Puchar Ligi Angielskiej: Manchester City za burtą!

https://twitter.com/Carabao_Cup/status/1453460879568166920/photo/1


Rozgrywki Carabao Cup rządzą się swoimi prawami i nie inaczej było środowego wieczoru. Byliśmy świadkami kilku niespodzianek i przy okazji poznaliśmy wszystkich ćwierćfinalistów turnieju.

Tottenham ostatnimi czasy nie notuje najlepszej passy, więc idealnym momentem na odkucie się był mecz z Burnley w ramach EFL Cup. Emocje w meczu nadeszły dopiero w drugiej połowie. Najpierw efektowną paradą popisał się Nick Pope, który powstrzymał uderzenie głową Giovanniego Lo Celso. Zaledwie trzy minuty później angielski golkiper był bezdradny. Lucas Moura wykorzystał wrzutkę Emersona Royala i z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki głową. Podopieczni Nuno Espirito Santo grają dalej!

Burnley – Tottenham 0:1

Moura 68′

Z losowania 1/8 finału Carabao Cup najbardziej zadowoleni byli piłkarze Liverpoolu. “The Reds” trafili na Preston North End, które delikatnie mówiąc nie notuje najlepszych wyników w Championship. Jurgen Klopp wystawił eksperymentalną jedenastkę i o mały włos a mógł gorzko tego pożałować. W 25′ minucie Brad Potts wyszedł sam na sam z Adrianem i gdyby nie fakt, że w ostatnim momencie nieco się przestraszył, mógł wyprowadzić swoją drużynę na prowadzenie. Zaledwie trzy minuty później w polu karnym gości znowu się zakotłowało. Najpierw szczęścia próbował Sean Maguire, ale na posterunku znowu stał hiszpański bramkarz. Odbitą przez niego piłkę chciał dobić Ryan Ledson, jednak jeden z rywali wybił piłkę z linii bramkowej. W drugiej połowie do ataku ruszyli piłkarze Kloppa w wyniku czego w 62′ minucie wyszli na prowadzenie. Takumi Minamino wykorzystał dośrodkowanie Neco Williamsa i piszczelem pokonał bramkarza drużyny przeciwnej. Pod koniec spotkania Divock Origi popisał się błyskotliwym uderzeniem piętą i ustalił wynik spotkania. Obyło się bez niespodzianki.

Preston North End – Liverpool 0:2

Minamino 62′, Origi 84′

Drugi z przedstawicieli Championship, Stoke, także nie dało rady uratować honoru zaplecza ligi angielskiej. Na drodze stanęli im bowiem piłkarze Brentford. Już po pierwszej połowie goście mogli cieszyć się z dwubramkowego prowadzenia. Na trafienia Canosa i Toneya zdołał odpowiedzieć jedynie Sawyers.

Stoke – Brentford 1:2

Sawyers 57′ – Canos 22′, Toney 40′

Ostatnie dwa spotkania tego wieczoru zakończyły się rzutami karnymi. Leicester City już w 6′ minucie objęło prowadzenie za sprawą koszmarnego błędu Jasona Steele, który zagrał piłkę wprost pod nogi Harveya Barnesa. Młody Anglik przymierzył mocno z dystansu i mógł cieszyć się z gola. W 21′ minucie Kiernan Dewsbury-Hall odebrał dokładne podanie i oddał podcięty strzał prosto w górną siatkę bramki. Golkiper jednak doskonale obronił, wybijając piłkę od poprzeczki. Bramkę do szatni strzelił natomiast Adam Webster. Wydawało się, że pierwsza połowa skończy się remisem, ale wtedy Ademola Lookman wykorzystał prezent od przeciwników i znowu wyprowadził “Lisy” na prowadzenie. W końcówce spotkania Marc Cucurella popisał się nienaganną techniką i wrzucił piłkę wprost na głowę Enocka Mwepu. Ten nie mógł się pomylić i podpiął swoją drużynę “do respiratora”. Dzięki temu byliśmy świadkami rzutów karnych. Maupay jak i sam Mwepu przestrzelili swe jedenastki i to ekipa Leicester może myśleć o ćwierćfinale.

Leicester – Brighton & Hove Albion 2:2 (4:2)

Barnes 6′, Lookman 45+5′ – Webster 45+3′, Mwepu 71′

Wisienką na torcie tego wieczoru było oczywiście starcie Manchesteru City z West Hamem United. Wydarzenie to oglądało aż 60 tysięcy fanów na stadionie. Przebieg meczu jednakże nie był już taki, o jakim marzyli kibice na stadionie i przed telewizorami. Pierwszą groźną akcję mieliśmy dopiero w 45′ minucie za sprawą Nathana Ake, który nieznacznie się pomylił przy uderzeniu głową. Już w drugiej połowie dogodną sytuację zmarnował Ilkay Gundogan. “Młoty” odpowiedziały już po dwóch minutach od groźnego strzału Niemca. Arthur Masuaku otrzymał precyzyjne podanie w środek pola karnego i uderzył, ale bramkarz obronił wybijając piłkę poza bramkę. Andriy Yarmolenko znalazł się jako pierwszy do dobitki, ale jego strzał został zablokowany. Szczęścia próbowali także John Stones i znowu Gundogan, ale za każdym razem wyśmienicie bronił Areola. Z tego też powodu doczekaliśmy się serii jedenastek. Jedynym pechowcem okazał się młodziutki Phil Foden, który chybił w pierwszej serii. Pozostali zawodnicy już się nie mylili i to West Ham United gra dalej!

West Ham United – Manchester City 0:0 (5:4)


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.