Rzucić rywala na kolana i wznieść puchar – zapowiedź wielkiego finału!

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

W ostatnim czasie rywalizacja Legii Warszawa i Lecha Poznań elektryzuje wielu kibiców polskiej piłki nożnej. Już w najbliższy poniedziałek, 2 maja o godzinie 16:00 obie drużyny powalczą w tym sezonie po raz kolejny, a stawką meczu na PGE Narodowym będzie Puchar Polski.

 

Ostatnie wymiany ciosów

Od czasu poprzedniego finału Pucharu Polski mija dokładnie rok, wtedy to Legia zdobyła trofeum ogrywając Lecha 2:1. Okazja do rewanżu przyszła bardzo szybko, bo już tydzień później Lech cieszył się z wygranej w Poznaniu, która jak się okazała była kluczowa do wywalczenia mistrzostwa Polski przez Kolejorza. Bieżący sezon przyniósł kolejne starcia obu drużyn. Superpuchar Polski przypadł Lechowi, który rozbił Legię na swoim stadionie 3:1. Później były trzy mecze ligowe. Lech w kryzysie jedzie do Warszawy i po trafieniu Hamalainena wywozi trzy punkty. Aktualnie Fin gra już z „eLką” na piersi, a w tym roku kalendarzowym w Poznaniu musiano uznać wyższość Legii dwa razy. Najpierw na INEA Stadionie Wojskowi triumfowali po dwóch bramkach Nikolicia, a po niecałym miesiącu na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej padł wynik 1:0 dla gospodarzy. Ostatnie rezultaty stawiają Legię w roli faworyta, lecz Lech na pewno zrobi wszystko aby tym razem się zrewanżować i zdobyć Puchar Polski.

 

Zagrać na zero z tyłu

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Obie ekipy w meczu na PGE Narodowym będą dążyć aby bramki nie stracić. W Poznaniu mają świetnego Jasmina Buricia, który nie raz udowodnił swoimi interwencjami, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Mimo to w ostatnich dwóch konfrontacjach Burić musiał trzykrotnie wyciągać piłkę z siatki. Po drugiej stronie w bramce zobaczymy Arkadiusza Malarza. Doświadczony golkeeper Legii może rozegrać fenomenalne spotkanie, jak ostatnio przeciwko Ruchowi Chorzów, bądź popełniać katastrofalne błędy, jak choćby w meczu z Termalicą w Niecieczy (przegrana 3:0). Dużo będzie też zależało od postawy obrony. W drużynie z Poznania pewniakami na pozycje stoperów wydają się Paulus Arajuuri i Marcin Kamiński, gdyby któryś okazał się niedysponowany to w ostatniej chwili na środek obrony wskoczyć może Tamas Kadar. Nie wiadomo za to, jak będzie wyglądało to w stołecznej drużynie. Jeśli uraz Jakuba Rzeźniczaka, który trenował dziś na PGE Narodowym nie da mu się we znaki to najprawdopodobniej zagra na środku obrony wraz z Igorem Lewczukiem. W obwodzie trenera Czerczesowa pozostaje jeszcze Michał Pazdan. Bez względu na to kto z tej trójki zagra w wyjściowym składzie, wydaje się być słuszny wyborem. Boki obrony w ekipie Kolejorza mogą wyglądać różnie, docelowo można spodziewać się Kędziory i wspomnianego wcześniej Kadara, lecz gotowi do gry są również Kebba Ceesey oraz Vladimir Volkov. W Legii na lewej stronie obrony powinien zameldować się Hlousek, a na prawej Artur Jędrzyjczyk. W rezerwie pozostają Tomasz Brzyski i grający ostatnio poniżej oczekiwań Łukasz Broź i Bartek Bereszyński. Ciekawostką jest fakt, że obrona Lecha Poznań w rozgrywkach Pucharu Polski skapitulowała tylko raz, w rewanżowym spotkaniu półfinału przeciwko Zagłębiu Sosnowiec. Legia z kolei w czterech spotkaniach traciła po golu, a aż trzy z nich zdobyły drużyny z zaplecza Ekstraklasy. W finale wiele będzie zależało od postawy defensywy. Kto popełni mniej błędów, ten straci mniej bramek, a to po końcowym gwizdku może przeważyć szalę zwycięstwa.

 

Reprezentacyjny środek pola

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

To co będzie działo się w środku pola może mieć duże znaczenie dla przebiegu rywalizacji. Kto zanotuje więcej odbiorów i mniej strat w środku boiska, będzie mógł częściej przenosić grę pod pole karne przeciwnika. Takim rozgrywającym w Lechu ma być reprezentacyjny pomocnik Karol Linetty, który nie raz pokazał się z dobrej strony. Kto wie, być może da sygnał selekcjonerowi Nawałce, że warto go zabrać na Euro do Francji. Jeśli podania Linetty’ego nie będą trafiać do partnerów, to z pewnością pokusi się on o precyzyjne uderzenie z dystansu. Na takie rozwiązanie również może się zdecydować Tomasz Jodłowiec. Powracający po kontuzji Jodła, przed finałem jest już w pełni gotów do gry i na pewno w żadnej akcji nie odpuści. A tego, że asystować i strzelać bramki potrafi nikomu przypominać nie trzeba. W końcu to on w zeszłorocznym finale trafił do siatki i to aż dwa razy. Raz, co prawda pechowo zanotował samobójcze trafienie, lecz niedługo później wyrównał stan rywalizacji i odkupił swoje winy. W Lechu Karol Linetty będzie wspierany przez kapitana Łukasza Trałkę. Tomasz Jodłowiec najprawdopodobniej przez innego piłkarza przymierzanego do kadry narodowej Ariela Borysiuka. Jednego możemy być pewni, w środku pola będzie wiele starć i zobaczymy walkę o każdą piłkę, na sto procent możliwości piłkarzy.

 

Strzelić więcej i wygrać

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Kto strzeli więcej bramek zdobędzie Puchar Polski. Banalne stwierdzenie, ale tym prawem rządzą się spotkania finałowe. Legia Warszawa w spotkaniach ligowych, jak i pucharowych strzela o wiele więcej bramek niż Lech Poznań. Wszystko to za sprawą jej najlepszego strzelca Nemanji Nikolicia, który zdążył w lidze wbić Kolejorzowi na ich boisku dwie bramki. Wraz z Nikoliciem duet napastników stworzy zapewne Aleksandar Prijović. Szwajcar rozstrzygnął rywalizację między obiema drużynami kilkanaście dni temu, zdobywając jedyną bramkę spotkania. W Poznaniu liczą na Nickie Bille Nielsena. W ostatnim meczu Lecha z Legią Duńczyk był blisko cieszenia się ze strzelonej bramki, na jego drodze stanął jednak słupek. Mimo to Nielsen na pewno będzie groźny w akcjach podbramkowych swojego zespołu. Tym bardziej, że wspierany będzie przez ofensywne trio Lecha. Pawłowski i Lovrencsics na skrzydłach oraz Gajos za plecami napastnika na pewno nie raz dadzą się we znaki warszawskiej obronie. Atak Legii to nie tylko węgiersko – szwajcarski duet. Duda, Guilherme, Kucharczyk, czy Aleksandrov są chętni aby oskrzydlać akcje swojej drużyny i nękać defensywe Lecha dośrodkowaniami bądź strzałami. Asem w rękawie drużyny Stanisława Czerczesowa może okazać się Kasper Hamalainen. Najskuteczniejszy zawodnik Lech Poznań w lidze i… obecnie piłkarz Legii Warszawa. Jego zmiana barw klubowych do tej pory wywołuje skrajne emocje. W zeszłym roku przegrał Puchar Polski z Lechem, a teraz jeśli tylko dostanie szansę gry zrobi wszystko, aby to trofeum wygrać z Legią.

 

Jeden zwycięzca, prestiż i puchar

W poniedziałkowym finale wygra jedna drużyna. Ten kto okaże się lepszy wzniesie do góry Puchar Polski, zyska prestiż i na stałe zapisze się na kartach historii polskiej piłki klubowej. Ponadto dodatkowym smaczkiem będzie górowanie nad odwiecznym rywalem. Obie drużyny są gotowe do rywalizacji i przystąpią do finałowego starcia w najsilniejszych składach. Bez względu na to kto wygra, jest to najbardziej medialny mecz piłkarski polskich klubów w naszym kraju. Stadion PGE Narodowy, ponad 40 tysięczna widownia. Oby to było widowisko na najwyższym poziomie, a drużyna lepsza wygrała po rywalizacji fair play, udowadniając swoją jakość na murawie.

 

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.