I Love Football!

MARCA

“Ze wszystkich rzeczy nieważnych, piłka nożna jest najważniejsza” – z tymi słowami Papieża Jana Pawła II nikt nawet nie próbuję dyskutować. I bardzo dobrze. Nie z nim i nie z tym co on powiedział. A po meczach, które odbyły się we wtorek i środę tym bardziej nikt nie powinien polemizować.

Na długo przed pierwszymi meczami półfinałowymi w Lidze Mistrzów napisałem na Twitterze, że finał FC Barcelona – Ajax Amsterdam byłby spełnieniem marzeń z dzieciństwa. “Barca” z którą zacząłem sympatyzować po słynnej przewrotce Rivaldo z 2001 roku i Ajax, który dla kogoś takiego jak ja był wprowadzeniem w świat piłki nożnej. Dwie podobne szkoły. Dwa kluby będące tak blisko, ale jednocześnie tak daleko od siebie. Wszystko wskazywało na to, że po kilkunastu latach czekania w końcu obejrzałbym mecz, o którym mi się śniło.

Deja vu Barcelony

Gdy w zeszłą środę, po meczu na Camp Nou pomiędzy Barceloną i Liverpoolem zaczynałem myśleć co i jak napiszę po rewanżach, które dla obu wyśnionych zespołów powinny być formalnością nie przypuszczałem, że dziś będę się z tego śmiał. Kombinowałem nad tytułem tekstu o finale jak ze snu. Nie tylko ze względu na Ajax, dla którego obecna edycja Ligi Mistrzów była snem. Jak niestety wiemy – snem niespełnionym. 

Dziś zabrzmi to nieco buńczucznie i może zostać mi zarzucone pewnego rodzaju cwaniakowanie, ale byłem pewny tego, że zawodnicy Liverpoolu zdobędą na swoim boisku minimum dwa gole. Kto w tym sezonie ogląda grę “Barcy” doskonale wiedział, że formacja defensywna tego zespołu nie należy do najmocniejszych w Europie. I skoro takie piłkarskie potęgi jak Eibar czy Huesca potrafiły kilka razy w czasie meczu zagrozić bramce ter Stegena, to co dopiero nastawiony na atak Liverpool. I to pomimo tego, że gospodarze rewanżowego meczu grali mocno osłabieni, bo braki Keity, Firmino, a zwłaszcza Mohameda Salaha były w pewnym sensie gwoździem do trumny po porażce w pierwszym meczu w stosunku 0-3. Jak dziś wyglądają przed oczami kibiców sytuację Ousmane Dembele, który mógłby definitywnie zamknąć ten dwumecz? Chłopak za którego Barcelona wydała ogromne pieniądze po raz kolejny pokazał, że w najważniejszych momentach nie daję sobie rady z presją jaka została na niego narzucona po transferze z BVB.

Gdy we wtorek około godziny 21.08 gola na 1-0 dla podopiecznych Juergena Kloppa zdobył Divock Origi, zastanawiałem się ile tych goli wpadnie jeszcze w pierwszej części meczu. Z pewnością jednak nie myślałem, że za około godzinę będę musiał wszystkie plany o napisaniu o awansie “Barcy” do finału odłożyć na co najmniej rok. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że nie tylko ja musiałem kasować szkic tekstu, który był przygotowany na publikację po ostatnim gwizdku sędziego w rewanżowym spotkaniu na Anfield. Piłka nożna po raz kolejny pokazała, że nie jest objęta żadnym wzorem matematycznym, który mógłby nam pomóc w zrozumieniu niektórych scenariuszy. Nikt, absolutnie nikt mnie nie przekona, że był pewny tego, że Liverpool odrobi straty i wyrzuci Barcę poza rozgrywki. Nie po wyniku w pierwszym spotkaniu i nie z Barceloną, która powinna być nauczona po zeszłosezonowej wtopie jak radzić sobie w rewanżu po takim rezultacie na swoim boisku. I mimo tego, że wpadka z AS Romą nadal była świeża wśród kibiców “Dumy Katalonii” nikt nie dopuszczał do głowy myśli, że to wydarzy się po raz kolejny. Jak bardzo pomyliła się Wisława Szymborska pisząc wiersz “Nic dwa razy się nie zdarza” wiemy dziś tylko my. Naoczni świadkowie piękna piłki nożnej.

Im się to po prostu należało

Kto po tym sezonie nie zakochał się w grze Ajaxu Amsterdam powinien usunąć z opisu swoich zainteresowań słowa piłka nożna. Zespół, który grał jak równy z równym z Bayernem Monachium, wyeliminował obrońców tytułu Real Madryt i zostawił w pokonanym polu Juventus Turyn z Cristiano Ronaldo na czelę – nie był przez nikogo wymieniany w gronie zespołów, które mogą sprawić sensację, a co dopiero być tak blisko awansu do finału Champions League. Tymczasem zawodnicy trenera Erika ten Haga pokazali, że piłka nożna to bardzo prosty sport. Podaj, przyjmij i wyjdź na pozycję. Prawda, że proste? Uczy się to dzieci, które marzą o karierze piłkarskiej. Ale dawno nie wyglądało to tak pięknie jak za sprawą piłkarzy z Amsterdamu. Nie tylko zdeklarowanym fanom zespołu z Johan Cruyff ArenA, ale też postronnym obserwatorom gęba się cieszyła, gdy widzieli jak ci młodzi piłkarze bawią się na boisku. Gdy po wylosowaniu par ćwierćfinałowych Ajax trafił na Juventus i było wiadomo, że kolejnym rywalem będzie ktoś z pary Manchester City – Tottenham niewielu wróżyło zawodnikom z Holandii taki sen. Bo jak inaczej nazwać wyeliminowanie Realu, Juventusu będąc w tych meczach skazywanym na porażkę? 

Awans do półfinału i “nagroda” w postaci będącej w kryzysie drużyny Tottenhamu kazała większości obserwatorom piłki na Starym Kontynencie myśleć, że to właśnie Ajax Amsterdam zostanie finalistą Ligi Mistrzów w sezonie 2018/2019. Pewność wydawała się być jeszcze większa po pierwszym meczu na stadionie w Londynie, gdzie zawodnicy ten Haga wygrali 1-0 i do rewanżu przystępowali w roli faworyta. Jednak tym faworytem byli tylko do wtorkowego wieczoru i meczu pomiędzy Liverpoolu z Barceloną. Skoro “The Reds” odrobili straty z pierwszego spotkania i zdobyli aż cztery gole, to czym w tym wszystkim była strata jednej bramki po stronie zawodników Mauricio Pochettino? 

Po raz kolejny okazało się, że muszę zmieniać swój pierwotny plan na tekst po półfinałowych meczach LM. Gdy w rewanżu gola na 2-0 dla Ajaxu zdobył Hakim Ziyech nikt nie próbował nawet mówić, że za 40. minut to piłkarze z Londynu będą się cieszyć z awansu do wielkiego finału tych prestiżowych rozgrywek. I znów okazało się, że piłka nożna jest niepojęta. Emocję, które przeżywamy podczas wieczorów takich jak ten wtorkowy i środowy są nieporównywalne z niczym innym. 

Wiem i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nic się nikomu nie należy. Zwłaszcza na boisku piłkarskim. Ale po tym co zobaczyłem w tej edycji Ligi Mistrzów, ten awans do finału Ajaxowi należał się jak nikomu innemu. To oczywiście tylko moja opinia, wiem jednak to, że nie jestem w tej opinii osamotniony. Tak jak Barcelony nie jest mi szkoda, bo zbłaźnili się po raz kolejny. Tak zawodników z Amsterdamu było mi wczoraj po prostu żal. Piłka nożna tak jak jest piękna, tak samo potrafi być okrutna. W finale zagrają zespoły, które po pierwszych meczach były na debecie, ale swoim zaangażowaniem i dążeniem do celu pokazały, że football to coś więcej niż tylko bieganie za kawałkiem skóry.

I na koniec mam taką swoją dobrą radę – nie próbujmy szukać logiki w piłce nożnej. Nie szukajmy jakiegokolwiek sensu w tym co dzieję się na boisku. Cieszmy się, że mamy zaszczyt w tym wszystkim uczestniczyć.

 

Przejdź do paska narzędzi