Liga Europy: Lechia pokonuje Broendby! Gdańszczanie pokazali pazur

Lechia Gdańsk / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Lechia Gdańsk po 36 latach przerwy wróciła do rozgrywek na arenie międzynarodowej. Wróciła, i to w świetnym stylu. W pierwszym meczu drugiej rundy eliminacji do Ligi Europy podopieczni Piotra Stokowca pokonali faworyzowane Broendby z Kamilem Wilczkiem w składzie 2-1.

Licznie zgromadzeni na gdańskim stadionie kibice nie mogli być zawiedzeni. Mecz od pierwszej do ostatniej minuty stał na wysokim poziomie, gra toczona była na naprawdę przyzwoitym poziomie, a sytuacji bramkowych było dużo. Na pewno nie był to ten zachowawczy styl gry, do którego przyzwyczaiła drużyna Stokowca w zeszłym sezonie.

Początek nie był łatwy. Lechia w pierwszych minutach sprawiała wrażenie nieco sparaliżowanej. Już w trzeciej minucie gry gospodarze dali się oszukać płasko rozegranym rzutem rożnym, ale strzał Hedlunda poszybował nad bramką Kuciaka. Z biegiem czasu zaczęli się jednak rozkręcać, i realizować zapowiadany przez trenera Stokowca plan szybkiej, odważnej gry. Gdańszczanie założyli wysoki pressing, a w efekcie a piłkarze z Kopenhagi zaczęli popełniać błędy. W 13 minucie bezpańska piłka trafiła do Flavio, a ten bez zastanowienia posłał ją ponad wysuniętym z bramki Marvinem Schwabe, i niestety tuż obok słupka. Minutę później, po kolejnym prostym błędzie rywali, w świetnej sytuacji znalazł się Haraslin. On również nie trafił jednak do siatki.

W 25. minucie piłkarze Lechii otworzyli wynik meczu. Koronkową akcją wdarli się w pole karne Broendby, a obrońca Kevin Mensah “wyciął” Filipa Mladenovicia. Sędzia Beaton nie miał wątpliwości, i od razu wskazał na jedenasty metr, a rzut karny na bramkę zamienił Paixao.

Do końca pierwszej połowy gospodarze dominowali nad rywalami, i nie dali im stworzyć w zasadzie żadnej dogodnej sytuacji bramkowej. Kolejne bramki dla Lechii też jednak nie padły, choć bliski był m. in. Michał Nalepa, którego strzał głową o centymetry minął się z celem.

Niespodziewana dominacja

Druga połowa zaczęła się tak, jak skończyła pierwsza. Lechia wciąż atakowała, a Broendby wciąż popełniało błędy. Flavio stanął oko w oko z bramkarzem dwukrotnie w ciągu kilku minut. W pierwszej sytuacji trafił nawet do siatki, ale sędzia liniowy wychwycił spalonego. W drugiej, z ostrego kąta, nie trafił w światło bramki. W 55. minucie wreszcie dobrą sytuację stworzyli sobie duńczycy. Na drodze stanął im Dusan Kuciak, który ofiarną interwencją wydobył piłkę spod nóg Tibblinga uratował swój zespół przed stratą bramki.

Duńczycy wyrównali w 59 minucie gry. Po świetnym podaniu Dominika Kaisera, sam na sam z Kuciakiem znalazł się Hedlund,i zapakował piłkę do siatki obok bezradnego Słowaka. Gdańszczanie odgryźli się już 3 minuty później, za sprawą Patryka Lipskiego. Pomocnik Lechii z kilku metrów wykończył świetną wrzutkę Karola Fili.

Kwestia awansu pozostaje otwarta

Obie drużyny kontynuowały agresywną grę, czego efektem były kolejne sytuacje bramkowe. Bliscy podwyższenia wyniku byli Paixao i Sobiech, natomiast dobre sytuacje Broendby marnowali Wilczek i Tibbling. Najlepszą sytuację miał w doliczonym czasie Artur Sobiech. Były reprezentant Polski trafił niestety tylko w poprzeczkę. Kolejne bramki już nie padły, i Lechia wygrała 2-1.

Gdańszczanie triumfowali jak najbardziej zasłużenie, aczkolwiek trudno nie odnieść wrażenia, że wynik powinien być wyższy. Lechia miała wystarczającą ilość okazji, by strzelić jeszcze dwie-trzy bramki, i do meczu w Kopenhadze przystępować z dużym spokojem. Przy takim wyniku, sprawa awansu do następnej rundy pozostaje otwarta.

Rewanż odbędzie się w czwartek 1 sierpnia o 19:30.


Lechia Gdańsk 2-1 Broendby IF

Bramki: Paixao 25′ (karny), Lipski 63′- Hedlund 59′

Lechia: Kuciak – Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović – Łukasik, Kubicki, Haraslin (Peszko 79′), Lipski (Makowski 83′), Udovicić – Paixao (Sobiech 74′)

Broendby: Schwabe – Mensah (Gammelby 81′), Arajuuri, Hermannsson, Jung – Kaiser, Radosević, Vigen – Hedlund, Wilczek, Tibbling (Fisker 75′)

Kartki: Mladenović – żółta

Zawodnik Meczu: Karol Fila

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *