as.com

Powrót sir Aleksa Fergusona na Old Trafford, pogrom w starciu mistrza z beniaminkiem i pierwsza strata punktów przez Chelsea – oto najważniejsze wydarzenia piłkarskiego weekendu w Anglii. Co jeszcze przyniosła nam szósta kolejka Premier League? Zapraszamy na nasz cotygodniowy przegląd wydarzeń.

Po niespodziewanej domowej porażce z Olympique Lyon w środę w Lidze Mistrzów, w nie najlepszych nastrojach ostatnie dni spędzili niewątpliwie piłkarze Manchesteru City. Aktualni mistrzowie Anglii potrzebowali jak najszybszej rehabilitacji. Ich sobotni rywal wydawał się idealny do zrealizowania tego celu. Cardiff przed tym spotkaniem miało na swoim koncie dwa bezbramkowe remisy i trzy porażki, a w ostatnich meczach z Arsenalem i Chelsea dało sobie strzelić odpowiednio trzy i cztery gole. Tendencja musiała zatem zostać podtrzymana i w starciu z podopiecznymi Pepa Guardioli stracili ich aż pięć. Swoje pierwsze bramki w barwach The Citizens zdobył Riyad Mahrez. Sprowadzony latem z Leicester City za 60 milionów funtów Algierczyk nie odgrywa kluczowej roli w zespole Guardioli. W sobotę w Cardiff pojawił się na boisku dopiero po ponad godzinie gry, ale nie przeszkodziło mu to w dwukrotnym pokonaniu Neila Etheridge’a. Do siatki zdołał trafić m.in. także Sergio Agüero, który otworzył wynik spotkania. W ten sposób Argentyńczyk uczcił swój jubileusz. Był to dla niego bowiem mecz numer 300 w koszulce klubu z Etihad Stadium.

Niepowodzenie w Lidze Mistrzów powetowali sobie także piłkarze Tottenhamu. W przypadku Kogutów sobotnia wygrana z Brighton była jednak rehabilitacją nie tylko za wtorkową porażkę z Interem Mediolan, ale także za dwie ostatnie przegrane ligowe. Podopieczni Mauricio Pochettino okazywali się ostatnio gorsi od Watfordu, Liverpoolu i wspomnianego Interu, a każdy z tych meczów przegrywali 1:2. W sobotę odwrócili złą kartę i pokonali na wyjeździe Brighton – oczywiście 2:1. Po dwóch z rzędu porażkach przełamali się także gracze Leicester. Podopieczni Claude’a Puela przegrywali wprawdzie z Huddersfield już od 5. minuty, ale w pozostałej części meczu nie pozostawili złudzeń rywalom i zwyciężyli 3:1. Duża w tym zasługa Jamesa Maddisona. Chwalony od początku sezonu pomocnik Lisów błysnął i tym razem. Były gracz Norwich był motorem napędowym Leicester, a ukoronowaniem jego świetnego występu był piękny gol z rzutu wolnego na 2:1.

Tempa nie zamierza zwalniać Liverpool. Walec prowadzony przez Jürgena Kloppa rozjechał kolejnego rywala – tym razem Southampton. The Reds zwyciężyli pewnie 3:0, strzelając wszystkie gole już w pierwszej połowie. Jedną z bramek zdobył Mohamed Salah, który w końcu zagrał na poziomie, do jakiego przyzwyczaił nas w ubiegłym sezonie. Po raz kolejny należy również pochwalić defensywę Liverpoolu. Czwarte czyste konto w szóstym meczu sezonu musi bowiem budzić podziw. Nie można tego natomiast powiedzieć o formacji obronnej Świętych. Podopieczni Marka Hughesa w ostatnich dwóch meczach stracili pięć goli, a w poprzednich spotkaniach niejednokrotnie od utraty gola ratował ich dobrze dysponowany golkiper – Alex McCarthy. Być może jest to znak, że doczekamy się w końcu zmian personalnych w defensywie Southamptonu, na czym może skorzystać Jan Bednarek. Polski obrońca w sobotę wreszcie zaliczył pierwszy w sezonie występ, pojawiając się na placu gry w 55. minucie meczu na Anfield. Miejmy nadzieję, że w następnych meczach tych minut będzie jeszcze więcej.

Omówiliśmy już sobotnie występy trzech z czterech reprezentantów Anglii w Lidze Mistrzów. Pora zatem na ostatniego z nich. Manchester United, jako jedyny z czwórki angielskich uczestników tych elitarnych rozgrywek, nie zdołał sięgnąć po ligowe zwycięstwo. Czerwone Diabły zaledwie zremisowały na własnym stadionie z Wolverhampton 1:1. Obie bramki padły łupem środkowych pomocników: Freda i Joao Moutinho. Dla tego pierwszego było to debiutanckie trafienie w barwach klubu z Manchesteru, dzięki czemu na stałe zapisał się w jego historii. Został bowiem pięćsetnym graczem, który strzelił gola dla United. Przed spotkaniem miało miejsce uroczyste powitanie sir Aleksa Fergusona. Legendarny menedżer pojawił się na trybunach Old Trafford po raz pierwszy, od kiedy w maju tego roku doznał wylewu krwi do mózgu. 76-letni Szkot został przywitany gorącymi owacjami, a na jego twarzy dało się zauważyć radość i wzruszenie. Szkoda tylko, że piłkarze United nie dostosowali się poziomem do kibiców i nie zdołali uczcić powrotu swojej legendy zwycięstwem. Remis na Old Trafford nie był jedynym w sobotnich meczach tej serii gier. Punktami podzielili się także Fulham z Watfordem (1:1) oraz Crystal Palace z Newcastle (0:0).

Przed tygodniem zestawiliśmy porównanie dwóch menedżerów z najdłuższym stażem w jednym klubie Premier League. Niebawem minie sześć lat odkąd Eddie Howe objął Bournemouth, a Sam Dyche został menedżerem Burnley. Tydzień temu wspomnieliśmy, że nad głową tego drugiego zawisły czarne chmury. Rewelacja poprzedniego sezonu wylądowała bowiem na dnie ligowej tabeli z zaledwie jednym zdobytym punktem w pięciu spotkaniach. Na przeciwnym biegunie znaleźli się natomiast piłkarze Bournemouth z dziesięcioma oczkami na koncie. Kibice zgromadzeni w sobotę na Turf Moor musieli zatem przecierać oczy ze zdumienia po każdym golu swoich ulubieńców w starciu właśnie przeciwko Wisienkom. A było ich aż cztery. Goście najwyraźniej zapomnieli, że jedna połowa meczu piłkarskiego trwa 45, a nie 35 minut. Wszystkie gole tracili bowiem w końcówkach obu części gry, kolejno w: 39., 41., 83. i 88. minucie. Wynik tego meczu pozwala stwierdzić, że spore grono ekspertów zbyt wcześnie skreśliło ekipę Burnley oraz  zbyt wcześnie zaczęło dopatrywać się w zespole Bournemouth kandydata do walki o siódme miejsce w lidze.

Za tydzień dojdzie do meczu na szczycie pomiędzy Chelsea a Liverpoolem. Spotkanie to już zaczęło być ogłaszane jako starcie dwóch ekip z kompletem punktów na koncie. Takim faktycznie by było, gdyby londyńczycy w niedzielę nie stracili punktów przeciwko West Hamowi. The Blues przeważali przez większość derbowego meczu, ale nie potrafili wykorzystać kilku dogodnych sytuacji, które sobie stworzyli i zawody skończyły się bezbramkowym remisem. Nie pomogła nawet niewyobrażalna liczba podań w wykonaniu Jorginho. Brazylijczyk z włoskim paszportem zaliczył ich w niedzielę aż 180, co jest najwyższym wynikiem w Premier League od sezonu 2003/04. Niezły mecz między słupkami Młotów rozegrał Łukasz Fabiański. Polski golkiper zaliczył kilka udanych interwencji, choć trzeba przyznać, że większość strzałów Chelsea nie była z gatunku tych, które mogłyby sprawić Łukaszowi jakiekolwiek problemy. Nasz reprezentant umocnił się jednak na czele golkiperów Premier League pod względem liczby obronionych strzałów, a ponadto zachował swoje pierwsze czyste konto w barwach West Hamu.

Po czwarte zwycięstwo z rzędu sięgnął dawny klub Łukasza Fabiańskiego – Arsenal. W przypadku Kanonierów wynik ich starcia z Evertonem jest znacznie lepszy niż gra. Podopieczni Unaia Emery’ego nie zachwycili, ale na początku drugiej połowy zadali dwa szybkie ciosy. Najpierw na listę strzelców wpisał się Alexandre Lacazette, a zaledwie trzy minuty później wynik ustalił Pierre-Emerick Aubameyang. Obie te bramki padły po podaniach Aarona Ramsey’a. Bohaterem tego spotkania nie został jednak ani Ramsey, ani żaden z dwójki strzelców. Kapitalnie dysponowany w bramce Arsenalu był bowiem Petr Čech. W tym sezonie jest to rzadkością. Doświadczony czeski golkiper w poprzednich meczach bronił bardzo niepewnie i kibice zaczęli głośno domagać się od menedżera zmiany między słupkami ich drużyny. Emery konsekwentnie stawia jednak na Čecha i akurat w niedzielę się to opłaciło. Były bramkarz Chelsea rozegrał niewątpliwie najlepszy mecz w sezonie (a może i najlepszy podczas jego trzyletniego pobytu w Arsenalu) i to głównie dzięki niemu trzy punkty pozostały na Emirates.

Szósta kolejka była rozłożona zaledwie na dwa, a nie jak zwykle – na trzy dni. Wynika to z tego, iż w najbliższy wtorek i środę rozegrane zostaną spotkania Pucharu Ligi Angielskiej. Hitowo zapowiada się zwłaszcza środowe starcie na Anfield pomiędzy Liverpoolem a Chelsea. Już trzy dni później rewanż na Stamford Bridge – tym razem w ramach ligowej rywalizacji – o czym już wcześniej wspominaliśmy. Siódma kolejka to jednak nie tylko szlagier w Londynie, ale także dziewięć innych, bez wątpienia równie emocjonujących, spotkań. Dla kogo siódemka okaże się szczęśliwa? Odpowiedź poznamy już za kilka dni.


Jedenastka 6. kolejki Premier League wg PilkarskiSwiat.com:


Wyniki 6. kolejki i tabela Premier League:

Fulham FC – Watford FC 1:1
Burnley FC – AFC Bournemouth 4:0
Cardiff City – Manchester City 0:5
Crystal Palace FC – Newcastle United 0:0
Leicester City – Huddersfield Town 3:0
Liverpool FC – Southampton FC 3:0
Manchester United – Wolverhampton Wanderers 1:1
Brighton & Hove Albion – Tottenham Hotspur FC 1:2
West Ham United – Chelsea FC 0:0
Arsenal FC – Everton FC 2:0


Czołówka klasyfikacji strzelców Premier League:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi