Wijnaldum: Przyszedłem do PSG, żeby wygrać wszystko

Wijnaldum

Zdjęcie: PSG

Holender udzielił obszernego wywiadu L’Équipe, w którym opowiedział o kulisach przenosin do PSG, zainteresowaniu ze strony innych klubów oraz sportowych ambicjach.

Po pięciu latach spędzonych w Liverpoolu Gini Wijnaldum zdecydował się na zmianę otoczenia. Choć wiele wskazywało na to, że jest jedną nogą w Barcelonie, ostatecznie wylądował w Paryżu. Teraz zdecydował się zdradzić nieco szczegółów dotyczących tych wydarzeń, poruszając także kilka innych, równie ciekawych tematów.

O rozmowach z PSG przed laty:

– Tak, to prawda. Pierwsze kontakty między nami miały miejsce w 2014 roku, zaraz po Mundialu. PSG wyraziło zainteresowanie, ale chciałem jeszcze na jakiś czas zostać w PSV, żeby powalczyć o mistrzostwo Holandii, a ponadto grać z Memphisem Depayem. Przez długi czas leczyłem kontuzję, więc czułem, że mam do spłacenia dług wobec kibiców. Zostałem, sięgnęliśmy po krajowy tytuł, przez co bardziej otworzyłem się na odejście i wtedy Paryż ponownie się odezwał. Wtedy jednak nie czułem, żeby naprawdę im na mnie zależało, toteż podpisałem kontrakt z Newcastle, które od razu postawiło sprawę jasno – chcemy cię w naszych szeregach.

O zmianie zdania w stosunku do nowego pracodawcy:

– Tak jak mówiłem, trzeba podążać za swoim przeczuciem. Nie chcę w chodzić w szczegóły, ale kilka miesięcy temu zamierzałem pozostać w Liverpoolu, ale niestety nie odniosłem wrażenia, że klubowi na tym zależy. W takich sytuacjach należy zrobić krok naprzód. Zgłosiła się Barcelona, co mnie ucieszyło, bo pomimo faktu, iż moim ulubionym piłkarzem był Zidane,  sympatyzuję z tą drużyną od dziecka, jak wielu holenderskich dzieciaków. Bardzo zależało mi na grze na Camp Nou, niestety negocjacje się przeciągały i w tym momencie wkroczyło PSG. Tym razem wyrazili pragnienie pozyskania mnie, więc uznałem, że to dobry czas na zmianę.

O zainteresowaniu ze strony innych klubów niż Barcelona:

– Wcześniej rozmawialiśmy też z Bayernem Monachium oraz Interem Mediolan, który wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Niemniej, wybrałem Paris Saint-Germain z racji jasno ustalonego projektu. Zrobili wszystko, aby mnie przekonać. Przeprowadzili błyskawiczne negocjacje i zapewnili, że zamierzają zbudować najlepszą drużynę na świecie.

O trudnościach walki o miejsce w podstawowym składzie:

– Nikt nie obiecał mi gry w pierwszej jedenastce. Wszystko zależy ode mnie. Niektóre kluby mogą obiecywać różne rzeczy, tyle że jeśli nie jesteś wystarczająco dobry, to nie będziesz grał. To ma sens. W drużynach takich jak nasza zawsze będzie istnieć konkurencja. Skorzystają na tym wszyscy. Przedstawiono mi tylko, jak wygląda projekt i jak, dzięki swoim umiejętnością, mogę przyczynić się do bycia jego integralną częścią. Właśnie tego dotyczyły moje rozmowy z Leonardo i prezesem. Dali mi również czas do namysłu, lecz tak naprawdę nie potrzebowałem go. Zgodziłem się od razu, bo wiedziałem, że to słuszne posunięcie. 

O relacji z Memphisem Depayem i jego wpływie na podjęcie decyzji, co do wyboru dalszej ścieżki kariery:

– Memphis wiedział wszystko o mojej przeprowadzce, ale nie namawiał mnie, żebym poszedł do Barcelony razem z nim, to nie w jego stylu. Doradził tylko, aby podążać za głosem serca, a ja wyjaśniłem mu całą tę sytuację z Barceloną i PSG. Jasne, byłoby świetnie po sześciu latach znów reprezentować te same barwy co on, jednak los zadecydował inaczej. Tak czy siak gramy w reprezentacji Holandii i jesteśmy w przyjaznych stosunkach. Często do siebie dzwonimy, a w wolnym czasie spotykamy. 

O tym, jak o mały włos nie trafił pod skrzydła Pochettino w 2016 roku:

– Nie powiedział niczego pokroju “słuchaj, będziemy grać tak i tak”, bo wiem, w jaki sposób Pochettino pracuje. Pokazał to w 2016 roku. Nie zmienią tego nawet drobne zmiany, zależne od posiadanego składu. Dlatego też rozmowy były krótkie. Zapytał mnie, czy odpowiada mi oferta, opowiedział o zamiarach, a także o projekcie. Postawiłem na szczerość mówiąc, że jestem w kontakcie z Barceloną, choć nie osiągnęliśmy jeszcze porozumienia. Nie było niczego podpisanego.

O tym, jaką rolę ma pełnić w układance argentyńskiego szkoleniowca:

– Gdy rozmawialiśmy w 2016 roku, mówił o meczu Tottenhamu z Newcastle, w którym wystąpiłem na lewym skrzydle. Powiedział: “Nie jestem trenerem każącym zawodnikom sztywno trzymać się swoich pozycji. Jasne, są jakieś podstawowe zadania, ale chcę, abyś poczuł na boisku wolność i mógł dać z siebie wszystko”. Pasowało mi to, bowiem nie lubię bycia przyspawanym do jednego miejsca na murawie.

O swoich pierwszych wrażeniach z Ligue 1:

– Zauważyłem, że w lidze drużyny grają przeciwko nam w sposób defensywny. Nie mamy zbyt wiele miejsca pomiędzy liniami, więc znalezienie choćby skrawka przestrzeni graniczy z cudem. Spodziewałem się tego, ale szczerze mówiąc, nie sądziłem, że to zaszło aż tak daleko. Odbieram to jako wyraz szacunku w naszą stronę i prawdę powiedziawszy, myślę, że to ma sens. Spójrzmy na naszą ekipę – nic dziwnego, że nie chcą nas atakować za wszelką cenę. W Lidze Mistrzów natomiast przewiduję inne nastawienie rywali. Tam inne drużyny, tak samo jak my, pragną grać swoją piłkę i dyktować warunki. 

O ambicjach po zdobyciu z Liverpoolem wszystkiego:

– Uczestniczenie w tak ambitnym projekcie jest jednym z powodów, dla których podpisałem umowę. Zasadniczo to chyba najważniejszy powód. Zważywszy na to, jakim potencjałem dysponujemy, ludzie mówią wyłącznie o triumfie w Champions League, ale ja jestem inny. Chcę wygrać wszystko. Po to tu przybyłem. Liga Mistrzów to wielka rzecz, bo PSG nigdy po nią nie sięgnęło. Przypomina mi to niemoc Liverpoolu z wygraniem Premier League od momentu zmiany struktury tych rozgrywek. Tak narodziła się obsesja i tu jest podobnie. Nie powinniśmy jednak ignorować pozostałych frontów. W Europie gramy ile, trzynaście spotkań? Sezon to coś więcej, niż tylko trzynaście meczów. Pragnę być w drużynie, która – niczym Barcelona Guardioli – zdominuje wszystko – zakończył.

W obecnym sezonie Gini Wijnaldum zdążył zagrać w pięciu meczach w barwach swojego nowego klubu. Uzbierał łącznie 353 minuty na francuskich boiskach, tym niemniej póki co ani razu nie wpisał się na listę strzelców ani nie zanotował żadnej asysty.

źródło: L’Équipe | getfootballnewsfrance.com


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *