The Liverpool Offside

Drugi dzień świąt Bożego Narodzenia to ważna data w kalendarzu każdego sympatyka angielskiego futbolu. Jak co roku, tak i tym razem Boxing Day stał pod znakiem meczów na niemal wszystkich szczeblach, w tym oczywiście Premier League. Zapraszamy na przegląd wydarzeń 19. kolejki najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii.

Mecze rozgrywane 26 grudnia to w Anglii już niemal 160-letnia historia. To właśnie tego dnia, w 1860 roku w Sheffield, rozegrano pierwszy oficjalny mecz piłkarski. Naprzeciw siebie stanęły wówczas zespoły Sheffield FC oraz Hallam FC. Dla upamiętnienia tego starcia, powołując English Football League w 1888 roku postanowiono, iż co roku w Boxing Day będzie rozgrywana ligowa kolejka. Dziś żaden pasjonat angielskiej piłki nie wyobraża sobie drugiego dnia świąt bez meczów Premier League. Zwłaszcza, że wiele z nich na stałe zapisało się na kartach historii. Szczególnie często wspomina się serię gier z 1963 roku – rekordową pod względem liczby goli (66 bramek w 10 meczach) oraz obfitującą w niespodziewane rezultaty, jak chociażby zwycięstwo Burnley z Manchesterem United 6:1. Na powtórkę z rozrywki nikt tym razem raczej nie liczył, ale 19. kolejka obecnego sezonu również dostarczyła kibicom sporo wrażeń i emocji.

Najważniejszym wydarzeniem minionej serii gier jest powiększenie przewagi Liverpoolu nad resztą stawki w ligowej tabeli. The Reds jako czwarta drużyna w historii Premier League pozostaje niepokonana na półmetku sezonu. O ich starciu z Newcastle właściwie nie ma się co rozpisywać. Podopieczni Jürgena Kloppa zagrali wręcz koncertowo. Po raz kolejny – już dwunasty w tym sezonie – zachowali czyste konto, a i w ofensywie pokazali, dlaczego przewodzą ligowej stawce. Gładkim zwycięstwem 4:0 sprawili, że Rafa Benítez, który wygrywał z Liverpoolem Ligę Mistrzów w 2005 roku, nie będzie mile wspominał powrotu na Anfield. Spory ból głowy w najbliższych dniach może trapić również innego hiszpańskiego menedżera – Pepa Guardiolę. Jego Manchester City poniósł trzy porażki w czterech ostatnich meczach. Tym razem obrońcy mistrzowskiego tytułu ulegli na King Power Stadium Leicester 1:2. Podobnie, jak kilka dni wcześniej przeciwko Crystal Palace, tak i teraz The Citizens jako pierwsi trafili do siatki, ale nie zdołali utrzymać prowadzenia do końca spotkania. Przez mistrzów Anglii powoli zaczyna przemawiać frustracja, o czym może świadczyć brutalny faul Fabiana Delpha z końcówki środowego spotkania. Najwyraźniej, piłkarze zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że obrona tytułu mistrzowskiego powoli im ucieka. Wprawdzie przed nami jeszcze połowa sezonu, ale siedem punktów mniej od świetnie dysponowanego Liverpoolu już w tym momencie wydaje się niemałą stratą. Krytykując podopiecznych Guardioli, nie sposób rzecz jasna nie pochwalić ich pogromców. Zwłaszcza, że było to już drugie z rzędu zwycięstwo piłkarzy Leicester z wyżej notowanym rywalem, po tym jak w sobotę pokonali Chelsea 1:0.

Manchester City stracił nie tylko kolejne trzy punkty do Liverpoolu, ale także drugie miejsce w tabeli. Nowym wiceliderem został Tottenham. Podopieczni Mauricio Pochettino w okresie świątecznym imponują skutecznością. Po wbiciu sześciu goli Evertonowi w niedzielę, tym razem zaaplikowali pięć bramek piłkarzom Bournemouth. Drugim dubletem z rzędu popisał się Son Heung-min. Więcej niż o Koreańczyku, mówi się jednak o wyczynie Kyle’a Walkera-Petersa. Młodego Anglika nie wiąże żadne pokrewieństwo z Kyle’em Walkerem z Manchesteru City, ale obaj panowie mają ze sobą dużo wspólnego. Od nazwiska, poprzez pozycję na boisku, aż po stawianie pierwszych kroków w seniorskiej karierze właśnie w Tottenhamie. I choć Walker-Peters jest dopiero na początku swojej drogi, takiego występu jaki zaprezentował w środę, jego bardziej doświadczony kolega z pewnością by się nie powstydził. 21-latek popisał się bowiem asystami przy wszystkich trzech golach Kogutów w pierwszej połowie. Podobnie, jak cała drużyna, do skutecznej gry w ofensywie dołożył solidną postawę w obronie, w efekcie czego Tottenham rozbił Bournemouth 5:0, odnosząc tym samym piątą wygraną z rzędu.

Za plecami wspomnianej trójki trwa zażarta walka o czwarte miejsce pomiędzy Chelsea a Arsenalem. W ostatnim czasie obie drużyny grają w kratkę. Chelsea pokonała chociażby Manchester City, ale przegrała z Wolverhampton i Leicester. Arsenal natomiast, potrafił po efektownej grze wygrać w derbach północnego Londynu z Tottenhamem, by następnie ulec Southampton, a drugiego dnia świąt zremisować z Brighton. Kanonierzy prowadzili na Amex Stadium już od 7. minuty po kolejnym trafieniu swojego najlepszego strzelca – Pierre-Emericka Aubameyanga, ale jeszcze przed przerwą wyrównującego gola strzelił Jürgen Locadia. Druga połowa, pomimo dość wyraźnej przewagi podopiecznych Unaia Emery’ego, nie przyniosła zmiany rezultatu. Potknięcie Arsenalu tym razem wykorzystała Chelsea, choć triumf nad Watfordem nie przyszedł jej łatwo. Po raz kolejny w tym sezonie, ciężar gry The Blues wziął na swoje barki Eden Hazard. Belg strzelił dwa gole, a Chelsea zwyciężyła na Vicarage Road 2:1. Dla Hazarda były to bramki numer 100 i 101 w barwach klubu ze Stamford Bridge. W tym sezonie gwiazdor The Blues miał udział aż przy dziewiętnastu golach swojego zespołu, co czyni go pod tym względem najlepszym piłkarzem w lidze.

Na wstępie wspomnieliśmy o historycznym triumfie 6:1 Burnley nad Manchesterem United w 1963 roku. Miniony Boxing Day w wykonaniu obu zespołów znacznie różnił się od tego sprzed 55 lat, choć tym razem nie stanęły one naprzeciw siebie. Burnley zostało rozbite na własnym stadionie przez Everton 1:5 i pozostało w strefie spadkowej. Czerwone Diabły odniosły natomiast drugie zwycięstwo w drugim meczu pod wodzą Ole Gunnara Solskjææra. Po pewnym triumfie 5:1 z Cardiff, tym razem pokonały one Huddersfield 3:1. Wprawdzie klasa obu rywali każe nieco tonować nastroje, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że z Norwegiem za sterami gra United uległa poprawie. Najbardziej zauważalną zmianą jest odrodzenie Paula Pogby. Za kadencji José Mourinho, Francuz raczej zawodził, a w ostatnich tygodniach popadł w konflikt z menedżerem i został odstawiony przez niego na boczny tor. U Solskjæra rozegrał natomiast drugie świetne zawody z rzędu, okraszone w dodatku dwiema bramkami. Patrząc na terminarz United w następnych tygodniach, wydaje się, że Norweg objął zespół w najlepszym dla siebie możliwym momencie. Jeżeli dwa przekonujące zwycięstwa pociągną za sobą kolejne triumfy, to przy ewentualnych kolejnych wpadkach Chelsea i Arsenalu, powrót do gry o czołową czwórkę ligowej tabeli wydaje się zupełnie realny.

W środę doszło także do bezpośredniego starcia pomiędzy dwójką beniaminków. Oba zespoły przystępowały jednak do tego meczu z zupełnie różnych pozycji. Fulham zamykało przed tą kolejką ligową tabelę i, pomimo zmiany menedżera przed kilkoma tygodniami, wciąż nie może odbić się od dna. Wolverhampton gra w tym sezonie nieco w kratkę, ale zajmuje spokojne miejsce w środku tabeli, a ich postawa w ostatnim czasie zasługiwała na pochwałę. Na Craven Cottage, poza statystyką posiadania piłki, nie było jednak widać tej różnicy. Mało tego, to gospodarze byli bliżsi wygranej po golu Ryana Sessegnona. Na kilka minut przed końcem spotkania Wilki zdołały jednak wyszarpać remis. Podopiecznym Claudio Ranieriego na pocieszenie pozostaje fakt, iż zdobyty przez nich jeden punkt pozwolił opuścić im ostatnie miejsce w tabeli na rzecz Huddersfield. Straty do miejsca gwarantującego zachowanie ligowego bytu nie zdołali jednak zmniejszyć. Zajmujące tę pozycję Cardiff również dołożyło bowiem jedno oczko do swojego dorobku, remisując bezbramkowo z Crystal Palace.

Nie wszystkie mecze 19. kolejki zostały rozegrane drugiego dnia świąt. Jedno ze spotkań odbyło się w czwartkowy wieczór. Zapowiadało się ono bardzo ciekawie z punktu widzenia polskich kibiców. Naprzeciw siebie stanęły bowiem Southampton Jana Bednarka oraz West Ham z Łukaszem Fabiańskim. Powody do zadowolenia ma tylko ten drugi, choć przez długi czas niewiele na to wskazywało. Po bezbramkowym remisie do przerwy, drugą odsłonę od mocnego uderzenia rozpoczęli Święci, którzy w 51. minucie objęli prowadzenie. To najwyraźniej rozjuszyło gości, a szczególnie Felipe Andersona. Brazylijczyk błyskawicznie odpowiedział dwoma trafieniami, które – jak się później okazało – były na wagę trzech punktów dla Młotów. Gole Andersona na niewiele mogłyby się jednak zdać, gdyby nie dobra postawa Fabiańskiego. Rozgrywający swój dwusetny mecz w Premier League reprezentant Polski po raz kolejny był mocnym punktem swojego zespołu i uświetnił swój jubileusz kilkoma udanymi interwencjami. Za sprawą Andersona, Fabiańskiego i spółki, West Ham kontynuuje swój marsz w górę w tabeli i po czwartkowym zwycięstwie plasuje się już na dziewiątym miejscu. Southampton poniósł natomiast pierwszą porażkę pod wodzą Ralpha Hasenhüttla i nie wykorzystał szansy na oddalenie się od strefy spadkowej. Przewaga nad osiemnastym w tabeli Burnley w dalszym ciągu wynosi tylko trzy punkty.

Sezon 2018/19 Premier League osiągnął półmetek. Dla piłkarzy i ich menedżerów nadeszła zatem pora na wyciąganie wniosków i obmyślanie planów na drugą część sezonu. Nie będą oni jednak mieli zbyt wiele czasu na rozważania. Jeszcze w tym roku kalendarzowym czeka nas dwudziesta seria gier, a w niej m.in. starcie Liverpoolu z Arsenalem oraz ważny dla układu dolnej części tabeli pojedynek czerwonych latarni: Fulham i Huddersfield. To wszystko (i wiele więcej) już w nadchodzący weekend.


Jedenastka 19. kolejki Premier League wg PilkarskiSwiat.com:


Wyniki 19. kolejki i tabela Premier League:

Fulham FC – Wolverhampton Wanderers 1:1
Burnley FC – Everton FC 1:5
Crystal Palace FC – Cardiff City 0:0
Leicester City – Manchester City 2:1
Liverpool FC – Newcastle United 4:0
Manchester United – Huddersfield Town 3:1
Tottenham Hotspur FC – AFC Bournemouth 5:0
Brighton & Hove Albion – Arsenal FC 1:1
Watford FC – Chelsea FC 1:2
Southampton FC – West Ham United 1:2


Czołówka klasyfikacji strzelców Premier League:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi