PKO Ekstraklasa: Odpędzić poznańskie demony

Lech Poznań - Jagiellonia Białystok, 19.07.2020 / fot. Mikołaj Barbanell

Dziś wieczorem Lech Poznań zostanie wystawiony na kolejną próbę. Nie chodzi tutaj o sam mecz, który nie będzie dla Kolejorza łatwy. Dużo ważniejsze będzie to, czy zawodnicy Dariusza Żurawia będą potrafili poradzić sobie z lękiem dotyczącym doliczonego czasu gry i odpędzą demony, które przyczyniły się do ostatnich niepowodzeń klubu ze stolicy Wielkopolski.

Wstęp do tekstu jest użytą przeze mnie metaforą, która idealnie oddaje sytuację w jakiej znaleźli się piłkarze Lecha Poznań. Nie da się bowiem w logiczny sposób wytłumaczyć tego, że w trzech meczach pod rząd tracą oni decydujące gole w ostatniej akcji spotkania. Cios w Warszawie, który na nowo wywołał dyskusję o tym czy trener Dariusz Żuraw jest odpowiednią osobą do prowadzenia poznańskiego zespołu. Niewytłumaczalne zachowanie w meczu z Rakowem, w którym Kolejorz stracił 3 punkty po solowej akcji Szelągowskiego. Wreszcie przegrana w Liege z tamtejszym Standardem, który wcisnął gola Lechowi w 93. minucie meczu. Dla piłkarzy Dariusza Żurawia doliczony czas gry staje się przekleństwem. Jakąś fobią, przed którą uchronić ich może tylko wizyta u renomowanego psychiatry. Trudno mi zrozumieć, jak można samemu sobie zafundować taką serię. O tym będzie mówiło się bardzo długo. Będzie się to przypominało, bo to po prostu nie jest normalne.

Na konferencjach po ostatnich meczach widziałem trenera, który nie ma zielonego pojęcia jak odpowiadać na pytania i jakich słów użyć, aby opisać to, co widział. Być może Dariusz Żuraw powinien wejść do szatni, zrobić tam hałas i w żołnierskich słowach nazwać zachowanie swoich podopiecznych. To jednak tylko i wyłącznie myślenie życzeniowe, bo szkoleniowiec Lecha ma zupełnie inny charakter. Chociaż po meczu Ligi Europy wskazał winnego porażki. Oberwało się Crnomarkoviciowi, który osłabił zespół otrzymując czerwoną kartkę. Przypomniałem sobie od razu sytuację z meczu Lech – Raków i kompletny brak reakcji piłkarzy z Poznania na rajd Szelągowskiego. Młody zawodnik Rakowa biegł sobie przez całą połowę Kolejorza, asystowali jemu Puchacz i Butko, którzy nawet na chwilę nie wpadli na pomysł, żeby zatrzymać ten bieg. Dziwne zachowanie, które zostało wypomniane. Wówczas trener mówił, że takie akcję trzeba przerywać, nawet kosztem kartki. No i po kilku dniach pamiętający te słowa Crnomarković tak właśnie zrobił. Zatrzymał kontrę Standardu, za co wyleciał z boiska. Ktoś powie, że to dwie zupełnie inne sytuację i ja się zgodzę. Jednak warto napisać, że obrońca Lecha zrobił to, co było wymagane. No bo gdyby nie przerwał, a rywale zdobyliby gola? Byłoby to wypomniane? Zapewne tak. Finalnie Lech i tak przegrał, co spowodowało, że dwa ostatnie mecze w Lidze Europy będą dla Kolejorza pożegnaniem z tymi rozgrywkami.

Piłkarze z Poznania wracają do ligowego grania. Być może teraz, gdy sytuacja w Europie jest w zasadzie wyjaśniona, zaczną oni odrabiać straty do czołówki. Mecz w Gdańsku nie będzie wcale łatwy. Bo podróż, zmęczenie i zaraz kolejny wylot. Tym razem do Lizbony. Nim jednak do tego dojdzie, to trzeba zacząć grać w lidze. Nie wyobrażam sobie kolejnej straty punktów w dobrze wszystkim znanym stylu. Znaczy, wyobrażam sobie, bo widzę to często, ale nie chciałbym, aby tak się stało. Co muszą zrobić piłkarze Lecha? Żadne egzorcyzmy, żadne modlitwy czy inne takie. Generalnie sprawa jest bardzo prosta. Przynajmniej teoretycznie. Wystarczy tylko zachować koncentrację. Nie myśleć o rywalu z Europy, a skupić się na tej mniej medialnej przeszkodzie. Najważniejsze jest to, co dzieję się w danym momencie. Wiem, że zawodnicy Lecha mówią o tym, że mają tego świadomość i wiedzą jak wygląda ligowa tabela. Jednak jedno to mówić, a drugie robić.

Dość gadania, a więcej zap*******nia! Pisząc wprost. Każdy kibic Kolejorza był dumny z tego, jak radzili sobie oni w eliminacjach do Ligi Europy. Każdy cieszył się, że będzie można sprawdzić się z renomowanymi rywalami. No, ale szara rzeczywistość po raz kolejny przysłoniła kolorowy obraz, którego nie doświadczamy często. A chcielibyśmy przeżywać podobne emocję każdego roku. Chcielibyśmy widzieć polskie zespoły, które nie boją się rywalizować z silnymi drużynami europejskimi. Jednak droga do tego jest bardzo wyboista. Pierwsze przeszkody to nie te w eliminacjach, które mogą się wiązać z wyjazdami w mniej znane rejony piłkarskiej Europy. Pierwszymi przeszkodami są rywale z Lubina, Częstochowy czy Białegostoku. Nic oczywiście nie ujmując zespołom z tych miast. To tutaj jest początek drogi, która finalnie ma zakończyć się grą w blasku fleszy. Trzeba mieć tego świadomość i trzeba zacząć stawiać czoła tym przeszkodom. Inaczej granie na salonach znów będzie odległą przyszłością, o której w Poznaniu nie chcą myśleć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *