Wiceprezydent ds. finansowych FC Barcelony, Jordi Moix: Buntuję się przeciwko tezie, że wszystko zrobiliśmy źle

marca.com

Buntuję się przeciwko tezie, że wszystko zrobiliśmy źle, że nasze zarządzanie było katastrofą. Wyniki sportowe, plany strategiczne i finansowe popierają moje słowa – stwierdził Jordi Moix, wiceprezydent ds. finansowych FC Barcelony.

FC Barcelona od kilkunastu tygodni pozostaje w kryzysie sportowym i wizerunkowym. Wokół władz klubu panuje bardzo napięta atmosfera. Kibice za wszystkie niepowodzenia “Dumy Katalonii” obwiniają władze klubu, na czele ze znienawidzonym przez nich prezydentem Josepem Marią Bartomeu. Ponad 19 tysięcy z nich podpisało się pod wnioskiem dotyczącym dymisji władz klubu. Do całego zamieszana wokół teamu z Camp Nou odniósł się wiceprezydent ds. finansowych FC Barcelony Jordi Moix.

Decyzję podejmiemy wspólnie, myśląc o dobru klubu w kontekście pandemii i obecnej ekonomii. Wtedy poinformujemy, co zrobimy. Możliwość złożenia wniosku o wotum nieufności jest zawarta w statucie, szanuję osoby, które to zrobiły, trzeba się jednak zastanowić. Jesteśmy pod koniec kadencji, w wyjątkowej sytuacji finansowej spowodowanej pandemią i ze zwołanymi już wyborami… Rozumiem, że po porażce 2:8 gniew sprawił, że ludzie podpisali się pod wnioskiem, ale wiele osób tego nie zrobiło. Nie oznacza to, że zgadzają się z nami, ale ja zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje. Nas, Katalończyków, wyróżniają seny i rauxa [koncepcja przeciwstawienia rozsądku nagłym działaniom i emocjom – przyp. red.]. W tych wyjątkowych okolicznościach proszę, byśmy postawili na rozsadek – powiedział.

Kiedy patrzymy na panoramę recesji spowodowanej pandemią, najłatwiej byłoby odejść, ale trzeba być z klubem na dobre i na złe. Teraz pora na złe. Musimy podejmować decyzje, szukając więcej przychodów, by zrównoważyć brak kibiców na stadionie, oraz zmniejszać wydatki i nie czekać. Dlatego zaczęliśmy już rozmowy o obniżce płac – mówił.

60-latek na łamach “Mundo Deportivo” stwierdził, iż nie podziela krytyki kibiców, twierdząc, że władze klubu wykonały wiele dobrego, przyczyniając się do licznych trofeów zdobytych przez “Dumę Katalonii”.

Buntuję się przeciwko tezie, że wszystko zrobiliśmy źle, że nasze zarządzanie było katastrofą. Wyniki sportowe, plany strategiczne i finansowe popierają moje słowa. Przed pandemią mieliśmy 200 mln euro własnych zysków, wydawaliśmy zgodnie z zasadą „pieniądze na boisku, a nie w banku”, uważając za priorytet posiadanie najlepszych piłkarzy. Mieliśmy pierwszego, drugiego i trzeciego najlepszego zawodnika świata: Messiego, Xaviego i Iniestę. Dopinaliśmy przy tym budżet. Zainwestowaliśmy też 300 mln euro w klubowe obiekty. Powstał OAB, audytorium, powiększyliśmy sklep, kupiliśmy tereny w pobliżu Ciutat Esportiva, gdzie zbudowano Estadi Johan Cruyff. Na terenie byłego Mini Estadi powstanie wielofunkcyjna przestrzeń. Przeprowadziliśmy remonty na Camp Nou. Kupiliśmy piłkarzy, którzy wpasowali się do zespołu, ale też takich, którym się to nie udało. Zauważa się jednak tylko tych, którym nie wyszło. Pozyskaliśmy np. Neymara, Suáreza, Rakiticia i Ter Stegena. W poprzednim sezonie przyszli De Jong i Griezmann, ten drugi jest mistrzem świata. Wydaliśmy na transfery 1,6 mld euro, sprzedaliśmy graczy za 900 mln. Jeśli odejmiemy od tego 222 mln klauzuli Neymara, to wciąż niemal 700 mln ze sprzedaży. Rozpoczęliśmy wiele ważnych projektów. Postawiliśmy na rozwój piłki kobiecej i innych sekcji. Piłka ręczna i hokej dobrze działają, a futsal rywalizuje już o europejskie trofea. W koszykówce musimy zbudować dobre zespoły, mamy teraz Miroticia i Jasikeviciusa, którzy dają nam radość. To przykłady dobrego zarządzania. Otworzyliśmy też Barça Studios, sklep internetowy, Barça Innovation Hub, szkółki, biura w Szanghaju i Nowym Jorku. Fundacja rozwija się i pomaga społeczeństwu. Trzeba to docenić. Jesteśmy współwinni porażek i zwycięstw, błędów i dobrych decyzji. Sukcesy znacznie przewyższają porażki. Ze sportowego punktu widzenia zdobyliśmy sześć mistrzostw, pięć Pucharów Króla i dwie Ligi Mistrzów w 10 lat. Mamy w tym swój udział, choć nie jesteśmy piłkarzami – oznajmił.

Hiszpan nie chciał komentować zamieszania wokół Lionela Messiego i jego ewentualnego odejścia z klubu.

– Na ten temat też się nie wypowiem. Dla nas jasne było, że miał ważny kontrakt, że wiele dał klubowi i chcemy, by dalej to robił. Nie analizowaliśmy, ile byśmy zaoszczędzili, i myślę, że dobrze zrobiliśmy. Postawiliśmy wyżej aspekty sportowe, choć nie straciliśmy z oczu finansów – dodał.

Jordi Moix odniósł się do stosowanej przez władze klubu polityki transferowej, w której niepotrzebni piłkarze odchodzą za darmo.

Jeśli odchodzą tak jak Suárez lub Rafinha, mówi się takie rzeczy. Jeśli jednak zostają i nie grają w pierwszym składzie, mówi się, że płacimy im kupę kasy za bycie zmiennikiem. Ze sportowego punktu widzenia ci zawodnicy nie byli najważniejsi, a nie możemy zapominać, że finansowo rynek jest dotknięty pandemią. Mówienie o podarowaniu graczy za darmo jest wg mnie populistyczne i oportunistyczne w przypadku klubu, który obracał w sumie 4 miliardami euro. Trzeba spojrzeć też na ceny rynkowe piłkarzy – zakończył.

Źródło: fcbarca.com, własne


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.