Przyszłość spowita mgłą

Czy w przyszłym sezonie kibice Lecha znów będą musieli się przyzwyczaić do takich widoków?

Kolejny kompromitujący sezon w wykonaniu zawodników Lecha Poznań za nami. Piłkarze, których w większości w Poznaniu już nie zobaczymy skompromitowali się w niebiesko-białych barwach kolejny raz. Na całe szczęście ostatni. Nie mniej kompromitujące występy w ostatnim czasie zaliczył prezes Kolejorza pan Karol Klimczak. Tak jak kibice zarzucali działaczom to, że “chowają się w norach”, tak po ostatnich wypowiedziach najchętniej nakazaliby schować się prezesom z powrotem.

Lech Poznań zakończył sezon na 8 miejscu w ligowej tabeli. Miejscu, które nie przystoi takiemu klubowi jak Lech. Przez cały sezon nie mieliśmy argumentów ze strony zawodników, że to może być przełomowy rok. 

Od 20 maja 2018 r. gdy podczas meczu z Legią kibice Lecha dali wyraz swojej frustracji nie zmieniło się kompletnie nic. Kibice liczyli, że tamten zryw w jakiś sposób wpłynie na rządzących Lechem i nastąpią naprawdę daleko idące zmiany. Nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Próba ratowania twarzy jedną z klubowych ikon nie przyniosła rezultatu. Tak jak ekspresyjnie po zakończeniu sezonu 2017/18 wypowiadał się Piotr Rutkowski, tak samo mocno skompromitował się cały zarząd Kolejorza po ogłoszeniu decyzji o zwolnieniu Ivana Djurdjevicia. I nie mam na myśli tego, że sam Ivan kompletnie sobie nie poradził w roli pierwszego trenera. Mam na myśli to, że Piotr Rutkowski wręcz ręczył za to, że “Djuka” to trener na lata i nic przykrego go tutaj nie spotka. Już mało ważne, że po raz kolejny oszukani zostali kibice, którzy od dawna mają serdecznie dość takiego zarządzania ich ukochanym klubem. Ale co istotniejsze Piotr Rutkowski tamtymi wypowiedziami oszukiwał samego siebie. Przecież musiał sobie zdawać sprawę z tego, że ruch z Ivanem Djurdjeviciem może się okazać zbyt ryzykowny. Powinien zdawać sobie sprawę z tego, że po zaprzepaszczonej szansie na mistrzowski tytuł każda decyzja będzie analizowana i komentowana nie tylko przez dziennikarzy z całej Polski. Musiał wiedzieć, że akcja kibiców z meczu z Legią nie jest wybrykiem chuligańskim, tylko rozpaczliwym wezwaniem ostatniej szansy. 

Kto jak nie kibice właśnie są najbardziej dotknięci tym, że Lech Poznań regularnie wystawia się na ostrzał ze strony mediów? Piłkarze? Oni przecież wykonują swoją robotę. A to, że efektów tej pracy nie widać? No to co. Kogo z tych zawodników obchodzę ja czy inny Kowalski? Miesiąc się kończy, pieniążki na konto zostaną przelane. A to, że kibice pokrzyczą “ku**a mać Kolejorz grać” to ich kompletnie nie dotykało.

Prezesi? Mam wrażenie, że ich obchodziło tylko to, w którym momencie będą mogli pochwalić się audytem finansowym. I tak jak na płaszczyźnie zarabiania pieniędzy i rozwijania klubu w tej kwestii trzeba powiedzieć, że znają się na swojej robocie. Tak na płaszczyźnie sportowej i na kwestiach zarządzania klubem nie mają kompletnie pojęcia. Od lat słyszymy i czytamy o rewolucjach kadrowych, które do tej pory kończyły się tylko wywieszaniem białej flagi. Pierwsza rewolucja, druga, trzecia, czwarta itd. każda z nich nieudana. Do Lecha w większości przypadków transferowani byli zawodnicy, którzy mogliby co najwyżej spróbować swoich sił w Zagłębiu Sosnowiec. Panowie Rutkowski i Klimczak za nic świecie nie rozumieją i chyba już się nie nauczą tego, że klub sportowy to trofea. Medale za Mistrzostwo Polski i trofeum za wygranie Pucharu Polski – to sól istnienia klubu piłkarskiego. Jeśli nie ma wygranych pucharów taki klub otacza się marazmem. Niektórzy na nieszczęście dla fanów przyzwyczajają się do takich realiów. Niby próbują coś z tym zrobić, ale niewiele im wychodzi.

Strach przed przyszłością 

Po “wyjściu z nory” prezes Karol Klimczak udzielił dwóch wywiadów, w których jeden po drugim się kompromitował. Wypowiedzi na temat kształtu kadry na przyszły sezon skutecznie zniechęciły kibiców. Jeśli jeszcze znaleźli się tacy, którzy od zeszłego roku nie byli zniechęceni. 

Wypowiedź o braku celów sportowych na nowy sezon kompletnie rozzłościła większość kibiców Lecha. Zresztą nie tylko fani śmieją się z tych słów Karola Klimczaka. Eksperci sportowi i dziennikarze również nie zostawili na tych słowach suchej nitki. Ja absolutnie zgadzam się ze słowami komentatora stacji Canal+ pana Andrzeja Twarowskiego. Pan Andrzej we wczorajszym studiu Multiligi po ostatniej ligowej kolejce powiedział, że będąc kibicem Lecha chyba nie kupiłby karnetu na nowy sezon. I czy naprawdę kogokolwiek to dziwi? 

Jak mają czuć się kibice, którzy kolejny sezon z rzędu muszą nasłuchiwać prześmiewczych komentarzy z reszty kraju? Ktoś mi może zarzucić, że w kibicowaniu nie chodzi o to, czy klub wygrywa. Bo kibicem się jest, a nie bywa. 

Każdemu takiemu odpowiem – tak masz rację. Kibicem się było, jest i będzie nadal. Nikt z tych, którzy piszą lub mówią o swoim zniechęceniu działaniami zarządu nigdy nie wyprze się miłości do niebiesko-białych barw. Ale właśnie ta miłość nie pozwala im na to, aby godzili się na taką degrengoladę jaką ostatnimi latami fundują zawodnicy Lecha sprowadzeni do klubu przez Piotra Rutkowskiego i Karola Klimczaka.

Przyszły sezon ma być dla Kolejorza sezonem przejściowym, tak wynika ze słów Karola Klimczaka w programie “Stan Futbolu”. Nie stawianie sobie celu sportowego jest równoznaczne z brakiem ambicji. Rozumiem, że nikt o zdrowych zmysłach nie próbowałby Lecha typować w gronie klubów mogących w przyszłym roku świętować tytuł Mistrza Polski. Ale słowa, które wypowiedział pan prezes brzmią jak pogodzenie się z tym, że Lech stał się ligowym średniakiem. Średniakiem z budżetem, którego większość klubów może Kolejorzowi zazdrościć. 

No, ale co w związku z tym? Co daję zwykłemu kibicowi fakt, że Lech jest chyba najbardziej stabilnym finansowo klubem w Polsce? 

Nic. Kompletnie nic. 

Jakby tego było mało za chwilę może się okazać, że Lech otrzyma statuetkę w kategorii Firma Roku. Co jeszcze bardziej może zachęcić osoby odpowiadające za rządzenie klubem, do koncentrowania się na zarabianiu pieniędzy. 

Stabilność finansowa jest ważna. Ale nie jest ważniejsza od wygrywania trofeów. 

Dziś fani Kolejorza wiedzą jedynie to, że cały przyszły sezon będzie bardzo ciężkim doświadczeniem. Kolejnym na przestrzeni ostatnich lat. I pomimo tego, że może się tak przydarzyć, że Lech wygra kilka spotkań pod rząd to osobiście nie wróżę jakiegokolwiek sukcesu.

Kadra na środek tabeli

“Mamy kadrę zdolną do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Nie potrzebujemy transferów.” – słowa dyrektora sportowego Tomasza Rząsy dziś wywołują uśmiech politowania. Kadra na mistrza nie potrafiła zakwalifikować się nawet do europejskich pucharów. Śmiech na sali.

Aktualnie nawet tak oderwani od rzeczywistości ludzie jak np. Tomasz Rząsa nie odważą się na wypowiedzi na temat kształtu kadry pierwszego zespołu. Doskonale zdają sobie sprawę, że czegokolwiek by nie powiedzieli, to i tak nikt im nie uwierzy. W tym momencie liczą się czyny, nie słowa. 

Po odejściu zainfekowanych porażkami piłkarzy w ich miejsce mają pojawić się młodzi, zdolni i walczący za barwy zawodnicy. Do tego 3-4 transfery zapowiedzianie przez prezesa Klimczaka i według ludzi z klubu kadra na przyszły sezon gotowa. I owszem. Kadra gotowa, ale nie na zdobywanie tytułów, tylko na walkę o awans do górnej ósemki.

Chciałbym te wszystkie słowa odszczekać i zostać bardzo mile zaskoczony w maju przyszłego roku. Ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że za rok Lech zagra o ostatniej kolejce sezonu mecz decydujący o ewentualnym zdobyciu tytułu dla Kolejorza.

 

 

Przejdź do paska narzędzi