Lech – Śląsk: wzrasta frekwencja i oczekiwania

Krzysztof Drobnik (Piłkarski Świat)

W piątkowy wieczór na stadionie Lecha przy ulicy Bułgarskiej zagrają ze sobą dwie niepokonane drużyny z PKO Ekstraklasy. Chwalony z każdej strony Lech, będzie podejmował bardzo solidnie wyglądającą ekipę trenera Vitezlava Lavicki czyli wrocławski Śląsk. Dla obu zespołów ewentualna wygrana będzie oznaczała to, że odskoczą od grupy pościgowej.

Po pierwszych trzech kolejkach obecnego sezonu wokół Lecha Poznań ponownie zrobiło się głośno. I to nie ze względu na słabą grę niebiesko-białych. Nie ze względu na jakiś bojkot kibiców i ich brak na trybunach stadionu Lecha. Ale co najważniejsze o Kolejorzu jest głośno, bo spełnia oczekiwania swoich fanów i zadowala ich swoją grą.

Pozytywne zaskoczenie

Wśród kibiców poznańskiego Lecha nie brakuje takich, którzy często bardzo szybko się zniechęcają i zmieniają się w totalnych krytyków,tego wszystkiego co dzieję się z zespołem. Jedna – dwie porażki, słaby styl lub nie do końca odpowiednia forma danego zawodnika – przyczepić można się o wszystko i do wszystkiego. Ba! Nawet ja sam w zeszłym sezonie bardzo często krytykowałem zarząd Lecha za niektóre, moim zdaniem mało sensowne ruchy. Krytykowałem, bo absolutnie było za co. I uważam, że nadal jest wiele do poprawy. Ale trzeba też otworzyć oczy i powiedzieć sobie wprost – dziś Lech się podoba.

Nawet najwięksi malkontenci i maruderzy muszą zmienić swoje podejście w kwestii oceny otoczki wokół klubu, bo inaczej będą wzięci za totalnych wariatów, którzy są oderwani od rzeczywistości. Ta zmiana podejścia dotyczy również mnie. Bo tak jak już wspomniałem, pole do popisu w celu krytykowania nadal jest, ale nie ono w tym momencie jest najważniejsze. Dziś Lech Poznań pod wodzą trenera Dariusza Żurawia zaskoczył absolutnie wszystkich. Zarówno tych, którzy zazwyczaj krytykowali i nie widzieli światełka w tunelu. Ale także tych, którzy mimo swojego mniej radykalnego podejścia do kwestii oceny, są pozytywnie zaskoczeni tym jak Kolejorz rozpoczął ten sezon.

Plus dla trenera Żurawia

Gdy pod koniec zeszłego sezonu Dariusz Żuraw objął stanowisko trenera tymczasowego, nie spodziewał się zapewne, że budowa “nowego Lecha” będzie powierzona właśnie jemu. W mediach pojawiały się co i rusz inne nazwiska trenerów mogących objąć zespół skazany na przebudowę. Ryzyko, które szło za zatrudnieniem szkoleniowca zza granicy było jak najbardziej realne. Nikt nie dawał przecież gwarancji, że trener z innego kraju, który nawet ma na swoim koncie jakieś sukcesy da sobie radę w Poznaniu. Dlatego osobiście na bardzo duży plus oceniam decyzję o pozostawieniu Dariusza Żurawia jako pierwszego trenera i wierzę w to, że on podoła wyzwaniu.

Przebudowa kadry i brak zadowolonych kibiców – z tymi problemami od początku swojej pracy w nowym sezonie musiał zmierzyć się trener Żuraw. Dziś po trzech kolejkach efekty są bardzo zadowalające. Oczywiście przed Lechem, jego kibicami i sztabem szkoleniowym jeszcze bardzo długa droga do sukcesów, ale skoro wokół klubu pojawiają się plusy, to jak najbardziej trzeba je pokazywać. Nie wiadomo przecież jak długo ten stan będzie trwał. Ale osobiście uważam, że z trenerem Żurawiem na ławce do Poznania prędzej czy później zawitają sukcesy. Sam Dariusz Żuraw był przecież jednym z asystentów Macieja Skorży, a to pod wodzą tego trenera i jego sztabu Lech zdobył tytuł Mistrza Polski w 2015 roku. Wypowiada się w bardzo wyważony sposób, a przemawiać ma praca wykonana z zespołem podczas treningów. I jak na razie to się udaje.

Kibice chcą na Lecha

Znamienny obrazek z zeszłego sezonu – mecz z Legią Warszawa, a na trybunach stadionu Lecha prawdziwe pustki. Pustki w kontekście wielu innych meczów z rywalem z Warszawy, ale nie tylko. Pod koniec sezonu 2018/19 na mecze Kolejorza przychodzili chyba ci najbardziej wytrwali, którzy nie wiadomo dlaczego kochają polską ligę i chcą katować się jej widokiem na żywo. Sam Lech wtedy nikogo nie zachęcał. Co więcej, z dnia na dzień i z miesiąca na miesiąc coraz większa była liczba tych, którzy zniechęceni atmosferą wokół klubu postanowili po prostu nie przychodzić na mecze. Nikt z nich nie wyrzekł się miłości do barw, ale naprawdę jestem w stanie zrozumieć czym się wtedy kierowali.

Start sezonu 2019/2020 był niewiadomą nie tylko dla prezesów, trenera i zawodników Kolejorza, ale chyba w większym stopniu dla jego fanów. Jak będzie wyglądała gra przebudowanej drużyny i jak w tym wszystkim odnajdą się nowo pozyskani piłkarze? Efekty przerosły oczekiwania. Lech Poznań w meczach z Piastem, Wisłą Płock i ŁKS-em był tym Lechem, którego chcą widzieć kibice.

Fani chcieli Lecha walczącego? Dostali takiego w meczu z Piastem, gdy trzeba było odrabiać straty.

Chcieli Lecha skutecznego? W meczu z Wisłą Płock takiego Lecha dostali. Wygrana 4-0 mówi sama za siebie.

Kibice oczekiwali drużyny? W meczu z ŁKS-em otrzymali dowód na to, że Lech Poznań jest kolektywem. Po golu Darko Jevticia wszyscy podbiegli do ławki rezerwowych i razem świętowali odzyskanie prowadzenia.

Rzecz jasna na starcie rozgrywek nie można nakreślać sobie daleko idących wniosków. Nie wiadomo jak długo uda się wygrywać lub chociaż remisować mecze, zostawiając po sobie dobre wrażenie. Pamiętamy przecież jak wyglądały spotkania pod wodzą Ivana Djurdjevicia. Mimo, że wygrane, to jednak nie były to porywające widowiska. A właśnie za widowisko płaci kibic przychodzący na mecze swojej ukochanej drużyny.

Na dwa dni przed meczem ze Śląskiem Wrocław wszystko wskazuje na to, że na trybunach stadionu przy ulicy Bułgarskiej zasiądzie około 25 tys. fanów. Fanów spragnionych dobrej gry Kolejorza. Nic tak nie przyciąga kibica na stadion, jak dobra postawa zespołu. To jest główny trybik w wielkiej maszynie nazywającą się Lech Poznań.

Solidny rywal

Piątkowy mecz przyciąga kibiców Lecha nie tylko ze względu na dobrą grę ich zespołu, ale też ze względu na rywala. Śląsk Wrocław bardzo dobrze zaczął sezon. Uwzględniając końcówkę poprzednich rozgrywek zespół trenera Lavicki nie przegrał od siedmiu kolejek. To samo w sobie jest dobrą zachętą do tego, aby przyjść na stadion i żywiołowo wspierać swoją drużynę.

Wielu ekspertów jest zaskoczona tym, jak dobrze wrocławianie zaczęli sezon 2019/20. Z drużyną pożegnało się kilku zawodników, a między nimi byli Marcin Robak i Jakub Słowik czyli zawodnicy absolutnie kluczowi dla WKS-u w poprzednich rozgrywkach. Słowika zastąpił bardzo dobrze znany w Poznaniu Matus Putnocky. Będzie chciał on zapewne pokazać, że jest jeszcze bramkarzem mogącym dać to coś drużynie, a gdzie indziej się pokazać jak nie na boisku byłego klubu? Marcin Robak latem wrócił do Widzewa Łódź. Zamienił ekstraklasę na 2.Ligę i wrócił jak sam mówi – do swojego domu. Zastąpić najlepszego strzelca zespołu nigdy nie jest łatwo. Tak jest i tym razem. Robaka ma zastąpić Hiszpan Erik Exsposito, który na razie zdobył jednego gola w meczu z Piastem Gliwice.

Siłą Śląska jest doświadczona i wzmocniona defensywa. Chorwat Dino Stiglec pokazał się z dobrej strony już w pierwszym meczu sezonu (gol z Wisłą w Krakowie). Klasa Piotra Celabana jest wszystkim fanom polskiej ligi już znana. Do tego doświadczony Łukasz Broź i mający przeszłość w Poznaniu Wojciech Golla pokazują, że pod wodzą czeskiego szkoleniowca potrafią wznieść się o poziom wyżej niż dotychczas.

W środku pola solidnie wygląda nowy kapitan Śląska, Krzysztof Mączyński. Były zawodnik m.in Wisły Kraków, Górnika, czy Legii wprowadza w poczynania wrocławian dużo spokoju. Od niego się zaczyna praktycznie każda akcja zawodników Vitezlava Lavicki. Sam Mączyński wykonuję również większość stałych fragmentów gry, po których wrocławianie zagrażają swoim rywalom. Do tego szybcy skrzydłowi Lubambo Musonda i mający status młodzieżowca Przemysław Płacheta, o którego biło się kilka ekstraklasowych klubów, którzy napędzają akcję ofensywne Śląska. Co prawda w ekipie z Wrocławia brakuje skutecznego egzekutora w polu karnym, niemniej jednak zawodnicy Lecha będą musieli być czujni od pierwszej do ostatniej minuty piątkowego meczu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi