¡Qué partidazo! Atletico – Real. Stolica jest biała

Marca.com

Vicente Calderon, czyli zmora Realu Madryt. Z ostatnich siedmiu wyjazdów na teren miejscowego rywala tylko raz Los Blancos przywozili trzy punkty. Więcej było druzgocących porażek, z 0:4 w lutym 2015 roku na czele. To tutaj “Królewscy” nie raz w ostatnich latach grzebali szanse na tytuły. W sobotę było jednak dokładnie odwrotnie. Stolica jest biała, Real panuje w Madrycie (0:3).

Atletico faworytem? Tak, gdyby nie… Barcelona 

Rojblancos po dwóch niedawnych porażkach (0:1 z Sevillą oraz tuż przed przerwą reprezentacyjną 0:2 z Realem Sociedad) muszą gonić czołówkę. Ostatnie wpadki połączone z falstartem rozgrywek w postaci dwóch remisów spowodowały, że El Atleti przed derbami Madrytu znajdowało się dopiero na odległym, piątym miejscu w tabeli. Kibice Los Indos szansy na pokonanie rywala zza miedzy upatrywali gównie w przewadze własnego boiska. Na Vicente Calderon, poza remisem w pierwszej kolejce, Atletico zebrało jak dotąd komplet punktów. Dodatkowo nie ma ostatnio problemów z regularnym pokonywaniem Realu. I tylko kolejne zwycięstwo mogło utrzymać chłopców El Cholo w walce o tytuł. Jeszcze przed meczem Rojblancos tracili bowiem do Realu aż 6 punktów.

Do Realu, czyli lidera z problemami. Bo choć podopieczni Zinedina Zidane’a w lidze wciąż dzierżą miano niepokonanych, to styl gry nie zawsze zadowala Bernabeu. Z jednej strony pogromy Betisu (6:1) czy bezpośrednio poprzedzające starcie z Atletico 3:0 z Leganes, z drugiej tylko trzy czyste konta w 11 spotkaniach czy wpadki jak choćby 3:3 z Legią. Te wyniki budziły wśród madridismo pewien niepokój. Na dokładkę, “Królewscy” na Vicente Calderon przyjechali bez gwiazd: Kroosa, Pepe, Moraty czy Casemiro. Do gry w pełni przygotowani nie byli także Sergio Ramos oraz Karim Benzema (ostatecznie Francuz zagrał 10 minut). – Real nie miał czasu, aby odpowiednio przygotować się do tego spotkania. Wielu piłkarzy przebywało na zgrupowaniach swoich reprezentacji, a ponadto kilku innych leczy kontuzję – mówił wprost przed meczem Adomir Antić, jeden z niewielu szkoleniowców, który w swojej karierze prowadził obie madryckie ekipy.

Jednak Real dostał przed spotkaniem niespodziewany impuls. Kilka godzin przed Derbi Madrileño Barcelona bezbramkowo zremisowała z Malagą. To oznaczało, że “Królewscy” bez względu na wynik madryckich derbów pozostaną liderem La Liga. Presja i ciśnienie chociaż częściowo zeszły z piłkarzy Los Blancos wraz z ostatnim gwizdkiem Ricardo de Burgosa na Camp Nou. Teraz Real miał już inny cel: uciec. Uciec wszystkim.

Koniec kryzysu? Nie, ale Złotą Piłkę dostanie

Ronaldo w ośmiu meczach ligi hiszpańskiej poprzedzających sobotnie starcie na listę strzelców wpisał się w zaledwie trzech. 5 goli w 11 kolejkach to wynik najsłabszy odkąd Portugalczyk Old Trafford zamienił na Santiago Bernabeu. Wieści o zbliżającym się zmierzchu świetności Cristiano Ronaldo nasilały się z każdym kolejnym spotkaniem i kolejnymi męczarniami CR7. Trudno było takowe dywagacje odsunąć na bok, wszak Portugalczyk na koncie ma już 31 wiosen. Organizmu nie oszukasz, zwłaszcza, jeżeli przez lata eksploatujesz go do maksimum.

Argumentów na obronę Ronaldo było multum: od kontuzji z Euro, przez niepełny okres przygotowawczy, na zwykłym ludzkim zmęczeniu i chwilowej zadyszce kończąc. Kibice takich uzasadnień jednak nie akceptują. Gdy od blisko dekady co rok walczysz o Złotą Piłkę, masz być zawsze gotowy do gry na najwyższym poziomie. A ludzie to przecież nie roboty, podobne problemy przechodzi(ł) Leo Messi – główny konkurent Ronaldo. W sobotę Portugalczyk udowodnił jednak, że wciąż potrafi być nadpiłkarzem.

W 12. minucie oddał pierwszy strzał, tworząc pierwszą groźną sytuację w meczu. Jego próbę z główki Oblak obronił tylko dzięki niebywałemu refleksowi. Co się odwlecze, to nie uciecze – dziesięć minut później wykonywał rzut wolny. Trafił w mur, w Savica, potem piłka odbiła się jeszcze od Varane’a, grunt jednak, że ostatecznie wpadła do bramki Atletico. Po przerwie natomiast CR7 sam wypracował sobie karnego, którego pewnie zamienił na bramkę, a na kwadrans przed końcem spotkania dopełnił dzieła zniszczenia – skompletował hattricka po turbokontrze w duecie z Garethem Balem. Ktoś powie, że wolny na farcie, karnego strzeliłbym i ja, tak samo jak dołożył nogę na “pustaka”. Otóż nie. Może i wolny to był przypadek, ale takie dwa sprinty jak przy wyprzedzeniu Savica, wywalczając karny oraz (a może przede wszystkim) utrzymaniu tempa Bale’a w kontrze, pokazują, że “stary” Ronaldo jeszcze jary.

Cristiano skończył debatę na temat Złotej Piłki – powiedział po meczu Zinedine Zidane – Nie mam wątpliwości, że dostanie ją po raz czwarty – dodał. Tym spotkaniem Portugalczyk obalił kilka obiegowych ostatnio mitów, pobił rekord Di Stefano w bramkach zdobytych w derbach Madrytu (ma ich 18, Argentyńczyk 17), zrównał się bramkami w lidze z Messim i Suarezem, ale przede wszystkim udowodnił światu, że mimo iż do dawnej formy powrócić mu będzie bardzo ciężko, wciąż może w pojedynkę wygrywać mecze.

Mistrzostwo? Tak, ale w maju

Przed meczem kursy na zwycięstwo Realu w derbach wynosiły ok. 3 złotych (2,5 na Atletico). Nawet fani Los Blancos remis przed pierwszym gwizdkiem przyjęliby z otwartymi rękoma. Zaczęło się tak, jak miało: pierwsze dziesięć minut to pokaz intensywności gry z obu stron. Atletico wdrażało swój plan, a kibice mogli tylko zacierać ręce. Od momentu pierwszej groźnej okazji gości – wspomnianego strzału Ronaldo – wszystko się jednak zmieniło. Inicjatywę przejął Real.

Choć posiadanie piłki “Królewscy” wygrali nieznacznie (53:47), a sytuacji bramkowych więcej mieli gospodarze (12:16), to końcowy triumf podopiecznych Zidane’a nie był zagrożony ani przez moment. – Nie mogliśmy dobrze wejść w mecz. Zaczęliśmy nieźle, ale potem zaczęły im wychodzić przerzuty, zgarniali drugie piłki, a my nie czuliśmy się wygodnie – wyjaśniał po meczu Koke. Po pół godzinie gry Real wyraźnie już dominował i prowadził 1:0. Do końca pierwszej połowy, jak i całego spotkania, Los Blancos sprawiali wrażenie ekipy tak zmotywowanej, że żaden inny wynik niż zwycięstwo nie wchodził dla nich w grę.

Gospodarze po zmianie stron zabrali się do roboty, ale gdy Fernandez Borbalan w 71. minucie wskazał na “wapno”, jasne stało się, że Atletico tego meczu nie wygra. – W pierwszej połowie strzelili nam gola szczęśliwie, po rykoszecie, drugą część zaczęliśmy bardzo dobrze, ale rzut karny zabrał nam wszelką nadzieję na korzystny wynik – przyznał po meczu Diego Simeone. Po tym ciosie Rojblancos już się nie podnieśli. Cichym bohaterem spotkania był Isco – Wszystko mi dziś wychodziło, jestem prze-szczęśliwy – przyznał zaraz po końcowym gwizdku sam zainteresowany. 92% skuteczności podań mówi samo za siebie. – Byliśmy lepsi w każdej formacji: pewni w obronie, zrównoważeni w pomocy i skuteczni w ataku – cieszył się natomiast Zinedine Zidane. Tak optymistyczne wypowiedzi z obozu “Królewskich” nie są bezpodstawne, Real zagrał bowiem prawdopodobnie najlepszy mecz w sezonie, a przewaga w lidze nad drugą Barceloną urosła już do czterech punktów. Madrytczycy z optymizmem wyczekiwać mogą więc grudniowego Gran Derbi.

***

– Wygraliśmy tylko jeden mecz, jeszcze długa droga przed nami. Do zakończenia sezonu mnóstwo spotkań, musimy wygrywać każde kolejne – uspokaja “Zizou”. I ma rację. Real wczorajszym spotkaniem otworzył sobie niemal na oścież drzwi do mistrzowskiego tytułu. Tytułu, którego nie zdobył od lat, rok w rok oglądając plecy czy to Atletico, czy przede wszystkim Barcelony. W tym sezonie ma być zgoła inaczej, bo liga to główny cel “Królewskich”. Początek jest dla nich znakomity, ale pamiętajcie: mistrzostwo wygrywa się w maju.

Atletico Madryt – Real Madryt 0:3 (0:1)
0:1 – Cristiano Ronaldo 23′
0:2 – Cristiano Ronaldo (k.) 71′
0:3 – Cristiano Ronaldo 77′

Atletico Madryt: Jan Oblak – Juanfran, Diego Godin, Stefan Savić, Filipe Luis – Gabi (61′ Angel Correa), Koke, Saul Niguez, Yannick Ferreira Carrasco – Antoine Griezmann, Fernando Torres (61′ Kevin Gameiro)

Real Madryt: Keylor Navas – Daniel Carvajal, Raphael Varane, Nacho, Marcelo – Luka Modrić, Mateo Kovacić, Isco (79′ Karim Benzema) – Lucas Vazquez (Marco Asensio), Cristiano Ronaldo (83′ James Rodriguez), Gareth Bale

* wszystkie wypowiedzi pochodzą z oficjalnych stron klubowych

 ** w ramach serii “¡Qué partidazo!” co miesiąc wybieram najciekawszy mecz La Liga Santander, relację wzbogacając o analityczny komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *