“The Gunners” – czas pożegnać się z TOP4

telegraph.co.uk

Ten sezon będzie przełomowy na Emirates. Pierwszy raz od sezonu 1995/96 Arsenal “ma szansę” znaleźć się poza czołową czwórką. Ich aktualna dyspozycja i sytuacja wewnątrz drużyny wyraźnie na to wskazują.

Obecny sezon Premier League jest specyficzny. Na ławkach największych doszło do zmian i wliczając Kloppa do grupy nowych i nie licząc Spurs, gdzie Pochettino pracuje trzeci sezon, wyłącznie Arsenal pozostał ze swoim wieloletnim menedżerem. Tylko czy ta formuła już się nie wyczerpała? Czy Wengerowi, pracującemu dla Kanonierów od ponad 20 lat, nie zabrakło pomysłów na prowadzenie zespołu?

Co sezon w północnym Londynie na przełomie roku spada klątwa. Arsenal poznaje swojego rywala w 1/8 finału Ligi Mistrzów i najczęściej nie jest to dla nich wymarzony traf, zaś w lidze przeżywa okres spadku formy, który niweczy plany walki o mistrzostwo. Nie inaczej było tym razem.

Ostatnie pięć kolejek ligowych to zaledwie dwa zwycięstwa, okupione cierpieniem i w niecieszącym oka stylu. Do tego dwie porażki (Everton, Manchester City) i rzutem na taśmę wyszarpany remis z Bournemouth. Skutek? Spadek na piątą pozycję w tabeli, tuż nad rozpędzoną maszynę z czerwonej części Manchesteru, która tylko patrzeć jak znajdzie się nad The Gunners.

W ostatnich spotkaniach jedynym pozytywem dla Arsenalu jest postawa Alexisa Sancheza. Chilijczyk bierze na siebie grę w niemal każdej strefie boiska. Gra jako środkowy pomocnik, skrzydłowy i napastnik. Odbiera, rozgrywa, asystuje i strzela. Pytanie tylko na ile starczy mu pary? Kilkukrotnie widzieliśmy już w tym sezonie jak dawał wyraz swojej frustracji, wyraźnie będąc zażenowany postawą swoich kolegów. Sam tego wózka nie udźwignie.

Personalnie tak naprawdę Arsenal nie wygląda kolorowo. Odmówić klasy na pewno nie można Cechowi, Kościelnemu, Mustafiemu, Bellerinowi, Cazorli, Özilowi czy właśnie Sanchezowi. Reszta? Reszta nie dobiła jeszcze do poziomu walki o mistrzostwo. Owszem, Giroud miewa momenty, w których seryjnie ładuje bramki, ale nie oszukujmy się, nie jest to napastnik z najwyższej półki. Jak wygląda on przy Diego Coście, Ibrahimoviciu, Agüero czy Kane’ie? Tak, jak jego cieszynka po bramce na 3:3 w meczu z Bournemouth, która niesamowicie wzburzyła kibiców…

Transfery Wengera również nie są górnolotne. Piłkarze pokroju Xhaki, Elneny’ego czy Lucasa Pereza nie dadzą pożądanej jakości. Arsenal nigdy nie był zresztą królem transferów i nie wydawał dużych kwot na piłkarzy, choć do biednych nie należy, a tego zdecydowanie potrzeba do walki o najwyższe cele. Stosunek wydanej kwoty do jakości pokazały tylko transfery Sancheza i Özila. Ta dwójka wyraźnie podniosła poziom ekipy. Obaj mają wielkie umiejętności, jednak muszą mieć do pomocy odpowiednich kolegów. A o to francuski menedżer nie zadbał. Wenger broni się tym, że zawodników dobiera pod względem charakterologicznym, ale trofea wygrywa się przede wszystkim umiejętnościami. Wciąż żyje w przekonaniu, że przez transfery piłka się zgorszyła. Po części na pewno, ale nie w topowych klubach. Panie Wenger, może czas już na emeryturę? Pan nie nadąża…

Wydaje się, że także włodarze londyńskiego klubu mają coś za uszami i przegapili jedną istotną sprawę. Wszystkie ekipy z czołówki, poprzez zmiany menedżerów w tym samym momencie, znajdują się obecnie krok przed Arsenalem. Kontrakt 67-letniego Wengera wygasa wraz z końcem czerwca 2017 roku i ku uciesze fanów będzie to prawdopodobnie jego pożegnanie z ławką. Przyjdzie nowe, świeże, jednak wówczas czołówka będzie już związana z pomysłami swoich menedżerów na tyle, że Ci będą spokojnie je szlifować, podczas gdy Arsenal zacznie wszystko od nowa.  Trochę czasu zajmie im przystosowanie się do nowych pomysłów, nowej rzeczywistości i pewnych zmian personalnych, które czekają zespół. Kolejny rok bez trofeów może oznaczać chęć odejścia największych gwiazd, na czele z Sanchezem i Özilem, a to doda tylko kłopotów zespołowi. Obie gwiazdy zwlekają z przedłużeniem swoich umów w oczekiwaniu na osiągnięte rezultaty i decyzje klubu odnośnie przyszłości. Ambicje obu znajdują się poziom, jak nie dwa wyżej i po prostu nie mogą stać w miejscu. Wiele wskazuje na to, że miodowe lata Kanonierów przeminęły i o TOP4 w tym sezonie mogą zapomnieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi