Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, pamiętajmy o tym

Mówimy o nich, że są cyborgami. Nazywamy ich teraźniejszymi atletami, którzy biegając po boisku dają nam radość. Podziwiamy ich sylwetki, podejście do uprawianego zawodu. Stawiamy ich za wzór do naśladowania. Zawodowi piłkarze, bo dziś o nich mowa na końcu są tylko ludźmi. Pamiętajmy o tym. 

Christian Eriksen

Przed startem mistrzostw Europy powstało wiele tekstów opisujących atmosferę tego turnieju. Skupiono się raczej na jej braku, bo rozrzucone po całym kontynencie nie przyciąga aż tak dużej uwagi. Ale wystartowało i jakby zapomnieliśmy o tym, co było problemem jeszcze przed pierwszym gwizdkiem w meczu Turcja-Włochy. Skupiliśmy się na futbolu, emocjach i komentowaniu tego, co widzimy na ekranach telewizorów. Nie inaczej było przy okazji meczu Dania-Finlandia. Wypełniony stadion Parken w Kopenhadze. Ludzie poubierani w narodowe barwy, pełni nadziei na to, że to ich reprezentacja wygra ważny, bo pierwszy mecz w turnieju. Jakże błogo to wyglądało i jakże sympatycznie się to obserwowało. Aż do feralnej, 43. minuty…

Christian Eriksen padł na murawę i jedną nogą był poza naszym światem. W jednej sekundzie święto, zmieniło się w tragedię tysięcy, milionów kibiców. Nie tylko duńskich. Wszyscy zamarliśmy. Nie można było znaleźć słów, aby opisać to, co widzieliśmy. Zdrowy chłop padł i tylko dzięki skutecznej akcji ratowniczej udało się przywrócić jemu funkcję życiowe. Christian Eriksen nie jest zbudowany jak atleta. Nie wygląda jak gladiator. Jest to piłkarz, który jest człowiekiem. Takim zwykłym, naturalnym, który uprawia najpiękniejszy sport na świecie. Nie jest żadną maszyną (nikt z nas nie jest). Człowiek jest tylko i aż organizmem, który po latach eksploatacji może odmówić posłuszeństwa. Wiemy czym to się kończy. Dotyczy to mnie, siedzącego na wygodnym fotelu. Dotyczy to ciebie, drogi czytelniku. Dotyczy to też ich, tych cyborgów, którzy często zaciskają zęby tylko po to, aby dać nam odrobinę radości.

Jak blisko jest od radości do smutku i kompletnej bezradności, widzieliśmy wczoraj. Możemy bawić się tutaj w pisanie populistycznych tekstów, które podkreślają ilość meczów i brak odpoczynku. Ale po co? Jakie to ma znaczenie, w tej jednej, tragicznej chwili? Nie ma żadnego…

Ludzka reakcja

Dlaczego od początku tego tekstu podkreślam, że jesteśmy tylko ludźmi? A no dlatego, że to właśnie ludzie zareagowali najszybciej na to, co się wydarzyło na boisku. Simon Kjaer podbiegł, pomógł koledze. Dał jemu szansę na to, aby jeszcze żył. Nie bójmy się tego napisać. Gdyby wokół upadającego Christiana Eriksena były maszyny, które nie mają żadnych ludzkich odruchów, to można zaryzykować tezę, że nie skończyłoby się to dobrze. Oczywiście, w którymś momencie te maszyny zostały użyte, bo taka jest kolej rzeczy. Jednak pierwsza, ta najważniejsza reakcja dotyczyła ludzi.

Wszystko to, co działo się później było naturalną koleją rzeczy. Otoczenie nieprzytomnego kolegi, tak aby nie było widać tej walki. Niektórzy mogliby tego po prostu nie wytrzymać. I bez tego było bardzo ciężko. Moment, w którym gracz Milanu pociesza załamaną partnerkę Eriksena przejdzie do historii. Simon Kjaer pokazał to, czego w takich chwilach powinno być najwięcej. Ludzką reakcję na tragedię, jaka przytrafiła się koledze i jego rodzinie. A przyznajmy, że to podejście, które bywa najłatwiejsze, niekiedy jest najtrudniejsze. Christian Eriksen powoli dobrzeje (takie są sygnały z Danii). Wydaje się, że to najgorsze już za nim. Nie byłoby jednak happy endu, gdyby nie ludzka reakcja. Chęć uratowania tego, co najważniejsze. Wszystko co robimy traci jakikolwiek sens, w chwili, w której pozostanie nam odejść z tego świata. Dotyczy to każdego z nas. Tych gladiatorów i tych zwykłych zjadaczy chleba.

Spróbujmy cieszyć się turniejem

Sytuacja z Christianem Eriksen przykryła cały ten turniej, pomimo tego, że to dopiero sam początek. Radość spowodowana pierwszym meczem, skutecznie pozwoliła nam zapomnieć o tym, jaka otoczka towarzyszy tym mistrzostwom. O zdrowiu – nie tylko pomocnika reprezentacji Danii, będziemy mówić już zawsze. Wyobrażam sobie, że każdy z piłkarzy będzie miał to z tyłu głowy. Nie da się przecież ot tak wyłączyć i zapomnieć. Jednak spróbujmy cieszyć się tymi mistrzostwami. Cała karuzela dopiero się rozkręca. Nie dojechaliśmy nawet na pierwszy wiraż. Przed nami radość po zwycięstwach i smutek po porażkach. Czyli to, co jest solą tego sportu. I życzmy sobie, aby takich sytuacji jak ta z meczu Dania-Finlandia już nie było. Chociaż jak już podkreślałem, jesteśmy tylko organizmem, który pomimo ewolucji nauki nadal ma swoje tajemnice. Christian Eriksen miał mnóstwo szczęścia, którego nie mieli Marc Vivien-Foe, Miklos Feher, Antonio Puerta i jeszcze kilku innych…

Kardiolog o Eriksenie: Nie powróci do zawodowego grania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *