Ich finde, dass… – podsumowanie 3. kolejki niemieckiej Bundesligi

bundesliga.com

Po meczach trzeciej kolejki niemieckiej Bundesligi jako jedyny z kompletem zwycięstw na szczycie tabeli znajduje się Bayern. Złą passę przełamali piłkarze RB Leipzig, którzy w końcu sięgnęli po trzy punkty. Wciąż w marazmie pogrążeni są piłkarze Bayeru Leverkusen i Schalke, którzy z zerowym dorobkiem punktów okupują dolne rejony tabeli.

Borussia Dortmund – Eintracht Frankfurt 3:1 (1:0)

Abdou Diallo 36, Marius Wolf 72,Paco Alcácer 88 – Sebastian Haller 68

Borussia Dortmund drugi raz z rzędu rozgrywała swoje spotkanie ligowe w piątkowy wieczór. Tym razem podopieczni Luciena Favre’a nie zawiedli i zdołali pokonać będący nie w najlepszej dyspozycji Eintracht Frankfurt. Drużyna trenowana przez Adiego Hüttera przegrała po raz drugi w lidze i po trzech kolejkach uzbierała ledwie trzy punkty. Favre dokonał jednej znaczącej zmiany w składzie. Za Axela Witsela w wyjściowej jedenastce pojawił się 19-letni duński skrzydłowy Jacob Bruun Larsen. Miało to wpływ na ustawienie wyjściowe całego zespołu. Dotychczas mogliśmy oglądać Borussię w ustawieniu 4-3-3 z trio w środku pola Witsel – Delaney – Dahoud. W tym spotkaniu Favre zdecydował się zagrać formacją 4-2-3-1 z podwieszonym Marco Reusem. W zamyśle miało się to przełożyć na większą liczbę stwarzanych sytuacji pod bramką rywala, a w zamyśle na gole. W pierwszej połowie było z tym mocno różnie, a jedyna bramka do przerwy wpadła po stałym fragmencie gry. Po dośrodkowaniu Larsena piłkę na raty, mimo prób interwencji Kevina Trappa i Mijata Gacinovicia, piłkę do bramki skierował Abdou Diallo. Eintracht rzadko atakował bramkę rywali. W pierwszej części meczu w zasadzie warta uwagi była jedynie próba Filipa Kosticia z 6. minuty meczu. Goście w drugiej połowie byli bardziej skuteczni. W 68. minucie meczu po podaniu Danny’ego da Costy piłkę do bramki skierował Sebastian Haller. Francuz strzelił gola w trzecim kolejnym meczu ligowym Eintrachtu, wyrastając powoli na jedną z największych broni zespołu z Frankfurtu. Z korzystnego remisu goście cieszyli się jednak zaledwie cztery minuty. W 72. minucie świetnie akcję wykończył Marius Wolf, który latem przyszedł do Dortmundu właśnie z Eintrachtu. Była to jego pierwsza bramka w barwach nowego klubu. Gości w końcówce meczu dobił Paco Alcácer, który strzałem z dystansu pokonał Trappa. Ten mecz mógł jednak potoczyć się zgoła inaczej. W 73. minucie, chwilę po bramce Wolfa, futbolówkę do siatki Borussii skierował Luka Jović. Prowadzący to spotkanie Benjamin Cortus słusznie odgwizdał jednak pozycję spaloną.

Trzecia bramka w tym spotkaniu autorstwa Paco Alcácera

Pełne 90 minut w Borussii Dortmund rozegrał Łukasz Piszczek. Jego występ trzeba ocenić jako przeciętny. W defensywie zwykle się nie mylił, jednak kilka pomyłek mu się przytrafiło. W 10. minucie meczu były reprezentant Polski minął się z piłką i nie przechwycił prostopadłego podania. Sprokurowało to groźną sytuację, lecz ostatecznie skuteczną interwencją popisał się Roman Bürki. Na plus zadziałało zachowanie Piszczka przy pierwszym trafieniu. Polski obrońca umiejętnie przepuścił piłkę dośrodkowaną przez Larsena, która trafiła do Diallo. Jak wiadomo, Francuz zamienił tą sytuację ostatecznie na gola. Poza tym, w ofensywie Piszczkowi zarzucić można przede wszystkim brak precyzji przy dośrodkowaniach. Piszczek przez magazyn Kicker został oceniony na notę 3,5 (za wyjściową, przeciętną notę, uznaje się notę 3).

FC Bayern München – Bayer 04 Leverkusen 3:1 (2:1)

Corentin Tolisso 10, Arjen Robben 19, James Rodríguez 89 – Wendell 5 (karny)

Sobotnie starcie z Bayerem Leverkusen było dla Roberta Lewandowskiego wyjątkowe. Kapitan reprezentacji Polski zanotował swój 200. występ w Bayernie. W tym czasie strzelił aż 157 bramek i zaliczył 35 asyst. W sobotnie popołudnie na Allianz Arena Lewandowski swojego licznika nie poprawił, mimo, że miał kilka szans na strzelenie gola. Na Allianz Arenie strzelali inni, a Lewandowski trochę cicho i niepostrzeżenie przeszedł przez ten mecz. Występ “Lewego” można ocenić co najwyżej jako mocno przeciętny. Znalazło to odzwierciedlenie w ocenach redakcji Kickera, która oceniła jego występ na 4. Była to najsłabsza ocena w Bayernie.

Mecz rozpoczął się świetnie dla będącego w dołku po fatalnym początku sezonu Bayeru Leverkusen. Już w 2. minucie Tobias Welz podyktował rzut karny za faul na Kevinie Vollandzie. Do piłki podszedł sam poszkodowany, lecz jego intencje w świetnym stylu wyczuł Manuel Neuer. Wtedy jednak do akcji wkroczył Welz, który z powodu zbyt szybkiego wbiegnięcia piłkarzy Bayernu w pole karne, nakazał powtórzyć rzut karny. Volland drugi raz do piłki nie podszedł, lecz Wendell wykonał rzut karny o wiele lepiej, otwierając wynik meczu. Były to jednak miłe bardzo złego początki. Po dwudziestu minutach meczu wszystko już wróciło do normy. Wyrównał już w 10. minucie Corentin Tolisso, a dziewięć minut pięknym uderzeniem popisał się Arjen Robben. Cały problem “Aptekarzy” nie polegał na wyniku, z Bayernem już niejednej drużynie zdarzało się przegrywać. Problemem, i to bardzo dużym, był i jest bardzo mizerny styl gry. Podopieczni Heiko Herrlicha nie sprawiali wrażenia drużyny chcącej i potrafiącej w jakikolwiek sposób zagrozić rywalowi. Z taką grą ciężko jest nie tyle o zwycięstwo z Bayernem, co z kimkolwiek innym. Mistrzowie Niemiec w tym meczu nie grali brawurowo i efektownie, bo po prostu nie musieli. Piłkarze Bayernu wyszli na boisko, zrobili co musieli, chcąc przy tym stracić jak najmniej sił, po czym wrócić do domu. Zwycięstwo Bayernu powinno być dużo bardziej okazałe, lecz dużo okazji zostało zmarnowanych. Drogę do bramki znalazł w końcu James Rodríguez, który w 89. minucie meczu ustalił wynik spotkania. Poza kadrą meczową Bayeru Leverkusen znaleźli się czekający na debiut 19-letni Polacy Tomasz Kucz i Jakub Bednarczyk, którzy latem zostali włączeni do kadry pierwszego zespołu “Aptekarzy”.

Arjen Robben w świetnym stylu wykorzystał niefrasobliwość defensywy Bayeru i pokazał im miejsce w szeregu

Niko Kovač po tym spotkaniu ma jednak ogromny ból głowy. Rzecz jasna nie z powodu wyniku czy nawet dyspozycji swoich zawodników. Prawdziwym zmartwieniem jest zdrowie piłkarzy Bayernu. Jeszcze w pierwszej połowie z boiska zszedł Corentin Tolisso. Diagnoza – zerwane więzadło krzyżowe i co najmniej pół roku z głowy. Pod koniec meczu, po bezsensownym wejściu Karima Bellarabiego zakończonym czerwoną kartką, z boiska zniesiony został Rafinha. W przypadku doświadczonego Brazylijczyka w grę również może wejść dłuższa przerwa od gry w piłkę. To wszystko powoduje, że wąska już przed sezonem kadra Bayernu kurczy się w zastraszającym tempie, co przed zbliżającymi się spotkaniami w Lidze Mistrzów i Pucharze Niemiec, jest czymś katastrofalnym.

RB Leipzig – Hannover 96 3:2 (2:1)

Yussuf Poulsen 9, Timo Werner 40, 63 – Niclas Füllkrug 13, Miiko Albornoz 65

Kibice w Lipsku mogą zakrzyknąć: wreszcie! Po porażce z Borussią Dortmund i remisie z Fortuną Düsseldorf tym razem podopieczni Ralfa Ragnicka dorzucili zwycięstwo z Hannoverem 96. O RB Leipzig ostatnio było głośno głównie ze względu na swoiste koło fortuny wprowadzone przez Ragnicka jako metodę karania zawodników. W sobotnie popołudnie piłkarze z Lipska dorzucili do tego całkiem niezłą grę. Przynajmniej w ofensywie, bo już do przerwy gospodarze strzelili dwie bramki. Cieszyć musi przede wszystkim przebudzenie się Timo Wernera, który z Hannoverem strzelił dwie bramki. Gorzej wyglądało to w defensywie. Pierwsza bramka dla gości, której autorem był Niclas Füllkrug, padła głównie przez fatalną interwencję Stefana Ilsankera. Drugie trafienie padło udziałem Miiko Albornoza, który pokonał bramkarza rywali świetnym uderzeniem z dystansu. Ostatecznie gospodarze okazali się lepsi o jedną bramkę, lecz w końcowych minutach meczu to goście byli groźniejsi w ataku. Ostateczny wynik spotkania w dużej mierze zawdzięczać można Peterowi Gulácsiemu, który momentami w pojedynkę ratował swój zespół z opresji.

1. FSV Mainz 05 – FC Augsburg 2:1 (0:0)

Anthony Ujah 87, Alexandru Maxim 90 – Ji Dong-won 82

Zarówno piłkarze Mainz, jak i Augsburga do tego meczu przystępowały z dorobkiem czterech punktów na koncie po dwóch rozegranych spotkaniach. W związku z tym można było spodziewać się wyrównanego meczu. Do przerwy zawodnicy obu drużyn jednokrotnie skierowali piłkę do bramki rywali. W obu przypadkach, słusznie, prowadzący to spotkanie Martin Petersen nie uznał bramek. W przypadku sytuacji Michaela Gregoritscha z 8. minuty sędzia bez problemów dostrzegł wyraźnego spalonego, na którym znajdował się austriacki napastnik. Gospodarze odpowiedzieli w doliczonym czasie gry pierwszej części meczu, kiedy futbolówkę do bramki rywali wpakował Jean-Philippe Mateta. Tym razem Petersen także nie uznał bramki. Mateta nie dość, że niezbyt czysto walczył o pozycję z Martinem Hintereggerem, to jeszcze upadając, ręką skierował piłkę do bramki. W pierwszej połowie jeszcze jedną, dogodną okazję dla Mainz zmarnował Robin Quaison, który w sytuacji sam na sam uderzył wprost w bramkarza. Na prawidłowo zdobyte bramki kibice zgromadzeni na stadionie w Moguncji czekać musieli do 80. minuty i wprowadzenia na boisko rezerwowych. Strzelanie rozpoczął w 82. minucie wprowadzony na boisko niespełna dziesięć minut wcześniej Ji Dong-won. Reprezentant Korei Południowej popisał się świetnym uderzeniem z dystansu. Radość z tego trafienia była tak duża, że Ji Dong-won przy celebrowaniu gola doznał kontuzji i chwilę później opuścił boisko. Od tego momentu rozpoczął się dramat Augsburga, do którego walnie przyczynił się ich bramkarz Fabian Giefer. 28-letni bramkarz dwukrotnie chcąc przechwycić piłkę po dośrodkowaniach w pole karne, dwukrotnie sprokurował rywalom praktycznie stuprocentowe okazje. Za pierwszym razem w zamieszaniu przed linią bramkową do piłki najwyżej wyskoczył Anthony Ujah, który głową skierował piłkę do pustej bramki. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry trzy punkty gospodarzom zapewnił Alexandru Maxim.

Alexandru Maxim wykorzystuje złe wybicie Fabiana Giefera i zapewnia Mainz trzy punkty

VfL Wolfsburg – Hertha BSC Berlin 2:2 (0:0)

Yunus Mallı 87 (karny), Admir Mehmedi 90 – Javairô Dilrosun 61, Ondrej Duda 90

Na Volkswagen-Arenie spotkały się dwie rewelacje i niepokonane drużyny początku sezonu. W pierwszej połowie meczu piłkarze postawili przede wszystkim na strzały z dystansu. Część z nich przelatywała daleko obok bramki, niektóre były bronione w bardziej lub mniej efektowny sposób przez bramkarzy. Najwięcej szkód przyniosło jednak bardzo mocne uderzenie z powietrza Jérôme’a Roussillona. Francuz huknął potężnie, choć niecelnie, a futbolówka trafiła w głowę fotoreportera, nokautując go. Na skuteczniejsze próby czekać musieliśmy na ostatnie pół godziny meczu. Wynik spotkania otworzył w 61. minucie Javairô Dilrosun, który przeprowadził rajd zakończony świetnym strzałem po dalszym słupku bramki Wolfsburga. “Wilki” odpowiedziały dopiero w samej końcówce bramką Yunus Mallıego z rzutu karnego, rozpoczynając tym samym szaloną końcówkę tego meczu. W drugiej minucie doliczonego czasu gry ponownie na prowadzenie wyszła Hertha. Ondrej Duda powtórzył swój wyczyn z poprzedniej kolejki i ponownie strzelił bramkę z rzutu wolnego w doliczonym czasie gry. Z Schalke Słowak strzelał w górny róg bramki rywali, natomiast z Wolfsburgiem uderzył sprytnie po ziemi, tuż pod podskakującym murem gospodarzy. Podopieczni Bruno Labbadii drugi raz musieli odrabiać straty i po raz drugi im się ta sztuka udała. Zaledwie minutę później po dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłkę głową przedłużył John Anthony Brooks, a z bliska piłkę do bramki wpakował Admir Mehmedi, ustalając wynik meczu na remis 2:2. Po raz kolejny poza kadrą Wolfsburga znalazł się Jakub Błaszczykowski, który mimo gry w reprezentacji Polski, nie przybliżył się do występów w klubie.

Były piłkarz Legii Warszawa niespodziewanie stał się jednym z najlepszych strzelców Bundesligi.

Fortuna Düsseldorf – TSG 1899 Hoffenheim 2:1 (1:0)

Alfredo Morales 45, Dodi Lukebakio 88 (karny) – Reiss Nelson 86

Mecz w Düsseldorfie przyniósł piłkarzom Hoffenheim drugą porażkę w tym sezonie. O ile stratę punktów z Bayernem zawsze należy wliczyć w koszta, to podopiecznym Juliana Nagelsmanna porażka z beniaminkiem nie powinna się przytrafić. Jednocześnie było to pierwsze zwycięstwo Fortuny po powrocie do Bundesligi. Mimo wyniku, z przebiegu meczu, zwłaszcza w pierwszej połowie, lepsze wrażenie. Najlepszej, wymarzonej wręcz sytuacji, nie wykorzystał w 33. minucie Andrej Kramarić. Chorwacki napastnik stojąc na piątym metrze i mając piłkę wyłożoną praktycznie “na pustaka” nie trafił czysto w piłkę. Tą niefrasobliwość tuż przed przerwą ukarał Alfredo Morales. Urodzony w Berlinie Amerykanin po wrzutce Jean’a Zimmera świetnie wybił się w powietrze i mocnym strzałem głową pokonał bramkarza. W drugiej połowie popularni “Wieśniacy” nieco stracili animusz w ofensywie. Najwięcej działo się w ostatnich dziesięciu minutach meczu. Najpierw bardzo ładnie zza pola karnego pocelował Florian Grillitsch. Michael Rensing tylko obserwował lecącą piłkę, mogąc się modlić, by nie wpadła do siatki. Udało się – piłka obiła spojenie bramki. Trzy minuty później, po drugiej stronie boiska Dodi Lukebakio z bliska trafił w poprzeczkę. Gościom ostatecznie, na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, udało się pokonać Rensinga. Po nieudanym wybiciu piłki z pola karnego Zimmera zawodnicy Hoffenheim przejęli piłkę i szybko skonstruowali akcję, którą wykończył Reiss Nelson. Ostatnie słowo w tym spotkaniu należało jednak do Fortuny. W 88. minucie Lukebakio zrehabilitował się za niewykorzystaną sytuację sprzed chwili i skutecznie wykonanym rzutem karnym dał swojej drużynie pierwsze trzy punkty w tym sezonie.

Z perspektywy polskiego kibica bardzo pozytywną informacją były występy w Fortunie Marcina Kamińskiego i Adama Bodzka. Ten pierwszy na stałe wskoczył do wyjściowego składu swojego zespołu. Bodzek zagrał po raz pierwszy w tym sezonie, po wyleczeniu złamanego żebra. Jego pozycja w klubie nie uległa zmianie, Bodzek wyprowadził swój zespół na boisko jako kapitan (Bodzek był kapitanem zespołu w poprzednim sezonie, kiedy to Fortuna wywalczyła awans do Bundesligi). Obaj zagrali cały mecz, Bodzek otrzymał od Kickera notę 3, natomiast Kamiński odrobinę niższą (3,5).

Borussia Mönchengladbach – Schalke 04 Gelsenkirchen 2:1 (1:0)

Matthias Ginter 3, Patrick Hermann 76 – Breel Embolo 90

Czarna seria Schalke trwa. Po sobotnich spotkania, wraz z Bayerem Leverkusen, drużyna z Gelsenekirchen była najsłabsza w lidze. Podopieczni Domenico Tedesco w żadnym calu nie przypominają zespołu z poprzedniego sezonu, efektywnego, lecz nie efektownego, który potrafił wygrywać, co w ostatecznym rozrachunku dało wicemistrzostwo Niemiec. Na Borussia-Park nic nie grało już od pierwszej minuty. Bardzo ciężko wchodzi się w mecz, zwłaszcza kiedy już w 3. minucie po pozornie niegroźnym uderzeniu głową traci się gola. Matthias Ginter bardzo umiejętnie znalazł sobie miejsce w polu karnym i wykorzystał dośrodkowanie Jonasa Hoffmanna. Piłka po jego strzale nie leciała zbyt szybko i wydaje się, że Ralf Fährmann w tej sytuacji mógł zachować się lepiej. W pierwszych trzydziestu minutach Borussia jeszcze co najmniej dwukrotnie mogła podwyższyć prowadzenie. Pierwsze oznaki życia ofensywa Schalke pokazała w 33. minucie meczu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego z bliska głową uderzał Salif Sané, jednak fantastyczną interwencją Yann Sommer uratował skórę swojej drużynie. Przed przerwą fatalnego błędu obrońców gospodarzy nie wykorzystał Guido Burgstaller, który w sytuacji sam na sam uderzył obok bramki. Zawodnicy Schalke skuteczniejsi okazali się w pierwszych minutach drugiej połowy. Daniel Caligiuri zagrał bardzo ładną piłkę w poprzek pola karnego, dzięki czemu Mark Uth z bliska skierował futbolówkę do bramki. Pech Schalke trwał jednak nadal – bramki nie uznano z powodu spalonego. Goście dwoili się i troili, by napocząć rywali. Problem polegał na tym, że brakowało zarówno skuteczności, jak i odrobiny szczęścia. Mecz w 76. minucie zabił celnym strzałem Patrick Hermann. W drugiej połowie długimi minutami Borussia była lekko zdominowana przez rywali. Mimo to gospodarze potrafili wykorzystać to co mieli i skutecznie wypunktować rywala. Niewątpliwie właśnie tego brakuje zawodnikom Schalke od początku sezonu, by móc wygrywać w lidze. Mówiąc o Schalke, mimo wszystko, wypada zakończyć jakimś pozytywem. Takim bez wątpienia było przecudne trafienie Breela Embolo z doliczonego czasu gry. Trafienie bardzo urodziwe, lecz dla Schalke w zasadzie mało znaczące.

Werder Brema – 1. FC Nürnberg 1:1 (1:0)

Maximilian Eggestein 26 – Virgil Misidjan 90

Po mocno przeciętnych ostatnich sezonach, od początku tego sezonu piłkarze Werderu Brema spisują się bardzo dobrze, powyżej pokładanych oczekiwań. Wygrana z Eintrachtem i remis z Hannoverem stawiały podopiecznych Floriana Kohfeldta w roli faworyta w starciu z beniaminkiem z Norymbergi. Początek sezonu w ich wykonaniu nie jest już tak bardzo okazały, w dwóch meczach zdobyli ledwie punkt. Niedzielny mecz na Weserstadion nie był największym spektaklem jaki kibice mogli oglądać w ostatnich miesiącach. Mimo to, kibiców ożywił w 26. minucie Maximilian Eggestein, który popisał się świetnym uderzeniem z dystansu. Po przerwie pogoń za rywalami rozpoczęli goście z Norymbergi. Piłkę do bramki skierowali już w 60. minucie meczu, a konkretnie uczynił to Ondřej Petrák. Prowadzący to spotkanie Daniel Schlager bramki jednak nie uznał. Piłkarze 1. FC Nürnberg dopięli jednak swego. W drugiej minucie doliczonego czasu gry kompletnie niepilnowany przed polem karnym Werderu znalazł się Virgil Misidjan. Sprowadzony z Łudogorca Razgrad Holender przyjał piłkę zgraną głową przez Mikaela Ishaka i zapewnił Norymberdze cenny punkt.

Bramka z ostatnich sekund meczu Virgila Misidjana, dająca jeden punkt beniaminkowi z Norymbergi

SC Freiburg – VfB Stuttgart 3:3 (1:1)

Jérôme Gondorf 1, 51, Luca Waldschmidt 83 – Emiliano Insúa 44, Mario Gómez 48, 56

Mecz drużyn, które dotychczas nie zdobyły jeszcze punktu w Bundeslidze, o wiele lepiej rozpoczęli gospodarze. Freiburg objął prowadzenie już 1. minucie meczu, wykorzystując serię pomyłek piłkarzy VfB Stuttgart. Dośrodkowanie Mike’a Frantza w bardzo dobrym stylu wykończył Jérôme Gondorf. Freiburg w pierwszej części meczu przeważał dość zdecydowanie nad bezradnym Stuttgartem, mimo to goście zdołali wyrównać jeszcze przed przerwą. Dokonał tego Emiliano Insúa, który przyjął piłkę wybitą po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i ładnym uderzeniem z dystansu pokonał Alexandra Schwolowa. Po przerwie obudził się niewidoczny dotychczas Mario Gómez. Doświadczony napastnik już po kwadransie drugiej połowy miał na koncie dwa trafienia, przy obu asystował mu Insúa. Gospodarze absolutnie nie pozostawali dłużni. Jeszcze przed drugim trafieniem Gómeza, stan meczu bardzo ładnym strzałem z rzutu wolnego wyrównał Gondorf. W końcówce punkt gospodarzy uratował Luca Waldschmidt. Freiburg, mimo czerwonej kartki Pascala Stenzela z 83. minuty zdołali obronić korzystny wynik i zdobyć pierwszy punkt w sezonie. Poza kadrą gości znalazł się młodzieżowy reprezentant Polski David Kopacz.

Porządkowi musieli chronić Jérôme’a Gondorfa od gniewu kibiców Stuttgartu przed wykonaniem rzutu rożnego.

Tabela ligowa po 3. kolejce Bundesligi:

Bramka kolejki:

Trafienie Arjena Robbena na 2:0 w wygranym 3:1 przez Bayern meczu z Bayerem Leverkusen.

Jedenastka kolejki według Kickera:

Terminarz 4. kolejki Bundesligi:

VfB Stuttgart – Fortuna Düsseldorf (21 września, 20:30) – Eleven Sports 1

TSG 1899 Hoffenheim – Borussia Dortmund (22 września, 15:30) – Canal+ Sport

Hertha BSC Berlin – Borussia Mönchengladbach (22 września, 15:30) – Eleven Sports 1

FC Augsburg – Werder Brema (22 września, 15:30)

VfL Wolfsburg – SC Freiburg (22 września, 15:30)

1. FC Nürnberg – Hannover 96 (22 września, 15:30)

Schalke 04 Gelsenkirchen – FC Bayern München (22 września, 18:30) – Eleven Sports 1

Bayer 04 Levekursen – 1. FSV Mainz 05 (23 września, 15:30) – Canal+ Sport

Eintracht Frankfurt – RB Leipzig (23 września, 18:00) – Eleven Sports 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi