Profesjonaliści tylko z nazwy

Wikimedia

Kiedy 4 lata temu Robert Lewandowski podjął decyzję o przenosinach do Bayernu, środowisko piłkarskie nie mogło wyjść z zachwytu nad jego profesjonalizmem. Lewy dopełnił wówczas warunków kontraktu z Borussią, i dawał z siebie wszystko, mimo, że jego odejście było już przesądzone. Myślałem sobie wtedy: “O co to całe zamieszanie? Pracownik wypełnia obowiązki, za które słono mu się płaci, nic w tym przecież niezwykłego”. Ostatnie miesiące przekonały mnie, że, w obecnych realiach piłkarskich, taka postawa jest rzeczywiście czymś rzadko spotykanym.

Muszę przyznać, że strasznie rozczarowała mnie afera, która wybuchła w szatni PSG po ostatnim meczu z Lyonem. Nie jestem broń boże fanem paryżan, jeśli już, to odczuwam ostatnio do tego klubu pewną niechęć. Strasznie mi jednak szkoda Edinsona Cavaniego, czy innych zasłużonych piłkarzy tego klubu, którzy nagle znaleźli się w cieniu gigantycznego ego Neymara. A niestety na nim problem w drużynie PSG się nie kończy. Sam jeden nie byłby w stanie zwojować szatni tak wielkiego klubu, mimo swojego statusu supergwiazdy. Kłopot w tym, że w Paryżu pojawił się swego rodzaju brazylijski sojusz. W momencie, w którym dochodzi do sytuacji takich jak w niedzielnym meczu, gdy piłkarze zaczynają szarpać się o piłkę przy wykonywaniu stałych fragmentów, do akcji powinien wkroczyć kapitan. W każdym klubie istnieje pewna narzucona przez trenera hierarchia, według której wykonywane są rzuty karne czy wolne. Jestem absolutnie pewien, że w PSG, Cavani stoi w tej hierarchii wyżej od Neymara czy Alvesa. Dlaczego nowo pozyskani piłkarze nie chcą się tej hierarchii podporządkować? Cóż, tu odpowiedź jest prosta: w grę wchodzi naturalna arogancja. Dlaczego jednak David Silva nie interweniował, i nie dopilnował, by to nominowani do tego zawodnicy wykonywali stały fragment gry? To już jest większy problem. Wygląda na to, że prywatne stosunki z kolegami wzięły w tym przypadku górę nad interesem zespołu.

Sytuacja w szatni paryżan to jednak nie jedyna sytuacja z tego lata, która świadczy o upadku profesjonalizmu na najwyższym poziomie rozgrywek. Zachowania piłkarzy takie jak to, które prezentowali Coutinho, Ousmane Dembélé, czy, w nieco odmiennej sytuacji, Diego Costa, nie mieszczą się moim zdaniem w granicach przyzwoitości. Dziwny jest też dla mnie brak ostrzejszej reakcji ze strony klubów (choć w przypadku Diego Costy Chelsea zapowiedziała niedawno możliwość wstąpienia na drogę sądową). Nie do pomyślenia jest przecież, by zawodnik, który otrzymuje za swoją pracę grube miliony, zaczynał się bawić w jakieś absurdalne protesty, odmawiał gry, czy w ogóle nie pojawiał się na treningach.

Osobiście uważam, że skoro taki Philippe Coutinho ma dosyć tupetu, by świadomie działać wbrew interesom swojego pracodawcy, to klub powinien wykazać jakieś poczucie godności, i zawodnika surowo ukarać. Istnieje przecież, bardzo popularne w futbolowym światku, powiedzenie: “Żaden zawodnik nie jest większy od klubu”. Czy nie warto byłoby wcielić te słowa w życie? Gdyby zrobić z Brazylijczyka przykład dla innych, odsunąć go od jakichkolwiek występów, a nawet od treningów z pierwszym zespołem na pół roku czy więcej, byłaby to dobra przestroga na przyszłość dla piłkarzy nie tylko Liverpoolu, ale też innych klubów. Analogicznie wydaje mi się, że Chelsea nie powinna w tym roku sprzedawać Diego Costy. Jeśli nie chce grać, niech siedzi sobie w tej Brazylii do woli. Niech klub kontynuuje nakładanie kar finansowych, w razie konieczności pójdzie ze sprawą do sądu, a po zakończeniu sezonu okaże się, czy takie Atletico wciąż ma ochotę na upartego gwiazdora, który w dodatku przez rok nie grał w piłkę. Może i londyńczycy straciliby na tym parę milionów funtów, ale za to wyszliby z całej sytuacji z twarzą, a w dodatku dali przykład innym. Niech ci “profesjonaliści” wiedzą, co to słowo tak na prawdę oznacza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi