Quo vadis Manchesterze United? [FELIETON]

zdjęcie: twitter.com/premierleague

Manchester United od dobrych kilku lat jest klubem absolutnie przedziwnym. Gdy wydaje się, że “Czerwone Diabły” zaliczają świetny okres, to za chwilę dostają po głowie w starciu z losowym przeciwnikiem. Bywa również tak, że kiedy wydaje się, iż w czerwonej części Manchesteru atmosfera mocno gęstnieje, to za chwilę zawodnicy mobilizują się i pokonują wielkiego rywala. 

Obecny sezon jest dokładnie taki, jak we wstępie. Piłkarze Ole Gunnara Solskjeara już nie raz dostali spektakularne lanie od przeciwnika, by później zaliczyć serię świetnych meczów. Tak zdarzało się w przypadku blamażu z Tottenhamem, czy Basaksehir, a to przecież tylko niektóre przykłady. Ostatnie bolesne wspomnienie wiąże się z dramatem w Lipsku, gdy Manchester przegrał z drużyną Juliana Nagelsmanna i odpadł z Ligi Mistrzów. Od tamtego momentu nastąpiła seria ligowych zwycięstw, czy solidnych, ale zremisowanych meczów. Jak wyjaśnić takie zjawisko? “Też chciałbym to wiedzieć, Stefan.”

Problemy i bolączki Manchesteru United

Każdy, kto ogląda grę Manchesteru może dojść do podobnego wniosku. Gdy patrzymy na grę ofensywną, oceniamy ją w zasadzie bez zarzutu. Pomoc to także dobry i stabilny punkt drużyny. Tego samego nie można powiedzieć o obronie. W niektórych meczach defensywa wygląda naprawdę fatalnie.

Widzą to fani Premier League. Zauważają to także gracze Fantasy Premier League, którzy jak ognia omijają wyboru do swoich wirtualnych składów Harry’ego Maguire, czy Luke’a Shawa. Jedynym, który wydaje się być głuchym na utyskiwania jest Solskjaer. Czasem wygląda to trochę tak, że nagle uda się wyczarować jakiegoś zawodnika, jak obecnie Erica Bailly’ego i tym samym sprawa kulejącego środka obrony wydaje się być zażegnana. Otóż wcale tak się nie dzieje. Skoro Norweg, jako sztab kompletuje swoich byłych kolegów z boiska, to czemu nie może zaangażować w tworzony projekt, jednego z wybitnych defensorów. Nemanja Vidić, Rio Ferdinand, czy Laurent Blanc, a to przecież zaledwie trzech, można śmiało powiedzieć, legendarnych środkowych obrońców, którzy pisali piękną historię klubu z Old Trafford. O ile Francuz pewnie nie byłby szczególnie zainteresowany rolą asystenta, czy wyłącznie członka sztabu, to jeden z wcześniejszego duetu wybitnych emerytowanych piłkarzy z pewnością przyjąłby propozycję.

Solskjaer wydaje się być człowiekiem niezwykle upartym. Może trochę zbyt bardzo uwierzył, że może być drugim Fergusonem i z przeciętnego zawodnika zrobi gościa wciągającego nosem każdego napastnika drużyny przeciwnej. Tymczasem takie próby nie przynoszą w ogóle skutku. Kiedy Manchester City pokazywał beznadziejną formę na początku sezonu, Pep Guardiola zaczął łatać dziury od uszczelnienia defensywy. Kiedy Jürgen Klopp przyszedł do Liverpoolu, szybko zrozumiał, że bez klasowych defensorów, nie odniesie sukcesu. Takich przypadków jest wiele, a jednak nie dotyczy on Manchesteru United i Solskjaera.

Dlaczego United nie radzi sobie z drużynami BIG SIX?

Kolejnym problemem jest przewidywalność i jednowymiarowość. Ile razy widzieliśmy już United, które musiało rozpracowywać zespół rywala, zamknięty we własnym polu karnym, jak konserwa turystyczna w puszce? Gdy przychodzi do takiej sytuacji, Manchester niemiłosiernie się męczy. Trudno to opisać ale drużyna z tak ogromnym potencjałem, nie potrafi grać w ataku pozycyjnym. To może wyjaśniać tak blade wyniki z zespołami z Big Six. Drużyny z dołu tabeli nie mają takiego potencjału ludzkiego, aby móc narzucić swój styl gry silniejszemu rywalowi. Jednak Chelsea, Manchester City, czy nawet Arsenal już zaskoczyły Manchester United w tym sezonie. Kanonierzy założyli wysoki pressing i to wystarczyło, żeby wsadzić defensywę United na wysokiego konia. W tamtym meczu, większość akcji podopiecznych Solskjeara opierało się na długiej piłce do Rashforda i pobożnym życzeniu, żeby Anglik “coś z tego zrobił”.

Zresztą tak słabą dyspozycję z zespołami umownego BIG SIX, potwierdzają statystyki. W tym sezonie ligowym, Czerwone Diabły mierzyły się już cztery razy z czołową szóstką i zdobyły zaledwie dwa punkty, przy bilansie bramkowym 1:7. Najmocniej dostali od Spurs, bo aż 1:6, ale przegrana z Arsenalem 0:1, też chwały w żaden sposób przynieść nie może.

Pozytywy biorą górę

Jeśli przedarliście się przez te gorzkie słowa utyskiwania nad obroną United, to teraz będziemy mogli delektować się zawodnikami grającymi wyżej. Przecież to właśnie ofensywa Czerwonych Diabłów jest architektem pierwszego miejsca w lidze. Pozytywów jest bardzo dużo. Chociaż i tu padnie kilka przykrych słów. Najpierw zacznijmy od pochwał.

Pierwszym piłkarzem, który robi już od długiego czasu piorunujące wrażenie, jest oczywiście Bruno Fernandes. Portugalczyk może być kimkolwiek chcesz. Strzelec, asystent, gość biegnący do pressingu, wracający się po piłkę. Człowiek orkiestra. Dawno nie widzieliśmy takiego wejścia do jakiejkolwiek ligi.

Bruno jest absolutnym zaprzeczeniem teorii o cyklu aklimatyzacji w nowej drużynie. Brutalnie łamie wszystkie dotychczasowe stereotypy. Portugalczyk ze Sportingu Lizbona, przechodzący do Manchesteru United. Gdzieś to już widziałem. Jest to krótka historia Bruno i oczywiście Cristiano Ronaldo. Pomimo tych podobieństw, a przede wszystkich porównywalnie wybitnych wykręcanych cyferek, to dwaj zupełnie inni piłkarze. Różnią się charakterologicznie i charakterystyką boiskową. Bruno jest zdecydowanie zawodnikiem środka pola, widzącym dużo i absolutnie nie samolubnym, ale z dużą dozą pewności wykazującym podobne cechy w sferze mentalnej.

Niezwykle pozytywne wrażenie robi również Marcus Rashford. Wydaje się, że współpraca z Solskjaerem, akurat jemu wyszła na dobre. Anglik od dłuższego czasu prezentuje swój równy poziom, a to przekłada się na świetne liczby i ogólny, pozytywny wyraz gry. Rashford to nie tylko dobry piłkarz, ale i człowiek o wielkim sercu. Wszyscy wiemy, jak dużo zrobił w kwestii zagwarantowania posiłku dzieciom. Za ten szczytny ruch spadła na niego lawina ciepłych słów, na które zasługiwał jak mało kto. Abstrahując, od pięknego czynu angielskiego ofensywnego zawodnika, w jego grze widać duży progres. Mając 23 lata i chcąc być kimś więcej niż ligową szarzyzną, musisz wykazywać swój potencjał i umiejętności. A to właśnie robi. 14 goli i 7 asyst w 26 meczach obecnego sezonu – to naprawdę wyborny wynik. Jestem przekonany, że pobije swój wynik strzelecki z poprzedniego sezonu (22 bramki) i zanotuje kolejny wyśmienity okres w karierze.

Jeśli ktoś myślał, że Cavani będzie kończyć karierę piłkarską, to był w wielkim błędzie. Urugwajczyk, ściągnięty za “zero euro, zero złoty” idealnie wpisał się w mentalność zespołu. Wchodząc głównie na końcówki spotkań, zdołał pokazać się z dobrej strony i “wykręcił” nienajgorsze liczby. Podczas 592 minut przebytych na boisku, zdobył cztery bramki i miał jedną asystę. Daje to średnią około 99 minut, które Cavani potrzebuje, aby mieć bezpośredni wpływ na bramkę swojej drużyny. Na Urugwajczyku kładzie się cieniem afera rasistowska. Uważam jednak, że czytelnicy tego portalu są ludźmi inteligentnymi i nie myślą, że kiedy ktoś nazwie swojego dobrego przyjaciela “czarnuszkiem” od razu staje się rasistą. To całe zamieszenie jest absolutnie skandaliczne, a ktoś z angielskiej federacji piłkarskiej zwyczajnie pomylił odwagę z odważnikiem. Abstrahując, od wydarzeń pozaboiskowych, El Matador pokazuje, że jest zawodnikiem klasy światowej i jeszcze nie raz przyda się w obecnym sezonie.

Łyżka dziegciu w beczce francuskiego miodu

Skoro nachwaliłem się ofensywnego trio Manchesteru United, to nie byłbym sobą, gdybym nie naświetlił także powiązanego z nim problemu. Ta bolączka ma dwa słowa, imię i nazwisko – Anthony Martial. Francuz spędza na Old Trafford już piąty sezon. Aż trudno uwierzyć, że czas tak szybko leci. Przyznam szczerze, że po kilku latach, chyba ktoś zapomniał o jego sprzedaży. Albo zwyczajnie nie ma chętnych potencjalnych nabywców.

Czytając te słowa można złapać się za głowę, niczym Apoloniusz Tajner. Ale prawda jest taka, że Martial już nic więcej na Old Trafford nie zrobi. Jasne – jeśli zostanie w tym klubie, to strzeli jeszcze X goli i zaliczy X występów. Jednak cały problem w tym, że Francuz jest zawodnikiem przebłysków. Po tych pięciu latach, ja nie wiem czy on jest centralnym napastnikiem, czy skrzydłowym, a może jeszcze zawodnikiem predysponowanym do gry na innej pozycji.

Był taki okres, w którym Solskjaer widział w nim napastnika, typową dziewiątkę i faktycznie takie rozwiązanie dawało wymierne efekty. To był właśnie moment przebłysku, jak gwiazda na niebie, na chwilę zabłysł i niemal całkowicie przygasł. Kibice nie mogą już patrzeć na usilne wystawianie tego piłkarza na pozycji, gdzie się zwyczajnie nie spełnia. Ciągły grymas niezadowolenia na twarzy i małe zaangażowanie w grę ofensywną, to cała charakterystyka francuskiego zawodnika. Martial z pewnością miałby wielki problem z odpowiedzią na kultowe pytanie: “czy często się Pan uśmiecha?”

Pomocnicy z odzysku

Jeśli zostały omówione już formacje defensywne oraz ofensywne, to trzeba wspomnieć o ludziach pomagających wcześniej wymienionym. Środkowi pomocnicy Manchesteru United odgrywają niezwykle ważną rolę. Od pressingu, po odpowiedzialne krycie, aż po pomaganie Bruno Fernandesowi czy Marcusowi Rashfordowi. W obecnym sezonie głównie w środku pola występują Paul Pogba, Scott McTominay i Fred. Natomiast funkcję rezerwowych pełnią Nemanja Matić i Donny Van de Beek.

Przyznam, że zwyczajnie nie rozumiem tej hierarchii. Żebym nie został źle zrozumiany, podstawowa trójka radzi sobie zaskakująco dobrze. Nawet Pogba nagle odzyskał chęć do gry i złapał formę legitymizującą jego występy w podstawowej jedenastce. Jednak nie mogę pogodzić się z tym, że za ciężkie miliony funtów ściągnięto Donny’ego van de Beeka, który grzeje ławę. Być może jest zabezpieczeniem na wypadek wielce prawdopodobnego odejścia wcześniej wspomnianego Pogby, ale czy ten ruch transferowy był niezbędny? Czy nie lepiej było ściągnąć średniej klasy środkowego obrońcę? Z perspektywy widza śledzącego poczynania Czerwonych Diabłów, potrzebniejszy jest transfer stopera, a nie pchanie kolejnych niekoniecznie potrzebnych piłkarzy, do szerokiego składu.

Kontynuując wątek pomocników odzyskanych. Wielkim zaskoczeniem było, że Fred wraz z McTominay’em będą w stanie grać na tak dużym poziomie. Obaj zawodnicy są niezwykle odpowiedzialni i nie pomylę się, jeśli powiem, że są cichymi bohaterami sukcesów. Brazylijczyk wygląda, jak za najlepszych czasów w Szachtarze Donieck, a jego szkocki kolega wskoczył na poziom międzynarodowy i absolutnie nie odstaje od reszty pomocników typu “box to box”.

Quo vadis Manchesterze United?

Podsumowując cały mój długi wywód, trzeba postawić pytanie, “w jaką stronę zmierza obecnie Manchester United?”. W poszczególnych akapitach starałem się bardzo surowo przedstawić drużynę Solskjaera, bo w piłce nigdy nie jest tak dobrze, jak się wydaje.

Analizując na chłodno poczynania ekipy Solskjaera trudno ocenić jednoznacznie ten sezon. Na wielki minus przemawia blamaż w Lidze Mistrzów, ale ogromnym plusem jest wspóliderowanie (wraz z Liverpoolem) w Premier League.  Oczywiście pozostaje jeszcze walka w FA CUP, bo wątek Carabao Cup został zamknięty przegraną z Manchesterem City. Trudno powiedzieć co teraz będzie.

Z pewnością United czeka trudna i mozolna walka w lidze angielskiej i Lidze Europy. Nie zdziwię się, jeśli prędzej, czy później przyjdzie znaczna obniżka dyspozycji. Takie zjawisko obserwujemy w zasadzie u każdej z drużyn BIG SIX, więc klub z czerwonej części Manchesteru czeka pewnie to samo. Spowodowane jest to dużym natężeniem spotkań i narastającym zmęczeniem piłkarzy. Dużo powie nam również spotkanie z Liverpoolem, które odbędzie się już 17 stycznia. Będzie swoistą odpowiedzią na pytanie zawarte w tytule tekstu. Bardzo chciałbym zobaczyć, jak Manchester United jednak nie zmięknie i do końca sezonu będzie toczyć wyrównaną batalię o zwycięstwo w lidze.

Wraz z nowym rokiem otwiera się również okienko transferowe. Nie wyobrażam sobie, że Manchester United nie sięgnie w nim po środkowego obrońcę. Jeśli by się tak nie stało, to znów będziemy mówić o zmarnowanym czasie i braku konkretnych wzmocnień na konkretnych pozycjach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *