„Podlaski monolit” – Jacek Bayer

W futbolu obowiązuje hasło „jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz”, ale w przypadku Jagiellonii wysoka przegrana w Chorzowie nie może przesłonić pozytywnego obrazu całej rundy. Większość zawodników zrobiła widoczne postępy, choć największą siłą białostockiej drużyny pozostaje kolektyw – podkreśla Jacek Bayer, były napastnik „Jagi”, a obecnie trener Sparty Augustów.

 

Dalsza część newsa pod materiałem wideo

Bardziej jest pan rozczarowany wynikiem czy grą „Jagi” w konfrontacji z Ruchem?

Ten mecz absolutnie nie może rzutować na ocenę całej rundy w wykonaniu chłopaków. „Jaga” prowadziła 1:0, miała dużą przewagę w pierwszym kwadransie i gdyby udało się jej podwyższyć na 2:0, zapewne byłoby po sprawie. Wszystko popsuł rzut karny, po którym gospodarze doprowadzili do remisu. Skończyło się, jak się skończyło, ale każdemu zespołowi przytrafia się czasem słabsza dyspozycja dnia. Przy okazji, po raz kolejny potwierdziło się, że w piłce wszystko jest możliwe i każdy w naszej lidze może wygrać z każdym. Widoczny był też brak Michała Pazdana, który swoją walecznością i nieustępliwością dużo wnosi do zespołu. Mimo to, powtarzam, całą rundę w wydaniu Jagi trzeba ocenić bardzo pozytywnie. Przypomnijmy, że w przedsezonowych rozważaniach ta drużyna skazywana była na spadek. Trener Michał Probierz wykonał jednak kawał dobrej roboty i stworzył monolit groźny dla najlepszych.

Z Danim Quintaną w składzie Jagiellonia byłaby teraz liderem?

Na pewno nie jest to taki typ piłkarza, który trafia się zawsze w takim klubie jak Jagiellonia. Każdy podświadomie spodziewał się, że Dani sam wszystko zrobi, ale i jemu przytrafiały się słabsze mecze. Też miał wahania formy w trakcie rundy i zdarzały mu się spotkania, gdy był niewidoczny, co rzutowało od razu na postawę całej „Jagi”. Teraz, po jego odejściu, odpowiedzialność za grę drużyny jest bardziej porozrzucana na chłopaków, dzięki czemu kilku z nich mogło bardziej rozwinąć skrzydła i wskoczyć na wyższą półkę. Przykładem takiego zawodnika jest Maciek Gajos, który wobec braku Quintany dostał większe możliwości pokazania własnych umiejętności. I pokazał się naprawdę z bardzo dobrej strony, co dostrzegł również selekcjoner reprezentacji. Siła Jagiellonii tkwi w tej chwili właśnie w zespole, w byciu kolektywem z prawdziwego zdarzenia. Jeden zawodnik może czasem wygrać mecz, ale sam wszystkiego nie pociągnie.

Maciej Gajos zasługuje już na miejsce w kadrze czy była to raczej taka nominacja na zachętę?

Dla Maćka to z pewnością świetna sprawa móc spędzić kilka dni z reprezentacją. To dla niego ogromne wyróżnienie i bodziec do jeszcze cięższej pracy w klubie. Nawet same treningi z kadrowiczami są dla niego już dużym przeżyciem i powinny zaprocentować w dalszej części sezonu. Czy natomiast Maćkowi uda się zadomowić w reprezentacji na dłużej, tego nie jestem w stanie powiedzieć. Wiem jednak po sobie, że takie powołanie po fajnej rundzie to świetna sprawa. Liczę, że Gajos – bogatszy o nowe doświadczenia – będzie w jeszcze większym stopniu stanowił o sile Jagiellonii. Szczególnie przy grze do przodu. Niektórzy dziwią się takim powołaniom ze strony Adama Nawałki, ale ja doskonale rozumiem selekcjonera w tej kwestii.

Odkładając na bok klubowe sympatie – komu daje pan większe szanse na tytuł króla strzelców w tym sezonie: Mateuszowi Piątkowskiemu czy Flavio Paixao?

To nie jest łatwe pytanie. Mateusz strzelał jak na zawołanie w pierwszej części sezonu, a teraz jakby się nieco zablokował. Myślę, że ta dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach przyda mu się, aby uspokoić sytuację i znowu zacząć trafiać. Śląsk ma chyba jednak trochę większy potencjał w ofensywie i Flavio może dzięki temu liczyć na więcej podbramkowych sytuacji. To wskazywałoby na Portugalczyka, ale do końca sezonu jeszcze ponad dwadzieścia spotkań i wszystko może się wydarzyć. Pamiętajmy, że za wspomnianą dwójką prowadzących czai się w klasyfikacji Paweł Brożek, który zawsze jest groźny i niejako tradycyjnie może włączyć się do rywalizacji. Na półmetku rundy zasadniczej szanse Piątkowskiego i Paixao oceniam po równo. Choć obaj są zawodnikami różnego typu. Flavio, z konieczności grający z przodu wobec kontuzji brata, to taki boiskowy „chytrusek”, który potrafi fajnie zamknąć akcję. Bez problemu umie uderzyć lewą i prawą nogą, a także głową. Z kolei Mateusz jest mniej zaawansowany technicznie, ale jako walczak więcej daje zespołowi w defensywie.

Na słowa uznania w przekroju całej rundy zasłużył też chyba Bartłomiej Drągowski?

Bramkarz musi mieć odrobinę szczęścia na boisku i Bartek na pewno ją ma. Mimo młodego wieku, jest to też już chłopak o bardzo dużych umiejętnościach. To z pewnością objawienie tej rundy. Jego interwencje przyczyniły do tak okazałego dorobku punktowego Jagiellonii. Po ostatniej przegranej z Ruchem dodatkowe kilka dni wolnego od grania w lidze Bartkowi się przyda, aby na kolejny mecz wyjść znowu bez zbędnego bagażu przykrych wspomnień. Mam nadzieję, że zimą „Jadze” uda się zatrzymać Bartka, bo to może być bramkarz na lata. I że nie powtórzy się historia z Grześkiem Sandomierskim, który po udanej rundzie trafił do kadry, szybko wyjechał za granicę i… piłkarsko zrobił krok do tyłu. Dla Bartka w tej chwili najważniejsze jest regularne granie w ekstraklasie. Na wyjazd zagraniczny i podpisanie intratnego kontraktu ma jeszcze czas. A wiem, że Bartek dostaje już różne propozycje z lig zachodnich.

Jak podoba się panu nowy stadion w Białymstoku?

Jest po prostu wspaniały. Pamiętam czasy, kiedy na mecze Jagiellonii u siebie przychodziło po 30 tysięcy widzów, ale tamtego obiektu nijak nie da się porównać do tego, co jest teraz. Na pierwszych meczach na trybunach panowała fantastyczna atmosfera i chciałoby się, aby już tak zawsze było na meczach „Jagi”. Wszystko zależy od piłkarzy i tego, czy uda im się utrzymać miejsce w górnej części tabeli. Ligowa stawka jest bardzo wyrównana i te kilka punktów przewagi jeszcze o niczym nie świadczy. Aby „dowieźć” to miejsce w ósemce, zawodników Jagiellonii czeka jeszcze mnóstwo pracy. A nie ma nic smutniejszego niż widok pięknego stadionu, który podczas meczów świeci pustkami…

Nad czym pana zdaniem w przerwie na mecze reprezentacji będzie szczególnie mocno pracował Michał Probierz?

Sądzę, że przede wszystkim nad odbudowaniem morale drużyny. Ta ostatnia porażka bez wątpienia siedzi bowiem w głowach zawodników. Takie dwa tygodnie spokojnego treningu pomogą wyciszyć nastroje i sprawią, że spadnie ciśnienie towarzyszące ostatnio zespołowi. Wszystko uschnie, poschnie i przeciwko Lechii powinniśmy znowu zobaczyć „Jagę” w jak najlepszym wydaniu.

Lechia w tym sezonie regularnie zawodzi, a Jaga – mimo wszystko – wręcz przeciwnie. Ale i tak to gdańszczanie są według firmy bukmacherskiej Fortuna faworytem jednego z najciekawiej zapowiadających się spotkań 16. kolejki ekstraklasy. Co pan na to?

Dla „Jagi” będzie to bardzo ciężki mecz. Lechia jest pod ścianą i musi wygrać to spotkanie. W Gdańsku mają kłopot bogactwa, bo nikt mi nie powie, że tam brakuje zawodników do gry. Nie jest to jednak poskładane, ale tak często bywa – gdy jest zbyt wielu kandydatów do odgrywania pierwszoplanowych ról, trenerzy nie potrafią tego sensownie ułożyć. A siłą Jagi, jak już mówiłem, jest należycie scementowany monolit. W tym zespole nie ma gwiazd, ale są chłopcy, którzy walczą jeden za drugiego i nikt tej drużynie nie może zarzucić braku waleczności. Jasne, czasem przytrafi im się słabszy dzień, ale walczą od pierwszej do ostatniej minuty. Jagiellonia wcale nie jest w Trójmieście na straconej pozycji. Osobiście przewiduję remis. Pierwsze minuty z pewnością będą trudne dla „Jagi”, ale jeśli uda jej się przetrwać początkowe natarcie rywali, kibice na Podlasiu nie powinni mieć po meczu powodów do narzekań.

Nie licząc meczu z Lechią, Jagiellonia zagra jeszcze w tym roku o punkty z Zawiszą, Cracovią i Górnikiem Zabrze. Czy uda się „Dumie Podlasia” przezimować na podium?

Mecz z Lechią będzie bardzo ważny także z psychologicznego punktu widzenia. Niezależnie jednak od wyniku tego spotkania, Jagiellonia będzie później faworytem w starciu z walczącym o życie Zawiszą. Z bydgoszczanami „Jaga” powinna sobie poradzić, a co będzie później – zobaczymy. Aby zimować w dobrych humorach, na pewno podopieczni Michała Probierza muszą jeszcze zdobyć kilka „oczek”. Generalnie jednak do końcówki ich tegorocznych zmagań podchodzę z optymizmem. Patrząc na tabelę, nie może być inaczej. Nikt nie spodziewał się trzeciego miejsca na tym etapie sezonu. Nie wzięło się ono jednak z niczego. Jagiellonia miała parę fajnych meczów i jestem przekonany, że w tych najbliższych kolejkach też nas jeszcze pozytywnie zaskoczy.

 

Źródło: FourFourTwo



Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.