Daniel Wass coraz bliżej Atletico, bo Kieran Trippier układa sobie życie w Newcastle

Daniel Wass

fot. AS


Gdy mur zaczął się sypać, a zaprawy już nie starcza, trzeba wyruszyć na zakupy. Diego Simeone zdaje sobie sprawę, że niegdyś jego największy atut po prostu wyparował. Cholismo wciąż żyje, ale brakuje wyznawców. Ludzi, którzy zbudują monolit.

Prezes Enrique Cerezo szuka. Nieustannie, bo o transferowych plotkach czytamy od tygodni. Latem nie zabrakło wielkich nazwisk. Część dopinanych na ostatniej prostej. Właściwie poza scenariuszem. Ofensywne, uzbrojone po zęby Atletico miało dyktować warunki, ale rzeczywistość okazała się zgoła inna. Zaniedbana defensywa szybko o sobie przypomniała, a gdy posiadasz podatnego na kontuzje Jose Gimeneza i elektrycznego Stefana Savicia to za pewnik bierzesz przyszły problem z ustaleniem składu. Być może złudna okazała się nadzieja w kontekście Mario Hermoso i Felipe, biorąc pod uwagę zeszły sezon. Szczególnie że i dzisiejszy Jan Oblak nie wyciągnie, gdy zespół jest w potrzebie.

Za odwieczną bolączkę należy uznać bocznych obrońców. Dalekich od ideału. Atletico czeka na następcę Felipe Luisa, którego buty okazały się za duże na Renana Lodiego. Wiele wskazuje, że niebawem na Wanda Metropolitano trafi zawodnik Lille – Reinildo Mandava. Nie brakuje również listy nazwisk po drugiej stronie boiska. W Madrycie po odejściu Trippiera za priorytet obrano transfer prawego defensora.

Twarz nowego projektu

Kieran Trippier do Atletico trafił w 2019 roku. W barwach Colchoneros rozegrał 86 spotkań, będąc częścią mistrzowskiej drużyny z ubiegłego sezonu. Od dłuższego czasu słyszeliśmy, że mimo boiskowych sukcesów wciąż tęskni za ojczyzną, a powrót na wyspy miał być kwestią czasu. Gdy po Anglika zgłosił się nowy właściciel Newcastle, stało się jasne, że pieniądze nie będą problemem. Eddie Howe zna Kierana jeszcze za czasów pracy w Burnley, więc negocjacje nie trwały długo. Atletico przyjęło ofertę oscylującą na 12 mln funtów, aczkolwiek umowa przewiduje różne bonusy. Jeden z nich brzmi dość ciekawie. Według Michaela Bridge’a, dziennikarza Sky Sports, jeśli Newcastle uniknie spadku, to do Madrytu powędruje dodatkowe 14 mln euro.

Kwestie finansowe okazały się decydujące, ale Simeone doskonale wie, że brak Anglika to konkretne osłabienie prawego bloku. Marcos Llorente nie czuje się komfortowo niżej na prawej stronie, o czym miał sam zasygnalizować trenerowi. Hiszpan jest piłkarzem, który lubi grać na połowie rywala, wspomagając ofensywę swojej drużyny. Docelowo najlepiej czuje się w środku pola, ale jest piłkarzem elastycznym, o czym przekonaliśmy się w ostatnich latach. Niemniej jego plastyczna forma ma pewne granice, a wizja Cholo zaczęła uwierać. Pod nieobecność 26-latka kredyt zaufania otrzymał również Sime Vrsaljko, ale nikt się nie czaruje, że to rozwiązanie długoterminowe.

Atletico chce człowieka, który charakterystyką będzie nawiązywał do nieobecnego Trippiera. Gracza przykładającego dużą wagę do wyprowadzania piłki na ostatnią tercję boiska. Zawodnika, który potrafi wykonać dużą liczbę podań w pole karne przeciwnika bez wykonywania wielu dośrodkowań. Nieodzownym wydaje się wszechstronność, bo Simeone będzie wymagał zarówno wzmożonej pracy z przodu, jak i trzymania linii z tyłu zależnie od wyjściowego ustawienia. Te ostatnio przybierało różne formy zarówno z trójką, jak i czwórką w obronie.

Daniel Wass alternatywą

Nie jest żadną niespodzianką, że rynek stawia trudne warunki. Wiele nazwisk przewinęło się przez biura madryckiego klubu od tych mniej realnych po całkiem prawdopodobne. Diogo Dalot z Manchesteru United, Mattia De Sciglio z Juventusu i Rasmus Kristensen z Salzburga to część góry lodowej. Listę ostatnio uzupełnił Pablo Maffeo, który aktualnie przebywa na wypożyczeniu w Mallorce. 24-latek doskonale zna ligę, a w poprzednim sezonie występował w barwach Hueski, będąc jednym z najlepszych graczy przybranego klubu.

Największą uwagę przykuło jednak nazwisko Daniela Wassa. Kontrakt 32-latka z Valencią wygasa w czerwcu i niewiele wskazuje, aby doszło do przedłużenia współpracy. Negocjacjom nie pomaga fakt, że usługami zawodnika zainteresował się poważny gracz z Madrytu. Daniel Wass chce przenieść się na Wanda Metropolitano, a sprawa zaczęła nabierać tempa. To obrazek, przypominający sprawę Geoffreya Kondogbii. Valencia zdaje sobie sprawę, że wybrzmiał właśnie ostatni dzwonek, aby na Duńczyku coś jeszcze zarobić. Problemem okazuje się cena, albowiem mistrz Hiszpanii oferuje jedynie 2 mln euro, a to niewiele, by w miejsce Wassa błyskawicznie sprowadzić zawodnika o podobnych kwalifikacjach. Valencia negocjuje przybycie Okay Yukuslu, ale brakuje argumentów, by przekonać Celtę. Na Balaidos temat wypożyczenia nikogo nie interesuje, więc operacja musiałaby zostać spieniężona jeszcze zimą. Duńczyk może zatem zostać przytrzymany do momentu aż Valencia znajdzie następcę bądź Atletico podwyższy pierwszą ofertę.

Z całą pewnością znakiem zapytania pozostaje kwestia dopasowania Duńczyka do planów Simeone. Czy docelowo miałby uzupełnić dziurę pozostawioną przez Trippiera, czy poszerzyć wachlarz możliwości również w drugiej linii? Wass w tym sezonie o wiele częściej pojawiał się w środku pola niż na prawej stronie boiska, jak miało to miejsce w minionej kampanii. Niemniej Duńczyk wciąż jest synonimem wszechstronności, a w Madrycie nastały chude miesiące. Cholo szuka optymalnego ustawienia, więc charakterystyka 32-latka i promocyjna cena to interes, który warty jest zachodu. Nawet jeśli okres przydatności miałby skończyć się w przyszłym sezonie.

Mateusz Bogusz usłyszał diagnozę, kilkumiesięczna absencja Polaka

Bez przekonania?

I nie, to nie jest recepta na szczęście, czy antidotum na wszelkie problemy klubu. Trzeba przyznać, iż Atletico wpadło w dołek, z którego o wiele trudniej wyjść, jeżeli system gry z narzędzia stał się kulą u nogi. Po zdobytym mistrzostwie i skompletowaniu być może najmocniejszej kadry od lat nic nie wskazywało, że Atletico tak łatwo straci prym w tym sezonie. To już pięć porażek i 26 straconych bramek. To uratowany punkt z Villarrealem po bramce samobójczej Mandiego. Remis w bólach z Athletikiem i komplet oczek z Espanyolem i Getafe po bramkach w doliczonym czasie gry. Symbol Atletico to także dwumecz z Valencią. Remis na Mestalla mimo przewagi dwóch bramek w regulaminowym czasie gry. Rewanż na Wanda Metropolitano w identycznych okolicznościach.

Atletico traci już 14 oczek do liderującego Realu Madryt, a z tyłu naciska Barcelona i Real Sociedad. Zaraz trzeba będzie walczyć o miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów. Colchoneros przeżywają załamanie formy. Wydaje się, że poza kilkoma przebłyskami każdy gra o poziom niżej. Zasadniczo Atleticio zawodzi od początku sezonu, ale z pierwszych tygodni nikt nie rozlicza, bo po co? Był czas, więc przymykano oko na wszelakie decyzje Simeone. Często niezrozumiałe i w swym założeniu niespójne. Bezczynność rzadko jest odpowiednim wyjściem i tym razem nie było inaczej. Czas zweryfikował Argentyńczyka, który znalazł się na celowniku, a jego ogromne zarobki szybko stały się ulubionym argumentem opozycji. Historia jakich wiele, choć na jej finał jeszcze przyjdzie nam poczekać.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.