Jesienne podsumowanie Ekstraklasy: W Legii po staremu

Legia Warszawa

Artur Boruc, Legia Warszawa | fot. Mikołaj Barbanell

Wpadka w eliminacjach do europejskich pucharów, nowy trener, odrabianie strat w lidze, by pod koniec rundy wdrapać się na pozycję lidera… można powiedzieć, że Legia Warszawa wpadła w pewne koło. Niemalże co roku powtarzający się scenariusz.

Szalone okienko

Krótka przerwa między sezonami spowodowała, że Legia szybko musiała działać na rynku transferowym. Ale trzeba oddać – była niezwykle aktywna, przeprowadziła najgłośniejsze transakcje na krajowym podwórku. Sięgnęła po reprezentacyjne doświadczenie w postaci Artura Boruca i Bartosza Kapustki. Tu trzeba zaznaczyć – Kapustka przybył do Warszawy, by odbudować swoją dyspozycję sprzed lat. Niestety, w Leicester ostatecznie się nie przebił.

Wrażenie robiły CV nowych nazwisk na bokach obrony. Jeden z czołowych lewych obrońców Ekstraklasy – Filip Mladenović i jeden z najlepszych prawych obrońców ligi chorwackiej – Josip Juranovicić. Do tego kadrę uzupełniono Joelem Valencią, którego ściągnięto na wypożyczeniu z Brentfordu i Rafael Lopes do wzmocnienia rywalizacji w ataku.

Z odejść najboleśniejszy był transfer Michała Karbownika do Brighton. Tu o tyle dobrze dla Legii, że Anglicy zgodzili się jeszcze na wypożyczenie do końca sezonu. Odejścia Salvadora Agry, Arvydasa Novikovasa czy Ivana Obradovicia kibice potraktowali raczej z ulgą. A najbardziej zastanawiające było puszczenie Mateusza Praszelika, który mógł swobodnie odejść do Śląska Wrocław na zasadzie wolnego transferu.

W trakcie rundy najlepiej z nowych nazwisk grali zdecydowanie Juranović i Kapustka. Chorwat udokumentował to nawet powołaniami do reprezentacji. A Kapustka powoli staje się jednym z najlepszych pomocników w lidze. Choć wciąż ma w sobie jeszcze pewne pokłady na rozwój i na pewno nie pokazał jeszcze wszystkiego. Wyróżniłbym jeszcze Mladenovicia, który utrzymał dość przyzwoity poziom z Lechii. Mocno zawiódł Valencia. Jasne stało się, dlaczego odbił się od Championship. I w pewnym momencie spekulowano nawet, że Legia szybko zrezygnuje z Ekwadorczyka.

Bach, Bach, Karabach

Legia Warszawa stosunkowo wcześnie musiała zacząć sezon, w porównaniu do pozostałych klubów z PKO Ekstraklasy. A to wszystko przez udział w eliminacjach do europejskich pucharów i grę od pierwszej rundy. O ile Drita była dość łatwa do ogrania, to niestety – naszych ligowców w drodze do Ligi Mistrzów zweryfikowała najpierw Omonia Nikozja, a walce o Ligę Europy tym razem Karabach Agdam. I była to bolesna weryfikacja, tamten mecz z Karabachem był jednym z najgorszych Legii od lat. Nie pomógł też efekt nowej miotły – zamiany Aleksandara Vukovicia na Czesława Michniewicza.

Szukanie stabilizacji

W lidze Legia dość długo szukała na siebie pomysłu. Fatalnie wystartowała przegrywając z Górnikiem Zabrze czy Jagiellonią Białystok. I to mocno przyczyniło się do wspomnianego już odejścia Vukovicia. Stołeczni potrafili też dość przekonująco ograć Lechię Gdańsk czy Wartę Poznań. Na pewno kluczowe było też wywalczone zwycięstwo nad Lechem Poznań. Ale trafiło się także sporo wpadek, jak dość kompromitująca porażka ze Stalą Mielec tuż przed przerwą.

Tylko że tak naprawdę mało kto potrafił rzucić wyzwanie “Wojskowym”. Jesienią imponował Raków Częstochowa. Byli nawet na pozycji lidera, by potem oddać to Legii. Zaskakująco skuteczna była też Pogoń Szczecin. Lecz reszta ekip… mocno nierówna. Najlepiej to oddaje fakt, że tylko trzy zespoły były w stanie wygrać więcej niż połowa z czternastu rozegranych meczów.

Jeżeli chodzi o styl – Michniewicz lubi szukać różnych rozwiązań taktycznych. Sam dość często podkreślał, że nie chciałby się opierać na jednym systemie gry. Ale dość charakterystyczna stała się “laga na Pekharta”. I o ile było to początkowo wyśmiewane, to Czech stał się jednym z czołowych strzelców w lidze. Na pewno przydałoby się wzmocnienie defensywy, co pokazał chociażby mecz ze Stalą. Kandydat na mistrza Polski nie może sobie pozwolić na takie zachowania defensorów w konfrontacji z beniaminkiem.

Co na wiosnę?

Z Legii szykują się kolejne odejścia, bo nie wiadomo co np. z Pawłem Wszołkiem. I skrócone ma zostać wypożyczenie Karbownika z Brighton. Radosław Kucharski zapowiadał transfery do klubu, ale tych na razie brak. A kadra robi się wąska. Wystarczy jedna czy dwie kontuzje, albo odpukać, zakażenie koronawirusem i robią się problemy. Podczas gdy pierwszy mecz ligowy już za dwa tygodnie, z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Można powiedzieć, że starcie z beniaminkiem będzie dopiero rozgrzewką. Już w następnej serii gier konfrontacja z Rakowem. Nie mówiąc, że w dalszej perspektywie Legia ma w myślach ponownie bójkę o europejskie puchary. Szykują się zatem intensywne dni przy Łazienkowskiej i telefony rozgrzane do czerwoności.

Terminarz Legii na początek wiosny:

31-01-2021 / 17:30 Podbeskidzie Bielsko-Biała–Legia Warszawa
06-02-2021 / 20:00 Legia Warszawa–Raków Częstochowa
14-02-2021 / 17:30 Jagiellonia Białystok–Legia Warszawa
27-02-2021 / Legia Warszawa–Wisła Płock

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *