Premier League: Podsumowanie 1.kolejki

Za nami pierwsza kolejka Barclays Premier League. Zobaczyliśmy w niej sensacyjną porażkę mistrza Anglii jak i debiut m.in. Antonio Conte oraz Pepa Guardioli. Jak sobie poradzili? Zapraszam na podsumowanie 1.kolejki Premier League.

Hull City 2:1 Leicester City

Podsumowanie rozpoczynamy od inaugurującego sezon 2016/2017 spotkania między Hull City a obecnym mistrzem Leicester City. Hull City uznawane jest za największego kandydata do spadku z Premier League.

W pierwszej połowie dużo lepsze okazje mieli mistrzowie Anglii. Trzy sytuacje zmarnował Jamie Vardy. Leicester nie potrafiło strzelić gola w pierwszej odsłonie, a w doliczonym czasie gry Hull City dość niespodziewanie trafiło do siatki gości. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, Kasper Schmeichel sparował futbolówkę pod nogi Adama Diamonde który przewrotką skierował piłkę do siatki. Zaledwie 19 sekund po zmianie stron Leicester City wywalczyło kontrowersyjny rzut karny. Przed “szesnastką” faulowany był Demarai Gray, ale sędzia uznał, że działo się to już w polu karnym. Do “jedenastki” podszedł Riyad Mahrez i pewnym strzałem w środek bramki doprowadził do wyrównania.

Goście długo nie cieszyli się z remisu, ponieważ w 57. minucie Tygrysy znów prowadziły. Kasper Schmeichel źle rozpoczął akcję Lisów i w efekcie po dośrodkowaniu piłki w pole karne, ta została wybita na 15 metr, gdzie Snodgrass precyzyjnym strzałem ucieszył fanów beniaminka Premier League. Obraz gry Lisów nie zmienił się, a Hull umiejętnie się broniło i ostatecznie wygrało 2:1. Marcin Wasilewski nie znalazł się w kadrze meczowej na to spotkanie natomiast Bartosz Kapustka całe spotkanie spędził na ławce rezerwowych.

Everton 1:1 Tottenham

Tottenham Hotspur celuje w tym sezonie w mistrzostwo Anglii. W poprzednim Koguty dzielnie walczyły z Leicester City, ale po słabej końcówce sezonu zajęły dopiero trzecie miejsce. Ten sezon Tottenham nie rozpoczął jednak od zwycięstwa.

Debiutujący w roli menedżera Evertonu Ronald Koeman już w piątej minucie mógł cieszyć się ze zdobytego gola. Po dośrodkowaniu Rossa Barkleya z rzutu wolnego żaden zawodnik nie dotknął piłki i ta ostatecznie znalazła w siatce Kogutów. Tottenham dłużej się utrzymywał przy piłce, ale nie przekładało się to na sytuacje strzeleckie. Dopiero niecały kwadrans po zmianie stron Kyle Walker idealnie dośrodkował w pole karne, a tam Erik Lamela pięknym strzałem głową zaskoczył interwenującego Stekelenburga. Argentyńczyk dotychczas raczej nie często strzelał gole głową i tym bardziej jest zaskoczeniem sposób w jaki strzelił gola. Ostatecznie na Goodison Park więcej goli nie było i pojedynek zakończył się remisem 1:1.

Burnley 0:1 Swansea 

Łukasz Fabiański, który zaliczył fantastyczny turniej Euro 2016, pokazał w pierwszym meczu Premier League, że z jego formą jest wszystko w jak najlepszym porządku. Swansea City pojechała w sobotnie popołudnie do drużyny beniaminka Burnley FC. Gospodarze postawili trudne warunki Łabędziom.

Już w szóstej minucie zagotowało się pod bramką walijskiego klubu i po strzale Arfielda nie dał się pokonać Łukasz Fabiański. Polski bramkarz musiał jeszcze poważnie interweniować kilka minut przed przerwą. Burnley wyszło z szybką kontrą, którą strzałem zakończył Andy Gray. Fabiański zdołał sparować futbolówkę.

Tymczasem Swansea osiem minut przed końcem meczu zdobyła zwycięską bramkę. Leroy Fer z najbliższej odległości dobił strzał kolegi z drużyny i Łabędzie wygrały 1:0.

Crystal Palace 0:1 West Bromwich Albion

The Baggies którzy w poprzednim sezonie wygrali ledwie cztery wyjazdowe spotkania, tym razem wygrali 1:0. Już w 7.minucie West Bromwich mógł prowadzić za sprawą Salomona Rondon. Jego strzał głową świetnie wybronił Ben Foster. W 50. minucie powinno być 1:0 dla Crystal Palace. Fantastyczną sytuację sam na sam zmarnował jednak Wilfred Zaha który trafił prosto w interweniującego Henneseya. Jedynego gola w tym spotkaniu zapewniającego zwycięstwo West Bromwich zapewnił w 74. minucie strzałem głową Salomon Rondon.

Middlesbrough 1:1 Stoke City

Drużyna z północnej Anglii w poprzednim sezonie zajęła drugie miejsce dając się wyprzedzić tylko Burnley. Stoke natomiast potwierdziło w poprzednim sezonie status typowego ligowego średniaka zajmując dziewiąte miejsce powtarzając zatem lokatę z dwóch wcześniejszych sezonów.

Już w 10. minucie przypomniał się wszystkim Alvaro Negredo który przed tym sezonem wrócił do ligi angielskiej. Hiszpan strzałem głową wyprowadził beniaminka na prowadzenie. W 35.minucie Gaston Ramirez był bliski podwyższenia wyniku jednak jego strzał lewą nogą zatrzymał się na słupku zespołu Stoke. Xerdan Shaqiri ten który strzelił przepięknego gola przewrotką na Euro 2016 w meczu z Polską znów popisał się kapitalnym uderzeniem. Tym razem dał remis Stoke uderzając bezpośrednio z rzutu wolnego. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki. Więcej bramek w tym meczu już niezobaczyliśmy. Middlesbrough remisuje na inaugurację ligi ze Stoke City 1:1.

Southampton 1:1 Watford

Święci w drugim sezonie pod wodzą Ronalda Koemana poprawili o jedno oczko pozycję z poprzedniego sezonu zajmując szóste miejsce i po raz drugi awansując do europejskich pucharów. Beniaminkowi w poprzednim sezonie udało się bez problemu utrzymać w Premier League zajmując 13 miejsce. Duża w tym zasługa debiutującego w tym czasie w Premier League Hiszpana Quique Sancheza Floresa, który odcisnął mocne piętno na zespole.

Watford mocno rozpoczął nowy sezon w Premier League. W 9. minucie spotkania Amrabat dośrodkował w pole karne, piłkę na 9 metr zgrał Troy Deeney a Etienne Capoue huknął jak z armaty i nie dał żadnych szans Forsterowi. W 57. minucie było już 1:1. Gomes walcząc w górze o piłkę wybił ją wprost pod nogi Redmonda. Ten niewiele myśląc uderzył bez przyjęcia obok bezradnego bramkarza.

Manchester City 2:1 Sunderland

John Stones, który niedawno podpisał kontrakt z Manchesterem City wyszedł od razu w podstawowym składzie The Citizens. Tylko na ławce usiadł Joe Hart, co tylko potwierdza, że reprezentant Anglii pod wodzą Pepa Guardioli nie ma co liczyć na regularną grę. Sezon 2016/2017 kapitalnie się zaczął dla The Citizens. Już w czwartej minucie Raheem Sterling został sfaulowany przez Patricka van Aanholta i sędzia wskazał na “wapno”. Do piłki podszedł Sergio Aguero i pewnie wykorzystał “jedenastkę”. Kolejne minuty mogły uśpić. Gra Manchesteru City polegała na wielu podaniach, które nie przynosiły żadnego efektu. The Citizens mieli 76 procent posiadania piłki z którego nic nie wynikało. Jeszcze przed przerwą Sunderland był bliski wyrównania. Jermain Defoe otrzymał futbolówkę na ósmym metrze i uderzył bez zastanowienia jednak trafił wprost w Caballero.

Obraz gry w drugiej połowie nie zmieniał się. Man City cały czas grał bardzo wolno, bez przyśpieszenia i nie stwarzał sobie okazji strzeleckich. Debiutujący w Sunderlandzie David Moyes sięgnął po rezerwowego Adnana Januzaja, i to właśnie on w 71. minucie idealnie podał w pole karne do Jermaina Defoe, który strzałem między nogami Caballero wyrównał wynik spotkania. “The Citizens” miało jednak dużo szczęścia. Bohater Sunderlandu – Defoe – został zmieniony przez Paddy’ego McNaira, który cztery minuty później strzelił samobójczego gola. Manchester City wygrał 2:1, ale zagrał bardzo słabo.

Bournemouth 1:3 Manchester United

Dla Artura Boruca był to dziewiąty pojedynek przeciwko Manchesterowi United. Tylko dwa z nich Polak wygrał. O dziwo to AFC Bournemouth w pierwszej połowie dłużej utrzymywało się przy piłce, jednak okazje stwarzali piłkarze Jose Mourinho. Pięć minut przed przerwą MU objął prowadzenie. Francis zbyt lekko podał do Boruca, który zdołał obronić strzał Juana Maty, ale piłka zaplątała się pod nogami Francisa i futbolówka znów trafiła do Hiszpana. Tym razem wpakował ją do siatki Bournemouth.

W 59. minucie po dośrodkowaniu Antonio Valencii, Anthony Martial nieczysto trafił w piłkę, która trafiła na piąty metr do Rooneya. Kapitan Man Utd strzałem głową zaskoczył Artura Boruca. Pięć minut później było już 3:0. Tym razem fantastycznie z 20 metrów przymierzył Zlatan Ibrahimović i Boruc mimo iż rozgrywał bardzo dobre spotkanie, to musiał po raz trzeci sięgnąć do własnej siatki. Gospodarze nie załamali się i w 69. minucie oddali pierwszy celny strzał. Adam Smith huknął z lewej nogi z 13 metrów i futbolówka zatrzymała się w okienku bramki Man Utd.

Arsenal 3:4 Liverpool

Siedem goli, niewykorzystany rzut karny i potężne emocje – Premier League wystartowała, a mecz Arsenalu z Liverpoolem to jej najlepsza reklama. Pierwsza połowa należała do ekipy Arsene’a Wengera, która narzuciła bardzo wysokie tempo i atakowała z ogromnym rozmachem. Przyjezdni nie nadążali za tymi akcjami i często musieli się ratować faulami. Kanonierzy jednak mieli problemy ze skutecznością. W 30. minucie Simon Mignolet obronił nawet rzut karny wykonywany przez Theo Walcotta. Chwilę później anglik zrehabilitował się oddająć perfekcyjny strzał przy dalszym słupku. W końcówce pierwszej części niepotrzebny faul w pobliżu własnego pola karnego popełnił Rob Holding, a cudownego gola z rzutu wolnego zdobył Philippe Coutinho. Brazylijczyk przymierzył w samo okienko.

Druga część to już zupełnie inny mecz. Zagubiony Arsenal zaczął popełniać błędy i stracił trzy gole w odstępie zaledwie 14 minut. Najpierw po pięknym dośrodkowaniu Georginio Wijnalduma skutecznie z ostrego kąta uderzył Adam Lallana, niedługo po nim Coutinho idealnie zamknął dośrodkowanie Nathaniela Clyne’a, zaś trafienie na 1:4 to już prawdziwa maestria w wykonaniu Sadio Mane. Były piłkarz Southampton zbiegł z prawego skrzydła w pole karne i fantastycznym uderzeniem zdjął pajęczynę z narożnika bramki Petra Cecha.

Tuż po golu Sane  Alex Oxlade-Chamberlain, przeprowadził bardzo podobną akcję. Jego strzał nie był tak perfekcyjny, lecz piłka i tak wpadła do siatki, bo Mignoleta zmylił rykoszet. Liverpool sukcesu nie był jednak pewny do samego końca, bo gospodarze jeszcze złapali kontakt po skutecznym strzale głową Caluma Chambersa. Na więcej natomiast Arsenalowi zabrakło już sił.

Chelsea 2:1 West Ham United 

Włoski menedżer zestawił wyjściowy skład z jedną nową twarzą – N’Golo Kante, co niekoniecznie musiało się podobać publiczności po kompletnie rozczarowującym sezonie 2015/2016. O ile jednak roszad personalnych było mało, to zmiana jakościowa wręcz kolosalna. W pierwszej połowie gospodarze grali świetnie, z polotem i zupełnie nie przypominali samych siebie sprzed kilku miesięcy. W tej sprawnie funkcjonującej maszynie szwankowało tylko wykończenie, bo mimo ogromnej przewagi w polu, podopieczni Antonio Conte w pierwszej odsłonie nie strzelili gola.

Jednak tuż po przerwie The Blues prowadzili 1:0. Michail Antonio ewidentnie sfaulował w polu karnym Cesara Azpilicuetę, a jedenastkę potężną bombą pod poprzeczkę wykorzystał Hazard. Gol nie zmienił obrazu gry. Chelsea wciąż naciskała, a zespół West Hamu sprawiał wrażenie bezradnego. Wystarczył jednak jeden stały fragment i w 77. minucie na Stamford Bridge zapanowała konsternacja. James Collins zachował najwięcej zimnej krwi w ogromnym zamieszaniu po rzucie rożnym i uderzeniem w gąszczu nóg nie dał szans bezrobotnemu dotąd Thibautowi Courtois. Gospodarze nie spuścili jednak głów, rzucili się do ataku i tuż przed upływem regulaminowego czasu odzyskali prowadzenie. Pod polem karnym o piłkę powalczył – wprowadzony na boisko kilka chwil wcześniej – Michy Batshuayi i po jego zgraniu precyzyjnym płaskim strzałem do siatki trafił Diego Costa. Chelsea nie była w poniedziałek przesadnie skuteczna, ale zaprezentowała jakość, której brakowało jej w koszmarnym poprzednim sezonie. Z kolei drużyna Slavena Bilicia nie wyglądała na pogromcę faworytów  i ustępowała przeciwnikowi w każdym elemencie, zaliczając słabe zawody.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.