Trenerzy – dezerterzy

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Z czym mi się kojarzy dezercja? Z owym terminem spotkałem się w opowieściach o kumplach kumpli, którzy podobno uciekali z wojska, bądź próbowali się przed nim wymigać. Ostatnio „dezercję” można dostrzec w sportowej rzeczywistości. Ta generuje tak ogromne pieniądze, które niekiedy sprawiają, że umowy czy słowne zapewnienia są łatwo łamane.

Jako, że jesteśmy piłkarskim portalem, to przytoczę tylko te futbolowe „zdrady”

Pierwszym przykład z brzegu? Radoslav Latal – (stary – nowy) szkoleniowiec Piasta Gliwice. Czeski trener w poprzednim sezonie ligowym zaimponował stylem prowadzenia wcześniej wymienionego klubu. Team z województwa śląskiego cechował się wybitną dyscypliną na boisku. Efektem wielce wytężonej pracy było w pełni zasłużone wicemistrzostwo kraju. Nic tylko grać o puchary… Tylko jak myśleć o grze w fazie grupowej Ligi Europejskiej, jeśli się przegrywa na starcie w katastrofalny sposób z Goteborgiem. Dobra, OK, liga szwedzka, ale można było trochę powalczyć na tej murawie. Latal przed startem sezonu rezygnuje! (dzień po blamażu w pucharach) Szok! Powodem wskazywanym przez media były liczne rozbieżności w wizji przyszłości „Piastunek”. Według nieoficjalnych źródeł na rozstanie ogromny wpływ miał ciężki charakter trenera. Rozumiem konflikty, jednak czy warto zostawiać ekipę, z którą złapało się wspólny język? Wspomnianego Czecha zastąpił jego asystent, Jiri Necek. I co? Baty od Cracovii na rozpoczęcie (1:5), potem wygrana z Koroną (2:1), a następnie ligowa szarzyzna. Suma summarum udało się znaleźć na 14.miejscu w tabeli.

Trudne zadanie stoi przed byłym zawodnikiem m.in. Schalke O4, bo Piast wydaje się być „drużyną bierną i toporną”, u której ciężko wydobyć wszystkie najlepsze elementy z ubiegłej kompanii. Mraz nie wrzuca tak dokładnie, Hebert często przegrywa pojedynki powietrzne, i co najważniejsze – brak napastnika z prawdziwego zdarzenia.

Pamiętacie Roberta Kasperczyka, Marcina Sasala czy Andrzeja Wyrobę? Ci trenerzy próbowali wydobyć Podbeskidzie ze strefy spadkowej w pamiętnym sezonie 2012/13. Ich trud przynosił jednak kompletnie odwrotny efekt niż przewidywano. Na początku 2013 roku podjęto odważną decyzję, a mianowicie zatrudniono długo niewidzianego w Ekstraklasie, Dariusza Kubickiego. Popularny „Kuba” od samego początku zarządził mordercze treningi, które miały spowodować, że „Górale” będą fizycznym i motorycznym hegemonem w lidze. I muszę powiedzieć (a raczej napisać), że praca nie poszła na marne. Kapitalne zwycięstwo z Jagiellonią u siebie (4:0), remis w niezłym stylu z Wisłą Kraków (0:0), niesprawiedliwa porażka z Legią (1:2) oraz stracony punkt w końcówce ze Śląskiem Wrocław na wyjeździe – bilans Kubickiego w pierwszej kadencji swoich rządów. Napisałem, że w pierwszej? Tak, ponieważ w połowie marca były znakomity kiedyś gracz kady Polski otrzymał lukratywną propozycję z Rosji, a mianowicie z Sybiru Nowosybirsk – klubu grają wówczas w drugiej klasie rozgrywkowej. Sam zainteresowany ofertę przyjął i zostawił Podbeskidzie na ostatnim miejscu w stawce. Jak wszyscy wiemy, następcą został Czesław Michniewicz, któremu w thrillerowskich okolicznościach udało się wyratować nowemu pracodawcy byt w elicie.

Dariusz Kubicki nieoczekiwanie zastąpił Leszka Ojrzyńskiego, co nie spodobało się kibicom. Roszada miała miejsce tuż po zakończeniu 30. kolejki sezonu zasadniczego 2014/15. Kibice ciągle mieli do niego żal, że “olał” ich ukochaną drużynę w niezręcznej sytuacji oraz za to, że kosztem „Górali” się po prostu wylansował. Druga przygoda trwa zaledwie cztery miesiące, a zwolnienie tym bardziej niefortunne, bo skwitowane klęską na własnym obiekcie z „Białą Gwiazdą” (0:6)!

W tej chwili PBB dzielnie walczy na zapleczu LOTTO Ekstraklasy, a piłkarze pracują pod okiem Dariusza Dźwigały.

Z dezercją mieli również do czynienia decydenci FC Porto, kiedy w wielce dziwnych okolicznościach z pracy zrezygnował Luigi Del Neri. Włoch odszedł od „Smoków” po zaledwie… miesiącu (37 dni dokładnie). Po nim na fotel wskoczył Luiz Fernandez. Przypominam, że Porto w tamtym czasie pełniło funkcję obrońcy tytułu Ligi Mistrzów 2003/04.

Pokazem pół – dezercji była sytuacja ze Svenem – Goranem Erikssonem, gdy ten podczas piastowania funkcji selekcjonera Anglii, dał się złapać w prowokację dziennikarzy, którzy podszyli się pod majętnego szejka i zaproponowali 68-latkowi przejęcie Aston Villi. Szwed dał się niestety nabrać na ofertę… Mistyfikacja szybko wyszła na jaw, ale niesmak pozostał… Gazety na Wyspach Brytyjskicj miały pokaźną porcję do publikowania różnorakich odniesień do wspomnianego incydentu.

Piłkarski świat w swojej historii pokazał wiele zachowań wbrew jakiejkolwiek etyce. Pocieszenie? Jest. Oto przykłady: Francesco Totti, Alessandro Del Piero, Marek Chojnacki, czy Paolo Maldini. Oni pokazali w mojej ocenie najlepszą definicję lojalności. 

Jak wiadomo, wielkie pieniądze potrafią zmienić optykę na otaczającą nas rzeczywistość o 180 stopni.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.