Derby Krakowa to rzecz święta

Fot. Maciej Gillert

Obok wielkich derbów Lwowa najstarsze piłkarskie derby w Polsce. Zwaśnione kluby Cracovia oraz Wisła toczą od ponad 110 lat walkę o prestiż i palmę pierwszeństwa pod Wawelem. „Jedni Wisłę ukochali w sukcesy bogatą, Ci w Cracovii serce dali za dolę garbatą…, już kolejna Święta Wojna zacznie się po chwili, a gra godna sławnych drużyn pobyt nam umili”. Czas na 197. Wielkie Derby Krakowa.


Z terminarza 26. kolejki LOTTO Ekstraklasy zdecydowanie na przód wyłania się spotkanie pomiędzy Wisłą Kraków, a Cracovią. Święta Wojna, bo tak opisuje się pojedynek najstarszych klubów w Polsce. Slogan ten rzucił na odchodne przed derbowym meczem z Wisłą – obrońca Pasów Ludwik Gintel – „No to chodźmy, panowie, na tę świętą wojnę”. Określenie, jak bogata w historię tradycja derbów, przetrwało ponad 100 lat. 20 września 1908 roku rozegrał się pierwszy opisany przez prasę mecz derbowy. Dziennik „Nowa Reforma” pisał wówczas:

Mimo niepewnej pogody, drobniutkiego deszczu, który od czasu do czasu padał, w niedzielę po południu zebrała się na Błoniach dość liczna publiczność, wśród której większość stanowiła młodzież gimnazjalna.

Błonia wypełniły się po brzegi. Do dziś nie wiadomo ilu ludzi przyszło obejrzeć owe widowisko w atmosferze piłkarskiego święta. Spotkanie zakończone remisem 1:1, które zapoczątkowało odwieczną rywalizację obydwu krakowskich klubów. Dzisiaj rywalizacja odbędzie się po raz 197. W tym jesiennym meczu jako pierwsi gola zdobyli wiślacy, ale tuż przed przerwą do wyrównania zdołali doprowadzić piłkarze Cracovii. Gra toczyła się w szybkim tempie i nie brakowało widowiskowych zagrań. Wynik nie uległ jednak zmianie. Najlepszy wtedy zawodnik Pasów – Stanisław Szeligowski wpisał się na listę strzelców, natomiast dla Wisły trafił prawy łącznik Jan Górski. Warto przytoczyć jak wyglądały ówczesne relacje, poniżej prasówka z „Czasu”.

O godzinie 3 ½ rozpoczął się „match”. Dwie najlepsze drużyny zmierzyły się po raz pierwszy publicznie, a walka półtoragodzinna wykazała równość sił obu klubów. […] Na trzy minuty przed pauzą p. Górski strzelił w bramkę „Cracovii” i „Wisła” zyskała jeden punkt. Grę rozpoczęła Cracovia i w szalonym pędzie podprowadzili pp. Szeligowski i Dick piłkę pod bramkę „Wisły”, atak jednak nie udał się, bo piłka odbiła się o słupek bramkowy. Za chwilę znowu rozlega się głos kapitana „Cracovii”: „Naprzód!”. Wśród młodych widzów okrzyk: „Jadą!”. W pełnym „spurcie” prowadzi znowu p. Szeligowski piłkę i celnym strzałem wyrównuje stosunek punktów przed pauzą (1:1). Walka po pauzie aczkolwiek zacięta, nie daje żadnego rezultatu i „match” o mistrzostwo Krakowa zostaje nierozstrzygniętym.

Jeszcze w tym samym roku odbyły się dwa spotkania o prym w Grodzie Kraka. Kolejne starcie pomiędzy Cracovią i Wisłą odbyło się 18 października o godzinie 15:30. Areną zawodów był tor przeznaczonych do wyścigów konnych, który znajdował się tam, gdzie dziś mieści się stadion Białej Gwiazdy. Cracovia nie dała szans sąsiadce zwyciężając 3:1. Mniej informacji jest o trzeciej rywalizacji, bowiem nie wiadomo, gdzie doszło do niej, jednakże końcowy rezultat prezentował się 2:2. Ciekawostką jest, iż rozjemcą zawodów był William Calder. Kuriozalna sytuacja przekładając na obecne czasy. Po pierwsze Calder był pierwszym zagranicznym zawodnikiem, a zarazem pierwszym trenerskim stranierim. Po drugie występował w barwach Cracovii, lecz wtedy wszyscy byli przekonani, że Brytyjczyk jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu i to on posiada pełne doświadczenie sędziowskie. Wisła nie protestowała, a wręcz przeciwnie, popierała jego kandydaturę. Tak więc William Calder wpisuje się w historię będąc pierwszym obcokrajowcem, który sędziował oficjalnie w Świętej Wojnie.

Brutalne derby, w których dominuje pirotechnika, palenie barw przeciwnika, dewastowanie stadionu i próba sforsowania tak zwanego płotu oddzielającego kibiców obu zwaśnionych drużyn. Myślicie, że w latach 20. ubiegłego stulecia była sielanka? Nic z tych rzeczy, a przykładem jest hit pomiędzy Cracovią, a Wisłą podczas ósmej kolejki Ekstraklasy w czerwcu 1929 roku. Na stadionie im. Józefa Piłsudskiego zgromadziło się 8 tysięcy widzów. Naprzeciw siebie stanęły legendy Józef Kałuża oraz Henryk Reyman. Wisła Kraków broniła Mistrzostwa Polski, a postawa boiskowa Białej Gwiazdy prezentowała się iście dżentelmeńsko, ale… „Twarda w walce, dążąca do celu najprostszą drogą, ambitna ale opanowana, pełna spokoju wewnętrznego i rutyny meczowej, Wisła jest bodaj czy nie najbliższą syntetycznego ideału polskiej drużyny piłkarskiej”. Czeski trener František Koželuh, który wcześniej prowadził Cracovię nie mógł skorzystać z kontuzjowanego Jana Reymana – młodszego brata Henryka i byłego napastnika Pasów. Dołożyć należy również brak środkowego pomocnika, olimpijczyka Zdzisława Stycznia i mogą być problemy. Pomimo absencji Wisła zdominowała początek spotkania, a zwieńczeniem przewagi była bramka Stanisława Czulaka okrzykniętego specem od jubileuszowych trafień dla klubu z Reymonta. Oburzenie na trybunach, bowiem „goal” padł z wyraźnego spalonego. Arbiter najwyraźniej miał klapki na oczach. Na domiar złego kilka chwil później jeden z zawodników gości sfaulował brutalnie przeciwnika, a gwizdek sędziego nadal milczał. Frustracja kibiców Cracovii objawiła się wtargnięciem na murawę i wymierzeniem sprawiedliwości na piłkarzach Wisły. Na całe szczęście służbom porządkowym w połączeniu z policją udało się zapobiec tragedii. Atmosfera wciąż była napięta i dobrze, że w końcu sędzia Artur Marczewski z Łodzi przypomniał sobie o posiadaniu przedmiotu jakim jest gwizdek. Zespół w biało-czerwone pasy jakby pobudzony po tych wszystkich zamieszkach aktywnie ruszył do przodu i opłaciło się, trzy gole tuż przed pauzą i Wisła musiała pogodzić się z porażką.

W latach 70. 80-tych podwórkowy zespół Andrusy witał kibiców swoją piosenką o wymownym tytule: „Święta Wojna”, a w dobry nastrój do meczu wprowadzał wszystkich redaktor Andrzej Szeląg. Tekst pieśni pokrótce opisywał/-uje 70 lat rywalizacji Wisły oraz Cracovii. Pasy zawsze gdzieś miały pod górkę, byli otwarci na różne narodowości, gdzie główną rolę odgrywali Żydzi, stąd ta garbata dola. Kiedyś walka toczyła się o mistrzostwo Galicji, lecz zawsze najważniejsza był rywalizacja derbowa Liczyło się wyłącznie zwycięstwo i możność panowania w mieście (herbowa tarcza Krakowa i puchar wyzwolenia miasta). Dzisiaj gra toczy się o górną ósemkę Ekstraklasy, Wisła ma swoje problemy, Cracovia wyprzeda o cztery punkty rywala zza miedzy, ale o roli faworyta mowy być nie może. Derby rządzą się swoimi prawami. „Już kolejna Święta Wojna zacznie się po chwili, a gra godna sławnych drużyn pobyt nam umili”. 30 tysięcy wiślaków zapewne postara się, by 197 już Wielkie Derby Krakowa zostały zapamiętane jako wspaniałe widowisko, a zawodnicy obu jedenastek zaprezentują zaciętą walkę o każdy metr boiska.

Źródło: Cracovia znaczy Pasy, Historia Wisły Kraków (wikipedia).

Przejdź do paska narzędzi