Polska Ekstraklasa – w ręku “nieomylnych” właścicieli

Dariusz Mioduski / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Polska Ekstraklasa – 28 miejsce w rankingu lig europejskich. Coroczna dawka wstydu dostarczana przez nasze kluby, rządzone przez właścicieli – wizjonerów, którzy nigdy nie widzą winy w sobie. To oni – odpowiedzialni za kluby, są odpowiedzialni za koszmar kibica każdego ligowego zespołu.

Na trwającej właśnie nigdzie szerzej nieogłaszanej konferencji, jednym z pod tematów jest:

– “Co zrobić, aby polskie kluby dogoniły Europę?

Kwestia dyskusji na ten temat jest jak najbardziej na miejscu. Bo przecież przed naszymi klubami prawdziwa otchłań. Śmiało można stwierdzić, że pomysł z utworzeniem trzecich europejskich rozgrywek jest dla tych, którzy nawet nie potrafią przejść eliminacji do Ligi Europy. Jest to pomysł, aby ci słabsi mogli poczuć się jak najlepsze kluby i również mogły rozgrywać mecze międzypaństwowe w środku tygodnia pod egidą UEFA. W tym towarzystwie niestety jest też Polska.

I o ile temat do dyskutowania jest pilny, o tyle nie rozumiem dlaczego za próbę rozwiązania problemów biorą się ludzie, którzy doprowadzili polską piłkę do takiego stanu.

Legia i Lech – koncertowe marnowanie potencjału

Jednymi z zaproszonych na wyżej wymienioną konferencję są Dariusz Mioduski – właściciel i prezes Legii Warszawa, oraz Piotr Rutkowski – vice prezes zarządu Lecha Poznań.

Kibice obu tych zespołów z pewnością łapią się za głowę widząc to, w jakiej kwestii ci panowie będą próbowali się wypowiadać. Przecież od lat, zarówno Lech Poznań jak i warszawska Legia “pokazują”, że nie ma niemożliwego i odpadają z eliminacji europejskich pucharów w najlepszym przypadku w ostatniej ich rundzie. Jasno trzeba napisać, że w porównaniu z Legią, to Kolejorz wypada zupełnie nijak.

Lech od lat nie potrafi grać na miarę oczekiwań kibiców i gdy już jakimś zbiegiem okoliczności udaję się zająć miejsce gwarantujące grę w Europie, to i tak najczęściej kończy się to blamażem. Kibice są źli, często dają temu wyraz na trybunach stadionu przy ulicy Bułgarskiej. Obrywają piłkarze, obrywają trenerzy – ale moim zdaniem największe pretensje muszą być kierowane w stronę tych, którzy budują klub. Prezesi dwóch (teoretycznie) największych klubów w Polsce nie potrafią przyznać się do błędu i gdy już raz wdepną w bagno bylejakości, to brną w nim przez cały czas.

Nieudane transfery. Zatrudnianie na najważniejszych stanowiskach ludzi, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia i finalnie zwalnianie trenerów, którzy często robią co mogą, aby ze składu węgla i papy stworzyć coś, co da się oglądać. I niestety dla nich, najczęściej sami są ofiarami haniebnych decyzji podejmowanych przez pracodawców. Bo jak już wspomniałem i pewnie nie raz jeszcze wspomnę – prezesi nigdy nie poczuwają się do winy.

Zatrudnianie “fachowców”

O ile w kwestii Lecha Poznań, trudno w ostatnich latach pisać o kolosalnych błędach, które zarząd popełnił zatrudniając na stanowisku trenera pierwszego zespołu “parodystę”, o tyle w Legii słyną z tego, że trenerami największego klubu w Polsce często zostają ludzie, których nigdy nie powinno tu być.

Prezes i właściciel warszawskiego zespołu już niejednokrotnie udowadniał, że nie ma bladego pojęcia o tym, jak powinna wyglądać piłkarska szatnia i czego jej potrzeba w danej chwili.

Od czasów Henninga Berga żaden trener Legii Warszawa nie przetrwał na stanowisku dłużej niż rok. Najbliżej tego sukcesu był Jacek Magiera, który zastąpił “wizjonera”, jakim niewątpliwie był Besnik Hasi. Albańczyk co prawda wprowadził Legię do rozgrywek Ligi Mistrzów, ale kompletnie nie poradził sobie z poukładaniem zespołu. Pierwszym w pełni odpowiedzialne wybranym na trenera Legii przez Dariusza Mioduskiego był Romeo Jozak. Chorwat, który wcześniej nie miał okazji pracować w dorosłym futbolu, miał być zbawicielem i jednym z tych, którzy dadzą “Stołecznym” lata sukcesów. Nie wypaliło.

Decyzję o powierzeniu zespołu Deanowi Klafurowiciowi i Ricardo Sa Pinto pozostawię bez komentarza. Moim jedynym komentarzem niech będzie to, że dziś Legię prowadzi kolejny już “trener na lata”, znany w Warszawie Aleksandar Vuković. Dla mnie osobiście Vuković nie jest trenerem. A na stanowisku szkoleniowca pierwszego zespołu został zatrudniony tylko dlatego, że jest tani. Mam wrażenie, że prezesowi Mioduskiemu przyświecała idea – jak to się uda, to każdy będzie mnie na rękach nosił. Czy misja Vuko się powiedzie? Dziś ciężko stwierdzić. Legia gra katastrofalnie, a prezes Mioduski zdaję się mówić i myśleć co innego niż właściciel Mioduski.

Życie, to nie gra komputerowa

Od kilkunastu godzin na czasie jest temat zwolnienia z Arki Gdynia trenera Jacka Zielińskiego. Właścicielem klubu znad morza jest młody Dominik Midak, który jest synem warszawskiego biznesmena – Włodzimierza Midaka.

Syn pana Włodzimierza rządzi Arką od lipca 2017 roku. Został najmłodszym w Polsce człowiekiem odpowiedzialnym za budowę klubu piłkarskiego. Pomimo tego, że próbował wcześniej szczęścia w biznesie, to zarządzanie tak dużym przedsięwzięciem jakim jest zawodowy klub, musiało w pewnym momencie odbić się na niedoświadczonym właścicielu. Kibice Arki, ale i zdecydowana większość obserwatorów polskiego futbolu uważa, że Dominik Midak dostał klub w prezencie od swojego ojca, bo znudziła się jemu gra w Football Managera i chciał sam zobaczyć i się przekonać jak to jest “bawić się” w rządzącego.

Dziś wiemy, że nie wychodzi to młodemu zbyt dobrze. Pojawiają się informację, że ze stanowiska zostanie zwolniony Jacek Zieliński. Ten Jacek Zieliński, który w zeszłym sezonie uratował Arkę przed spadkiem z ligi. Ten Jacek Zieliński, który mając do dyspozycji piłkarzy co najwyżej średnich, starał się i robił co mógł, aby tak poskładać grę drużyny, żeby nie było widać ewidentnych braków. I tu po raz kolejny nawiąże do tego, że właściciele nie poczuwają się do winy. Przecież to tylko i wyłącznie oni są odpowiedzialni za kształt kadry i za to, że coraz częściej sprowadzani przez nich piłkarze są po prostu słabi.

Pomarzyć można

Oczywiście przykłady Legii, Lecha i Arki Gdynia to tylko trzy z całego szeregu klubów, które są zarządzane po omacku. Właścicielom przyświeca zasada, że jakoś to będzie i jak nie uda się z jednym trenerem i całą grupą piłkarzy przeciętnych, to następnym razem spróbujemy to naprawić. A to, że w ten sam bezsensowny sposób? Mało istotne.

I tak jest od lat. Właściciele się nie uczą na swoich błędach, co i rusz je powielają. Kluby zarządzane przez takich ludzi upadają coraz bardziej, a kibic musi na to patrzeć. W życiu jest tak, że za marzenia nie karzą, w takim razie ja mam jedno, bardzo skromne marzenie – chciałbym aby polski klub bez kłopotu awansował do rozgrywek Ligi Europy. Chciałbym żeby nie było to wyzwanie, ale obowiązek. Bo oglądanie naszych zespół w pucharze trzeciej kategorii nie jest niczym ciekawym. Do takiego właśnie stanu polską piłkę doprowadzili ci, którzy myślą, że są nieomylni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi