Gołubowski: Z każdego można dziś zrobić piłkarza

Był skautem i trenerem Młodej Ekstraklasy w Pogoni Szczecin. Doprowadził Salos Szczecin do brązowego medalu mistrzostw Polski juniorów młodszych. Pod jego okiem rozkwitała kariera m.in. Filipa Starzyńskiego. Teraz trenuje rewelację III ligi, Stilon Gorzów, który mimo niskich środków finansowych jest w czołówce tabeli. Adam Gołubowski opowiada przygodzie z Pogonią, fantastycznym roczniku w Salosie, zmarnowanych talentach w polskiej piłce i planach dotyczących Stilonu.

Karierę trenerską rozpoczął Pan w Salosie Szczecin. Jak to się stało, że w małym stowarzyszeniu narodziło się tak wielu zawodowych piłkarzy?

W Salosie zacząłem prowadzić zespół gdy miałem 19 lat. To był 1988 rocznik chłopaków. Był tam prezes Ks. Tadeusz Balicki, który świetnie czuje piłkę i kontakt z młodymi ludźmi. Był naszym przyjacielem i mentorem zaufał mi i kilku naszym kolegom. Dzięki wspólnej pracy i małej konkurencji w regionie daliśmy radę. Z Salosu się wywodziłem, grając w lidze salezjańskiej. W wieku 15 lat ściągnął mnie trener Włodzimierz Obst, który później sprowadził mnie do Pogoni, ale już do pracy jako trener.

Co przemawiało za Salosem, skoro kilka kilometrów dalej była słynna Pogoń?

Mając 19 lat skończyłem wiek juniora w Pogoni. Był to czas, gdy było ciężko się przebić. Przyszedł Bekdas i można było nosić buty Mielcarskiemu lub spróbować odejść, albo ewentualnie zakończyć granie.

Trenował Pan chłopaków zaledwie kilka lat młodszych od Pana. Jak udało się utrzymać dyscyplinę?

Zawsze potrafiłem stworzyć dobra atmosferę i w zespole pozostawiałem charakter, dlatego musiał być szacunek. Jeżeli chodzi o dyscyplinę, to z pewnością była podczas zajęć. Wymagałem dużej intensywności i cały czas sporej uwagi. Ktoś, kto nie mógł się dostosować trenował z boku. Poza treningiem z dyscypliną było gorzej, jednak do tego potrzebne jest doświadczenie

Do swojej wiedzy doszedł Pan głównie sam?

Jedną z osób, która była głównym architektem mojej przygody jako trener był Ks. Tadeusz Balicki. To on dał mi szanse i dużo mnie nauczył, jeżeli chodzi o wychowanie młodych ludzi. Innym był Włodzimierz Obst, niestety nieżyjący już szkoleniowiec który prowadził mnie kilka lat jako zawodnika. U niego poznałem co to znaczy z wymiotować na treningu (śmiech). Oczywiście świetny człowiek, również mentor. W późniejszej pracy już w Pogoni przekazał mi dużo wiedzy na temat obserwacji i analizy potencjału zawodnika. Dużo dał mi też trener Bogusław Pietrzak z Ruchu Chorzów, który zmienił mnie jako trenera, głównie jeżeli chodzi o okres przygotowawczy i pracę w szatni już w seniorach. Do dzisiaj wiele rzeczy wspólnie analizujemy. Podobnie trener Artur Płatek, który jako pierwszy dopuścił mnie do zawodników w pierwszym zespole Pogoni i to z nim byłem na swoim debiutanckim zgrupowaniu z pierwszą drużyną. Po drodze obserwowałem kilku szkoleniowców pracujących w Pogoni Szczecin. Zawsze analizowałem co robią źle, że tak szybko tracą pracę (śmiech). Dużo również zawdzięczam byłemu dyrektorowi Grzegorzowi Smolnemu, który miał fajne spojrzenie na to i również można było czerpać od niego wiedzę. Chyba taka ostatnia osoba, która cały czas mnie rozwija to mój przyjaciel i obecny prezes Stilonu Gorzów Norbert Sawicki. Trzeba go poznać, aby zrozumieć. Każda spędzona z nim minuta to rozwój intelektualny.

Był Pan trenerem pamiętnej drużyny juniorów młodszych, która sensacyjnie zdobyła brązowy medal mistrzostw Polski. Jan Pan wspomina tamtą drużynę?

Do dzisiaj nie miałem zdolniejszej grupy. Gdybym wtedy miał większa wiedzę, w Ekstraklasie zagrało by ich ośmiu, a nie dwóch zawodników z tamtego zespołu.

Czy właśnie fatalne warunki (brak miejsca na treningi) spowodowały taki efekt Salosu?

Fatalne warunki na pewno miały wpływ na charakter tych chłopaków. Pracować tak mogą tylko pasjonaci i wojownicy.

Wychował Pan m.in. Filipa Starzyńskiego, Patryka Lipskiego, Pawła Lisowskiego, czy Bartosza Flisa. Od początku było widać, że zostaną zawodowymi piłkarzami?

Patryka Lipskiego wychował akurat Paweł Ozga obecny trener Świtu Skolwin. Było widać, ze maja potencjał, szczególnie Flis, ale w zespole byli jeszcze lepsi od nich. Krzysztof Iwanowski, Jakub Dolega, Michał Szubert, Bartosz Urbański …

Największą karierę z Pana wychowanków zrobił jednak Filip Starzyński. Od początku było widać potencjał na miarę reprezentacji Polski?

Filip miał potencjał techniczny oraz dużą inteligencję w grze. Tym się wyróżniał na tle najlepszych w Polsce. Jednak bardzo słabo prezentował się motorycznie. Ale nad tym elementem można pracować i w dużym stopniu poprawił to jako zawodnik Ruchu Chorzów.

Jaki był najbardziej utalentowany zawodnik, którego Pan trenował?

Ciężko powiedzieć ale chyba Krzysiek Iwanowski, rocznik 91. Niestety już nie żyje. Był z trudnej dzielnicy Szczecina, nie poradził sobie. To on jako pierwszy wyjechał do Ruchu Chorzów, ale pierwszy wrócił. Miał wszystko oprócz dyscypliny poza boiskiem.

A kto Pana najbardziej zaskoczył?

Najbardziej zaskoczył mnie Kamil Zieliński, który był królem strzelców Młodej Ekstraklasy, gdzie byłem trenerem w pierwszym sezonie po awansie Pogoni do Ekstraklasy. Zaskoczeniem in minus, bo obecnie gra w piątej lidze niemieckiej. Jeżeli chodzi o tych mniej zdolnych to Sebastian Rudol. Dzięki niemu nigdy nie stwierdzę, że piłkarz nie może zagrać na najwyższym poziomie. Moim zdaniem nigdy nie miał predyspozycji, a swoją ciężką pracą już jest dla mnie zwycięzcą.

Uratował Pan m.in. karierę Pawła Lisowskiego, który jeszcze w wieku juniora stracił zapał do gry. Wielu zawodników przez to przepadło?

Wieku chłopakom brakuje wsparcia i zrozumienia. Trzeba o nich walczyć. Nie zgodzę się z tym, że jak nie rozumie to trzeba odpuścić. Życie zmienia człowieka.

Później był Pan trenerem rezerw i skautem Pogoni Szczecin. Był to spory przeskok dla Pana?

Najpierw w Pogoni dostałem trampkarzy, ale to był już rok 2009. W 2010 zostałem skautem, a w 2011 objąłem zespół Młodej Ekstraklasy, z kolei w 2012 rezerwy. Wszystko było krok po kroku po drodze prowadziłem przez pięć lat kluby w okręgówce IV i III lidze. Więc nie było dla mnie wielkich problemów z rezerwami.

Z Pogonią rozstał się Pan w nienajlepszych okolicznościach. Teraz po kilku latach byłby Pan gotowy wrócić?

W Pogoni byłem siedem lat. Dobrze się stało, że już mnie tam nie ma. Dzięki temu mam inne możliwości, a to dla mnie szkoła życia. Jestem o 100% lepszym trenerem niż byłem dwa lata temu. Wrócić do Pogoni? Zobaczymy, chce zdobyć mistrza Polski a z kim zobaczymy. Na dzisiaj chce to zrobić ze Stilonem.

Gdzie leży problem dzisiejszej Pogoni?

To nie ja wymyśliłem, ze ryba się psuje od głowy.

Niedawno Kamil Grosicki stwierdził na Twitterze, że to Pan powinien zostać trenerem Pogoni. Takie słowa od gwiazdy reprezentacji Polski nie są chyba przypadkiem?

Kamil kocha Szczecin i Pogoń. Wiele razy grał jako dziecko, przeciwko mojemu Salosowi, rocznik 88. Tam też miałem zdolnych chłopaków. Kamila Pogoń była najmocniejsza w Polsce, a z nami wygrywali jedną bramką. Dzięki niemu byli nie do zatrzymania. Ale to Salos grał jak Barcelona (śmiech). Myślę, że zostało mu to w głowie. Dodatkowo śledzi moją prace i często widywał jak prowadzę zespół. Kiedyś miałem okazję go przygotować przed kadrą u trenera Fornalika. Trochę czasu razem spędziliśmy.

Widział Pan wielu reprezentantów Polski w wieku juniorskim. Obecnie też widać takie perełki?

Perełek mamy wiele, niestety są zabijane w systemach szkolenia. Zabijamy ich kreatywność. Często też nie rozwijamy ich motoryki.

Gdzie leży problem w szkoleniu młodzieży?

Problem jest jeden – Polscy trenerzy. Oczywiście nie możemy generalizować, ale pracując w szkole trenerów ZZPN zauważyłem, że licencje UEFA A otrzymują ludzie, którzy nie powinni prowadzić nawet B klasy. Niestety ciężko jest pracować przez pierwsze 10 lat za 800 zł. I tu przechodzimy do głównego powodu, czyli zbyt małych pieniędzy na piłkę młodzieżową.

Jak wiele znaczy talent?

Talent w mojej ocenie jest najważniejszy. A dobry trener powinien wyzwolić resztę. Mentalność to jest coś, bez czego talent się nie przyda. Ale sferę mentalna możemy u zawodnika zmienić. Talentu nie nabędziemy w treningu.

Twierdzi Pan, że talent jest najważniejszy, jednak karierę zrobił jak Pan wspomniał Sebastian Rudol. Czyli są też inne drogi?

Talent jest najważniejszy w mojej ocenie. Wiem, że wiele osób twierdzić iż coś takiego jak talent nie istnieje i można osiągnąć wszystko ciężką pracą. Ja uważam, ze ciężką pracą można osiągnąć bardzo dużo, ale dlaczego jest tylko jeden Messi? Sam talent to jednak za mało. Sama ciężka praca wystarczy, ale do pewnego momentu. Na polską ligę na pewno będzie wystarczająca.

Istnieje recepta na stworzenie piłkarza?

Oczywiście z każdego można dzisiaj zrobić piłkarza. Z każdego sprawnego. Jeżeli ktoś nie ma predyspozycji możemy go świetnie przygotować fizycznie i taktycznie. Oczywiście jest to tylko „wyrobnik”. Ale takich jest cała masa w Ekstraklasie.

Można powiedzieć, że skauting w polskich klubach leży?

Gorzej. Praktycznie nie istnieje, ale w ostatnich trzech latach sporo się zmienia na plus.

Obecnie trenuje Pan III-ligowy Stilon Gorzów, gdzie pełni Pan funkcję podobną do angielskich menedżerów?

Wynika to z niskiego budżetu. Nie stać nas na więcej osób do pracy. Klub jest prowadzony przez trzy osoby. w tym mnie.

Nie zaczęło się jednak kolorowo. Przejął Pan zespół w ciężkim okresie, gdy szanse na utrzymanie w III lidze były małe. Na szczęście udało się szybko awansować. Ciężko było zmotywować zawodników po spadku?

Stilon to cały czas marka wiec nie brakuje chętnych. Ja szukam zawodników odrzuconych, po kontuzjach, czy skreślonych przez inne kluby. Takich, którzy mają jeszcze marzenia i cel w życiu taki jak ja. Być w Top przynajmniej w Polsce.

III-ligowe kluby powinny być skupione na zarabianiu na siebie poprzez promowanie i sprzedaż zawodników?

W 3 lidze nie ma szans zarobić na siebie. Niestety, ale kluby z Ekstraklasy nie są zainteresowane inwestowaniem w takich zawodników przez co ciężko o transfer. Na szczęście zaczyna się to zmieniać i powoli skauting rozwija się w Polsce. Na dzisiaj w naszym kraju można się pokazać ale w II lidze. Kluby trzecioligowe bez pomocy swoich gmin czy miast nie mają szans zaistnieć. Jeżeli jest to większa aglomeracja i ma się bazę treningowa wówczas jest szansa na szkolenie i promocję młodych zawodników. Jednak nie są to duże pieniądze.

Jaki jest podstawowy problem Gorzowa?

Stilon na dzisiaj nie powinien nawet grać w III lidze. Takie są realia. Dotacja miejska nie tworzy nawet 10% budżetu klubu. W mieście nie ma boisk i ani jednej sztucznej płyty. To jest główny problem.

Jak duży potencjał widzi Pan w Stilonie?

Stilon to kibice i tradycja. Tego nie kupisz w Niecieczy czy wielu innych klubach. Zebrałem młody zespół, który cały czas się rozwija. Myślę, że w nowym sezonie zdominujemy ligę, a teraz spróbujemy jeszcze namieszać.

Udało się panu ściągnąć m.in. swoich wychowanków Bartosza Flisa i Pawła Lisowskiego. Oni nadal mają szansę wrócić do Ekstraklasy?

Mają szanse dopóki ja tam będę trenerem (śmiech).

Jaki ma Pan plan na Stilon?

Chciałbym Stilonem wejść do I ligi i wtedy usiąść w fotelu, pijąc drinka zastanawiać się co dalej.

II liga jest w zasięgu?

W III lidze może grać kilka drużyn. W Lubuskim świetnie rozwija się piłka . Zbąszynek, Gubin, Drezdenko, Słubice. Tylko w Gorzowie na razie ciężko, ale powoli coś się zmienia. W czerwcu mamy mieć dwa boiska treningowe w tym sztuczna trawę. Uważam, że musi być wiodący klub, który pociągnie resztę za sobą. Musi to zrobić Stilon. Być może w Zielonej Górze też to zrozumieją.

Kto z Pana drużyny ma szansę zrobić karierę?

Z mojej drużyny każdy ma szanse zaistnieć w piłce. Oczywiście mówię o zawodnikach w odpowiednim wieku. Piłka jest nieprzewidywalna i to jest piękne. Czasami wystarczy jeden fantastyczny mecz. Czasami jedna runda, czy sezon. Jeżeli chodzi o potencjał i możliwości niektórych z nich to naprawdę są ogromne.

Widział Pan sporo lubuskich drużyn. Widzi Pan możliwość, żeby lubuskie drużyny grały kiedyś w ligach centralnych?

Lubuska piłka to szerszy problem. Tu się zatrzymał czas ale to nie tylko piłka. Trzeba otworzyć umysły ludziom, którzy są władni i zakończyć jakieś dziwne aneksje. Wszyscy są na nie, mnóstwo pesymistów. Boja się zmian bo czują, że mogą nie nadążyć.

Żużel i koszykówka są największymi problemami lubuskiej piłki?

Piłka w Polsce jest coraz bardziej popularna. Ale o zmiany ciężko w aspekcie szkolenia. Niestety PZPN jest cały czas uzależniony od tych samych głosów i musza tolerować swoich wyborców. A tam potrzeba największych zmian. W okręgowych związkach.

Trenerzy nie chcą podnosić swoich kwalifikacji, kluby nie chcą inwestować w młodzież – Problemy ciągle są te same. Uważa Pan, że jest szansa na poprawę tego?

W Polsce piłka coraz bardziej wypycha inne dyscypliny. Jeżeli coś ugramy w Rosji to będzie jeszcze większy boom. Może to będzie kolejny skok do przodu. W szkoleniu młodzieży w Polsce coś się zmienia, ale na ten moment zbyt wolno. Trzeba zmian w wymogach licencyjnych klubów w Ekstraklasie i I lidze. I na pewno sporo musi się zmienić w okręgowych związkach. Tam jest cały czas Pan Grzesiu Lato i jego ekipa, która podobnie myśli o rozwoju piłki.

Nie ma Pan za sobą szczególnie udanej kariery piłkarskiej, a jest Pan uważany za jednego z najbardziej utalentowanych trenerów młodego pokolenia. Jak duże znaczenie dla trenowania ma przygoda piłkarska?

Tutaj chyba lekko Pan przesadził (śmiech). Młodsi ode mnie pracują w Bundeslidze. Zaraz będę miał 37 lat . Ja piłkarzem nie byłem, ale to był mój wybór. Na szczęście poczułem co to ciężka praca od strony zawodnika.

Jaką ma Pan radę dla początkujących trenerów?

Jak tego nie kochasz to daj sobie spokój. Jak jest to dla ciebie najważniejsze w życiu to walcz. I pamiętaj dobra praca to nie zawsze zwyciężanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi