Gra młodych czy ligowe punkty? Jakie priorytety?

Krzysztof Drobnik (Piłkarski Świat)

Gra młodych czy ligowe punkty? Co powinno być priorytetem wszystkich osób związanych z Kolejorzem? Kibice Lecha Poznań od lat żyją w permanentnym stanie złości, zawodu i nerwów. Powodem takiego stanu rzeczy jest brak trofeów i marnowanie potencjału klubu przez rządzących ich ukochanym klubem. Działacze Lecha natomiast od lat podkreślają, że jednym z głównych punktów budowy drużyny jest wychowanie i wprowadzenie do składu najbardziej uzdolnionych zawodników z Akademii Lecha.

Młodzi pod okiem

Po meczu Pucharu Polski z Chrobrym Głogów trener Lecha, Dariusz Żuraw na pomeczowej konferencji powiedział:

– “Cieszy mnie, że mieliśmy dziś 6 młodzieżowców na boisku od początku, a pod koniec meczu na było ich nawet 8.”

Te słowa w pigułce oddają to, w jakim kierunku za kadencji Dariusza Żurawia ma podążać Lech. Prezesi po letniej przebudowie jasno podkreślali, że poznański zespół czeka przebudowa, ze wskazaniem na stawianie na wychowanków. Zarówno tych, którzy mieli okazję ogrywać się na wypożyczeniach, ale i najbardziej zdolnych, którzy jeszcze nie mają doświadczenia na poziomie centralnym.

Osobiście uważam, że awans rezerw Lecha do 2 Ligi (mimo tego, że jest sukcesem młodych zawodników) stał się dla działaczy swego rodzaju wspomagaczem. Już nie trzeba wysyłać swoich piłkarzy po całej Polsce, bo mając okazję grać z wieloma piłkarzami z doświadczeniem na Ekstraklasowych boiskach, mogą oni grać na miejscu. Codzienna obserwacja i analiza gry zawodnika, który na co dzień gra swoje mecze we Wronkach jest niebagatelnym ułatwieniem. Chociaż w Lechu nikt przed zespołem rezerw nie postawił żadnego celu, to jednak utrzymanie drużyny na szczeblu centralnym jest z pewnością głównym zadaniem. Ewentualne niepowodzenie i spadek o poziom niżej, po raz kolejny spowoduje fakt wypożyczania wychowanków do innych klubów.

Sukces czy sukces?

Od 2011 roku, czyli od momentu przejęcia sterów przez panów Rutkowskiego i Klimczaka poznański Lech zdobył JEDEN tytuł Mistrza Polski, zagrał w trzech finałach krajowego pucharu i dwukrotnie zdobył mało znaczący Superpuchar Polski. Mało.

Brakuje tylko tego, aby prezesi Lecha Poznań wyszli do kibiców z przesłaniem – na bezrybiu i rak ryba. I wymagali od fanów tego, aby wciąż cieszyli się dawno zdobytymi trofeami. Nawet jeśli sam puchar jest traktowany z przymrużeniem oka. A tak jest w przypadku meczów o Superpuchar.

Sam Lech od lat zdaję się być na równi pochyłej, zwłaszcza jeśli chodzi o sposób zarządzania, o dokonane transfery i w końcu jeśli chodzi o sukcesy. Prezesi Kolejorza albo naprawdę nie dostrzegają palących problemów, które od lat otaczają klub z Poznania. Albo są w siebie tak zapatrzeni i niczym ten mitologiczny Narcyz, nie potrafią dopuścić do siebie żadnych uwag dochodzących z zewnątrz. Dziś, po między sezonowej wymianie kadry w zespole Lecha znajduję się wielu młodych zawodników, którzy w opinii zarządu za jakiś czas mają zostać sprzedani za granice za godziwą cenę. Jednak cena za piłkarza jest pochodną nie tylko jego gry, ale i gry całego zespołu, który w ostatecznym rozrachunku osiąga jakieś sukcesy. Co gdy tych sukcesów nie ma? Jak to jest w przypadku Poznańskiej Lokomotywy.

Tutaj na pierwszy plan wysuwa się sytuacja z Robertem Gumnym. Przez całe lato mówiło się, że utalentowany obrońca Kolejorza już lada dzień wyjedzie za granicę i przy okazji pobiję rekord transferowy należący do innego zawodnika z Akademii Lecha, Jana Bednarka. W lipcu 2017 r. wychowanek Kolejorza odszedł do angielskiego Southampton za rekordowe 6 mln Euro. Włodarze klubu z ulicy Bułgarskiej liczyli na to, że transfer Gumnego odbędzie się za jeszcze większą kwotę. Jak doskonale wiemy nic z tego nie wyszło. Mam tutaj nieodparte wrażenie, że nie chodzi o dyspozycje prawego obrońcy Lecha. Ale bardziej o to, że wygórowana cena jaką sobie działacze wymyślili, jest nieadekwatna do sukcesów osiąganych przez poznański klub. A i statystyki Roberta Gumnego nie powalają na kolana – jak na bocznego obrońce. Cztery asysty i jeden zdobyty gol, nie są bardzo dobrą kartą przetargową w rozmowach z potencjalnymi kupcami.

Stawianie na młodzież – tak. Czy kosztem miejsca w tabeli – chyba nie.

Dziś Lech jest w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Zespół po początkowym solidnym starcie w ligowych rozgrywkach, po raz kolejny zalicza spadek formy w okolicach września. Na boisku nie widać liderów. Słabsza forma Pedro Tiby i katastrofalna dyspozycja Darko Jevticia sprawiła, że w ofensywie Kolejorz praktycznie nie istnieje. A i defensywa popełnia wiele błędów. Próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie – czy to jest dobry czas na hurtowe wprowadzanie młodych zawodników? I jestem w kropce. Bo z jednej strony jest to zły pomysł, ze względu na presje kibiców związaną ze słabszą dyspozycją zespołu. Ale z drugiej w takich momentach można poznać prawdziwą wartość piłkarza. Nawet tego młodego.

Decydując się na zawodowe uprawianie sportu, a zwłaszcza grania w piłkę zawodnik musi być przygotowany na nerwy kibiców, krytykę, a nie rzadko nawet hejt. Wiemy doskonale, że dyspozycja młodych piłkarzy to istna sinusoida i jej wahania są ciężkie do przewidzenia. Opieranie gry zespołu tylko i wyłącznie na młodych piłkarzach jest nieodpowiednim kierunkiem.

W kadrze Kolejorza mamy aktualnie Miłosza Mleczko, Tymoteusza Puchacza, Mateusza Skrzypczaka, Jakuba Modera, Tymoteusza Klupsia, Jakuba Kamińskiego czy Pawła Tomczyka – co daje siedmiu zawodników, którzy tak naprawdę dopiero uczą się grania na najwyższym poziomie. Mając nawet na uwadze wypożyczenie Tomczyka do Piasta Gliwice, które dało zawodnikowi tytuł Mistrza Polski. Celowo nie wymieniam tutaj Roberta Gumnego i Kamila Jóźwiaka, którzy już od kilku lat są w kadrze pierwszego zespołu i względem tej dwójki wymagania po prostu muszą być wyższe. Ta sytuacja bardzo jasno pokazuje, że chcąc nie chcąc gra Lecha Poznań oparta jest na młodych zawodnikach. O ile każda minuta rozegrana przez wychowanka jest ogromnym plusem, o tyle w takiej drużynie musi zostać zachowana odpowiednia proporcja.

Potrzeba co najmniej kilku doświadczonych zawodników na odpowiednim poziomie, którzy w newralgicznych momentach pomogą tym młodym i będą potrafili odmienić losu meczu. Czy w Lechu tak jest? Ciężko stwierdzić. Są co prawda w kadrze tacy zawodnicy jak Lubomir Satka, Pedro Tiba, Joao Amaral, Darko Jevtić czy Christian Gytkjaer, ale ich wahania formy są czymś, co bardzo mocno obniża wartość zespołu. Pal licho to, jeśli z tych wymienionych piłkarzy tylko jeden był w gorszej dyspozycji. Wtedy być może udałoby się trenerowi “zatuszować” braki na odpowiedniej pozycji. Niestety dla kibiców Lecha, gdy w Poznaniu nastaje coroczny kryzys, to dosięga on każdego zawodnika bez wyjątku. I wtedy robi się problem i prawdziwe wyzwanie przed szkoleniowcem, który musi zdecydować czy posłać do boju doświadczonego zawodnika, ale w słabszej formie. Czy dać szansę młodemu wychowankowi, nie wiedząc jednak czy taki piłkarz da sobie radę i czy mówiąc wprost – nie spali się.

Na przedsezonowej prezentacji drużyny Dariusz Żuraw mówił, że Lech ma w tym sezonie grać o Mistrzostwo Polski i Puchar Polski. W pucharze udało się awansować do kolejnej rundy, co nie było żadnym wyzwaniem. W lidze sytuacja jest taka, że słowa o tytule mistrzowskim wywołują u fanów Lecha uśmiech politowania. Mając nawet z tyłu głowy to, że za nami dopiero 9 ligowa kolejka, a Polska ekstraklasa jest jaka jest i tutaj nagle trzy-cztery wygrane mecze mogą wywindować drużynę na miejsce gwarantujące grę w Europie – to kadra Lecha oparta na wielu młodych zawodnikach może nie podołać wyzwaniu.

Inaczej sprawa wygląda z perspektywy prezesów Kolejorza. Im ilość młodych zawodników odpowiada. Sam oczywiście się cieszę, że w Lechu jest tylu identyfikujących się z klubem piłkarzy. Jednak jak to w życiu – we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek, żeby przypadkiem nie zostać w bardzo zagmatwanej sytuacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi