Druga porażka z rzędu Kolejorza – bez stylu i pomysłu

Krzysztof Drobnik (Piłkarski Świat)

Druga porażka z rzędu Kolejorza. Po słabym występie w Warszawie, Lech Poznań jeszcze gorzej zaprezentował się przed własną publicznością. Przegrana bez stylu i odpowiedniego zaangażowania po raz kolejny wystawia fanów Kolejorza na próbę. Czy z Dariuszem Żurawiem jako maszynistą poznańskiej lokomotywy jest szansa na wjechanie na właściwe tory?

Styl zaginął

“Stoi na stacji lokomotywa. Wielka i ciężka, pot po niej spływa..” – początek wiersza Juliana Tuwima, jak nic innego oddaje aktualną sytuację w jakiej znajduję się poznański Lech. Pod wodzą Dariusza Żurawia Kolejorz miał grać piłkę ofensywną i miłą dla oka. Spotkania miały wyglądać tak, że nawet w przypadku porażki kibice zasiadający na trybunach nie mieliby o przegrany mecz pretensji. Taka aura unosiła się na Lechem od początku rozgrywek. Lech wszedł w sezon dość solidnie – zarówno punktowo, jak i stylowo. Kibicom i obserwatorom podobało się to, jak zawodnicy Lecha konstruują swoje akcję i jak próbują wyprowadzać piłkę spod własnego pola karnego. Jednak czar prysł bardzo szybko. Przyszły porażki i przyszło to, czego obawiali się fani – sztab szkoleniowy zmienił swoje podejście do rozgrywania meczów.

Od przegranego meczu ze Śląskiem Wrocław, Lech Poznań gra coraz gorzej. Nawet wysoka wygrana z Wisłą Kraków nie zmienia jakoś diametralnie obrazu gry prezentowanego przez zawodników trenera Żurawia. Gołym okiem widać, że piłkarze grają bardziej asekuracyjnie i nie podejmują ryzykownych rozwiązań. Cierpi na tym odbiór spotkań, bo nawet w przypadku zwycięstw bardzo łatwo znaleźć mankamenty w grze Kolejorza. Sam Dariusz Żuraw od początku sezonu podkreślał to, że jego zespół będzie grał w miłym dla oka stylu. Niestety realia przerosły plany trenera. A zawodnicy, którzy nie posiadają odpowiednich umiejętności z pewnością nie pomagają w tym, aby gra wyglądała tak, jak sobie tego życzy sztab szkoleniowy.

Zagubiony szkoleniowiec

Wielu fanów Kolejorza od początku sezonu było murem za trenerem Dariuszem Żurawiem. Wiedzieli oni, że przechodzący przebudowę zespół, w którym ma się znaleźć wielu młodych zawodników, powinien prowadzić ktoś, kto zna realia Akademii Lecha Poznań. Wybór padł na Żurawia, który bywał już strażakiem w Lechu i dwukrotnie prowadził poznański zespół w roli “trenera tymczasowego”.

Od pierwszego meczu było widać plan, jaki na grę drużyny ma były szkoleniowiec poznańskich rezerw. Kibice przyjęli to z umiarkowanym, ale jednak entuzjazmem. Po takiej, a nie innej końcówce poprzedniego sezonu każda zmiana w podejściu zawodników do gry, była plusem. Oczywiście tzw. “El dorado” nie trwa wiecznie i nie inaczej było w przypadku gry Lecha Poznań. To, że styl gry po kilku porażkach mógł się zmienić, można było przewidzieć. Gorzej dla kibiców Lecha, że sam trener Dariusz Żuraw zmienia swoje podejście i gubi się w niektórych wypowiedziach.

Mówił on już o tym, że kibice nie wymagają Mistrzostwa Polski. Liczą po prostu na to, że zespół będzie się w każdym spotkaniu prezentował solidnie, a wygrane będą następstwem tego stylu. Jednak na konferencji przed meczem z Zagłębiem Lubin i porównaniu zmian zachodzących w Lechu do tych, które zaszły np. w Pogoni Szczecin, szkoleniowiec Lecha wypalił, że w Poznaniu jest większa presja. Przypomnę tylko, że klub ze Szczecina dokonał zmian na tych samych pozycjach, co Lech i wygląda to dużo lepiej niż w Poznaniu.

Wracając jednak do słów szkoleniowca – ja mam nieodparte wrażenie, że od kilku spotkań trener Żuraw lekko się gubi. Na konferencjach jakoby zaprzeczał sam sobie, a jak już odpowiada na pytania, to są to odpowiedzi bardzo ogólnikowe. Takie, które nie wnoszą kompletnie nic nowego.

Sama młodzież nie da rady

Przed meczem z Legią kibice Lecha jako plus wskazywali to, że mamy w zespole wielu młodych zawodników i będą oni w stanie zaprezentować się dobrze w meczu z warszawską Legią. Jak bardzo rzeczywistość okazała się brutalna pokazuję fakt, że zwycięskiego gola dla gospodarzy tamtego meczu zdobył nikomu szerzej nieznany Maciej Rosołek.

Wychowankowie Lecha nie podołali zadaniu. Nie sprawili, że ich ambicja i pochodzenie przełożyło się na dobry występ na Łazienkowskiej. Kibicom trudno było pogodzić się z porażką w Warszawie, a tu już trzeba było zagrać z solidnym Zagłębiem Lubin. Statystyka ostatnich spotkań z “Miedziowymi” nie przemawiała na korzyść Kolejorza. Ostatnia wygrana Lecha w Poznaniu miała miejsce w 2015 r. od tej pory poznaniacy dwukrotnie przegrali i zaliczyli dwa remisy z tym rywalem na swoim stadionie. Znaków zapytania przed samym spotkaniem po raz kolejny było mnóstwo. Dotyczyły one nie tylko tego jak Lech Poznań zaprezentuje się po przegranym klasyku z Legią, ale też nie było wiadomo w jakim zestawieniu piątkowe starcie rozpocznie Kolejorz.

Przed zeszłotygodniowym meczem w Warszawie napisałem, że wychowankowie Lecha mogą przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Kolejorza. Tam się nie udało. Myliłem się ja, ale i większość obserwatorów oraz fanów Lecha. Gdy okazało się, że z Zagłębiem nie zagra Darko Jevtic, a Pedro Tiba nie jest gotowy na grę w pierwszym składzie, stało się jasne, że za środek pola będą odpowiedzialni młodzi Skrzypczak i Moder.

O ile Jakub Moder od kilku spotkań pokazuje, że w przypadku odejścia Darko Jevticia w Lechu będzie miał kto rozgrywać piłkę, o tyle Mateusz Skrzypczak nie zdał egzaminu. Młody defensywny pomocnik często był zagubiony, nie potrafił skutecznie przerywać akcji i nie dawał nic w rozegraniu piłki. Zgadzam się tutaj ze słowami Dariusza Żurawia, który potwierdził to, co widział każdy – Lech przegrał mecz w środkowej strefie boiska. Tam brakowało doświadczenia. A grający naprzeciwko młodym zawodnikom Lecha, Filip Starzyński po prostu bawił się piłką.

Strach przed przyszłością

Przed Lechem Poznań do listopadowej przerwy reprezentacyjnej zostały do rozegrania dwa mecze ligowe i starcie w Pucharze Polski.

O ile wtorkowy mecz z drugoligową Resovią Rzeszów Kolejorz po prostu musi wygrać, o tyle ciężko wytypować to, jak będą wyglądały spotkania z Pogonią Szczecin i Koroną Kielce. Gołym okiem widać, że zawodnicy Lecha są po prostu bez formy. Widać to, że trener Dariusz Żuraw nie do końca panuję nad tym, co dzieję się na murawie (zmiana Kamińskiego na Kostevycha w meczu z Zagłębiem). Osobiście mam spore obawy przed nadchodzącymi meczami. Lech nie przekonuje niczym i nie daję powodów do tego, aby z czystym sumieniem stwierdzić, że na konto poznaniaków trafi 6 punków za mecze w Szczecinie i z Koroną u siebie.

Wielkimi krokami zbliża się koniec roku i co za tym idzie kolejne okno transferowe. Kibice już dziś mają uzasadnione obawy o to, jakich transferów dokona zarząd Lecha. Czy będą to uzupełnienia, czy wzmocnienia? Przyszłość nie klaruję się w różowych barwach, a i niebiesko-białe barwy Kolejorza stają się coraz bardziej wyblakłe. Zarząd nie uczy się na swoich błędach. Trener kłóci się sam ze sobą. A zawodnicy, którzy przyszli do Lecha powinni jak najszybciej się spakować i wyjechać do swoich byłych zespołów. Tak byłoby lepiej dla wszystkich.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi