eWinner II liga: Czołówka odrabiała zaległości

Źródło: PZPN

Wtorek i środa były dniami odrabiania zaległości w eWinner II lidze. Górnik Polkowice po pewnej wygranej z Olimpią Grudziądz umocnił się na pozycji lidera i odskoczył na pięć punktów od drugiego GKS-u Katowice. Drużyna z Górnego Śląska zaledwie bezbramkowo zremisowała w Stargardzie. Kolejny mały kroczek w stronę miejsca barażowego zrobiła Garbarnia Kraków, która po golu z rzutu karnego w samej końcówce pokonała Stal Rzeszów.

Górnik Polkowice – Olimpia Grudziądz 3:0 (2:0)

Mariusz Szuszkiewicz 17, Mateusz Magdziak 36, Maciej Bancewicz 66

Górnik: Jakub Szymański – Karol Fryzowicz (Dominik Radziemski 29′), Maciej Kowalski-Haberek, Mateusz Magdziak, Marek Opałacz – Ernest Terpiłowski (Filip Baranowski 68′), Rafał Karmelita, Kamil Wacławczyk, Mariusz Szuszkiewicz (Adam Borkowski 74′), Maciej Bancewicz (Jarosław Ratajczak 74′) – Mateusz Piątkowski (Mateusz Baszak 68′).

Olimpia: Nikodem Sujecki – Damian Ciechanowski, Piotr Witasik, Szymon Jarosz, Bartosz Widejko (Omid Popalzay 61′) – Mikołaj Gabor (Rafał Kruczkowski 69′), Michał Graczyk, Robert Obst (Adam Paliwoda 66′), Oskar Kalenik (Jakub Nawrocki 61′), Grzegorz Płatek (Najim Romero 61′) – João Criciúma.

Lider z Polkowic pokazał swojemu głównemu rywalowi z Katowic jak należy grać z niżej notowanym rywalem walczącym o utrzymanie. Podopieczni Janusza Niedźwiedzia od pierwszych minut kontrolowali przebieg spotkania, a na przerwę schodzili z dwubramkowym prowadzeniem. Jako pierwszy Nikodema Sujeckiego pokonał aktywny od początku spotkania Mariusz Szuskiewicz. Występujący w tym spotkaniu za plecami najwyżej wysuniętego Mateusza Piątkowskiego zawodnik wykorzystał dośrodkowanie z lewej strony boiska, a także “pusty przelot” jednego z rywali i nie miał żadnych problemów z oddaniem strzału wyprowadzającego jego drużynę na prowadzenie. W 36. minucie po krótkim rozegraniu rzutu rożnego i naprawdę świetnym dośrodkowaniu równie precyzyjnym strzałem głową popisał się Mateusz Magdziak.

Prowadzenie gospodarzy w pierwszej połowie mogło być jeszcze bardziej okazałe. Najbliżej tego Górnik był w 11. minucie, gdy Mateusz Piątkowski przelobował Sujeckiego, jednak piłkę z linii bramkowej wybił jeden z zawodników gości. Prócz tego, niecelnie z ostrego kąta na początku spotkania uderzał Szuszkiewicz, a równie groźnie było w 34. minucie, gdy strzał Marka Opałacza odbił się od zawodnika Olimpii, a piłka nieznacznie minęła słupek bramki gości.

Olimpia do przerwy nie spisywała się tak słabo, jak wskazywałby na to wynik. Drużyna prowadzona przez Zbigniewa Smółkę od początku grała odważnie, prezentując wysoki pressing, stwarzając kilka sytuacji pod bramką Górnika. Najbliżej szczęścia był chyba Grzegorz Płatek, który po wrzutce Mikołaja Gabora spudłował z kilku metrów. Niewiele brakowało, a Górnik już w 6. minucie w dość kuriozalnej sytuacji strzeliłby samobójczą bramkę. Źle piłkę we własnym polu karnym przyjął Magdziak, jednak futbolówka ostatecznie wyszła poza linię końcową.

Po przerwie entuzjazm z przyjezdnych opadł. Groźnych sytuacji było już coraz mniej, a Jakub Szymański interweniować musiał tylko raz po niegroźnym uderzeniu z dystansu. Z resztek złudzeń wszystkich sympatyków zespołu z Grudziądza odarł w 66. minucie Maciej Bancewicz, który po precyzyjnym uderzeniu z rzutu wolnego przypieczętował zwycięstwo Górnika. Polkowiczanie dzięki tej wygranej, a także kolejnej wpadce GKS-u Katowice mają obecnie pięć punktów przewagi nad drugą “Gieksą”, a także mają do rozegrania jeszcze jedno zaległe spotkanie. Jest to bardzo cenna zaliczka dla nich, zwłaszcza, że Górnik w terminarzu ma jeszcze kilka mocnych drużyn – m.in. Chojniczankę Chojnice (w ostatniej kolejce), Wigry Suwałki, KKS 1925 Kalisz czy odradzających się Motor Lublin i Znicz Pruszków. Jeszcze trudniejsze zadanie czeka Olimpię, która po tym spotkaniu pozostaje oczywiście w strefie spadkowej, a w pozostałych sześciu spotkaniach zmierzy się praktycznie wyłącznie z drużynami walczącymi o prawo gry w barażach o awans do Fortuna I ligi.


Błękitni Stargard – GKS Katowice 0:0

Błękitni: Tobiasz Weinzettel – Aleksander Theus, Krystian Kujawa, Bartłomiej Mruk, Bartosz Sitkowski – Mateusz Bochnak, Hubert Krawczun, Filip Karmański (Oskar Ryk 70′), Dawid Polkowski, Błażej Starzycki – Damian Niedojad (Kamil Walków 79′).

Katowice: Bartosz Mrozek – Zbigniew Wojciechowski, Arkadiusz Jędrych, Grzegorz Janiszewski, Grzegorz Rogala (Patryk Grychtolik 80′) – Krystian Sanocki, Rafał Figiel, Marcin Urynowicz (Bartosz Jaroszek 86′), Adrian Błąd, Dominik Kościelniak -Arkadiusz Woźniak (Filip Kozłowski 63′).

Ten mecz swoim poziomem z pewnością rozczarował. Ale chyba jeszcze bardziej rozczarowała postawa zajmującego pozycję wicelidera (!) GKS-u Katowice, który w starciu z ostatnią drużyną w tabeli (!!) nie oddał ani jednego celnego strzału (!!!). Nie znaczy to oczywiście, że przyjezdni nie stworzyli sobie żadnych okazji. Owszem, one były, blisko strzelenia gola był m.in. Grzegorz Janiszewski. Jego strzał głową po wrzutce z rzutu rożnego okazał się tylko minimalnie niecelny. W podobnej sytuacji strzał w słupek oddał Arkadiusz Woźniak. To wszystko to jednak było zdecydowanie za mało, żeby pokonać Tobiasza Weinzettela chociaż raz.

Błękitni rzecz jasna nie byli stroną dominującą, lecz kilka okazji również stworzyli. Mało tego, w przeciwieństwie do rywala oddali nawet celny strzał na bramkę. Inna sprawa jest jednak taka, ze przy strzałach Mateusza Bochnaka i Damiana Niedojada Bartosz Mrozek nie musiał się nadzwyczajnie wysilać. Interwencję jednak miały miejsce, co zawsze jest warte odnotowania. W przypadku Błękitnych jednak na tym etapie sezonu nie rozchodzi się już o styl, a tylko i wyłącznie o punkty. Jedno “oczko” urwane wiceliderowi może na koniec sezonu mieć znaczenie kolosalne i nawet przesądzić o ligowym bycie drużyny ze Stargardu.

Nie ma co wciąż powtarzać o tym, że GKS Katowice po kwarantannie jest zupełnie innym zespołem, niż w poprzedniej fazie sezonu. Wyniki mówią same za siebie – podopieczni Rafała Góraka ponownie zaprezentowali się bardzo słabo i obecnie tracą już pięc punktów do Górnika Polkowice, który na dodatek ma przed sobą jeszcze jeden zaległy mecz ze Zniczem Pruszków. Biorąc pod uwagę stabilną dyspozycję Chojniczanki Chojnice plany o bezpośrednim awansie katowiczan zaczynają powoli się sypać. A w Katowicach o tym, jak zgubne są mecze barażowe, przekonali się już rok temu. Biorąc pod uwagę także jak bardzo wymagająca jest publika przy Bukowej, to powrót kibiców na stadiony niekoniecznie musi być atutem “Gieksy” sprawiającej wrażenie druzyny słabo radzącej sobie z presją.

Podopieczni Adama Topolskiego dzięki temu bezbramkowemu remisowi ponownie wyskoczyli ze strefy spadkowej. Nie oznacza to oczywiście, że w Stargardzie można już otwierać szampany. Ogromne znaczenie będą miały dwa najbliższe spotkania ligowe, które Błękitni rozegrają kolejno ze Zniczem Pruszków i Olimpią Elbląg. Potem drużyna z województwa zachodniopomorskiego będzie pauzowała, a na zakończenie zmagań ligowych zagra z trzema potencjalnymi barażowiczami – Garbarnią Kraków, Śląskiem II Wrocław i Skrą Częstochowa.


Stal Rzeszów – Garbarnia Kraków 0:1 (0:0)

Grzegorz Marszalik 87 (karny)

Stal: Gerard Bieszczad – Dominik Marczuk, Damian Kostkowski, Łukasz Góra, Piotr Głowacki – Wojciech Reiman (Damian Michalik 73′), Jakub Szczypek (Sławomir Szeliga 73′), Bartosz Wolski (Ramil Mustafajew 73′) – Rafał Maciejewski (Oktawian Skrzecz 84′), Dawid Olejarka, Wiktor Kłos (Grzegorz Goncerz 84′).

Garbarnia: Dorian Frątczak – Daniel Morys, Kacper Laskoś, Michał Rutkowski, Jakub Kowalski – Jakub Górski (Jakub Janik 90′), Mateusz Duda, Tomasz Kołbon, Grzegorz Marszalik (Bruno Wacławek 88′) – Michał Fidziukiewicz (Mateusz Surma 90′), Michał Feliks (Błażej Radwanek 73′).

Nie po raz pierwszy w ostatnich latach rzeszowskie kluby mają problemy ze swoimi obiektami. Po rundzie jesiennej rozegranej na Stadionie Miejskim Stal tymczasowo przeniosła się na kameralny obiekt w Stalowej Woli. Tam rzeszowianie rozegrali łącznie sześć spotkań, z czego wygrali tylko jedno – ze Zniczem Pruszkówi to po golu w 84. minucie. Prócz tego Stal zremisowała z Błękitnymi Stargard i KKS-em 1925 Kalisz, gdy trzy punkty wypuściła z rąk w ostatnich sekundach spotkań. Zaległe spotkanie w ramach 27. kolejki spotkań z Garbarnią Kraków było trzecim meczem rozgrywanym w Stalowej Woli, który podopieczni Daniela Myśliwca przegrali.

Pomimo dość wyrównanej gry przez praktycznie całe spotkanie, kibice śledzący te zawody na bramkę musieli poczekać praktycznie do samego końca. Takie rozstrzygnięcie obserwatorów ostatnich spotkań Stali na pewno nie zdziwiło. Zanim jednak do tego doszło, obserwowaliśmy swoistą wymianę ciosów. Najpierw Gerard Bieszczad interweniował po strzałach Michała Fidziukiewicza i Jakuba Kowalskiego, a Kacper Laskoś z bliska przestrzelił. Tuż przed przerwą nieco mocniej przycisnęła Stal, jednak zarówno strzał głową Damiana Kostkowskiego, jak i uderzenie zza pola karnego Wojciecha Reimana były niecelne i nie zmusiły Doriana Frątczaka do żadnego wysiłku.

Pierwszy kwadrans drugiej połowy był nieco senny, ale z czasem ponownie zrobiło się ciekawiej pod jedną z bramek. Tym razem jako pierwsi zaatakowali gospodarze. Dwukrotnie na bramkę Garbarni uderzał Dawid Olejarka, a dobitka Rafała Maciejewskiego została zablokowana. W odpowiedzi niecelną próbę lobu podjął Michał Feliks, a czytelny strzał po ziemi z rzutu wolnego oddał Fidziukiewicz. Losy spotkania rozstrzygnęły się w samej końcówce spotkania. W 85. minucie wychodzący z bramki po dośrodkowaniu z rogu Bieszczad wręcz staranował Kacpra Laskosia, za co Karol Iwanowicz podyktował rzut karny, a bramkarza Stali ukarał żółtym kartonikiem. Próbę nerwów wygrał Grzegorz Marszalik, który pewnym strzałem zagawarantował swojej drużynie trzy punkty oraz awans na siódme miejsce w tabeli.

Najbliższe tygodnie będą szalenie interesujące dla wszystkich obserwatorów eWinner II ligi. Stal i Garbarnia zgromadziły po 46 punktów, jednak przez bilans spotkań bezpośrednich lepszą pozycję zajmują drużyna z Krakowa. Na ten moment nie ma to jednak wielkiego znaczenia. Obie drużyny tracą obecnie zaledwie jeden punkt do strefy barażowej, do której mogą wskoczyć już w najbliższy weekend. Patrząc na terminarz Stali, łatwo można dostrzec sporo plusów i jeden poważny minus. Aż cztery z ostatnich pięciu spotkań tego sezonu rzeszowianie rozegrają przy udziale swojej publiczności. Na niekorzyść dla Stali działa jednak pauza, którą ten zespół będzie musiał odbyć w 34. kolejce spotkań.

Patrząc na rywali, którzy czekają na oba zespoły, to zdecydowanie cięższe zadanie czeka Stal, której piłkarze zagrają m.in. z walczącymi o bezpośredni awans Chojniczanką Chojnice i GKS-em Katowice, a także nieobliczalnym Sokołem Ostróda, świetnie dysponowanym na wiosnę Hutnikiem Kraków oraz walczącym o ligowy byt Lechem II Poznań. Krakowianie z kolei poza meczem ostatniej kolejki ze Skrą Częstochowa, to w najbliższych tygodniach zmierzą się tylko z drużynami, które są i zapewne do samego końca będą zamieszane w walce o ligowy byt.

Dane za: 90minut.pl


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.