Premier League: 237. derby Merseyside pod znakiem podziału punktów

fot. skysports.com

Przerwa reprezentacyjna się zakończyła, a to oznacza, że najwyższy czas wrócić na angielskie boiska. Premier League swoją 5. kolejkę rozpoczęła od mocnego uderzenia, bowiem od prestiżowych derbów miasta Beatlesów. Nie było w nich lepszego zespołu, bowiem Everton zremisował z Liverpoolem (2:2).

Przed rozpoczęciem 235 derbów Liverpoolu, nastroje w obu drużynach mogły odrobinę się różnić. W końcu Everton przeżywa swoją drugą młodość, co potwierdza najlepsze wejście w sezon od 50 lat, zwieńczone osadzeniem się na fotelu lidera po pierwszych 4 meczach. Liverpool z kolei za wszelką cenę chciał zmazać gigantyczną plamę po niespodziewanym upokorzeniu w starciu z 17. siłą poprzedniej kampanii – Aston Villą. Dobrą wiadomością dla Jurgena Kloppa był powrót Sadio Mane, Joela Matipa oraz Thiago Alcantary, zaś niekoniecznie pozytywną – obecność między słupkami Adriana.

Jednak to golkiper Evertonu musiał jako pierwszy wyciągać piłkę z siatki i to już w 3 minucie tego meczu. Była to pierwsza, nieco groźniejsza akcja. Mohamed Salah rozrzucił piłkę na lewą stronę boiska, Robertson dynamicznie ruszył do przodu, ograł Colemana, a na koniec swojej szarży zagrał do dobrze ustawionego w polu karnym Sadio Mane. Powracający do składu Liverpoolu nie zmarnował dobrej okazji i otworzył wynik 237 derbów Merseyside.

Everton próbował odpowiedzieć w 17 minucie meczu. Super-snajper ekipy z Goodison –Dominic Calvert-Levin – otrzymał długą piłkę wyprowadzoną z linii obrony, poradził sobie z rezerwowym w tym meczu Joe Gomezem i oddał strzał na bramkę z lewej nogi. Co prawda zdecydowanie za lekki i prosto w Adriana, ale do statystyk będzie. Chwilę później było już lepiej, bo zakończyło się rzutem rożnym. Podopieczni Ancelottiego nieźle radzą sobie ze stałych fragmentów gry, co udowodnili dokładnie w minucie 19. Świetna wrzutka Jamesa, silny strzał Keane’a, bezradny golkiper The Reds, no i mamy remis.

Ostatnio mocno po głowie obrywał bramkarz Evertonu – Jordan Pickford. Pod koniec drugiego kwadransu gry uciszył nieco krytyków, popisując się fantastyczną paradą przy rzucie wolnym Alexandra-Arnolda. Niedługo później niecelnie próbował Thiago Alcantara, a chwile po jego strzale mogło być 2:1. Liverpool przeprowadził kopię bramkowej akcji. Robertson z lewej do środka, strzela Mane, ale tym razem skiksował, przez co futbolówka przeleciała daleko obok słupka.

Pierwsza połowa derbowego pojedynku upłynęła pod znakiem zaciętej gry oraz kontuzji ważnych piłkarzy. Na początku meczu zszedł van Dijk, a w jego środkowej fazie z placem gry pożegnał się kapitan The Toffees – Seamus Coleman.

W drugą połowę mocno wszedł Liverpool. Jego piłkarze w ciągu 2 minut dwukrotnie uderzali na bramkę Pickforda – najpierw Fabinho, kilkanaście sekund później Henderson. Obie próby zakończyły się niepowodzeniem. Podopieczni Carlo Ancelottiego chyba nieco pozazdrościli mistrzom Anglii akcji bramkowej, bowiem w 50 minucie całkiem nieźle ją odwzorowali. Fantastycznie przerzucał James, w pełnym biegu ze skrzydła dogrywał Digne, zawiódł natomiast Calvert-Lewin, który minął się z futbolówką. Nie minął kwadrans, a Kolumbijski playmaker znowu pokazał jak fantastycznie ułożoną ma lewą stopę. Tym razem posłał ciasteczko na długi słupek bramki Adriana, gdzie głową próbował uderzać Richarlison. Było blisko, jednak piłka wylądowała na słupku.

Gdy na murawie coraz bardziej wiało nudą, sprawy w swoje ręce wziął Mohamed Salah. W 72 minucie piłkę z prawej strony dośrodkowywał Robertson. Yerry Mina dość niezgrabnie ją wybił, a Egipcjanin nie zastanawiał się dwa razy – kropnął z pierwszej, a futbolówka zatrzepotała w siatce. To jeszcze nie był koniec strzeleckich popisów w 237 derbach Merseyside. Ledwo 10 minut później Dominic Calvert-Lewin pokazał, że w grze głową jest prawdziwym ekspertem. Dobrze z lewej strony dośrodkowywał Digne, a Anglik wyskoczył w powietrze, niczym zawodnik NBA i umieścił piłkę w bramce Adriana. Hiszpan był bezradny, a snajper Evertonu znowu objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców z 7 golami na koncie.

Tak jak wcześniej nieco wiało nudą, tak później emocji było co nie miara. Nie obyło się bez czerwieni, w 90 minucie obejrzał ją Richarlison. Kilka chwil później do siatki trafił Henderson, jednak akcję wcześniej spalił Mane. Ostatecznie mecz zakończył się remisem (2:2). Były bramki, były kartki, była także interwencja VARu. Można powiedzieć – derby przez duże D.

17.10.20, 5. kolejka Premier League, Goodison Park (Liverpool)

Everton – Liverpool 2:2 (1:1)

Keane 19’ Calvert-Lewin 81’Mane 3’, Salah 72’

Everton: Pickford – Digne, Keane, Mina, Coleman (Godfrey 31’) – Gomes (Sigurdsson 72’), Allan, Doucoure (Iwobi 78’) – Richarlison, James, Calvert-Lewin

Liverpool: Adrian – Robertson, van Dijk (Gomez 11’), Matip, Alexander-Arnold – Alcantara, Fabinho (Wijnaldum 90+1), Henderson – Mane, Firmino (Jota 78’), Salah

Żółte kartki: James 45’, Mane 67’, Gomes 69’, Fabinho 84’, Allan 84’

Czerwone kartki: Richarlison 90’

Sędzia: M. Oliver


Najlepsze oferty bukmacherskie na Euro 2020
20 zł bez depozytu, 600 zł bez ryzyka i bonus 2100 zł na eFortuna.pl
20 zł bez depozytu, 333 zł bez ryzyka i bonusy 2000 zł na LVBET.pl
21 zł bez depozytu, 230 zł bez ryzyka i bonusy 549 zł na Totolotek.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *