Z piekła do nieba: Popis Iviego i awans Rakowa

Do tego spotkania podopieczni Marka Papszuna przystępowali z mieszanymi odczuciami, ponieważ mimo świetnej pierwszej połowy sezonu, drugą część rozpoczęli od porażki na własnym stadionie 0:1 z Pogonią Szczecin.

W drugim meczu po wznowieniu rozgrywek piłkarze z Częstochowy przegrali na wyjeździe 0:2 z Legią Warszawa. Zabrzanie na własnym stadionie zremisowali 1:1 z Lechem Poznań, a trzy dni temu przegrali z Podbeskidziem w Bielsku 2:1.

Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze zdobywając bramkę w trzeciej minucie spotkania po trafieniu Vladislavsa Gutkovskisa, któremu asystował Ivi Lopez. Po strzelonej bramce ekipa z Częstochowy nie chciała spocząć na laurach, więc natychmiast rzuciła się na swojego przeciwnika, aby wpakować mu kolejną bramkę. Już w 12 minucie z pięciu metrów do bramki gości trafił Ivi Lopez. Na telebimie widniał już wynik 2:0. Pierwsza połowa została zdominowana przez Raków, który nie pozwolił na stworzenie groźnych sytuacji pod swoją bramką. Górnik był bezradny, ale sytuacja nieco zmieniła się w drugiej odsłonie. Zabrzanie otrzymali odpowiednią motywację w szatni i natychmiast po gwizdu sędziego rzucili się do ataku chcąc odrobić straty. W 55 minucie bramkę kontaktową zdobył Jimenez po asyście Szelągowskiego. W 70 minucie podyktowano został rzut karny dla Górnika, który na bramkę zamienił nie, kto inny jak Jesus Jimenez. 2:2 takiego spotkania mało kto się spodziewał w Pucharze Polski. Po dosyć wyrównanej końcówce w 87 minucie Raków otrzymał rzut karny, który na bramkę zamienił Ivi Lopez. Dzieło zniszczenia dokończył Jarosław Jach wykorzystując centrę Petra Schwarza podwyższył wynik na 4:2. Niezwykle emocjonujące spotkanie zakończone wygraną Rakowa Częstochowa.

Raków Częstochowa: Pindroch, Jach, Mikołajewski, Piątkowski, Tudor, Kun, Schwarz, Szelągowski, Sapała, Ivi, Gutkovskis

Górnik Zabrze: Kudła, Koj, Gryszkiewicz, Wiśniewski, Kubica, Nowak, Janza, Manneh, Masouras, Sobczyk, Jimenez

Kartki: Sapała (Raków), Kubica (Górnik), Nowak (Górnik)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *