Znamy już wszystkich tegorocznych beniaminków LaLiga

LaLiga

W niedzielę poznaliśmy ostatniego beniaminka zbliżającego się sezonu LaLiga. Do Almerii i Realu Valladolid dołączyła Girona, która w finale play-offów pokonała Teneryfę, kończąc niechlubną serię z ubiegłych dwóch kampanii.

Chociaż życie beniaminka w LaLiga często bywa krótkie, tak miniony sezon pokazał nam, iż dla chcącego nic trudnego. Rayo Vallecano i Espanyol zakręciły się wokół środkowej części tabeli, natomiast Mallorca rzutem na taśmę opuściła strefę spadkową, skazując Granadę na pożarcie. I chociaż w tym wszystkim trudno upatrywać sposobności, tak tegoroczni absolwenci już niebawem spróbują nawiązać do swoich poprzedników.

Architekt Rubi i mistrz ostatniej kolejki

Zdegradowani do Segundy w sezonie 2014/15, wracają na salony. Po siedmioletniej przerwie Almeria awans przypieczętowała mistrzostwem. Dla właściciela Turkiego Al-Sheikha to wielka ulga po dwóch nieudanych próbach w barażach z Gironą. Po krociach – jak na warunki drugiej ligi – wydanych na transfery. Po nieustannych rotacjach kadrowych i  żonglerce trenerami. Od przyjścia arabskiego szejka w 2019 roku Andaluzyjczyków prowadziło już siedmiu trenerów wraz z aktualnie panującym Rubim. Ten zresztą Almerię objął w zeszłym sezonie na sześć ostatnich kolejek, albowiem sfrustrowany Al-Sheikh nie zamierzał czekać na wyniki play-offów. Błyskawicznie zwolnił Jose Gomeza, gdy wiosną odpłynęła nadzieja na bezpośredni awans do LaLiga.

Almeria miejsce w czołówce zajmowała przez lwią część sezonu, mimo że początek 2022 roku przepowiadał trudniejsze momenty. Plaga kontuzji pokrzyżowała plany Rubiego, ale dołek okazał się płytki. Niemniej, tak jak w poprzednich latach w końcowej fazie sezonu nie obyło się bez dramatycznych momentów. Andaluzyjczycy w ostatniej kolejce jedynie zremisowali z Leganes i gdyby Eibar nie poniósł porażki z Alcorcon, to musieliby zadowolić się play-offami. Lepszy bilans w meczach bezpośrednich z Realem Valladolid sprawił, że mimo identycznej liczby punktów, to właśnie Almeria została mistrzem.

Oczywiście poza świetną pracą Rubiego, należałoby wyróżnić kilka postaci, które często znacznie przerastały poziom Segundy. Mowa o Alejandro Pozo, Lucasie Robertone, Francisco Portillo, czy Srdanie Babiciu. O bezapelacyjnej gwieździe Umarze Sadiqu, który skończył sezon z 18 bramkami i 12 asystami. Nie wszystkich uda się utrzymać. Nie każdy ma doświadczenie w LaLiga, ale Almeria na brak pieniędzy nie narzeka. Awans otwiera kolejne drzwi i nowy trzyletni projekt, który ma dać stabilizację, zanim Al-Sheikh spróbuje podbić Europę.

Po meczu z Leganes tysiące fanów Almerii wyszło na ulice, aby świętować trzeci awans w historii drużyny rojiblanco. Pierwsze mistrzostwo srebrnej kategorii: – To jest wielkość tego sportu, co roku scenariusz jest inny, ale w tym sezonie był Hitchcock. (…) Czuje się bardzo szczęśliwy, że mogę pomóc andaluzyjskiemu zespołowi wrócić do pierwszej ligi. Czuję się bardzo dobrze w Almerii – kwitował Rubi.

Wracają po rocznym rozbracie

Zapowiadali, że z LaLiga nie rozstają się na długo i czas pokazał, że nie były to słowa rzucone na wiatr. Zatrudnienie fachowca w postaci Pachety to strzał w dziesiątkę. Włodarze znali historię Hiszpana, który ma już za sobą awans do pierwszej dywizji z Elche. Sensacyjny i na pewno bardziej skomplikowany, aczkolwiek zwieńczony zwolnieniem. Nie do końca z uwagi na aspekty sportowe. Pacheta nie jest też zupełnym nowicjuszem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w kraju, albowiem jeszcze niedawno od spadku próbował ratować Hueskę, ale otrzymał niewiele czasu. W sezonie 2021/22 miało to wyglądać inaczej, ponieważ projekt pod tytułem Real Valladolid wydawał się konkretniejszy. Zarówno na poziomie gospodarczym, ale i sportowym. Trener szybko znalazł wspólny język z prezesem, legendarnym Ronaldo.

– Dawno temu złożyłem pewną obietnicę po spadku z pierwszej ligi. Gdybyśmy wrócili do Primery, pokonałbym Camino de Santiago na rowerze (trasa długości 400 km – przyp. red.) i zrobię to w niedzielę. Moja żona i ja opuścimy Valladolid i przejedziemy Camino de Santiago de Compostela na rowerze, aby uczcić bezpośredni awans – mówił rozradowany Ronaldo.

Real Valladolid nie tylko wywalczył awans bezpośredni, ale stał się jedną z czołowych sił drugiej ligi. Aż 71 zdobytych bramek – średnio 1,70 na mecz – to zrównanie wyniku Espanyolu z zeszłego roku, który po raz pierwszy od sześciu lat przebił tę barierę: – Kilka dni temu powiedzieliśmy, że 81 punktów może uczynić nas mistrzami, dać awans lub miejsce w play-offach (…) – mówił Pacheta tuż po awansie. I trudno nie przyznać mu racji, chociaż Eibar nie odpuszczał do ostatniej kolejki, tracąc jedynie jeden punkt do rywala.

Pucela mają za sobą kilka wpadek, jak te z Amorebietą, czy Burgos, ale kibice wolą pamiętać, choćby niesamowite występy na własnym obiekcie. Serię 13 meczów bez porażki, czy 646 minut bez straty bramki. Rządzącego zimą El Yamiqa i kluczowego w drugiej rundzie Monchu. W końcu najskuteczniejszego Shona Weissmana i decydującego w meczu o awans Gonzalo Platę.

Niestrudzona Girona dopina swego

Do trzech razy sztuka jak mawiał klasyk. Nie udało się dwa lata temu z Elche i nie wyszło rok później z Rayo Vallecano, ale tym razem Girona baraże opuszcza z tarczą. I robi to w sezonie, w którym wydawało się, że czeka ich zadyszka. Zmiana trenera, kiepski okres przygotowawczy i kadra, która miała przejść roszady z uwagi na pogłębiające się dziury w budżecie. Zespół nie do końca przystosował się do poziomu Segundy, jeśli chodzi o zobowiązania finansowe. To niejednokrotnie przekładało się na boisko.

Z jednej strony Girona regularnie miewała trudne momenty, wypadając z pierwszej szóstki, aczkolwiek jakość poszczególnych piłkarzy szybko pozwalała wrócić na wiosnę. W tym sezonie nie było inaczej, ponieważ Michel potrzebował czasu, aby wszystko poukładać. Niemniej Hiszpan nie został przez Gironę wybrany z przypadku. Po awansie z Rayo w 2018 roku i powtórce z Hueską dwa lata później szybko stał się obiektem zainteresowań wielu klubów drugiej dywizji. Czas pokazał, że ta seria ma swoją kontynuację i tym razem projekt wydaje się o wiele bardziej spójny. A przynajmniej dowodem tego ma być umowa Michela, która o dwa kolejne lata została przedłużona jeszcze w maju.

Levante i sytuacja po spadku – co dzieje się w Walencji?

Girona to drużyna, która pewnie czuje się z piłką przy nodze. Katalończycy wolą szukać rozegrania od tyłu z wykorzystaniem Juanpe i Bernardo Espinosy powoli transportując futbolówkę na kolejne fragmenty boiska. Chociaż ekipa z Montilivi może pochwalić się kilkoma schematami gry, tak ustawienie z wahadłowymi pozwala w pełni wykorzystać ofensywnie usposobionego Arnau Martineza. Zresztą 19-latek dysponuje fenomenalną techniką użytkową, co bywa wymiernym atutem szczególnie w ataku.

Mimo że Girona pozostaje wierna swojej filozofii, to gdy istnieje potrzeba, potrafi wyjść poza strefę komfortu, co pokazało starcie z Eibarem, gdy mecz kończyli z posiadaniem piłki na poziomie 31%. Wówczas jeszcze bardziej istotny okazuje się Stuani, który stara się wziąć ciężar gry na siebie, dając partnerom więcej swobody.

Zwykle Girona miewa problemy w pierwszej części meczu i tuż po zmianie stron. Wydaje się, że podopiecznym Michela często brakuje koncentracji. I to bywa zgubne, albowiem w systemie z piątką o wiele trudniej skoordynować pracę defensywy, zachowując spójność. Z Teneryfą nie było inaczej, ponieważ wyspiarze właśnie po przerwie przejęli inicjatywę aż do ostatniej fazy gry. A jednak tym razem presja okazała się motorem napędowym i Girona awansu już nie wypuściła.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.