowadził zespół do harmonii, zażegnał kryzys, wygrał LM i odrobił  11 punktów do Blaugrany. Teraz jednak musi zmierzyć się z czymś, z czym nie poradził sobie Jacek Magiera. Musi zażegnać, może nie kryzys, ale na pewno przestój w ekipie z Madrytu. To zawsze dla trenerów jest trudniejsze i często muszą szukać wtedy nowego pracodawcy. Oby nic w tym czasie w Perezie nie pękło i ogłoszeń o pracę nie musiał wywieszać Francuz.

SEZON JEST DŁUGI

Na razie na początku tego sezonu nie idzie nam tak dobrze jak w tym poprzednim, ale to dopiero początek i ciągle jest czas na odwrócenie sytuacji. – po meczu z Betisem powiedział Isco. Hiszpan ma dużo racji. Nie takich rzeczy Real dokonywał. 7 punktów we wrześniu to nie jest jeszcze przegrana liga. Gdyby taka sytuacja miała miejsce w kwietniu, należałoby godzić się perspektywą utraty Mistrza Hiszpanii. Teraz jednak wszystko jeszcze jest do zrobienia. Do rozdania 96 punktów, przy których siedem wygląda jak Dawid przy Goliacie. Słusznym stwierdzeniem jest jednak, że utrata trzech punktów w lidze hiszpańskiej równa się utracie sześciu, a może nawet dziewięciu w lidze angielskiej. Powrót do gry zatem nie będzie łatwy, lecz póki co wszystko pozostaje w nogach piłkarzy i głowie Zidane’a.

Podsumowanie i analiza przygotowane przez – Igor Ceś. Zapraszam również na swojego Twittera https://twitter.com/ces_igor

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.