Premier League: Derby M23 na remis

fot. twitter.com/premierleague

Długo te derby “dla koneserów” wyglądały jak klasyczny mecz “dla koneserów”. Ale końcówka drugiej połowy w Crystal Palace – Brighton choć trochę zrekompensowała to spotkanie.

Derby M23 to prawdopodobnie jedne z najmniej ciekawych w Anglii. Gdy słyszymy słowo “derby” na myśl pada lokalna rywalizacja albo mecz dwóch potęg danej ligi. Jednak niekoniecznie w tym przypadku. Niby są lokalne, ale stadiony Crystal Palace i Brighton dzieli prawie 60 kilometrów. Ale do 2011 roku w okolicach Brighton i Hove nie było żadnego profesjonalnego klubu piłkarskiego nie licząc Mew. Najbliższym jest właśnie Crystal Palace, które dzieli fragment autostrady A23, który nazywa się M23. W zeszłym sezonie derby owej autostrady dwukrotnie wygrali zawodnicy Brighton, więc dzisiejszy gospodarze byli zmotywowani do rewanżu. Przynajmniej powinni.

Pierwsza połowa to teatr jednego aktora, a raczej drużyny. Zawodnicy Grahama Pottera wciąż nękali przetrzebioną kontuzjami obronę Crystal Palace. Jednak próby Brighton były niecelne, a jeśli już leciały w bramkę to pewnie interweniował Vicente Guaita. Doświadczony Hiszpan w tym sezonie wyrasta na jednego z najlepszych zawodników Orłów oraz na jednego z czołowych golkiperów Premier League. Dobrych słów nie można powiedzieć o ofensywie Crystal Palace. Można to tłumaczyć 30-kilkuprocentowym czasie posiadania piłki, ale 0 strzałów i ledwie kilka kontaktów z futbolówką w polu karnym Mathew Ryana wyglądało tragicznie.

Remis do przerwy jest normą dla tych drużyn – po siedemnastu kolejkach obie drużyny mają po jedenaście remisów po pierwszych 45. minutach gry. Jednak mizerni w ataku piłkarze Palace mogli drugą połowę zacząć z przytupem. W 50. minucie Christian Benteke chciał dośrodkować z prawego skrzydła. Piłka niefortunnie zeszła Belgowi i jego uderzenie… trafiło w poprzeczkę i niewiele brakowało by ten “centrostrzał” został bramką kolejki. Jednak jedna sytuacja Crystal Palace nie zmieniła obrazu gry i w 54. minucie po kapitalnej akcji Brighton Guaita po ponad 320 minutach z czystym kontem puścił bramkę. Yves Bissouma zagrał na prawe skrzydło, tam z pierwszej piłki w pole karne dośrodkował Leandro Trossard. Piłkę dostał Neal Maupay, który przyjął i przełożył ją na lewą nogą, po czym oddał petardę poprzeczkę.

Dopiero w okolicach 70. minuty Crystal Palace zaczęło pokazywać, że ich atak to nie przypadkowi przechodnie zgarnięci spod Selhurst Park. Oddali zawrotne dwa strzały celne, szczególnie niebezpieczny był ten 73. minucie. Wówczas Benteke próbował zaskoczyć Ryana strzałem na prawy słupek, ale Australijczyk zbił piłkę na rzut rożny. Crystal Palace poszło za ciosem, atakowało nadal i w końcu udało się wyrównać. Bramkę zdobył nie kto inny jak Wilfried Zaha – 6 bramka w 11 meczach z Brighton. W 76. minucie wrzutka na linię pola karnego z rzutu wolnego z połowy boiska, została muśnięta głową przez Jamesa Tomkinsa. Futbolówka trafiła do Zahy, który wykorzystał sporo wolnego miejsca pozostawionego przez obronę gości i posłał piłkę na bliski słupek, pod poprzeczkę.

16.12.2019, 17. kolejka Premier League, Selhurst Park (Londyn)

Crystal Palace – Brighton & Hove Albion 1:1 (0:0)

Zaha 76′ – Maupay 54′

Crystal Palace: Guaita – Kelly, Tomkins, Dann, Riedewald (McCarthy 46′) – Kouyate (Meyer 67′), Milivojević, McArthur – Ayew, Benteke, Zaha.

Brighton: Ryan – Montoya, Webster, Dunk, Burn – Propper, Bissouma (Duffy 85′), Mooy – Gross (Bernardo 90+2′), Maupay, Trossard (Alzate 84′).

Żółte kartki: Benteke 35′ – Propper 86′

Sędzia: Craig Pawson


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *