La Liga redaktorskim okiem – podsumowanie 15. kolejki

Mikołaj Barbanell

Za nami 15. kolejka hiszpańskiej La Liga. Po remisie w El Clasico Blaugrana musiała wreszcie zdobyć trzy punkty, z kolei na Santiago Bernabeu przyjechało będące w wybornej formie Deportivo. Kontaktu z czołówką nie chciały stracić Sevilla, Atletico i Villareal. Dwie ostatnie ekipy grały w bezpośrednim starciu. Kto wyszedł zwycięsko, a kto zawiódł? Redaktorzy działu Primera Division dzielą się swoimi refleksjami. Zapraszamy do lektury.

Mikołaj Barbanell: Niewielu kibiców hiszpańskiej piłki klubowej spodziewało się tak mocnego otwarcia 15. serii gier w La Liga. Malaga podejmowała Granadę, ot zwykłe spotkanie, w którym goście z góry byli skazywani na porażkę. Rzeczywistość zweryfikowała ten mecz inaczej. Malaga atakowała, lecz kapitalnie tego wieczoru dysponowany był Guillermo Ochoa. Meksykański bramkarz ratował swój zespół przed utratą bramki nawet gdy strzał oddawany był z odległości trzech metrów. Jego koledzy z pola również się postarali, zdobywając bramkę na 1:1 kilka minut przed końcem spotkania. Niestety głównym bohaterem meczu został arbiter, który w ostatniej akcji nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez gospodarzy. Mimo to oglądaliśmy dobre spotkanie, budzące wiele emocji. Z efektownymi paradami już trochę zapomnianego golkeepera, który zrobił furorę na ostatnim mundialu w Brazylii. Zgodnie z planem zagrała za to FC Barcelona, choć po pierwszej połowie zaledwie remisowała bezbramkowo z Osasuną. Blaugrana nacierała na bramkę gospodarzy lecz nawet Lionel Messi nie był w stanie skutecznie wykończyć akcji sam na sam. Efekt? To Osasuna miała dwie świetne okazje na zdobycie bramki i i mogła schodzić na przerwę prowadząc. Futbol jednak jest idealnym odzwierciedleniem powiedzenia, że niewykorzystane okazje lubią się mścić. W drugiej połowie bramkę zdobył Luis Suarez, następnie dwukrotnie trafił Messi i trzy punkty pojechały z Barcą na Camp Nou. Tego dnia oglądaliśmy jeszcze dwa spektakularne starcia. Real Sociedad podejmował Valencię, zaś Real Madryt gościł Deportivo La Coruna. W pierwszym spotkaniu Willian Jose bardzo szybko pokazał Valencii, kto w ligowej tabeli walczy o Ligę Mistrzów, a kto o utrzymanie. Po 24. minutach mieliśmy wynik 2:0. Ciekawa również była końcówka spotkania, a konkretnie doliczony czas gry. Najpierw grającą w 10-tkę Valencię dobił Juanmi, a po kolejnych 120 sekundach padł gol, ale dla gości. Ostatecznie Real Sociedad wygrał 3:2. W Madrycie Real bez tercetu BBC (Bale, Benzema, Cristiano – przyp.red.) miał gładko i szybko uporać się z Deportivo. Do przerwy jednak Przemysław Tytoń zachował czyste konto i bramek na Bernabeu nie oglądaliśmy. Realizator częściej pokazywał reakcje znudzonego Cristiano Ronaldo, siedzącego w loży, niż spektakularne akcje Królewskich, których po prostu brakowało. Druga połowa to już istna bokserska wymiana ciosów. Najpierw Morata trafia na 1:0, później trener Deportivo szybko reaguje i wpuszcza Joselu. Od 63. do 65. minuty mieliśmy nokaut. Wprowadzony Joselu wyprowadza gości na prowadzenie, a jego pierwsza bramka to prawdziwa petarda – piłka posłana idealnie w okienko bramki strzeżonej przez Keylora Navasa. Pozostało jedynie oglądać i bić brawo. Zidane też zrobił zmianę, wprowadził młodego Mariano Diaza, który nieoczekiwanie wygrał pojedynek główkowy z rosłym Sidneiem i doprowadził do wyrównania. Końcówka spotkania to istna karuzela emocji. Najpierw po jednej z interwencji Przemysława Tytonia zakotłowało się w polu karnym Deportivo, do którego przybiegł nawet bramkarz Realu, próbując wedrzeć się w lekką szarpaninę. Ostatecznie arbiter pokazał trzy żółte kartki – dla Ramosa, Navasa i Sidneia. To jednak nie koniec emocji, gdyż przy kolejnej interwencji polski bramkarz uderzył w słupek i przez kilkadziesiąt sekund nie podnosił się z murawy. Gdy był już gotów do gry mógł czuć tylko wściekłość. Rzut rożny dla Realu, 92. minuta i… celna główka Sergio Ramosa! On znów to zrobił, a po tym spotkaniu bramka Ramosa z główki w doliczonym czasie z pewnością będzie coraz niżej ceniona w kursach zakładów bukmacherskich. Na hiszpańskich boiskach oglądaliśmy jeszcze dwie ciekawe trójki. Celta Vigo uległa 0:3 Sevilli, która pozostała na trzecim miejscu w tabeli, zaś w meczu o tzw. sześć punktów Villareal pokonał u siebie Atletico Madryt również w stosunku 3:0. Ta porażka sprawiła, że Rojiblancos spadli na 6. lokatę, ze stratą całego punktu do czwartej Żółtej Łodzi Podwodnej.

Karol Kowalski: Kolejka nr 15 hiszpańskiej La Liga obrodziła w kilka naprawdę ciekawych spotkań. Z czego zapamiętamy ją najbardziej? Ano szczególnie z kolejnej bramki Sergio Ramosa w doliczonym czasie gry zapewniającej Realowi trzy punkty w starciu z Deportivo. Drugi garnitur Królewskich był blisko porażki z drużyną Tytonia, ale w porę dobrymi zmianami zareagował Zidane i ostatecznie trzy punkty zostały w twierdzy Bernabeu. Real zgromadził na swoim koncie już 37 punktów i pewnie przewodzi stawce.

Bardzo ciekawie było również na Anoeta, gdzie Real Sociedad podejmował Valencię. Gospodarze szybko pokazali Nietoperzom, że nie zamierzają oddać im choćby punktu i już po 24 minutach prowadzili 2:0 po dublecie Williana Jose. Później mieliśmy jeszcze dwa rzuty karne, po jednym dla obu stron, jednak swojej szansy na gola nie zamienił Carlos Vela, czerwoną kartkę oraz bramki w doliczonym czasie gry. To jednak Baskowie wygrali 3:2 i szybko odegrali się po wpadce z Deportivo (1:5) z poprzedniej kolejki.

Swoje mecze pewnie wygrały za to Barcelona i Sevilla, czyli jedyne ekipy w miarę trzymające tempo Realu. Blaugrana gościła u ostatniej Osasuny i długo czekała na sforsowanie defensywy rywali. Po godzinie gry pomogli w tym Alba i Suarez, a na koniec show skradł Messi, strzelając dwie bramki. Podopieczni Sampaolego zaś jechali w niedzielę do Vigo i, o dziwo, bez większych problemów pokonali Celtę 3:0. Po raz pierwszy w historii liga była świadkiem hat-tricka pomocnika, który pojawił się na boisku w trakcie meczu, a tym szczęśliwcem był Iborra.

Kolejne dobre spotkanie zanotował także Espanyol. Wydaje się, że Papużki przyswoiły już to, czego oczekuje od nich Quique Sanches Flores i kroczą ostatnio po bardzo dobrej ścieżce. Tym razem pokonały 2:1 Sporting Gijon i są już na 9. pozycji w tabeli z zaledwie czteropunktową stratą do 4. miejsca.

W poniedziałkowy wieczór liga uraczyła nas jeszcze jednym hitem. Villareal podejmował na własnym stadionie Atletico i pokazał się z bardzo dobrej strony, choć w dużym stopniu pomogli im w tym piłkarze Simeone. Dwie bramki do przerwy i jedna na sam koniec meczu potwierdziły dominację piłkarzy Żółtej Łodzi Podwodnej w tym spotkaniu. Za tydzień ostatnia w tym roku kolejka ligowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *