NA GORĄCO

Ceś: Los płata figle, a kontuzja Lewego nie jest niemożliwością stopnia wyższego

11 listopada 2017, 09:00 | Foto: Kamil Chmielewski | Autor: Igor Ceś
Ceś: Los płata figle, a kontuzja Lewego nie jest niemożliwością stopnia wyższego
Polska Piłka
0

O tym spotkaniu mówiło się od dłuższego czasu. I nic w tym dziwnego, bowiem jeśli sięgniemy pamięcią, ostatni mecz z drużyną spoza Starego Kontynentu, graliśmy gdy na ławce trenerskiej siedział Waldemar Fornalik. Jego następca, Adam Nawałka, historyczne miejsce w rankingu FIFA, zbudował grając wyłącznie z rywalami z Europy. O meczu mówiło się dużo, lecz spotkania towarzyskie były i będą jedynie produktem czekoladopodobnym. Zakładam, iż odnotowano przypadki zmrużenia oka.

Przeciwnicy obu sparingów podczas trwającej przerwy na reprezentacje, to oponenci jakim bezdyskusyjnie musimy stawić czoła przed nadchodzącym mundialem. Latynosi rodem z Ameryki Południowej i Środkowej prezentują odmienny styl futbolu, niż ekipy, z którymi przyszło nam się mierzyć dotychczas pod wodzą Nawałki. Niemal pewne jest, że już w fazie grupowej przyjdzie nam podjąć rękawice z rywalem spoza naszego macierzystego kontynentu. Wodą na młyn dla polskiej piłki jest więc goszczenie owych nacji. Kamil Glik spytany na konferencji przedmeczowej czy pamięta ostatnie starcie z Urugwajem, odpowiedział z ironicznym uśmieszkiem: – Tak. Był to jeden z moich najlepszych meczów w kadrze. A szyderczy uśmiech pojawił się dlatego, iż owe spotkanie było prawdopodobnie najgorszym spotkaniem Kamila z orzełkiem na piersi.

Tuziny kadetów

Adam Nawałka otworzył piłkarskie laboratorium i tuzinami wpuścił do nich kadetów. Konserwatywny do tej pory trener, zaskoczył nas już powołaniami. Znalazły się w nich aż cztery nowe nazwiska. O niektórych, jak na przykład o Kurzawie mówiło się już od jakiegoś czasu, lecz obecność Jarosława Jacha na liście mocno zdziwiła wszystkich. Utarte schematy w piłce nożnej działają, wszak jak wszystko co na początku jest nowe i pionierskie – ma swój termin przydatności. Ten skończył się po bolesnej porażce z Danią. Trener Duńczyków stwierdził wówczas, że Polska przez powtarzane schematy stała się przewidywalna i w dobitny sposób obnażył nasze wszystkie mankamenty. Reakcja trenera okazało się być taka, jak na fachowca przystało. Trzeba spróbować czegoś nowego, czegoś co wprowadzi konsternacje, coś na co sztab i trenerzy nie będą przygotowani. Wynikiem prac w laboratorium selekcjonera, okazała się być mikstura o wdzięcznej nazwie „3-5-2”. Ten popularny ostatnimi czasy system, oczywiście dopracowany do perfekcji, przynosi rezultaty. Przy dużej wydolności wahadeł, pozwala płynnie przechodzić do przewag liczebnych zarówno w ataku jak i w obronie.

 

Co słusznie zauważył były trener Górnika Zabrze, to zdolność i bagaż doświadczenia naszych reprezentantów w systemie z trójką obrońców. I choć nie tak jak w dzisiejszym meczu wyobrażał sobie pierwszą jedenastkę, życie pisze różne scenariusze, a ten szczególny zatytułowany był „kontuzje”. Tridente w obronie tworzyć mieli Pazdan, Kamiński i dowodzący bandą – Glik. Kamiński grywał ostatnio w każdym meczu w VFB Stuttgart w ustawieniu 3-5-2. Gdy pewne było, że dwa listopadowe mecze będą jego szansą na odśpiewanie „Mazurka Dąbrowskiego”, w najmniej oczekiwanym momencie uszkodził więzadła w stawie skokowym i obecnie przechodzi żmudny proces rekonwalescencji, a mecz obejrzał przed telewizorem. Pazdan z kolei nie doszedł do siebie po urazie w ostatnim meczu Legii. Łukasz Piszczek, który na prawym wahadle zagrał kilkanaście spotkań w Borussi Dortmund za kadencji Tuchela, po ostatnim meczu kadry również leczy więzadła, w odmianie do Kamińskiego – w kolanie. Najbardziej medialną absencją, lecz nie tą najbardziej kluczową była nieobecność Roberta Lewandowskiego. Wobec tego, zagraliśmy dziś eksperymentalnym składem. Polotu nie było, ale kiedy testować jeśli nie w takich meczach?

 

Umówmy się, widywaliśmy lepsze mecze, także pod wodzą Adama Nawałki. Dzisiaj oglądaliśmy dwóch rywali, którzy czuli do siebie respekt. Mecz był wyrównany, lecz gdybym miał oceniać „na punkty”, zwycięstwo przyznałbym Polakom. Nie zawiedliśmy. To jest ogromny pozytyw patrząc na skład i nowe ustawienie w jakim graliśmy. Trójka obrońców, która na papierze nieco mnie przeraziła, spisała się ponad oczekiwania i sam Edinson Cavani nie znalazł sobie miejsca. Jach okazał się być bardzo pewny w swoich decyzjach, Glik pokazał dziś jak powinno kierować się grą obronną w systemie 3-5-2. Tak na prawdę do kompletnego występu brakowało mu tylko bramki po różnym, a okazji był niemało. W przerwie Nawałka dokonał zmiany, która nie zaskoczyła nas bardzo, ale delikatnie uniosła nam obie brwi. Za Thiago wszedł Jędrzejczyk (trauma po porażce w UFC zażegnana) mający predyspozycje i doświadczenie w grze na środku formacji defensywnej. Krychowiak grał wczoraj jak za najlepszych czasów w Sevilli. Jest na ten moment jedynym zawodnikiem w kadrze, który potrafi wykonać przyspieszający akcję przerzut na 40 – 50, nie strasząc przy tym gołębi na stadionie.

 

Krok pierwszy

Z jednej strony przekonaliśmy się dobitnie jak wiele tracimy w ataku bez Roberta Lewandowskiego, z drugiej jednak dostaliśmy obraz kadry bez naszego egzekutora, która po paru korektach z ręki mistrza, może namieszać na wystawie w Rosji. Bo na taką ewentualność musimy się przygotować. Los różne płata figle, a kontuzja Lewego wcale nie jest niemożliwością stopnia wyższego. Mecz z Urugwajem sporo powiedział nam też o do tej pory wiecznie pomijanym Kamilu Wilczku. Grał nieźle, dochodził do sytuacji, ale dużo gorzej było już z jego skutecznością. Nowy system można ocenić na czwórkę. Jeszcze nie mocną, jeszcze nie z plusem, ale należy pamiętać, że wczorajszy mecz do dopiero pierwszy krok z sześciu, jakie przyjdzie nam postawić przed MŚ w Rosji. Bardzo dobrze funkcjonował pressing często inicjowany przez Grzegorza Krychowiaka. Gorzej jednak wciąż wychodzi nam wyprowadzenie piłki od obrony. Lekarstwem na tę przypadłość może być Marcin Kamiński. Kluczową sprawą w perspektywie przyszłych meczów, będzie rozmowa trenera z piłkarzami o odczuciach gry w nowym ustawieniu. O to martwić się jednak nie powinniśmy, gdyż Krycha zapytany po meczu w jakiej formacji czuje się najlepiej, krótko odpowiedział: – W tej, która da nam trzy punkty. Trudno się z tym nie zgodzić, w końcu nawet bieg po trupach, na końcu nagradza się laurem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przejdź do paska narzędzi