Szmatuła: Siedzi w nas sportowa złość

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

– Na pewno nie byliśmy zespołem gorszym. Choć punkty pojechały do Warszawy i zostały w Białymstoku, najbardziej boli, że były one w zasięgu – powiedział odnośnie porażek bramkarz Piasta Gliwice – Jakub Szmatuła.

 

Michał Sikora: Na wstępie chciałbym zapytać o początek rozgrywek. Sezon zaczęliście bardzo dobrze od trzech zwycięstw, ale ostatnie dwa spotkania z Legią i Jagiellonią dość pechowo przegrane. Czy źle wpłynęło to na atmosferę w zespole?

 

Jakub Szmatuła: Myślę, że nie. Oczywiście siedzi w nas sportowa złość po przegranych końcówkach. Na pewno nie byliśmy zespołem gorszym. Choć punkty pojechały do Warszawy i zostały w Białymstoku, najbardziej boli, że były one w zasięgu. Wyszło inaczej, ale cały czas mamy podniesione głowy, bo gramy nieźle i oby tak było do końca. Myślę, że wyniki będziemy rozstrzygać na własną korzyść, prędzej czy później punkty będą zostawać w Gliwicach.

 

Czy blamaż Legii w europejskich pucharach z luksemburskim Dudelange nie uśpił waszej czujności w tamtym spotkaniu?

 

Jakub Szmatuła: Wydaje mi się, że nie. Legia to jednak Legia i zawsze przy jakimś kryzysie ma dużo indywidualności. Legia ten mecz wygrała zmianami, bo weszli zawodnicy, którzy ruszyli grę od 70.minuty i te zmiany spowodowały, że Legia wygrała mecz. Wracając jeszcze do Jagiellonii, strzał Novikovasa w ostatnich minutach, piłka odbiła się jeszcze od któregoś z graczy. Próbowaliśmy to obronić, nie udało się. Trzeba przełknąć gorycz porażki, ale wyciągnąć wnioski i walczyć dalej. Zaraz mamy mecz z Cracovią, oby przechylić szalę na własną korzyść i pomyślimy co będzie dalej.

 

Jeżeli spojrzymy na tracone przez was bramki: z Zagłębiem Sosnowiec chaos po wrzutce w pole karne, z Legią dwukrotnie gol po dośrodkowaniu. Czy występują jakieś problemy z komunikacją w defensywie?

 

Jakub Szmatuła: Przez moment wyglądało to wcześniej dobrze, pracowaliśmy nad tym, ale może troszeczkę straciliśmy pewność. Cały czas pracujemy nad tym. Tych elementów do pracy jest dużo, zależy to również od tego jak wygląda przeciwnik i do danego przeciwnika się przygotowujemy. Na treningach ciężko nad tym pracujemy. Będziemy wyciągać wnioski, żeby więcej takich bramek nie tracić. To jest piłka nożna, więc nie wszystko da się przewidzieć.

 

Spoglądając na końcowe wyniki Piasta Gliwice, można odnieść wrażenie, że drużyna gra w kratkę. Po ostatnich dwóch słabszych sezonach, teraz znowu Piast imponuje poukładaną i konsekwentną grą. Czy macie wrażenie, że w tym sezonie jesteście w stanie powalczyć w czołówce, jak było to dwukrotnie w ostatnich latach?

 

Jakub Szmatuła: Na dzień dzisiejszy patrzymy z meczu na mecz, żeby te punkty zdobywać i jak najwięcej ich uzbierać. Co będzie później, zobaczymy. Na pewno byśmy chcieli, żeby było jak najlepiej. Apetyty rosną w miarę jedzenia. Jesteśmy świadomi, że niedawno walczyliśmy o utrzymanie do ostatniej kolejki. Chcielibyśmy grać jak najlepiej, a jeśli będziemy fajnie grać, to i punkty będą przychodzić i będziemy cieszyć się z każdego kolejnego zwycięstwa.

 

Gdyby miał pan porównać Waldemara Fornalika do poprzednich trenerów Piasta, na co kładzie główny nacisk obecny szkoleniowiec? 

 

Jakub Szmatuła: Można powiedzieć, na każdą rzecz. Trener chce mieć wszystko poukładane, aby w drużynie wszystko współgrało, żeby atmosfera zarówno na boisku, jak i poza nim była dobra. W tym momencie mogę wypowiedzieć się w samych superlatywach.

 

Jest to bardziej typ taktyka, czy ważniejsze jest przygotowanie fizyczne?

 

Jakub Szmatuła: I to, i to. Mamy bardzo rozbudowany sztab i każdy jest odpowiedzialny za część tego zespołu. Na razie wygląda to bardzo dobrze. Życzymy sobie, żeby tak wyglądało do samego końca i myślę, że na później będziemy się z tego cieszyć.

 

Ostatnio towarzyszą wam problemy ze stowarzyszeniem kibiców po pamiętnym meczu z Górnikiem. Czy nie wpływają one na was, piłkarzy, negatywnie?

 

Jakub Szmatuła: Na pewno. To jest duży problem. My też chcielibyśmy, żeby ci kibice wrócili na stadion, by stadion znowu był pełny, jak podczas meczu z Legią, gdy doping niósł się po stadionie. To jednak nie jest już nasza kwestia. Jesteśmy przekonani, że sytuacja jakoś się rozwiąże. Póki co zajmujemy się swoją pracą i liczymy na to, że strony dojdą do porozumienia.

 

Jest pan zawodnikiem Piasta od wielu lat. Były momenty gorsze, gdy pojawili się konkurenci i trudno było o miejsce w składzie. Czy kiedykolwiek pojawiły się plany odejścia z klubu, być może jakieś oferty?

 

Jakub Szmatuła: Z pewnością były jakieś plany, oferty również. Zżyłem się jednak z tym miastem, zacisnąłem zęby i wiedziałem, że stać mnie na dobrą grę i będzie szansa w przyszłości coś fajnego osiągnąć. Nie myliłem się, bo życie wynagrodziło w sezonie wicemistrzowskim moje trudy. Cały czas trzeba pracować. Nikt miejsca za darmo nie odda, a konkurencja też nie śpi. Mamy trzech bardzo dobrych bramkarzy, ciągle naciskają i trzeba stale być wysokiej formie. Zobaczymy co będzie dalej, oby to było z korzyścią dla zespołu i klub się rozwijał.

 

Które mecze mają dla pana największe znaczenie? Są to mecze z czołówką ligi – Lech, Legia, miejscowe derby z Górnikiem, czy każdy mecz ma taką samą wagę?

 

Jakub Szmatuła: Każdy mecz jest inny. Do każdego podchodzimy troszeczkę inaczej, z takim założeniem, żeby go wygrać. Wiadomo jednak, że mecz z Górnikiem elektryzuje całe Gliwice, całe Zabrze. Mecze z czołówką również, ale najgorsze są spotkania z drużynami z dolnej części tabeli. Wówczas trzeba być skoncentrowanym nawet więcej niż przez 90 minut i należy myśleć tylko o meczu, ponieważ chwila dekoncentracji powoduje, że mogą być później problemy.

 

Obecny kontrakt wygasa panu z końcem przyszłego roku. Wówczas będzie miała pan 38 lat. Pojawiły się w głowie plany na przyszłość?

 

Jakub Szmatuła: Dopóki kontuzje mnie omijają, będę chciał grać jak najdłużej. Nadal jest chęć gry. Staram się myśleć o przyszłości cały czas, ale w tym momencie, chcę dać jak najwięcej zespołowi, żebyśmy byli w czołówce. Co będzie później, czas pokaże.

Przejdź do paska narzędzi