Porażki drużyn z górnej części tabeli – podsumowanie dnia w La Liga

el pais

28. kwietnia rozegrano pięć spotkań w ramach 35. kolejki hiszpańskiej ekstraklasy. Oko można było zawiesić między innymi na zespołach walczących o Ligę Mistrzów. Niestety te nie popisały się jakością. 

W pierwszym meczu Valencia na Mestalla podejmowała Eibar. 

Ekipa Marcelino wciąż liczy się w walce o LM, ale dzisiejszego spotkania do nie mogła zaliczyć do udanych. Coś z czego słynęli gdy byli w opałach załatwiło ich właśnie dziś. Mowa tu o golach strzelanych w doliczonym czasie meczu. Pierwsza połowa można by powiedzieć na remis. Piłkarze obu zespołów badali rywala, analizowali na ile mogą sobie pozwolić i czy nie będzie to ich drogo kosztować. Po zmianie stron to goście byli stroną przeważającą. Swoją przewagę udokumentowali dopiero w 93. minucie kiedy to rezerwowy Charles posłał piłkę do siatki. Tym samym Valencia zanotowała drugą porażkę z rzędu co znacznie utrudnia im szansę na dostanie się do LM. 

Kolejne starcie do mecz pomiędzy Gironą i Sevillą. 

Przed pierwszym gwizdkiem nikomu nie trzeba było przedstawiać faworyta. Gospodarze walczący o utrzymanie kontra goście walczący o Ligę Mistrzów. Jednakże wszyscy wiedzą jak to w tym sezonie bywa. Jeśli jakaś drużyna ma problem, złą serię, nie może przełamać się w jakimś elemencie wystarczy że zagra z Sevillą. To nie pierwszy przypadek, kiedy Andaluzyjczycy potykali się właśnie z tego typu rywalem. Najlepszym przykładem była Celta Vigo, albo Real Madryt gdy jeszcze znajdował się wysoko pod formą. Dziś także stało się to czego niektórzy się spodziewali. Na początku spotkania to Girona postawiła warunki gry, ona dyktowała tempo gry. Po około 15. minutach zeszło z nich powietrze i do głosu zaczęli dochodzić goście. Swoje okazje mieli Wissam Ben Yedder oraz Munir, ale zawiodła ich skuteczność. W 52. minucie Portu wykorzystał zagranie Pere Ponsa i ostatecznie pokonał golkipera Sevilli. Ci próbowali się jeszcze odgryźć, wyrównać jednakże dobrze dysponowana obrona Girony kasowała wszelkie ataki. Tym samym dzięki tym trzem punktom uciekli ze strefy spadkowej. Goście zaś utrudnili sobie możliwość dojścia do LM i muszą liczyć na potknięcia bezpośrednich rywali. Kilka godzin wcześniej przegrała Valencia, zaś Getafe za około pół godziny rozpocznie mecz z Realem Sociedad. 

Na Estadio Anoeta Real Sociedad podejmował Getafe.

Mecz ten składał się z dwóch zupełnie różnych połów. W pierwszej z nich to gospodarze dyktowali warunki gry. To oni byli stroną dominującą mającą wszystko pod kontrolą. W 21. minucie Wiliam Jose dał prowadzenie pewnie wykorzystując rzut karny. Na początku drugiej części Mikel Oyarzabal przy asyście napastnika gospodarzy podwyższył wynik spotkania. Od tego momentu Getafe obudziło się, zdało sobie sprawę że taki wynik ich nie satysfakcjonuje, a na pewno chcieliby wykorzystać potyczki bezpośrednich rywali w walce o LM. Gola kontaktowego zdobył w 89. minucie Samuel Saiz. Goście mieli również uzasadnione pretensje, bowiem arbiter główny nie podyktował dwóch rzutów karnych po indywidualnych błędach gospodarzy. Mecz zakończył się wygraną Basków choć mocno na wynik wpłynął sędzia. 

Kolejny mecz to starcie Villarrealu z Huescą. 

Dość wyrównane spotkanie rozegrali dziś zawodnicy obu ekip. W 30. minucie wynik otworzył Pablo Fornals po kapitalnym strzale. Gospodarze mieli jeszcze wiele okazji na podwyższenie wyniku, ale jak zwykle zawodziła skuteczność. Huesca pomimo niekorzystnego rezultatu nie poddawała się. Ich upór przyniósł upragnionego gola dopiero w 79. minucie. Jego autorem został Chimy Avilla. W doliczonym czasie Jorge Pulido groźnie sfaulował swojego rywala, po czym ujrzał z rąk sędziego czerwoną kartkę. 

Na sam koniec dnia na Vallecas Rayo podejmowało Real Madryt.

Pierwsza część spotkania była bardzo żywa, otwarta. W grze obu zespołów widać było kto o co walczy lub nie walczy. Rayo atakowało, kreowało sobie mnóstwo sytuacji do objęcia prowadzenia. Real był apatyczny, nijaki, miał wielkie problemy ze stworzeniem sobie jednej dobrej okazji dającej gola. W 22. minucie fatalny błąd w polu karnym popełnił Jesus Vallejo. Rzut karny na gola wykorzystał Adri Embarba. Na tym Rayo nie poprzestało. Zależało im na strzeleniu jeszcze co najmniej jednego gola, aby ustawić sobie wynik na drugą połowę. Dobre okazje ku temu mieli Javi Guerra oraz Bebe, jednak defensywa Królewskich spisywała się bez zarzutu. W drugiej części tempo gry nieco opadło. Rayo szanowało wynik jaki mieli, z kolei Real w ogóle nie wyglądał na drużynę z pomysłem, która miałby trafić do siatki. Bezbarwni byli między innymi Modrić, Kroos, Llorente, Bale oraz Mariano Diaz. Jedyną jasną postacią wśród Realu, której zależało, walczyła do końca o każdą piłkę był Brahim Diaz. Ostatecznie Królewscy nie zdołali odrobić strat, a Rayo cieszy się z tych niezwykle ważnych trzech 

Podsumowując dzisiejszy dzień: 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi